Relacja Live

15.10.2012

08:58

Polskie partie polityczna mają cały czas kłopoty z "rapid response" w sieci

W trwającym od ponad miesiąca jesiennym sezonie politycznym nie brakuje "dużych" wydarzeń - przemówień, konferencji, prezentacji programów gospodarczych i społecznych. Wszystkie te wydarzenia są cały czas na bieżąco komentowane w sieci. Na Twitterze, Facbooku i na blogach, a dziesiątkach serwisów internetowych, większych i mniejszych, już w trakcie takich rzeczy jak piątkowe "drugie expose" premiera pojawiają się pierwsze opinie i analizy. Polskie partie polityczne nie mają kłopotów z opisywaniem własnych wydarzeń w internecie. Problemy zaczynają się dopiero, gdy spojrzymy jak radzą sobie z tzw. "rapid response"




Ten termin oznacza w politycznym slangu, zwłaszcza w USA, nic innego jak szybkie przedstawianie kontrargumentów i analiz - reagowanie na pojawiające się jeszcze w trakcie jakiegoś wydarzenia politycznego stwierdzenia komentatorów, dziennikarzy i analityków, a także politycznych przeciwników. Przykładowo, w trakcie debat telewizyjnych, zespoły rapid response na Twitterze (@OFADebates/@TruthTeam2012 po stronie Obamy i @RomneyResponse po stronie GOP) publikują kilkadziesiąt wiadomości i wysyłają do dziennikarzy dziesiątki maili. Wszystko to by uwypuklić stwierdzenia przeciwnika które są fałszywe, podać własną interpretacje wydarzeń. Te konta działają na dwóch płaszczyznach - z jednej strony są skierowane do mediów, z drugiej - do "własnych" aktywistów i komentatorów, by dostarczyć im materiałów do wykorzystania we ich wpisach. 




W Polsce partie polityczne ograniczają się do relacjonowania na żywo dużych wydarzeń (konferencji itd). Brak jest "szybkiej reakcji" w sieci na to co się dzieje, na pojawiające się opinie i analizy. Nawet w naszym kraju, gdzie Twitter jest jeszcze bardzo niszowym narzędziem, takie postępowanie byłoby dla partii bardzo skuteczne. Nie ma lepszego momentu na prezentację własnych argumentów niż chwila gdy wydarzenie jeszcze trwa. W USA sztaby, ale także np. Biały Dom i poszczególne departamenty federalne prowadzą także oficjalne blogi, gdzie prezentują swoje argumenty. Używany jest również tumblr - do publikowania krótkich wpisów i infografik. Zwłaszcza w sytuacjach, gdy politycy (tak jak w debatach czy przemówieniach) powołują się na fakty, i "wrzucają" do obiegu dużo nowych stwierdzeń, szybka reakcja w sieci jest niezbędna - by bronić się lub atakować. 




To jak działa taki mechanizm, najlepiej zaobserwować w trakcie jutrzejsze debaty prezydenckiej w Nowym Jorku. Wtedy po obu stronach maszyny "szybkiej reakcji" będą działać z pełną mocą.  


09:36

Polemika. Prawicowe zabawy zapałkami

Piotr Witwicki w swoim tekście "Prawicowe zabawy z PRL-em" pisał tydzień temu: "Gdyby ktoś całą wiedzę o świecie czerpał tylko i wyłącznie od prawicowych publicystów każdego dnia otwierając gazetę dziwiłby się, że jej autorów jeszcze nie internowano. Żyjemy przecież w „PRL- bis” i „postkomunie”. Jak twierdził: "W ferworze dyskusji czy w ostrej polemice na pewne słowa i porównania można przymknąć oko. Jednak gdy ktoś zaczyna nimi tłumaczyć świat zaczyna się robić groźnie". Dziś publikujemy replikę do jego tekstu autorstwa Wojciecha Muchy z GPC. 





Piotr Witwicki, publicysta „Czystej” zarzuca „prawicowym publicystom”, że zbyt często posługują się analizą porównawczą, wskazując podobieństwa między ludową Polską, a III RP. Sięga przy tym po argumenty z którymi trudno się zgodzić. 




- Związek Sowiecki to nie kontynuacja, to zaprzeczenie dawnej Rosji – pisał Józef Mackiewicz. Analiza porównawcza była najchętniej używanym narzędziem w warsztacie „Ptasznika z Wilna”.. Witwicki taką metodologię wyśmiewa, ale i trochę go ona przeraża: „- Gdy ktoś tłumaczy porównaniami świat, zaczyna się robić groźnie” – martwi się Z drugiej strony uważa ciągłe wykazywanie analogii między PRL a III RP za „prawicową zabawę”. Jest to więc ani chybi zabawa z zapałkami. Tylko komu może zagrozić?




Witwicki drwi, pisząc że gdyby PRL przypominał III RP, w salonikach prasowych Polski Ludowej walałyby się stosy opozycyjnych gazet, opisujących szarą rzeczywistość. Tętniłyby życiem portale internetowe, a nocne Polaków rozmowy toczyłyby się w dzień na placach i uniwersytetach. Być może by tak było. To jednak nie jest przedmiotem „prawicowej publicystyki”, bo ta nie wykazuje podobieństwa PRL-u do III RP, a odwrotnie. Co więcej publicysta “Czystej” albo nie rozumie, albo manipuluje, bo nikt nie zestawia ze sobą całości funkcjonowania obu państw, a jedynie ich poszczególne elementy. „Prawicowi publicyści” wskazują na pozostałości poprzedniego systemu w obecnym. Od badania odwrotnej sytuacji są „prawicowi historycy”. Tym jedni i drudzy różnią się od swoich „obiektywnych” kolegów po fachu. Dla tych ostatnich zawsze było super. 




Na moście w Londynie emigranci rozwiesili transparenty z żądaniem uwolnienia przez polskiego premiera bezpodstawnie aresztowanych więźniów politycznych. Były esbek napisał do byłego opozycjonisty w pogardliwym tonie chwaląc się, że gdy wychodził z przesłuchania z udziałem jemu podobnych, to szedł „do karczmy i na dziewczynki” by „odreagować głupoty, które usłyszał”. Z braku pieniędzy pod znakiem zapytania stoją ekshumacje ofiar komunistycznej bezpieki, a Kancelaria Premiera potrzebną kwotę z publicznych środków wydała na walkę sadową z obywatelami domagającymi się ujawnienia informacji publicznej. To tylko kilka przykładów z zeszłego tygodnia.




I jest oczywiście powodem do zadowolenia, że nikt nie zrywa Staruchowi paznokci i że esbek wysyła do swych ofiar korespondencję, zamiast ją im perlustrować. Trzeba się cieszyć, że choć ich oprawcy żyją w luksusie, to jednak szukamy miejsc pochówku pomordowanych żołnierzy podziemia niepodległościowego. Radować się trzeba, że premier idzie do sądu, zamiast bezczelnie uwalić sprawę. Tylko czy aby – cytując klasyka – te plusy nie przesłaniają nam minusów?




I najważniejsze: Gdy rzeczywiście porównamy (czego Witwicki bardzo nie lubi) PRL i III RP, to okaże się, że jest ona jego kontynuacją, czy zaprzeczeniem?




Wojciech Mucha / Gazeta Polska Codziennie




fot.  http://www.indiamart.com


09:37

Klubowy kolega krytykuje posła Godsona: "nie rób sobie reklamy naszym kosztem"

Jaroslaw Katulski, bydgoski poseł PO i wiceszef sejmowej komisji zdrowia napisał na Facebooku: "Mój kolega klubowy John Godson najpierw mial czyste sumienie, byl "lepszy”od wiekszosci z nas. Teraz zrozumial, że sprawa aborcji jest wykorzystywana politycznie i wypisuje oswiadczenie o ”zmianie”w swoim mysleniu. Na przyszlosc John zachowuj się i przyzwoicie i lojalnie. Nie rob sobie reklamy naszym kosztem. W razie watpliwosci zapytaj madrzejszych-to nie grzech."




W ten sposób, poseł Katulski odniósł się do oświadczenia Godsona, jakie ten opublikował wczoraj na swojej stronie internetowej: "W związku z trwającą dyskusją na temat dopuszczenia możliwości wprowadzenia zmian w ustawie o ochronie życia ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, oświadczam, iż wycofuję się z dalszego popierania zmiany w obowiązującym prawie aborcyjnym".






09:44

Felix Baumgartner jak Putin- nowy polityczny mem robi karierę na FB

źródło: FB


11:12

Rozkręca się maszyna Platformy i rządu po "drugim expose"

Punkt po punkcie, konferencja prasowa po konferencji prasowej rozkręca się maszyna Platformy po "drugim expose". Po drugim expose wielu szydziło z pomysłu organizowania konferencji prasowych dzień po dniu. Ale jak się okazało, Platforma i rząd mają plan, w jaki sposób wykorzystać moment po drugim expose na odzyskanie politycznego impetu. Szczególnie dobrze widać to w poniedziałek rano. 




Przeprowadzenie skutecznej inicjatywy politycznej wymaga przede wszystkim dyscypliny. I wydaje się, że rząd i politycy uczestniczący w najnowszej próbie odzyskania przez PO i rząd inicjatywy taką dyscyplinę przekazu posiadają. Każda konferencja prasowa składa się z dwóch podobnych części: co zostało już zrobione i co zostanie zrobione w przyszłości. Każdej towarzyszy zapowiedź nowych, szczegółowych projektów, takich jak wczorajszy MDM (Mieszkanie dla Młodych). Rząd jest widoczny także w mediach - dziś rano byli to ministrowie Budzanowski i Kosiniak-Kamysz, którzy od wczesnego poranka "sprzedawali" przekaz rządu dotyczący planów na przyszłość. Dziś wieczorem podobne zadanie będzie miał przed sobą Donald Tusk. 




Każda z konferencji jest dobrze przygotowana i opakowana - w sieci pojawiają się infografiki, szybko dostępne są zdjęcia. Platforma i rząd chcą jak najszybciej zamanifestować - po okresie letargu - że mają mnóstwo propozycji dotyczących przyszłości. Im więcej propozycji, tym trudniej zignorować je opozycji. W ten sposób PO - samą siłą inercji, samą obecnością w mediach - w naturalny sposób ustawia się jako punkt odniesienia. Lepiej być krytykowanym za szczegóły zawarte w nowych projektach, niż być krytykowanym za całkowity brak aktywności.  I to jeszcze za projekty, które dotykają bezpośrednio setki tysięcy ludzi, zwłaszcza w kluczowych dla PO grupach elektoratu. Adresaci programu MDM to przecież rdzeń zaplecza PO. 




Jeśli rząd i PO utrzymają swoje tempo, to po kilkunastu dniach opozycji będzie bardzo trudno wybić z rytmu mocno już rozkręconą maszynę - zarówno w warstwie politycznej jak i "policy". I będzie to mieć, prędzej czy później, swoje konsekwencje w sondażach. Expose nie mogło mieć natychmiastowego przełożenia i nie mogło od razu odwrócić sytuacji. Ale skoncentrowany wysiłek całego rządu już może mieć takie skutki w dłuższej perspektywie. 




fot. Maciej Śmiarowski/KPRM \


13:20

Gliński sondażem chce udowodnić, że jego misja ma jeszcze sens. Tylko czy ktoś mu uwierzy?

Dzisiejsza konferencja prasowa prof. Glińskiego była kontynuacją jego wystąpienia w Sejmie z piątku, krytycznego wobec expose. Ale oprócz nowego sondażu zamówionego przez PiS, i pokazującego że Polacy chcą bardziej jego niż Donalda Tusk Gliński nie zaprezentował nic nowego. Ten pomysł PiS powoli się wyczerpuje jako metoda na kontrę wobec rozkręcającej się Platformy. 




Prezentacja Glińskiego dotyczące drugiego expose Donalda Tuska byłą dobrze przygotowana. Profesor po raz kolejny pokazał, że dobrze czuje się w takiej sytuacji - jako mówca omawiający problem, czyli w tym przypadku propozycje premiera. Mówił o chaosie, wyraźnym braku myśli strategicznej, punktował czego zabrakło w expose, przekonywał że Polska nie jest przygotowana na kryzys.  




Ale jedyną nowością w całej konferencji był sondaż - zamówione przez PiS badanie TNS, które pokazuje, że 43% respondentów preferuje prof. Glińskiego, a tylko 32% chce dalszego funkcjonowania rządu Donalda Tuska. Sondaż przeprowadzono w dniach 9-10 października na próbie 1000 osób (pełne wyniki tutaj: http://issuu.com/mypis.pl/docs/tns_obop?mode=window&backgroundColor=%23222222) Z sondażu wynika, że 90% elektoratu PiS popiera Glińskiego, a tylko 88% - premiera Tuska. Jak widać "baza" PO jest zdemoralizowana - czy to wynik deficytu "przywództwa" w ostatnich miesiącach i dniach, zwłaszcza w kontekście głosowania aborcyjnego? Glińskiego popiera 41% niezdecydowanych (jeśli chodzi o preferencje partyjne).




Sondaż ma sprawić, że misja Glińskiego jest realna i wiarygodna. To sposób na krytykę polegającą na podkreślaniu, że Gliński jako kandydat nie ma szans w sensie politycznym i funkcjonuje w próżni. Tyle że trudno mówić o wiarygodności, gdy Gliński w odpowiedzi na pytanie o politykę zagraniczną stwierdził, że woli skupić się na sprawach wewnętrznych. W sytuacji, w której np. relacje z UE są ściśle powiązane z sytuacją gospodarczą Polski, gdy szef rządu musi pojawiać się w Brukseli by walczyć o polskie interesy, odrzucanie całej polityki zagranicznej przekreśla wiarygodność polityka, który chce być premierem. Jak PiS może krytykować PO za brak  skuteczności np. w załatwianiu 300 mld z nowego budżetu UE, skoro kandydat popierany przez partię odrzuca w całości sprawy zagraniczne? 




Dzisiejsza konferencja Glińskiego pokazuje dobitnie, że ten pomysł polityczny się wypala. PiS już nie ma "momentum". Profesor zapowiedział co prawda, że po rozmowach z ekspertami będzie czas na kroki polityczne, czyli  przedstawianie kandydatów na ministrów. Ale jest ryzyko, że wtedy "profesor Gliński" już dawno przestanie kogokolwiek interesować. Zwłaszcza na tle działań prawdziwych ministrów- i po tym jak Tusk uzyskał wotum zaufania -  kontrast może być szczególnie widoczny.  




fot. http://www.popler.tv/PrawoiSprawiedliwosc 


14:10

Janina Goss przestała być prezesem spółki wydającej GPC

Jak się dowiedzieliśmy, Janina Goss została dziś odwołana przez radę nadzorczą spółki Forum, wydawcy Gazety Polskiej Codziennie. Szefem Rady Nadzorczej spółki pozostaje polityk PiS Ryszard Czarnecki. Nie wiadomo kto zastąpi Janinę Goss. Posiedzenie rady jeszcze trwa. 




14:49

Premier Tusk: "Wiosną można się spodziewać mnie wszędzie w Polsce"

Na krótkiej konferencji prasowej premier Tusk zapowiedział, że wiosną ruszy kampania informacyjna rządu. W jej trakcie ma m.in. wysłuchiwać i przekonywać obywateli w całej Polsce. Premier zapowiedział także w przyszłym roku "bezwględną" ocenę pracy ministrów. W krótszej perspektywie, premier stwierdził że jeszcze przed świętami zagości w kilku miejscach Polski. Jutro ma odbyć się konferencja premiera z ministrem Sikorskim dotycząca spraw zagranicznych. Premier powtórzył także, że "praca jest lepsza niż bezrobocie. Gdybym musiał wybierać, to wolałbym być wybitnym  spawaczem dobrze zarabiającym niż wiecznie bezrobotnym absolwentem politologii".  fot. tvpparlament.pl 


14:52

Wątpliwości co do moderatorki jutrzejsze debaty prezydenckiej

Mark Halperin opisuje kulisy przygotowań do jutrzejszej debaty prezydenckiej i wątpliwości, jakie oba sztaby mają wobec jej moderatorki 


14:54

Ukryta część internetu

The Atlantic opisuje, jak duża część współczesnego internetu jest ukryta przed wyszukiwarkami i programami analitycznymi 


14:55

Największe wyzwanie Obamy

Prezydent musi jutro zaatakować Romneya i wykazać się empatią wobec publiczności - pisze National Journal 


14:57

Dlaczego UE zasłużyła na Nobla

15:00

Czy Tea Party i tak wygra?

Frank Rich twierdzi, że bez względu na wynik wyborów w listopadzie, w USA i tak wygra Tea Party 


16:41

Drobne rzeczy, takie jak deklaracja Godsona, mogą zapewnić Platformie polityczne odbicie

Deklaracja posła Johna Godsona, który wycofał się z popierania zmian w ustawie aborcyjnej nie wywołała takiego efektu medialnego jak katastrofalne z punktu widzenia Platformy głosowanie nad projektem Solidarnej Polski. Utonęła w medialnym szumie bardzo szybko w poniedziałek. Ale to właśnie takie drobne sprawy mogą w dłuższej perspektywie zapewnić Platformie polityczne odbicie po kilku trudnych miesiącach. 




Deklaracja ta jest dobra dla premiera Tuska z dwóch przyczyn. Po pierwsze, pokazuje realną siłę i liczebność wielokrotnie opisywanej frakcji konserwatywnej w Platformie. Tysiące stron teksty i dziesiątki megabajtów poświęca się od lat na jej opisywanie. Tymczasem ta frakcja - licząca rzekomo kilkadziesiąt osób - daje o sobie znać tylko w symbolicznych momentach, gdy głosowanie i tak niemal na pewno nie przyniesie realnych zmian. Dziś rano poseł Kalisz mówił, że ta frakcja liczy cztery osoby i być może jest to bliskie rzeczywistości. Godson nagłym zwrotem tylko to wzmacnia. 




Po drugie, moment na deklarację jest dobrze dobrany. Po drugim expose, w którym padły ostre słowa pod adresem "kolegów z Platformy" w kontekście aborcji, oświadczenie pokazuje  Tuska jako osobę, która ma realny wpływ na to, co dzieje się w partii. Szczególnie Godson, który jeszcze niedawno mówił w wywiadzie dla wPolityce.pl o tym, że odejdzie z PO jeśli będzie dyscyplina w sprawach światopoglądowych, to idealny z punktu widzenia politycznego człowiek do dokonania tego typu manifestacji. 




Odbicie polityczne PO będzie oczywiście napędzane odzyskaniem przez partię przewagi w sondażach. Dzisiejszy sondaż TNS zamówiony przez PiS pokazał, że partia Jarosława Kaczyńskiego może liczyć aż na 42% poparcia. Ten proces może więc trwać długo. Ale jeśli do tego dojdzie, to właśnie dzięki takim drobnym rzeczom, jak deklaracja Godsona.  




fot. Maciej Śmiarowski KPRM - premier z wizytą u posła Godsona, czerwiec 2012 


18:22

Scarlett Johansson, Eva Longoria, Kerry Washington: Głosuj na Obamę. Spot wyborczy z aborcją w tle

Liberalna organizacja MoveOn.org pokazała dziś spot wyborczy, w którym znane aktorki (Scarlett Johansson, Eva Longoria, Kerry Washington) nawołują do głosowania na Baracka Obamę. Klip, który wyreżyserował znany reżyser Rob Reiner, będzie emitowany w telewizjach w stanach Kolorado and Wirginia. 

Głównym bohaterem spotu nie jest jednak Barack Obama, a Mitt Romney, a raczej jego pogląd na aborcję i prawa kobiet. Aktorki wypominają kandydatowi GOP, że chce on pozbawić funduszy organizację Planned Parenthood, co oznacza utrudnienia w profilaktyce antyrakowej, znieść prawo do aborcji. Dostaje się także politykom Partii Republikańskiej, którzy ostatnio wypowiadali się na temat gwałtów, dyskutując o tym, kiedy on jest prawdziwy.



http://youtu.be/5ODbn5GTkOQ




19:18

Tuska strategia trzech kroków

Premier Tusk nie zdecydował się na zmiany w rządzie. Po jego dzisiejszej zapowiedzi, że „wiosną można się mnie spodziewać wszędzie w Polsce” i wcześniejszej, że zmiany w rządzie mogą nastąpić dopiero latem, można założyć że przyjął polityczną strategię trzech kroków. Jakie to kroki?




Krok pierwszy to pokazanie, że że rząd pracuje jak korporacja a ministrowie to menadżerowie projektów. I od soboty rząd demonstruje, może nawet nadmiernie ostentacyjnie swoją nową twarz. Ministrowie stają obok wielkiego ekranu, na którym wyświetlane są kolejne prezentacje w Power Point-cie, ze slajdami pełnymi infografik. Dzisiejsza konferencja ministrów Szumilas i Kosiniaka- Kamysza trwała prawie 2 godziny. Nawet jeśli nikt nic z tego nie zapamięta, to zawsze pozostanie wrażenie, że ministrowie zarządzają mnóstwem projektów. Jak w korporacji. Pozostaje tylko jeden podstawowy problem- wiarygodności. Ale wydaje się, że rząd i PO nie mają innego wyjścia i muszą iść w to dalej. I nie jest powiedziane, że opozycja nie dostanie zadyszki. 




Dziś w zasadzie przydałby się gabinet cieni po stronie opozycji, który każdego dnia odpowiadałby na zapowiedzi kolejnych ministrów. Tylko czy opozycja ma aż tylu fachowców, mogących z marszu kontrować rząd w tak wielu dziedzinach? Niewiele na to wskazuje, chyba, że prof. Glińskiemu uda się skompletować zespół ekspertów a swoją misję przekształcić swoją „misję” w coś właśnie w rozdzaju gabinetu cieni. 




Ale też trudno zakładać, że PO i rząd będą w stanie tak szybko odbudować wiarygodność. Kluczowe jest odzyskanie prowadzenia w sondażach do Świąt. Boże Narodzenie nadal z PiSem na prowadzeniu to będzie już trwały a nie przejściowy problem.




I wtedy premier, może zmienić kolejność kroków i rekonstrukcję przesunąć z lata na zimę. Ale może też zacisnąć zęby w - i tak, tradycyjnie dla rządu- trudnym okresie początku roku przetrzymać do wczesnej wiosny, by w kwietniu wyruszyć- jak zapowiada- w Polskę. 




Krok drugi, to zapowiadany przez Tuska wiosenny objazd Polski, jakaś próba reaktywowania Tuskobusa, jeżeli zwiększona teraz aktywność ministrów jednak zimą nie poskutkuje. Ale nawet jeśli zadziała, to zawsze przyda się na utrwalenie tej już być może podciągniętej pozycji PO. 




Trzecim krokiem miałaby być rekonstrukcja rządu, o której Tusk mówi w kontekście lata. Ale ona, choć wydaje się być krokiem ostatecznym, ktory może zresetować sytuację polityczną, także być może poprzez zupełnie nowe otwarcie parlamentarne- zaproszenie do rządu osób związanych i z lewicą- na przykład Marka Balickiego, czy Ryszarda Kalisza. 




Dziś, największym problemem rządu i PO jest kwestia wiarygodności i tego, czy ktokolwiek jeszcze uwierzy w kolejne zapowiedzi Tuska. I temu ma służyć cykl konferencji i bardzo zwiększona aktywność ministrów i samego Tuska. Jeżeli do Świąt sytuacja sondażowa się nie poprawi to być może kolejność kroków będzie musiała ulec zmianie.




fot. Maciej Śmiarowski/ KPRM