Relacja Live

25.10.2012

00:38

Ambasador Feinstein żegna się z Polską

Ambasador Lee Feinstein kończy misję w Polsce - Ambasada USA przygotowała fotograficzny przegląd trzech lat, które Ambasador i jego rodzina spędzili w Polsce.


http://youtu.be/FFt5a0CxuI4




01:20

Obama:

żeby nie było tak jak w 2000 roku

537 to tytuł nowego spotu wyborczego Baracka Obamy - od liczby głosów, które zadecydowały o tym, że w 2000 roku George W. Bush wygrał na Florydzie, co oznaczało, że został 43 prezydentem USA.

Klip będzie emitowany w telewizjach w stanach obrotowych, czyli w Ohio, oczywiście na Florydzie, w Kolorado, Iowa, Nevadzie, Wirginii, New Hempshire i Wisconsin.


http://youtu.be/3Gj8Ut6E0cA




09:38

Wczorajsze głosowanie aborcyjne pokazało słabość konserwatywnego skrzydła w Platformie

Donald Tusk posłom Platformy podpowiada znacznie lepiej niż sumienie, a obecność na listach partii rządzącej jest ważniejsza niż pryncypia. Na naszych oczach runął mit o wielkim i silnym skrzydle konserwatywnym PO. Owszem znalazło się kilku posłów, którzy na kompromisy nie chodzą, ale nie są to akurat ci, którzy ze swymi poglądami obnosili się najbardziej. 




Swego czasu John Godson chodził po sejmie od kamery do kamery i deklarował: „odejdę z Platformy jeśli będzie narzucała dyscyplinę w sprawach aborcji i związków partnerskich”. Odważna deklaracja czarnoskórego posła była sensacją dnia. O Godsonie zaczęło się mówić. Od czasu, gdy Jarosław Gowin został ministrem, brakowało przecież w parlamencie kogoś charyzmatycznego z prawego skrzydła PO. Była chwila, byłe emocje i światopoglądowe wyznania a teraz przyszedł czas na działanie. Dlatego kilka dni temu Godson umieścił na swojej stronie internetowej krótki komunikat: „ ...wycofuje się z dalszego popierania zmiany w obowiązującym prawie aborcyjnym”. Co się zmieniło? Przyszedł Donald Tusk i powiedział posłom, jak mają głosować. „Czym innym są przekonania moralne, czym innym kompromis polityczny”- stwierdził z uśmiechem na ustach i rozbrajającą szczerością Jarosław Gowin. Jego koledzy też nie mieli większych wątpliwości. Sumienia ukoili w poprzednich, nic nie znaczących głosowaniach, a teraz przyszedł czas na politykę. Zresztą nie ma co się konserwatystom w Platformie specjalnie dziwić skoro już od dawna nie mogą liczyć nawet na siebie. Odwrócił się od nich nawet Stefan Niesiołowski o którego radykalnych poglądach niegdyś nawet punkowe zespoły pisały prześmiewcze piosenki. Całkiem niedawno wyznał przecież, że w sprawie in vitro poprze projekt Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Jak tłumaczył ten fakt niegdyś największy moralista w polskim sejmie? „Łączenie in vitro z wiarą jest nieporozumieniem”.




Myli się Janusz Palikot, który śledzi „talibów w Platformie”. Legendarnych konserwatystów nikt nie musi się bać. Wystarczy jedno ważniejsze głosowanie, by dali się oni sprowadzić do roli maszynki do głosowania. Konflikty wewnętrzne w PO? To, że w partii jest i Jan Filip Libicki i Bartosz Arłukowicz nie jest dla nikogo problemem, bo i tak najważniejsze jest zdanie jej lidera. Co jeśli ten się myli, a sumienie gryzie? Można nie przyjść na głosowanie, „pomylić przyciski” albo wstrzymać się. Ostatecznie jednak po co skoro wyborcy mają krótką pamięć, a najważniejsze jest dobre miejsce na liście. 




Ten tekst nie jest zaproszeniem do dyskusji światopoglądowych. Niech każdy decyduje we własnym sumieniu. Męczyć może tylko jedna myśl: jeśli nawet najbardziej zdeterminowani konserwatyści nie walczą o swoje poglądy, to czy w dzisiejszej polityce jest jeszcze miejsca na walkę o cokolwiek? Czy jeśli posłowie będą widzieli, że dzieje się coś, co w ich przekonaniu będzie godzić w interes Polski, a lider partii będzie uważał inaczej, to jak zagłosują? I właśnie to chyba już wszyscy wiemy. 




fot. Krzysztof Białoskórski/sejm.gov.pl 


10:00

15 grudnia zakończą się prace w tunelu Wisłostrady. Potem woda zamarznie

11:30

Tusk na Podkarpaciu. Startuje kolejny etap "pełzającej kontrofensywy"

Wizytą na Podkarpaciu i odwiedzinami w nowych zakładach UTC Aerospace Systems premier Tusk rozpoczął cykl wizyt w całym kraju. To kolejny etap "pełzającej kontrofensywy" Platformy po "drugim expose", do którego należały m.in. konferencje prasowe ministrów. Ale jak pokazują liczne przykłady, ten pomysł - odwiedziny różnych miejsc w Polsce bardzo szybko się wypali i stanie się czymś standardowym, mało istotnym w każdym cyklu medialnym. 




Moment na rozpoczęcie tego cyklu spotkań jest dobrze wybrany z punktu widzenia budowania politycznego impetu. Premier rozpoczął tydzień od próby "załatwienia" sprawy in vitro. Później było m.in. głosowanie aborcyjne, decyzja w sprawie minister Muchy, udana z punktu widzenia rządu debata budżetowa, a nawet skok Polski w rankingu "Doing Business", medialnie wykorzystany do maksimum przez KPRM. Do tego dochodzi jeszcze wypowiedź Kaczyńskiego o 15,000 aborcji, prezent dla Platformy. 




To wszystko składa się na obraz "pełzającej kontrofensywy" - mozolnego budowania impetu politycznego poprzez serię "małych" (często prowizorycznych) wydarzeń. Można powiedzieć, że ani nie skończyła się sprawa NCS i Muchy, kwestii in vitro brakuje doprecyzowania, aborcja czy sprawy światopoglądowe na pewno wrócą w Sejmie itd. Ale tylko w ten sposób premier Tusk może liczyć na to, że w pewnym momencie ilość takich małych wydarzeń przekroczy swoistą "masę krytyczną" i KPRM uzyska realne polityczne "momentum". Sondaż, w którym Platforma wygrywa z PiS na pewno takie wrażenie by napędził. Ale w sytuacji, gdy cały czas w mediach pojawiają się takie informacje jak kolejne wpadki MSZ czy dzisiejsza wiadomość o zamianie ciała prezydenta Kaczorowskiego, ta "pełzająca" kontrofensywa może jeszcze potrwać wiele miesięcy bez żadnego efektu. 




Ale i tak pomysł na cykl wizyt w Polsce bardzo szybko medialnie się wypali, tak jak wypaliły się konferencje ministrów czy debaty PiS. Chociaż takie spotkania jak na Podkarpaciu na pewno wygenerują sporo pozytywnego przekazu medialnego, przede wszystkim lokalnie, będą ładne obrazki itd, to oficjalne, "zaskryptowane", prowadzone zgodnie ze ustalonym i  raczej nudnym scenariuszem wizyty nigdy nie dadzą Platformie i Tuskowi realnego przełamania, i wypalą się jeszcze szybciej niż wcześniejsze pomysły na odzyskanie inicjatywy. By uzyskać przełamanie, Tusk musi pójść - jak w kampanii wyborczej - na dużo większe ryzyko, i wyjść poza zachowawczy, sztywny wizerunek kolejnych oficjałek. 




fot. Maciej Śmiarowski/KPRM 


12:45

Jak umierał Newsweek

Magazyn Vanity Fair opisuje jak i dlaczego umarła papierowa wersja Newsweeka w USA 


13:09

Dlaczego Obama może wygrać

"Ground game" czyli zaangażowanie wolontariuszy może uratować Obamę w dzień wyborów 


13:11

Afgańczycy kontra Amerykanie

New York Times opisuje rozdźwięki między Afgańczykami a Amerykanami 


13:15

Republikanie kontra Romney

Republikanie powinni obawiać się prezydenta Romneya - pisze prof. Jack Balkin 


13:25

Czy Kolegium Elektorskie ma sens?

Daug Matconis argumentuje za utrzymaniem Kolegium Elektorskiego w jego obecnym kształcie 


13:27

Afgańczycy kontra Amerykanie

New York Times opisuje rozdźwięk między Afgańczykami i Amerykanami 


13:46

Nowa infografika pokazuje wpływ rządów Platformy na budżet

Na profilu na FB posła Andrzeja Dudy pojawiła się infografika mająca pokazać wpływ rządów Platformy na budżet Krakowa.


14:21

Nowy ambasador zaprzysiężony przez Hillary Clinton

Stephen M. Mull, który niedługo zacznie swoją misję w Polsce, został wczoraj zaprzysiężony przez sekretarz stanu Hillary Clinton. Nowy ambasador na swoim twitterowym koncie pokazał zdjęcie z zaprzysiężenia.

fot. https://twitter.com/SteveMullUSA/status/261418096928120832/photo/1


16:09

Nowy serwis internetowy PiS o debatach i rządzie technicznym

Seria ostatnich inicjatyw politycznych PiS ma wspólną nazwę "Alternatywa". PiS wystartował teraz z odrębnym serwisem dotyczącym debat, a także marszu "Obudź się Polsko" czy też misji prof. Glińskiego - w sekcji "Rząd techniczny". Można także (to jedyny element interaktywny) "wyrazić poparcie" dla pomysłów partii poprzez specjalny formularz. Serwis działa pod adresem http://alternatywapis.pl/ 


18:25

IMGW:

Za dziesięć godzin zima zaskoczy drogowców

18:39

Wyborcza maszyna Obamy może zapewnić mu zwycięstwo

Do wyborów w USA zostało już tylko 12 dni. I w tym finałowym okresie - gdy głosowanie trwa już w kilku kluczowych stanach - coraz częściej pojawia się czynnik, który może sprawić, że Obama jednak wygra wybory. Mimo tego, że sondaże są bardzo wyrównane, Demokraci liczą na to, że tzw. "ground game", wyborcza maszyna, której podstawowym elementem jest praca setek tysięcy wolontariuszy sprawi, że to Obama zostanie prezydentem. Czy mają rację? 




Temat "ground game" pojawia się w mediach tym częściej, im bardziej wyrównane są sondaże. Po katastrofie, którą dla prezydent była debata w Denver, i po wyraźnym skoku sondażowym Romneya teraz sytuacja powoli zaczyna zmieniać się korzyść prezydenta. Obama cały czas prowadzi wyraźnie w Ohio, stanie który podobnie jak w 2004 roku może zdecydować o wyniku wyborów. Machina wyborcza Obamy - wolontariusze wspomagani przez niezwykle wyrafinowaną działalność sztabu w identyfikowaniu wyborców w konkretnych rejonach kluczowych stanów, aż do poziomu dzielnic i ulic - ma dodać mu około 2 pp do ogólnego wyniku. Wysiłki sztabowców, by zbierać informacje o wyborcach, przetwarzać je, a następnie udostępniać lokalnym grupom wolontariuszy, doskonale znających swoje okolice trwają od wielu miesięcy. Cała główna struktura sztabu i organizacji terenowej istnieje nieprzerwanie od czasów prawyborów Partii Demokratycznej w 2007 roku. Obama mocno inwestuje w maszynę, co widać po ilości biur w kluczowych stanach. 






Ta grafika przygotowana przez The Atlantic pokazuje różnicę między Obamą a Romneyem w ilości biur w trzech kluczowych stanach. Jaki jest kontrargument Republikanów? Romney korzysta w "ground game" z pomocy dwóch grup. Po pierwsze, jest to RNC i maszyna partyjna Republikanów w każdym ze stanów. Po drugie, są to grupy zewnętrzne, jak grupa Ralpha Reeda i jego organizacja Faith and Freedom Coalition inwestują dziesiątki milionów dolarów w identyfikację wyborców konserwatywnych w kluczowych stanach. Demokraci przekonują że "ich" maszyna  jest lepsza. Jej integralną częścią jest gigantyczna baza danych o wyborach, aktualizowana na żywo dzięki wolontariuszom uzbrojonym w telefony komórkowe i iPady, którzy dom po domu wprowadzają wyniki swojej działalności do centralnego rejestru. Sztab Obamy przekonuje, że przewaga we wczesnym glosowaniu w kluczowych stanach, to efekt wykorzystania tej właśnie maszyny. 


Ale jedno jest pewne: Republikanie w tej  grze mają także coś do powiedzenia. Dlatego 6 listopada wieczór i noc wyborcza mogą potrwać bardzo długo. 




fot. Scout Tufankjian for Obama for America


19:05

BREAKING:

"LA Times" editorial board endorses Glinski

20:43

Rzecznik MSZ próbował też powstrzymać publikację ostatniego tweeta Radka Sikorskiego