Relacja Live

13.09.2012

09:13

Dlaczego jedno oświadczenie Romneya może okazać się ważne dla wyników wyborów?

Nie chodzi o to, czy miał rację. Chodzi o to, że kampania Romneya po raz kolejny zalicza wpadkę związaną z polityką zagraniczną, i że po raz kolejny Mitt ułatwia ataki na siebie. Po raz kolejny wpadka kandydata GOP dominuje doniesienia mediów.


Oświadczenie Romneya dotyczące ataku na amerykański konsulat w Bengazi samo w sobie nie jest katastrofalne. Ale ustawione w perspektywie po raz kolejny pokazuje słabość jego kampanii.

Nie chodzi o to, że polityka zagraniczna zdecyduje o wynikach wyborów w listopadzie. Z pewnością znajomość meandrów polityki międzynarodowej nie znajduje się wysoko na liście wymagań dla przyszłego prezydenta. Większość Amerykanów, którzy pójdą do urn wyborczych, zastanawiać się będzie, który z kandydatów lepiej poradzi sobie z naprawą gospodarki i tworzeniem miejsc pracy, kto z nich sprawi, że poprawi im się jakość życia, ale może się okazać, że to, co teraz się dzieje, wpłynie w jakiś sposób na ich decyzję. Dlaczego? Bo takie wpadki, jak ta ostatnia, zmieniają przekaz kampanii i narrację mediów.


Przesłanie Mitta Romneya jest proste: po pierwsze gospodarka i miejsca pracy, ja znam się lepiej i to ja sprawię, że Ameryka poradzi sobie z kryzysem gospodarczym. Mały problem? Mitt nie jest w stanie trzymać się tego przekazu. Wydawałoby się, że katastrofalna wyprawa Romneya za granicę nauczyła go, by trzymał się tego, co stanowi o jego sile - jeśli Amerykanie w jakiś kategoriach cenią go wyżej od prezydenta Obamy, to są właśnie kwestie ekonomiczne. Tymczasem po raz kolejny kandydat GOP wszedł na minę - i zrobił to z własnej nieprzymuszonej woli. Nie był w stanie oprzeć się okazji do skrytykowania Obamy - co mogłoby mu pomóc, gdyby tylko znów nie chybił. A dyskusja o polityce zagranicznej i o tym, czy oświadczenie Mitta było dużą czy tylko średnią wpadką, czy wpłynie na wynik wyborów, oznacza kolejne dni, w które mało kto zajmuje się ekonomią i osiągnięciami (lub ich braku) prezydenta Obamy na rynku pracy. Na niecałe dwa miesiące przed wyborami to zdecydowanie niewłaściwe zarządzanie.


Długoletnie doświadczenie biznesowe sugerowałoby, że Romney umie dobierać sobie współpracowników - że ufa właściwym ludziom. Cztery lata temu kandydat Barack Obama miał małe pojęcie o polityce zagranicznej. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że Mitt Romney zna się na tej kwestii nieco lepiej niż znał się w 2008 roku Obama. Tyle, że kampania demokratycznego kandydata nie tylko wybrała na wiceprezydenta kogoś, kto się orientował z meandrach spraw międzynarodowych, to jeszcze pilnowała, by kandydat unikał wpadek związanych z tym tematem. W 2008 roku John McCain próbował się definiować jako ten, który zna się na polityce zagranicznej, a pogrążyła jego kampanię zła sytuacja ekonomiczna, czy w tym roku podczas kampanii, która miała dotyczyć sytuacji gospodarczej, okaże się, że o wyniku zadecyduje polityka zagraniczna?


Pojawiły się już opinie, że kampania Romneya jest zdesperowana - Obama zyskał po konwencji dość wyraźnie w sondażach, a Mitt wciąż nie może zyskać momentum - mówi się, że wewnętrzne badania sztabu kandydata GOP pokazują, że coraz bardziej tracą w stanach obrotowych (przede wszystkim w bardzo ważnym dla wyniku wyborów stanie Ohio). Wygląda na to, że Romney zapomniał o najważniejszej zasadzie związanej z komunikacją i zarządzaniem sytuacją kryzysową - zanim zaczniesz wypowiadać się na jakiś temat, upewnij się, że wiesz, o czym mówisz.







09:30

Sawicki:

"Odpalono u mnie minę"

Marek Sawicki był dziś gościem Kontrwywiadu RMF. Jak powiedział w rozmowie z Konradem Piaseckim: "Ja kiedyś mówiłem o tym, że minister jest jak saper - porusza się po polu minowym i nie wiadomo, w którym miejscu jaka odpali. U mnie akurat odpalono - w mojej ocenie - minę, ale zobaczymy. Niech się tym zajmą odpowiednie organy." Sawicki stwierdził też: "Cały łańcuszek, jak pan zauważył, pokazany także w innych obszarach, poza Polskim Stronnictwem Ludowym także, w strukturach samorządowych, nie tylko związanych z Platformą Obywatelską, ale również z innymi partiami politycznymi pokazuje, że ten proces czy ten system sprawowania władzy jest powszechny." Cała rozmowa tutaj 


11:05

Solidarna Polska omija media i transmituje konfy na Ustream

Ustream to serwis umożliwiający każdemu "emisję" na żywo materiałów wideo. Wykorzystuje to od pewnego czasu Solidarna Polska, która w social media promuje transmisje na żywo ze swoich konferencji prasowych. To sposób na ominięcie mediów tradycyjnych - każdy zainteresowany, który nie ma dostępu do telewizora może i tak - legalnie - taką konferencję obejrzeć. Jak jednak pokazują statystyki, konfy SP cieszą się na Ustream niewielkim zainteresowaniem. Dzisiejszą - o publikacji GPC ws. Amber Gold - oglądało na żywo zaledwie kilka osób. 


11:35

Przerobione logo Platformy polityczną amunicją na Facebooku

To przerobione - w stylistyce logo Amber Gold - logo Platformy krąży w sieci już od wielu dni. Dziś postanowił wykorzystać je PiS na Facebooku - zostało opublikowane (a raczej przeklejony z profilu na FB mypis.pl). Jak widać, start nowego sezonu politycznego oznaczał też start politycznej wojny w sieci. A główną bronią w niej są infografiki, zdjęcia, demoty.  


11:57

Jarosław nie miał prawa przegrać wyborów. Lekcja z 2007 przydatna dla Tuska.

Stawiamy inną, niż Wojciech Szacki dziś w Gazecie tezę. Gospodarka była bez znaczenia dla przegranej PiS w wyborach. Generalnie, gdy się patrzy na wyniki badań społecznych z okresu rządów PiS, to Jarosław Kaczyński nie miał prawa przegrać w 2007. A przegrał tylko ze względu na jeden czynnik- fatalne oceny „sytuacji politycznej” i prognozy co do przyszłości. Z analizy badań CBOS wynika, że Polacy oczekują od rządzących politycznego spokoju. I właśnie pogorszenie nastrojów wokół polityki i wrażenie chaosu mogą pognębić Platformę, tak jak pognębiły PiS. 




Jarosław nie miał prawa przegrać wyborów w 2007. Oceny sytuacji gospodarczej były na rekordowym od 1989 roku poziomie. 












Podobnie, chyba naistotniejsze dla wyborców, oceny ich własnej kondycji materialnej. Nigdy przedtem, aż od 1989 roku nie były one tak wysokie!












Również powszechne odczucie czy „żyje się lepiej” było za rządów Jarosława na najwyższym od lat poziomie.








Ocena sytuacji w zakładzie pracy. Najwyższa w historii i wyższa niż obecnie, za rządów PO.








Odczucie co do możliwości utraty pracy. Najwyższy wskaźnik braku obawy o utratę pracy wystąpił właśnie za czasów Jarosława Kaczyńskiego. 










Najniższy wynik wskazań „nie można znaleźć żadnej pracy”- także za rządów PiS. Dziś dużo gorszy.












Z wyników badań CBOS wynika, że dokonując w 2005 wyborczej decyzji, Polacy nie kierowali się ocenami co do sytuacji gospodarczej, ani nawet tak wrażliwymi politycznie odczuciami jak ocena własnej sytuacji materialnej, możliwości utraty pracy i ogólnej oceny sytuacji na rynku pracy. 




Analiza badań CBOS pokazuje, że dla Polaków, w 2005 gospodarka odgrywała drugorzędne znaczenie a na decyzje wyborcze wpływała „atmosfera”. W dużym stopniu uprawdopodabnia to tezę prawicowej publicystyki o lemingozie, czyli zachowaniach stadnych w obawie przed wyimaginowanym (lub nie) „zagrożeniem politycznym”, „rozliczeniami”, etc. 


















Dla obecnej sytuacji Platformy nie są to wnioski, które mogą napawać optymizmem, bo wszystko wskazuje, że gospodarka będzie siadać. A wraz z nią też odczucia co do rynku pracy (o czym pisze dziś Wojciech Szacki w Gazecie- link ) a także subiektywne oceny sytuacji gospodarstw domowych.




Jeśli do tego dojdą złe oceny sytuacji politycznej i pogłębiające się wrażenie chaosu politycznego, to to może przesądzić o dalszych losach Platformy. Sprawa Amber Gold spowodowała właśnie takie wrażenie chaosu, zatrudnienie Giertycha, konflikt z mediami i nerwowe reakcje PO i premiera pogorszyły zapewne oceny sytuacji w kraju. To, nałożone na spowolnienie gospodarcze może przypieczętować sygnalizowane dziś przez TNS załamanie notowań PO. Chyba, że premier pokaże że na czymś mu jeszcze zależy i przedstawi Polakom swoją nową drużynę.






Wykesy na podstawie danych CBOS. 




13:04

Błąd Romneya

Gail Collins opisuje w NYT błąd Romneya - jego reakcję na wydarzenia w Libii 


13:07

Głosowanie jest zaraźliwe - na FB

Tekst opisujący jak guzik "I Voted" na Facebooku wpłynął na frekwencje wyborczą w 2010 roku 


13:09

iPhone 5 jest wspaniały - i nudny

Wired recenzuje nowego iPhone\\'a - jest zarazem "nudny" i "wspaniały" 


13:18

Kim jest twórca filmiku, który wywołał burzę na Bliskim Wschodzie?

Jeffrey Goldberg opisuje kulisy powstania filmiku, który wywołał burzę na Bliskim Wschodzie 


13:19

NYT kontra Departament Stanu

New York Times kontra Departament Stanu USA - kłótnia o zdjęcia ambasadora Stevensa 


14:35

Gowin dostał dziś prezent od GPC. Czy wykorzysta moment na polityczne odbicie?

Minister Gowin nie miał ostatnio dobrej passy. Jego reforma sądów rejonowych została skutecznie zwalczona przez PSL. Poniósł także dotkliwą porażkę w kwestii konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Ale ostatnie dwa dni to szansa na odbicie. Dziś GPC dała mu prezent. I jak było widać w czasie konferencji prasowej, Gowin zamierza ten prezent wykorzystać. 






Hedlinem na głównych portalach z dzisiejszej konferencji prasowej ministra Gowina były oczywiście jego słowa o konieczności odwołania sędziego Milewskiego. Po prowokacji GPC trudno było jednak sobie wyobrazić, by Milewski mógł długo utrzymać stanowisko. Gowin powiedział to, co było jasne i tak. Obrona Milewskiego byłaby politycznym samobójstwem. 




Ale tak konferencja była znacznie ważniejsza z innego powodu. Oto minister Gowin stwierdził, że nie przypomina sobie takiej sytuacji w ciągu 20 lat, by zaufanie do sędziów zostało tak poważnie naruszone. Powiązał kwestie Milewskiego z jego własnym projektem reformy sądów. Mówił również o reformie prokuratury w odniesieniu do wyroku w sprawie Pruszkowa. 




Te dwie sprawy, a zwłaszcza prowokacja GPC to dla ministra polityczny prezent. Wydawałoby się, że jest to sytuacja kryzysowa, która może go tylko osłabić. Ale dzisiejsza konferencja pokazała, że sprawdza się zasada, że każdy kryzys to jednocześnie szansa. 




W przypadku Gowina jest to szansa na pivot – polityczne odbicie, skręt w nowym kierunku. Teraz minister sprawiedliwości ma unikalną możliwość przeforsowanie każdego, nawet najostrzejszego pomysłu dotyczącego sądownictwa i prokuratury. Po prowokacji GPC i wyroku dla Pruszkowa opinia publiczna będzie po jego stronie. Gowin może pokazać swoją siłę, determinację w oczyszczaniu środowiska i naprawianiu systemu. To moment jaki się nie powtórzy już nigdy więcej. Jeśli Gowin tego nie wykorzysta, to pozostanie mu tylko mozolna "dłubanina" przy takich projektach jak deregulacja. I ostatecznie jego pozycja polityczna może zacząć wyraźnie słabnąć. Czy wykorzysta szansę? 




fot. https://www.facebook.com/GowinJaroslaw

19:57

są naturalnym elementem każdej kampanii politycznej w USA:

Przekazy dnia

Za każdym razem gdy w Polsce pojawia się temat „przekazów dnia” – czyli w amerykańskim slangu politycznym „taliking points” – pojawia się zdziwienie, że z takie dokumenty powstają. Ma to być rzekomo sygnał, że ludzie w danej partii czy sztabie są zbyt głupi by myśleć samodzielnie, dlatego potrzebują dokumenty, w którym dostaną czarno na białym co mają mówić. Tymczasem bez „talking points” budowanie efektywnej strategii komunikacyjnej jest niemożliwe. W USA takie dokumenty to coś całkowicie normalnego i naturalnego. 




Gdy tylko Paul Ryan został ogłoszony kandydatem na wiceprezydenta, sztab Mitta Romneya rozesłał długi zestaw „talking points”. Dokument zawierał ponad osiem tysięcy znaków, i miał cztery główne punkty. Nie został rozesłany do mediów, ale do tzw. „surrogates” – czyli ludzi wypowiadających się mediach w ramach pomocy sztabowi Romneya w kampanii. „Surrogates”, polityczni sojusznicy kandydata GOP potrzebowali „talking points” by spójnie – na rozlicznych platformach, od głównych sieci kablowych po kanały lokalne – mówić o zaletach Ryana. Bez jednego dokumentu je wymieniającego, koordynacja przekazu Republikanów w kluczowym dla nich dniu kampanii byłaby niemożliwa. Tworzenie i rozsyłanie takich dokumentów to rzecz rutynowa. Gdy „talking points” zostały opublikowane na amerykańskich serwisach politycznych, nikt nie wyśmiewał kampanii Romneya. Te dokumenty nie są domyślnie jawna, ale zdarzają się sytuacje, gdy sztaby je publikują lub rozsyłają mediom.




Skuteczność „talking points” najlepiej widać na poniższym przykładzie. Tak Republikanie mówili w pewnym momencie o nowych pomysłach ekonomicznych prezydenta Obamy. 


http://youtu.be/-SGwOd_RQsc  




Jak widać, dzięki talking points – które musiały zawierać słowa „class warfare” – Partia Republikańska zachowywała niezwykłą spójność i dyscyplinę przkazu. I jest to rzecz, z której republikańscy konstulanci i doradcy w Waszyngtonie zawsze byli dumni. „Talking points” są elemementem całej „maszyny przekazu” („message machine”) które partie i sztaby budują, by walczyć  o przewagę medialną. I to nie tylko w czasie kampanii wyborczych, ale także każdego dnia w Waszyngtonie.   Codzennie, grupy wsparcia – lobbingowe, think tanki, zaplecze  - a także „surrogates”, konsultanci, aktywiści, blogrzey uczestniczą w koordynacji przekazu dla swoich partii w Waszyngtonie. Wszyscy podpięci są pod grupy mailingowe, rozmowy konferencyjne i inne rodzaje koordynacji - działające cały czas. W przypadku Demokratów, centrum koordynacji jest Biały Dom. W przypadku  republikanów, jest to RNC, a także Kongres. 




Ta wojna trwa cały czas, a zaczyna się wcześnie rano, zwykle od szeregu rozmów konferencyjnych na różnych płaszczyznach. To oczywiście w warunkach  poza kampanią. Gdy trwają wybory, konieczna jest także koordynacja ze sztabami kandydatów, a także ośrodkami w partii zajmującymi się kampaniami do Kongresu. 




W każdym z tych przypadków „talking points” odrgywają kluczową rolę. Pieczołowicie przygotowywane, po licznych testach w grupach fokusowych są podstawowym oreżęm w politycznych starciach.  W przypadku PO, to treść „przekazów dnia” stała się problemem, nie samo ich istnienie. 


20:17

PiS zaczyna rozsyłać zaproszenia na debatę ekonomiczną

Takie zaproszenie na debatę ekonomistów o propozycjach PiS - która ma odbyć się 24 września - otrzymał Ryszard Petru. fot. http://twitter.com/RyszardPetru