Relacja Live

26.10.2012

09:22

PILNE:

Incydent w hotelu Sheraton. Delegaci na zjazd PZPN próbowali w nocy otworzyć dach

09:28

Tusk:

Wiem o sytuacji w ośrodkach dla uchodźców. Komuś zabrakło determinacji i nadzoru, ale już wdrażamy program naprawczy

09:53

Taktyka PiS w sprawie budżetu UE ma zapewnić maksymalne zyski przy niewielkim ryzyku

Gra o 300 miliardów złotych z nowego budżetu UE toczy się przede wszystkim w Brukseli i Strasburgu, ale ma też spore znaczenie dla wewnętrznej polityki. Dla Platformy walka o zrealizowanie tej flagowej obietnicy z kampanii wyborczej to szansa na zaprezentowanie kompetencji i skuteczności na europejskiej arenie. To właśnie w tej sferze PiS nie ma mocnego zespołu, który mógłby łatwo kontrować europejskie poczynania Platformy. Dlatego też Jarosław Kaczyński podjął próbe maksymalnego rozegrania całej sytuacji na ściśle polskim gruncie. 




Sygnał, który PiS wysłał w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin - "nie będziemy przeszkadzać Tuskowi w walce o 300 mld" - to właśnie ta maksymalizacja. PiS chce, by Platforma została całkowitym i ostatecznym właścicielem wszystkiego, co wiąże się z negocjacjami. Jeśli zakończą się sukcesem, to PiS niewiele straci, i będzie mógł przynajmniej stwierdzić, że zyskali wszyscy Polacy. W ten sposób partia chce pokazać "ponadpartyjność" ("bipartisanship")  całej sprawy, to że przekracza podziały w imię interesu kraju. Nie ma w tym żadnego politycznego ryzyka. Zwłaszcza po wczorajszym głosowaniu w PE, PiS pozostawiając Platformę całkowicie odpowiedzialną za negocjacje może łatwo podkreślać później to co doprowadziło do ewentualnej klęski. 






Z drugiej strony, PiS chce zneutralizować argument Platformy - która także przygotowuje medialnie grunt przed negocjacjami - dotyczący europejskich konserwatystów w PE. Ten argument jest używany przeciwko partii od kilkunastu miesięcy. Wczoraj mówił o tym wprost Joachim Brudziński: "Tusku musisz! Nie pozwolimy żeby Tusk zrzucił na PiS odpowiedzialność za swoje niepowodzenie" 




Czy ta taktyka okaże się skuteczna? Każde rozstrzygnięcie negocjacji budżetowych będzie spinowane przez obie strony. PiS przygotowuje po prostu grunt i wybiera taktykę, która potencjalnie może być najbardziej efektywna. Nie ma jednak wątpliwości, że negocjacje budżetowe to jeden z mocniejszych - potencjalnie - punktów Platformy, dzięki którym partia może zyskać na krajowej arenie. PiS może zyskać w tej grze stosunkowo niewiele. Platforma może zrealizować swoją kluczową obietnicę z wyborów. To tylko zwiększa jej determinację.




fot. TPCOM CC BY NC ND 2.0 


11:24

Ten klip Obamy o głosowaniu irytuje prawicę w USA:

Twój pierwszy raz

Sztab Obamy konsekwentnie stawia na mobilizację konkretnych grup elektoratu - np. młodych, Latynosów - przed listopadowymi wyborami. Jedna z metod tej mobilizacji wywołuje od wczoraj irytację i złośliwe komentarze amerykańskiej prawicy. Klip nazywa się "Twój pierwszy raz" i dotyczy głosowania, ale jego forma jest nietypowa. W klipie wystąpiła znana aktorka i producentka Lena Dunham, gwiazda i twórczyni m.in. serialu HBO "Girls".  



http://youtu.be/o6G3nwhPuR4
 


13:17

Pat w PZPN. Nie ma jeszcze zgody wśród delegatów jak ustawić głosowanie

14:23

Tusk w Stalowej Woli wraca do języka optymizmu co do przyszłości

Jednym z ostatnich etapów dwudniowej wizyty premiera Tuska na Podkapraciu - jednym z regionów, w których tradycyjnie silny jest PiS - była wizyta w Hucie Stalowa Wola. Premier postanowił wykorzystać sukces Huty jako wzór dla całej Polski. I chociaż do wyborów zostało jeszcze dużo czasu, to ta dwudniowa wizyta to zapowiedź jakiego rodzaju kampanię Platforma może prowadzić w przyszłości: nie tylko pokazywania "historii sukcesu" ale także łączenia ich z optymistycznym przekazem co do przyszłości. 




Industrialne wnętrza i kadry są jednym z ulubionych chwytów w kreowaniu przekazu politycznego (pisaliśmy w o tym tekście: "Tła polityki, czyli dlaczego dzisiejsza konferencja PiS ma wyglądać inaczej niż dwie poprzednie"). W poniedziałek konferencja PiS "Więcej pracy" odbyła się w pustej hali fabryki w Ursusie. Przekaz był jasny: rządy Platformy oznaczają bezrobocie. 




Premier zarówno wczoraj jak i dziś pojawiał się w działających pełną parą zakładach. Dziś w Hucie Stalowa Wola mówił m.in. o optymiźmie, o tym że to miejsce oznacza, że można "podnieść się z kolan". Wspomniał także o flagowym programie z drugiego expose - czyli o "Inwestycje Polskie". Innymi słowy, Polska mimo trudności idzie naprzód, także pod względem tworzenia tradycyjnych miejsc pracy w przemyśle. Dodatkiem były wzmianki o polonizacji zakupów dla Polskiej armii oraz obietnica lobbowania za polskimi rozwiązaniami w trakcie najbliższej podróży zagranicznej premiera. 




Dzięki swojej podróży premier zapewnił sobie co najmniej dwa dni obecności w mediach lokalnych. Z punktu widzenia ogólnokrajowego, jego wizyta na Podkarpaciu była jednym z mniej istotnych tematów, zarówno dziś jak i wczoraj. Piątek jest zdominowany przez wybory w PZPN oraz historię z Opola. Ale z punktu widzenia lokalnego to właśnie wizyta premiera jest jednym z kluczowych tematów. Co więcej jest to teren tradycyjnie nieprzyjazny Platformie w wyborach. 




To nie były z medialnego punktu widzenia spektakularne dni. Ale powrót do mówienia o optymizmie, także w kontekście tworzenia miejsc pracy był dużo skuteczniejszy na tle Huty Stalowa Wola niż w trakcie kolejnej rutynowej konferencji w KPRM. I z tego punktu widzenia, pomysł na podróże premiera do takich miejsc jak Podkarpacie, powiązanych z konkretnym przekazem ma sens. Nawet mimo ryzyka medialnego wypalania się każdego większego tematu politycznego, co jest normą w dzisiejszym ekosystemie obejmującym w coraz większym stopniu nowe media. 




fot. Maciej Śmiarowski KPRM 


14:39

Wczesne głosowanie ma pomóc Obamie

New York Times analizuje, dlaczego wczesne głosowanie może być dużą szansą dla Obamy 


17:20

Wypowiedzi Jońskiego, Palikota i Brudzińskiego na nowej grafice Platformy:

Seksizm stop

Na profilu PO na Facebooku pojawiła się ta grafika z wypowiedziami polityków PiS, RP i SLD. 


17:57

Droga do 270: między Ohio a Florydą. Czy czeka nas powtórka 2000 roku?

Czy to już pora przypomnieć sobie wydarzenia z jesieni 2000 roku i ponownie obejrzeć film HBO "Recount"? Wiele wskazuje bowiem na to, że znów może okazać się, że prezydentem USA nie zostanie ten kandydat, który zdobył większość głosów wyborców. Choć w ostatnich tygodniach w sondażach ogólnokrajowych mniej lub bardziej wyraźnie prowadzi Mitt Romney, to większe szanse na prezydenturę ma Barack Obama. Jakim cudem? Specyfika amerykańskiej układanki wyborczej.

W 2000 roku na Ala Gore\\'a, kandydata Partii Demokratycznej, zagłosowało 50,999,897 wyborców, na George\\'a W. Busha, kandydata Partii Republikańskiej, ponad pół miliona mniej, bo 50,456,002. Ale to ten drugi został 43 prezydentem Stanów Zjednoczonych. Czemu? Bo to on zdobył wymaganą liczbę głosów elektorskich - 271 do 266 zapisanych na koncie Gore\\'a. Magiczną liczbą jest 270, czyli minimalna większość z 538 elektorów, tworzących kolegium elektorskie. Czemu jest ich 538? To liczba kongresmenów (435), senatorów (100) plus 3 z Dystryktu Kolumbii.

Jak wygląda ich podział na stany? W skrócie - jest równy ilości kongresmenów i senatorów wybieranych w danym stanie, a ta zależy od ilości mieszkańców - stąd niektóre małe stany (m.in. Alaska, Montana czy Wyoming) wybierają 3 elektorów, a taka Kalifornia ma ich 55.

Od kilku tygodni śledzimy dwa rodzaje sondaży. Ogólnokrajowe, pokazujące popularność kandydatów wśrod wszystkich wyborców amerykańskich, i stanowe, ze szczególnych uwzględnieniem 6-9 stanów określanych jako bitewne lub obrotowe, czy też po prostu swing states, pokazujące, na kogo mają zamiar głosować ich mieszkańcy.


Choć w ostatnich tygodniach w sondażach ogólnokrajowych mniej lub bardziej wyraźnie prowadzi Mitt Romney, to większe szanse na prezydenturę ma Barack Obama
. Odpowiedź leży w preferencjach wyborczych mieszkańców tzw. swing states. Poza dwoma stanami (Nebraska i Maine) zwycięzca bierze wszystko - czyli nieważne, z jaką przewagą wygrał, wszyscy elektorzy przypisani do danego stanu lądują w jego koszyku. Są stany, które zawsze głosują na kandydatów Partii Demokratycznej, są stany, które zawsze wybierają Republikanów. O ich przychylność kandydaci nie walczą. Ile razy podczas tej kampanii Romney lub Obama pojawili się na Alasce lub na Hawajach?

Walka toczy się o kilka stanów, które nie mogą się zdecydować - Ohio, Floryda, Nevada, Kolorado, Iowa, New Hempshire, Winsconsin, Wirginia. przez następne 11 dni zarówno Barack Obama, Mitt Romney, ale także Joe Biden i Paul Ryan nie będą opuszczać tych stanów. Ale tak naprawdę chodzi o Ohio i jego 18 elektorów. W tej chwili sondaże pokazują, że to Barack Obama ma większe szanse na zdobycie tego stanu. Ale Mitt Romney ma wciąż szanse na wygranie wyborów, nawet jeśli nie uda mu się zdobyć Ohio, tylko jest to o wiele trudniejsze.

Coraz częściej słychać głosy, że zwycięzcy tegorcznych wyborów prezydenckich nie poznamy w nocy z 6 na 7 listopada. Ale tym razem nie będziemy przypatrywać się temu, jak głosują mieszkańcy Florydy. 2012 należy do Ohio. As goes Ohio, so goes the nation?


fot. Bo przed Białym Domem, Official White House Photo by ChuckKennedy


18:09

Kręcina o wyborach w PZPN: Będę domagać się poprawin