Relacja Live

19.09.2012

08:56

Sztab Obamy reaguje w internecie na "taśmy prawdy" Romneya

Amerykańska kampania wyborcza przez ostatnie dni to niemal wylącznie reakcja na "taśmy prawdy" Romneya - czyli na nagrania, dokonane telefonem komórkowym z zamkniętego dla prasy fundraisera. Romney mówi między innymi, że 47% Amerykanów nigdy na niego nie zagłosuje - są to "ofiary losu", ludzie domagający się od państwa opieki, których kandydat GOP nigdy nie będzie w stanie przekonać do "wzięcia odpowiedzialności za własne życie". Sztab Obamy już teraz wykorzystał okazjędo zadania bolesnego ciosu Romneyowi. Jak wygląda internetowe ofensywa prezydenta? 





Przede wszystkim, zarówno prezydent - który wczoraj w nocy wystąpił u Davida Lettermana - jak i jego doradcy podkreślają, że "bycie prezydentem oznacza reprezentowanie wszystkich Amerykanów". To ogólna reakcja, powtarzana zarówno w sieci jak i w mediach tradycyjnych przez ludzi związanych z jego kampanią. W internecie pojawił się już pierwszy klip Obamy związany ze słowami Romneya.




Na tym klipie uwidoczniono reakcje ludzi na słowa kandydata GOP, odtworzone na iPadzie. Ten klip trwa ponad minutę i chociaż nie jest spotem telewizyjnym, to zapowiada kierunek w którym podąża reakcja sztabu prezydenta. "To pokazuje jego charakter", "Nie szukam zapomogi" - takie słowa padają w klipie. 



http://youtu.be/OUQ-j2sOA7c





Sztab prezydenta opublikował - zgodnie z obowiązującymi trendami - serię grafik nawiązujących do wypowiedzi Romneya. Te grafiki pojawiły się na Facebooku, i mają slużyć jako swoiste "billboardy" ery social media. Zwolennicy Obamy, publikując je u siebie na FB czy na Twitterze, pomagają w ten sposób wzmacniać przekaz sztabu prezydenta. 














To wszystko bardzo skromne początki. Można się spodziewać mikrostrony poświęconej "47%" a także serii nowych spotów i klipów internetowych,  a także akcji hashtagowej na Twitterze. To nagranie, jeśli zostanie prawidłowo wykorzystane przez Obamę, może bardzo zaszkodzić Romneyowi. Pierwsza reakcja w sieci pokazuje, że sztab prezydenta zdaje sobie z tego sprawę. 


09:04

Graś:

"Drugie expose" premiera najprawdopodobniej na początku października

Rzecznik rządu Paweł Graś powiedział dziś w "Kontrwywiadzie RMF", że długo zapowiadane "expose" premiera Tuska zostanie wygłoszona najprawdopodobniej na początku października, w trakcie pierwszego posiedzenia Sejmu w tym miesiącu (11,12,13). Graś stwierdził także, że będzie w tym przemówieniu plan i propozycja na najbliższe trzy lata. Całość rozmowy tutaj. 


10:41

5 politycznych okoliczności wokół projektu "Expose 2"

Dziś, w Kontrwywiadzie RMF rzecznik rządu Paweł Graś podał przybliżony termin tzw. „drugiego expose” premiera Tuska. Mówił też o tym, że premier „ciężko pracuje” nad jego treścią. Od pewnego czasu owo „drugie expose” wydaje się komunikacyjnym remedium Platformy na wszystko, co się dzieje. Brak odpowiedzi na tematy bieżącej debaty, reaktywna strategia w sprawie propozycji gospodarczych opozycji i budowanie zbyt dużych oczekiwań przed sejmowym wystąpieniem Tuska- to wszystko to elementarne błedy spinroomu Platformy. Dlaczego?




Po pierwsze i najmniej istotne, ale ważne. Jeżeli „expose” odbędzie się na posiedzeniu 11-13 października, to największym beneficjentem politycznym samego terminu będzie Palikot, który od miesięcy zapowiada duże uderzenie na swoim kongresie w Krakowie- 13 października. Można wierzyć, że od wielu miesięcy przygotowane wydarzenie, któremu towarzyszyć ma dodatkowa akcja reklamowa, zbuduje swoją medialną prominencje. Palikot jest w kropce, wszystkie sondaże pokazują jego zjazd. Dla mediów to będzie interesujące, pokazać czy Palikot może się odbudować. Kalendarzowa bliskość do „drugiego expose” Tuska dodatkowo zwiększy widoczność inicjatywy Palikota i będzie przedstawiana jako odpowiedź na wystąpienie premiera.




Po drugie, generalnie w polityce zaniża się oczekiwania przed takimi wydarzeniami, jak owo ‘drugie expose”. Zaniża się je, by bardziej zaskoczyć. Nic nie wskazuje, żeby pojedyncze wystąpienie, o jakiejkolwiek wadze może rozwiązać dzisiejsze problemy PO, zwłaszcza jej kompletne wyjałowienie z pomysłów. Co może być „przełomowego” w sejmowym przemówieniu: czego jeszcze nie widzieliśmy i nie słyszeliśmy? Chyba niewiele. Przecież od miesięcy mniej więcej wiadomo co zapowie Tusk. Ważny może być sam ton wystąpienia, ale i ten jest przecież dobrze znany. Tusk będzie ostrzegał przed gospodarczym tsunami, które może tym razem Polski nie ominąć. W swoim brzmieniu z pewnością niewiele będzie się różniło od expose sprzed roku. Bo i czym ma się różnić? Bardziej zmarszczonym czołem? 




Po trzecie, piętrząc Himalaje oczekiwań, PO popełnia błąd, chyba, że expose będą towarzyszyły bardzo spektakularne zmiany w rządzie, czy jakaś „historyczna” zapowiedź: „pot, krew i łzy i ostatnia kadencja Donalda”. Z czego zresztą zawsze można się wycofać, bo do wyborów pozostały 3 lata. Ale zapowiedź Tuska- kamikaze w obronie przed kryzysem mogłaby naprawdę zrobić wrażenie i być punktem zwrotnym w polityce. Ale wydaje się być zbyt ryzykowna dla dość zachowawczej, asekuranckiej i skalkulowanej linii, do jakiej przyzwyczaił nas premier. Zresztą zapowiedź ostatniej kadencji mogłaby być źle komentowana - jako ucieczka- w zestawieniu z niemieckimi plotkami o szefostwie Komisji Europejskiej dla Tuska. 




Po czwarte, dlaczego dopiero połowa października? Przecież do tego czasu PO może (jeżeli ucichną ekshumacyjne eskapady posłów PiS), wykrwawić się w sondażach. Brak pomysłu na bieżącą politykę i trwanie poselsko- rządowych ław PO w zastygłym oczekiwaniu „na Donalda” Platformie nie pomaga. I nic nie wskazuje, by przed „expose” PO miała mieć odpowiedź na podżerającą jej fundamenty „biężączkę” medialno-polityczną.




Po piąte, pojedyncze wystąpienia nie są lekarstwem na cokolwiek. Mogą zatrzymać krwawienie na kilka dni. Dziś polityka biegnie szybko. Dziś jest to na agendzie, jutro tamto. State of the Union Address prezydentów USA, które można -budowanym statusem wystąpienia- porównywać z zapowiadanym otwarciem Tuska, zawsze towarzyszy coś więcej- na przykład rajd po kraju z promocją głownych przesłań. Czy Platforma to szykuje Tuskowi? Jej obecne zagubienie i tlący się spór wewnętrzny już prawie każdego z każdym każe w to wątpić.




Wszystko wskazuje na to, że PO polełnia dziś wiele błędów stawiając tak wiele na kartę jednego wystąpienia.










12:57

PSL uderza w Rostowskiego nową infografiką

PSL rozpoczęło promocję w mediach społecznościowych nowej infografiki dotyczącej propozycji podatkowych tej partii. Na infografice zestawiono sytuację obecną z pomysłami ludowców dotyczącymi VAT. 


13:32

Śpiewając Polskę. "Dziś Kukiz raczej ucieka przed rzeczywistością"

Jest rozgłos to i płyta się sprzeda. Paweł Kukiz nie nagrał może genialnego albumu, ale udało mu się stać głosem części środowiska, któremu bliskie są narodowe wartości. Wrócił też do śpiewania zaangażowanych piosenek. Jednak o ile kiedyś jego płyty mówiły coś o rzeczywistości, to dziś Kukiz piosenkarz raczej przed nią ucieka. Jest patriotycznie i wzniośle, ale dość przewidywalne. Kiedyś ważni wykonawcy z powodzeniem uprawiali publicystykę dziś wolą komercję, covery czy tak, jak Kukiz historię. Czasem powstają płyty lepsze, czasem gorsze, ale współczesna Polska pozostaje krajem, który nie jest opisany przez wykonawców.






Polskie lata 90 mogą opowiedzieć płyty, które wtedy powstawały. Ich początek najlepiej podsumowywał Kazik. Przypominał Wałęsie o 100 milionach albo bezlitośnie wypunktował wizytę premiera w „Łysy jedzie do Moskwy”. Jeśli ktoś chciałby sobie przypomnieć atmosferę światopoglądowej walki z tamtych czasów powinien posłuchać Big Cyca śpiewającego o strachu przed Kościołem. W piosenkach z „Wojny plemników” o rodzinę w której: matka kradnie, córka jest prostytutką a bezrobotny brat się powiesił „troszczy się sam ksiądz kardynał” a „świat już nie zna prezerwatyw odkąd papież rządzi światem”. Co ciekawe w roli symbolu skrajnie konserwatywnego polityka broniącego spraw Kościoła, a nie ludzi, pojawia się Stefan Niesiołowski. Oczywiście zespół stał po jednej stronie sporu, nie czuł potrzeby bycia „w porządku” wobec argumentów przeciwnika, ale zostawił ciekawe świadectwo tamtych czasów. Wtedy takich płyt nie brakowało. Inne ciekawe zjawisko czyli zachłyśnięcie się Polaków wszystkim, co pochodziło z USA najlepiej sportretował właśnie sam Kukiz na albumie „My już są Amerykany”: „Jak zaryczę po angielsku to się czuję jak po zielsku” czy w innej piosence z tej płyty: „Ja w swoim mercu komórkowca mam kartę kodową oraz szyberdach nie jestem cham”. A gdyby ktoś zapomniał, jak wyglądała Polska zakochana w Aleksandrze Kwaśniewskim powinien przypomnieć sobie płytę „Al Capone” T.Love: „Dałaś się zwieść lukrowym obietnicom więc nie dzwoń do mnie więcej, bardzo boli mnie... Przyszłość jest twoja, słyszałem już ten kit Bez wazeliny kwachu wciska się od tyłu trzymam pośladki mocno aby nie wlazł mi”. Ostatnią udaną próbą opowiedzenia czegoś o swoich czasach były „Butelki z benzyną” Cool Kids of Death. Dziś starzy już abdykowali a młodsze polskie zespoły, jak chociażby Muchy wolą śpiewać o uczuciach i bawić się słowami.






Strategia promocyjna nowej płyty Kukiza została oparta na pomyśle nieustannego podkreślania, że album jest bojkotowany „przez oficjalne media”. Coś, co zabronione lepiej się sprzedaje. Prawda jest jednak taka, że lepszym słowem byłoby „ignorowanie”. Bo jak można mówić o bojkocie skoro sam Paweł Kukiz rzadko w ostatnim czasie wychodzi z telewizji. Wszędzie jest go pełno. Owszem duże stacje nie grają jego utworów, ale to problem z którymi muszą sobie radzić wszyscy polscy wykonawcy, którzy mają bardziej ambitne teksty od Gosi Andrzejewicz. Problem nie w tym, że przekaz nowej płyty Kukiza jest dla współczesnego radia niewygodny. Jest tylko za trudny. Dla zaangażowanych piosenek Lao Che czy De Press też nie było miejsca w radiu i nie będzie póki nie doczekamy się ambitniejszych rozgłośni. Zresztą taka muzyka zawsze funkcjonowała poza głównym nurtem i całkiem nieźle sobie tam radziła. Najlepiej w takim przypadku sprawdzała się strategia grupy T.Love, która do radia wrzucała kilka przebojów, ale na albumach śpiewała też o ważnych rzeczach. Przez pewien czas podobnie postępował zresztą Kukiz. Dziś wydając płytę w całości wypełnioną piosenkami z patriotycznymi odezwami sam sobie to uniemożliwił. I choć jego działalność na stronie zmieleni.pl jest świetnym pomysłem, to nie zmienia to faktu, że z jego ostatniej płyty nic nowego o Polsce się nie dowiemy. 




fot. Slawek CC BY SA 2.0 

13:43

Demokraci pokazują nowe logo kampanii Romneya

Partia Demokratyczna nie zrezygnuje z atakowania Mitta Romneya za jego słowa o 47%. Może prezydent ma większe szanse na wygranie wyborów w listopadzie, ale jego przewaga w sondażach jest minimalna (w granicach błędu statystycznego). Dems na swoim oficjalnym kanale na Twitterze pokazali nowe logo kampanii Mitta Romneya: Believe in half of America.



13:52

Złe nastroje w sztabie Romneya

New York Times opisuje fatalne nastroje panujące w sztabie Romneya po wycieku nagrań z fundraisera na Florydzie 


13:55

Noonan:

Romney jest słaby

Peggy Noonan, autorak m.in. przemówień Reagan ostro krytykuje kampanię Romneya 


13:56

Walka o Arktykę

NYT opisuje walkę supermocarstw o zasoby naturalne w Arktyce 


13:59

Google i cenzura

Dlaczego Google nie powinno blokować antyislamskiego filmu - argumentuje Eva Galperin na Techcrunch 


14:01

Nowa aplikacja TT na iPada niewypałem?

Czy nowa oficjalna aplikacja Twittera na iPad jest niewypałem? 


14:30

W nowym Faktoidzie Antoni Macierewicz jako hipster Antek. Antkiem była też HGW

Satyryczny Faktoid, publikowany na Facebooku- www.facebook.com/Faktoid publikuje fotomontaż przedstawiający Antoniego Macierewicza jako hipstera. Nawiązuje to do słynnej facebookowej grupy "Antkowi się nie udało", która słynęła z popularyzowania "hipsterskich" memów wyszydzających wielkomiejskie mody i fascynacje. Sam fanpejdż zresztą kilka dni temu zniknął z FB.




To pierwowzór mema- Antek.










A oto prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz- Waltz przedstawiona w tej stylizacji przez obrońców PKP Powiśle.








15:28

"Haaretz":

64 proc. Izraelczyków uważa, że to Arabowie faktycznie rządzą światem

17:10

SLD startuje z projektem własnej internetowej gazety

Sojusz Lewicy Demokratycznej chce wydawać własną gazetę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że najnowszy projekt tej partii ma istnieć także w sferze internetowej. "Socjaldemokraci" to nowy kwartalnik SLD, który ma ukazywać się w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy. Ma też pojawiać się w internecie. To kolejna sieciowa inicjatywa SLD. Czy lewica w Polsce doczeka się tak mocnej "maszyny" internetowej jak w prawica? 






Kwartalnik Socjaldemokraci partia zapowiada w tym filmiku. Na stronie internetowej http://www.socjaldemokraci.org.pl/ jest już dostępny jego pierwszy numer - tylko w formacie pdf, co znacznie utrudnia jego czytanie np. na urządzeniach mobilnych, utrudnia to także jego indeksowanie w Google. W pierwszym numerze jest m.in. wywiad z Leszkem Millerem, oraz teksty działaczy i polityków SLD. 



http://youtu.be/uVCdhW6MTis
 


To kolejna inicjatywa Sojuszu, który stopniowo buduje wokół siebie ekosystem medialny. Kilka miesięcy temu wystartowała nowe wersja strony partii, SLD od niedawna wysyła także partyjny newsletter. Wiosną tego roku wystartował znajdujący się na "orbicie" Sojuszu serwis lewica24.pl. Od tego czasu ten projekt stał się jedną z bardziej wyraźnych stron, pokazujących lewicowy punkt widzenia. 




W Polsce to prawica ma przewagę w sieci. Prawicowe blogi, serwisy internetowe, polityczne profile na FB,  oraz oczywiście ich użytkownicy - blogerzy, dziennikarze, komentatorzy na Twitterze i Facebooku tworzą dość silną i sprawną "maszynę", która jest zdolna do wrzucenia w media tradycyjne, główne portale istotnych dla prawicy tematów. Ten ekosystem powstał oddolnie w ciągu wielu lat, a jego sukces wynika także z determinacji blogerów i aktywistów, która wynika z przekonania, że prawica jest źle traktowana w mediach tradycyjnych i nie ma swojej reprezentacji. Alternatywą był internet, stąd sukcesy "prawicowej sieci".  Lewica nie ma takiej "maszyny" umożliwiającej wrzucanie do mediów istotnych dla niej treści, przynajmniej w warstwie internetowej. 




SLD chce niejako zbudować ekosystem odgórnie, licząc na to, że im więcej różnorakich projektów, tym większa szansa, że utworzy się wokół nich grupa zaangażowanych aktywistów.  Projekt "Socjaldemokraci" to jeden z elementów tej strategii. 


18:58

"The Times": Gigantyczne zainteresowanie zdjęciami topless księżnej Cambridge. Pałac Buckingham nie nadąża z dostawami