Relacja Live

10.09.2012

09:26

Sztab Obamy prezentuje nowy sposób ułatwiający rejestrację do wyborów

Aby zagłosować w USA konieczna jest wcześniejsza rejestracja - trzeba zarejestrować się jako wyborca. Dlatego też sztaby po obu stronach barykady jako jeden z głównych wyznaczników sukcesu kampanii uznają, ile udało się zarejestrować "własnych" wyborców w terenie. Niedawno sztab prezydenta Obamy zaprezentował nowy sposób na ułatwienie tego procesu. 




Ten sposób to widget, który każdy może umieścić na dowolnej stronie internetowej. Widget można dostosować do własnych potrzeb pod względem rozmiaru - w ten sposób może pasować niemal wszędzie. Widget działa w bardzo prosty sposób - po podaniu informacji albo przekierowuje na właściwą stronę, gdzie można - na serwisie stanowym - oficjalnie wypełnić formularz rejestracyjny, albo tworzy PDF, który później należy wysłać do konkretnego urzędu. W 2010 roku w USA osób mogących głosować było 217 milionów, ale zrobiło to około 40% z nich. Aktywizacja nowych wyborców - i ich rejestracja - to podstawowy cel każdej kampanii. 




Niektóre stany umożliwiają internetową rejestrację do wyborów, inne pozostają przy "tradycyjnych" metodach. Widget jest powiązany z centralną bazą danych kampanii Obamy, co ułatwia prowadzenie wewnętrznych statystyk dotyczących jego wykorzystania. Wcześniej Demokraci przygotowali też "otwartą" - czyli dostępną do ściągnięcia - wersję widgetu. Nie jest ona powiązana ze sztabem Obamy, a została opublikowana na serwisie GitHub, który jest jednym z centralnych punktów dla zwolenników otwartych rozwiązań. 




Jak widać, Demokraci próbują wszystkich możliwych środków, by tylko zwiększyć zaangażowanie w wyborach. W kampanii, która polega przede wszystkim na mobilizacjii własnej "bazy", taka działalność jest bardzo rozsądna. 


fot. wired.com 


09:42

PiS poda nazwisko kandydata na premiera 29 września?

Jak powiedział na antenie TVN24 Mariusz Kamiński, 29 września PiS najprawdopodobniej zaprezentuje kandydata na premiera w ramach planu zgłoszenia konstruktywnego wotum nieufności. " Na pewno będzie to autorytet w swojej dziedzinie, osoba, której bliskie są sprawy ekonomii, finansów, zarządzania. Osoba, która w tych sprawach będzie miała wiele ciekawego do powiedzenia" - mówił o tej osobie Kamiński. 29 września w Warszawie odbędzie się marsz na którym PiS, Solidarność i środowisko Radia Maryja mają protestować przeciwko polityce rządu Donalda Tuska. Więcej na serwisie TVN24. 


10:22

Ministertwo Sportu: Paraolimpijczyków na lotnisku Chopina powita Agnieszka Radwańska

10:30

Ile wyniosłby szacunkowo ekwiwalent reklamowy publikacji o Romanie Giertychu?

W sumie, przez 5 dni, 18 prawie pełnych stron Faktu, 1,5 strony Rzeczpsopolitej, 1/3 strony Gazety Wyborczej,  w sumie około 2 stron Super Expressu, 3 strony Wprost, 3 strony URze, 4 strony Newsweeka, nie wliczając w to cennych sekund w kanałach newsowych oraz serwisach informacyjnych, wywiadach radiowych, prasie regionalnej i w Internecie. 




„Rozumiem wybór mojej rodziny i go akceptuje, jedynym powodem wyboru tej kancelarii było, że prowadziła tego typu sprawy i robiła to z sukcesem. Jedynym powodem wyboru tego mecenasa jest jego skuteczność w tego typu sprawach. (…) Wydaje się ten wybór bardzo racjonalny, nie mający nic wspólnego z kwalifikacją polityczną pana mecenasa Giertycha, a raczej jego bardzo dobrą reputacją jako skutecznego w takich sprawach”.




Te słowa Donalda Tuska mogłyby się znaleźć na ulotce reklamowej kancelarii prawnej, a być może i na billboardach. Takie słowa najpotężniejszego polskiego polityka dla każdej kancelarii mogłyby oznaczać dziesiątki tysięcy, jeśli nie miliony w nowych zleceniach.




Monika Olejnik napisała dziś w Fakcie: „Dzięki tej sprawie [Michała Tuska] Roman Giertych jest na pierwsych stronach gazet. Jego kancelaria prawna musiałaby zapłacić wiele pieniędzy za taką szeroką promocję, a tymczsem teraz ma bezpłatną reklamę przez kolejne dni, w dodatku końca tej historii nie widać. Brawo dla kancelarii Romana Giertycha. „




Trudno o bardziej trafną ocenę. Według naszych szacunków ekwiwalent reklamowy samych tylko prasowych wycinków na temat mecenasa Romana Giertycha i jego kancelarii mógłby, po rabatach domów mediowych wynieść około: 1,79- 2 mln zł. Nie wliczając w to gazet lokalnych, radia i Internetu. A czas poświęcony Giertychowi w telewizji pewnie jeszcze więcej. 






fot. fb.com/wirtualnemedia




11:40

"Der Spiegel": Donald Tusk następnym szefem KE. Inni kandydaci nie wiadomo dlaczego odmawiają

11:54

Platforma na Facebooku dziękuje paraolimpijczykom

Dziś na FB Platformy Obywatelskiej opublikowano taką grafikę z komentarzem. "


12:30

Slow news day- dlaczego polityka zastyga, albo mówi bez sensu? Klątwa sali 101

Nie wiadomo czego oczekują politycy którzy dziś tak ochoczo zaklepali sobie sejmową salę do konferencji prasowych? Do 13 odbędzie się ich pięć. Zaczął poseł Ryfiński pod hasłem "STOP ustawianiu przetargów", skończy Patryk Jaki o 12.30 tematem "zmiana ustawy o mniejszościach narodowych". Może jedynie konferencja Andrzeja Halickiego z PO pod hasłem - tematy dla PiSowskiego zespołu obrony demokracji ma jeszcze jakieś szanse, co najmniej na "lajfa" w stacjach informacyjnych, choć i tam pewnie należy spodziewać się czegoś banalnego.




Tymczasem, w porannym cyklu medialnym temat plotki o ewentualnej nominacji dla Joanny Kluzik- Rostkowskiej do MF zostały zastąpione przez dywagacje na temat publikacji niemieckiego Spiegla o szansach, by następnym szefem komisji europejskiej został premier Tusk. Ale i to mało wdzięczne dla partyjnych maszyn medialnych. O Kluzik nie wiadomo co mówić, bo decyzję podejmuje premier i Platforma dowie się o niej pewnie wtedy, kiedy wszyscy inni. Co z kolei mówić o rewelacjach Spiegla? Też raczej niewiele. Co można powiedzieć o kandydacie na premiera, którego PiS zaprezentuje pod koniec września, którego nazwisko jest nieznane, a i tak nie ma żadnych szans na wygranie głosowania w sejmie? Ewentualnie pokaże on w która stronę zmierza partia Jarosława Kaczyńskiego, ale dopiero wtedy, kiedy to się w końcu wydarzy i lider PiS ogłosi kto jest kandydatem. 










Ale przecież nie jest tak, że kompletnie nie ma o czym mówić. Dzisiejsza Polska the Times pisze o umowach śmieciowych i rosnącym bezrobociu, które przecież są tematami, które dominują rozmowy w polskich domach.  Z kolei Gazeta Wyborcza spore znaczenie nadaje tematowi cen gazu i postulatowi UOKiK, by dopuścić do demonopolizacji tego rynku. Ceny nośników energii przecież też są tematem "kuchennych rozmów" w domach Polaków. Ryszard Petru, gość porannego Kontrwywiadu RMF dostarcza kolejnego, ciekawego paliwa do rozmów o gospodarce i mniej, lub bardziej realistycznych założeniach budżetu. Na 15 z kolei ogłosił briefing minister zdrowia na temat sytuacji w Centrum Zdrowia Dziecka, co jest ważnym tematem i też powinien się znaleźć w opozycyjnym planie medialnym.




Nazwane zresztą na wyrost partyjne "message machines" tymczasą silą się na tematy, które kompletnie nikogo nie interesują. A przecież wykorzystanie już istniejącego zainteresowania mediów wokół określonych spraw: jak bezrobocie, gospodarka, ceny energii nie powinno być większą filozofią. Przecież można w ciekawy sposób, inny niż banalny i budzący tylko politowanie wśród dziennikarzy briefing w sali 101 zainteresować swoim przekazem. Trzeba go jednak mieć. 






13:03

Początek końca kampanii prezydenckiej
Chris Cillizza i Aaron Blake analizują co wydarzy się w finalnym etapie kampanii w USA   

13:14

Rewolucja energetyczna w Ameryce

The Atlantic opisuje rewolucje w finansowaniu i budowaniu projektów dotyczących energii odnawialnej w Departamencie Energetyki USA 


13:20

Obama mniejszym złem dla lewicy w USA?

Czy Obama jest dla lewicy "mniejszym złem"? 


13:23

Jak wyglądałby atak na Iran?

Analiza pokazująca, jak wyglądałby atak USA na Iran 


13:30

Prawnicy zdecydują o wyniku kampanii w USA?

Czy losy kampanii prezydenckiej w USA zależą do wyników procesów sądowych jeszcze przed wyborami?  ;pagewanted=all


15:21

Obama w sierpniu zebrał więcej pieniędzy niż Romney

Po raz pierwszy od czterech miesięcy Obama zebrał więcej pieniędzy niż Romney. Sztab prezydenta i DNC zebrali łącznie 114 mln dolarów, podczas gdy Romney i RNC "tylko" 111,6 milionów. Ale ponieważ Romney w ciągu ostatnich miesięcy  utrzymywał przewagę nad Obamą pod tym względem, to i tak ma teraz do dyspozycji co najmniej kilkanaście milionów dolarów więcej niż prezydent. To będzie widoczne w wydatkach na spoty telewizyjne, w które Romney mocno inwestuje. Dla odmiany, Obama stawia teraz dużo bardziej niż Romney na inwestycje w struktury terenowe. Odmienne podejścia obu kampanii wynikają z różnych strategii przed listopadowymi wyborami. 


15:58

Arłukowicz w emocjonalny sposób odpowiada na kontrowersje wokół Centrum Zdrowia Dziecka

Centrum Zdrowia Dziecka ma być dobrym szpitalem, nie tylko pomnikiem, będzie mieć bezpiecznie finansowane. Jest specjalnym miejscem, gdzie gromadzą się emocje wszystkich Polaków. Nikt nie podważa jakości pracy lekarzy, tylko jakość zarządzania szpitalem- wokół tych czterech komunikatów minister Arłukowicz zbudował swój kryzysowy "message house" na temat sytuacji w Centrum Zdrowia Dziecka. 




Arłukowicz osobiście wystąpił w tej sprawie bardzo późno, ale też bardzo mocno, chwilami wręcz populistycznie, ale podpierając się przy tym przekonywującymi danymi. Jako jedną z nich podał liczbę 700 zatrudnionego personelu administracyjnego, w stosunku do 350 lekarzy na ogólnie zatrudnionych 2240 pracowników. Jest to oczywiście rzecz za którą rząd ponosi współpodpowiedzialność. Ale przynajmniej po 10 miesiącach swojego urzędowania Arłukowicz jest ministrem, który postanowił w końcu wpłynąć na tę sytuację, naciskając od kilku tygodni zarząd CZD o poprawiony plan naprawczy. 




Oceniając to od strony politycznej, było to proporcjonalnie mocne wystąpienie Arłukowicza na bardzo duży, polityczny i emocjonalny problem, jaki powstał wokół sytuacji z CZD. Dobra PR-owsko reakcja nie ułatwi pracy opozycji. 
A ta zareagowała zdecydowanie za późno na problemy dziecięcego szpitala. Grupa posłów PiS wystąpiła o nadzwyczajne posiedzenie komisji dopiero dziś, tuż przed briefingiem Arłukowicza. Wystąpienie ministra, osłabionego dziś umieszczeniem go przez Wprost na czele ministrów postulowanych do wymiany,  rozładowuje bardzo wiele z politycznego napięcia wokół najbardziej symbolicznego szpitala w Polsce i pomaga samemu minsitrowi walczyć o polityczny comeback.




16:15

CBOS:

Rośnie poparcie dla in vitro

Jak podaje CBOS, poparcie dla stosowania metody in vitro w Polsce wynosi teraz 79%. W 2010 akceptację deklarowało 73%. Dodatkowo, CBOS podaje że 58% ankietowanych popiera tworzenie tzw. "zarodków zapasowych" (dwa lata temu - 56%). 43% uważa, że in vitro powinno być w pełni refundowane. CBOS przeprowadził badanie w  dniach 14 - 22 sierpnia, na  1011-osobowej reprezentatywnej próbie losowej. 


17:35

Katolicy dla Obamy - tak wygląda mikrotargeting

Reelekcyjna kampania Baracka Obama opiera się na podobnych, wyraźnie adresowanych do bardzo starannie określonych grup, komunikatach. Jak to wygląda widać w opublikowanym wczoraj spocie, zawierającym przesłanie skierowane do katolików - widać w nim m.in. zdjęcia prezydenta modlącego się wraz z rodziną, a także w Białym Domu. Barack Obama mówi o swojej wierze, a klip wylicza osiągnięcia prezydenta, którymi mogą być zainteresowane osoby głęboko wierzące.


http://youtu.be/zJn1FjXwY7o




18:38

Jak na Twitterze wyglądała dyskusja o Amber Gold?

Sprawa Amber Gold i sytuacja wokół Michała Tuska były jednym z głównych tematów wyjątkowo burzliwego "sezonu ogórkowego". Przez kilkanaście dni cały czas pojawiały się nowe fakty w tej sprawie, a zainteresowanie mediów i polityków wzrosło, gdy okazało się, że syn premiera jest z nią powiązany poprzez OLT Ekspress. Jednak jak pokazuje badanie dyskusji na ten temat na Twitterze, sprawa Amber Gold powoli się wypala. 












Za pomocą serwisu analitycznego Topsy spojrzeliśmy na to, jak często w dyskusjach na Twitterze pojawiał się temat "Amber Gold.". Tak wygląda wykres z ostatnich dwóch tygodni. 










Jak widać, szczyt zainteresowania na Twitterze kwestią Amber Gold wypadł w okolicach sejmowej debaty nad powołaniem komisji śledczej w tej sprawie. Później zainteresowanie spółką gwałtownie spadło. Później, gdy w sieci pojawiła się odpowiedź na interpelację, z której wynikało że ABW wysłała notatkę w sprawie już 24 maja, zainteresowanie ponownie wzrosło, ale nie do poziomu z debaty. 




Później zainteresowanie i częstpliwość pojawiania się terminu "Amber Gold" zaczęła ponownie systematycznie spadać. Teraz niemal całkowicie ten termin zniknął z Twittera. 


21:48

Między faszystami a prawem Godwina

Czy ja przegapiłam moment, w którym porównywanie przeciwnika politycznego do kilku niefajnych typów z historii stało mainstreamowym zwyczajem?

Od kilku tygodni w Stanach co i rusz jakiś polityk wyskakuje z mniej lub bardziej barwnym porównaniem. Kandydatka do amerykańskiego Kongresu z Ohio porównała prezydenta Obamę do Hitlera, Stalina i Mao Tse-tunga, polityk Partii Demokratycznej z Kalifornii porównał Paula Ryana do Józefa Goebbelsa, inny Demokrata, tym razem z Karoliny Południowej, powiedział, że pani gubernator Nikki Haley zachowuje się jak Ewa Braun. Republikanin z Maryland publicznie ogłosił, że jak państwo dalej będzie udzielać pożyczek młodym ludziom na studia, to Amerykę czeka mocny zjazd w dół, który może skończyć się Holokaustem.

Od lat 90. zeszłego stulecia istnieje osoby dyskutujące w sieci wiedzą o istnieniu prawa Godwina (za Wikipedią: Wraz z trwaniem dyskusji w internecie, prawdopodobieństwo przyrównania czegoś lub kogoś do nazizmu bądź Hitlera dąży do 1), które ma takie przełożenie na dyskusję, że zakłada się, iż w momencie pojawienia się porównania do nazizmu bądź Hitlera dyskusja zostaje zakończona, a osoba, z której strony wyszło to porównanie, jest stroną przegrywającą.

Chętnie bym rozciągnęła stosowanie tego prawa również na dyskusje poza siecią, na wszystkie osoby, które swoich przeciwników politycznych porównują do Hitlera, Stalina, Goebbelsa, Mao Tse-tunga, i równie mało przyjemnych typów, kojarzących się z ludobójstwem.

Czy możemy uznać, że osoby, które polityka, z którego poglądami wyrażanymi zgodnie z prawem - i będącymi w granicach tego prawa - się nie zgadzają, porównują do zbrodniarzy są albo niedouczone i powinny zająć się własną edukacją, albo robią to z czysto populistycznych i cynicznych pobudek, więc na własne życzenie przegrały dyskusję?

Co do polskiego polityka, który znany jest z tego, ze od wielu lat nie jest w stanie z kolejną już formacją polityczną przekroczyć progu wyborczego, który oburzył się, że kilka osób nazwało go faszystą bądź kryptofaszystą, a jego poglądy faszystowskimi, i postanowił pozwać te osoby do sądu… Cóż, chciałabym, żeby odpłaciły mu się tym samym - w końcu w odpowiedzi też nazwał je faszystami.

Nie wiem, czy ten polityk jest faszystą, sam deklaruje, że nie jest, i chyba uważa to słowo za jedną z najwyższych zniewag. Ale myślę, że osoby, które udostępniają mu czas antenowy i łamy prasowe, nie powinny narzekać na poziom debaty publicznej w Polsce.