Relacja Live

24.08.2012

00:29

Bill Clinton: wybór jest jasny

Kampania Barack Obamy na kilkanaście dni przed własną konwencję sięgnęła po najcięższą broń w swoim arsenale - po byłego prezydenta Billa Clintona. Clinton w klipie zapewnia, że prezydent Obama jest lepszy dla klasy średniej. Bill Clinton zapowie Baracka Obamę podczas konwencji Partii Demokratycznej w Charlotte.



http://youtu.be/9xsZ45Weng0


Spot będzie pokazywany w telewizjach w 8 stanach obrotowych.




11:17

Platforma rośnie o 4 punkty! PiS spada o 3. Czy to wyniki z kosmosu czy inne pracownie potwierdzą trend z CBOS.

Platforma rośnie aż o 4 punkty w CBOS i ma obecnie w badaniu preferencji w sierpniu rekordowe od stycznia 36% (w styczniu 40%). PiS spada o 3 punkty do starego pzoiomu 22%! SLD idzie w dół statystycznie neiznacząco, bo o 1 punkt, do 8%, Ruch Palikota bez zmian- utrzymuje się na progu 5%. PSL wzrasta o 2 punkty i ma 6%. Czy to wiadomości z kosmosu, czy inne pracownie potwierdzą wyniki pomiaru CBOS.


W swoim komunikacie CBOS pisze: "Od czerwca, organizacyjnego i propagandowego sukcesu, jakim były rozgrywane w  naszym kraju Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Euro 2012, obserwujemy poprawę notowań rządzącej partii – PO. W sierpniu liczba sympatyków tego ugrupowania ponownie wzosła – ponad jedna trzecia ankietowanych wybierających się na wybory zadeklarowała chęć głosowania na PO (36%, wzrost o 4 punkty procentowe). O ile w ubiegłym miesiącu największą zmianą był wzrost poparcia dla PiS, o tyle obecnie notowania tej najbardziej znaczącej partii opozycyjnej powróciły do poprzedniego poziomu. W  sierpniu gotowość oddania głosu na PiS zadeklarował nieco więcej niż co piąty potencjalny wyborca (22%, o 3 punktymniej niż w lipcu)."


"Gdyby wybory odbywały się już teraz, do parlamentu weszliby przedstawiciele pozostałych partii dziś w nim obecnych – SLD (8% głosów zdeklarowanych wyborców, w porównaniu z lipcem spadek o 1 punkt procentowy), PSL (6%, wzrost o 2 punkty) oraz Ruchu Palikota, który utrzymuje poparcie na granicy progu wyborczego (5%). Grubo poniżej progu wyborczego kształtują się notowania dalszych opozycyjnych ugrupowań – Solidarnej Polski oraz Nowej Prawicy (po 2% głosów). W sierpniu swoich zwolenników znalazły jeszcze partie – Polska Jest Najważniejsza, Polska Partia Pracy i Prawica Rzeczypospolitej. 


W ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy obserwujemy spadek liczby niezdecydowanych wyborców. W sierpniu 16% zdeklarowanych uczestników wyborów nie wie, na którą partię oddałoby głos (spadek o 2 punkty). 


Pozostaje czekać na wyniki innych pracowni, zwłaszcza TNS, który notował spadek zaufania do rządu i premiera. 




12:20

Przed konwencją GOP - Romney przedstawi się wyborcom, ale demokraci szykują niespodzianki

Wybór Paula Ryana na kandydata na wiceprezydenta nie pomógł zbytnio Mittowi Romneyowi w sondażach przedwyborczych. Kolejny moment, który może przynieść Romneyowi prowadzenie w badaniach opinii, to konwencja Partii Republikańskiej, która zaczyna się w poniedziałek, a zakończy się oficjalnym przyjęciem przez Mitta nominacji prezydenckiej własnej partii.


Zwykle w kampanii są 4 punkty zwrotne - momenty, które powinny przynieść tzw. bounce, czyli wzrost notowań. To zdobycie nominacji, wybór wice, konwencja partyjna i przyjęcie nominacji prezydenckiej oraz debaty. Cztery lata temu Barack Obama dorzucił jeszcze podróż zagraniczną (Mitt w tym roku także wyruszył za granicę budować własny wizerunek). W 2012 Mittowi Romneyowi pomogło w sondażach tylko wygranie prawyborów - zaczął doganiać prezydenta Obamę, zrównał się z nim, ale nie jest w stanie go przegonić.

Tradycyjnie po konwencjach „skacze“ poparcie - dziennikarz prowadzący twitterowe konto WestWingReport zauważył, że republikańscy kandydaci średnio zyskują 5.9% w sondażu Gallupa, demokratyczni 4.3%. Ale duży skok poparcia po konwencji nie zawsze kończy się zwycięstwem kandydata w listopadzie - Bob Dole w 1996 roku i Jimmy Carter w 1980 roku odnotowali po swoich konwencjach znaczący wzrost poparcia (odpowiednio 11% i 10%), ale wybory wygrali ich konkurenci.

Nie znaczy to, że nawet jeśli konwencja nie przyniesie kandydatowi znaczącego ‘bounce’a’, to się nie liczy - chodzi o pokaz partyjnej siły i zaapelowanie do bazy. Wedle różnych sondaży ponad 90% wyborców deklaruje, że już zdecydowało się, na kogo zagłosuje w listopadzie. Tegoroczne wybory mogą więc okazać się rozgrywką na frekwencję - i wygra ten, któremu uda się namówić tzw. twardy elektorat, by udał się do urn wyborczych. Czyli trzeba pompować bazę - wywołać u nich entuzjazm i przekonać, że muszą zagłosować.

Poza tym i Mitt Romney, i Paul Ryan są politykami względnie nieznanymi - wciąż mają spore pole, by się zdefiniować i przedstawić wyborcom. Ich mowy, w których oficjalnie będą przyjmować nominację, będą transmitowane w telewizji. Jeśli wygłoszą dobre przemówienia (a niektórzy mówią, że to są najważniejsze mowy w ich życiu), będą w stanie zdefiniować się na nowo - na własnych warunkach.

Czy jednak Romneyowi i Ryanowi uda się bez przeszkód przedstawić się wyborcom i skupić na sobie i na własnym przekazie uwagę mediów? Zwyczajowo partia przeciwnika nie przeszkadza kandydatowi podczas tych kilku dni, które mają być jego świętem - oczywiście to tylko kurtuazja i tradycja, nie zawsze przestrzegana, ale w tym roku demokraci nawet nie ukrywają, że zamierzają przeszkadzać. Kampania Obamy zapowiedziała, że we wtorek prezydent jedzie odwiedzić ważne stany (tzw. swing states) - Iowa, Kolorado i Wirginę. Michelle Obama zaplanowała nagranie wywiadu dla talk-show Davida Lettermana, który zostanie wyemitowany w środę. A wiceprezydent Joe Biden już w poniedziałek pojawi się w Tampie na Florydzie, czyli w miejscu konwencji GOP.
 
Czy uda im się ukraść scenę republikanom? I czy GOP odpowie im pięknym za nadobne podczas demokratycznej konwencji w Charlotte? Tak czy siak - mowy Paula Ryana i Mitta Romneya to dwa bardzo ważne wydarzenia następnego tygodnia. The clock is ticking.





12:55

Tako milczy prezes

W  trudnych dla premiera chwilach brak głosu Jarosława Kaczyńskiego musi być szczególnie bolesny. Niewygodnych tematów coraz więcej i w dodatku nikt nie chce od nich odwrócić uwagi. W dodatku stara prawda mówi, że gdy prezes nie zabiera głosu, to PiSowi rośnie (a może jednak nie, jeśli brać pod uwagę dzisiejszy CBOS). Cisza nie będzie jednak trwać wiecznie a Jarosław Kaczyński najprawdopodobniej przemówi w przyszłym tygodniu. Długie milczenie pokazuje jednak, że głos największej partii opozycyjnej nie jest wcale niezbędny do recenzowania rządu Donalda Tuska. I to jeden największych problemów PiSu.




Teoretycznie, sytuacja, z jaką mamy obecnie do czynienia, jest dla Jarosława Kaczyńskiego idealna. Powtarzane w ostatnim czasie, jak mantra przez niemal wszystkich, zdanie „państwo okazało się za słabe” brzmi jakby zostało wyciągnięte żywcem z jego kampanii wyborczej. Prawo i Sprawiedliwość jest jedyną partią, która konsekwentnie szuka przyczyn niepowodzeń Polski właśnie w słabości jej aparatu. Ostatnie wydarzenia dowodzą, że diagnozy Jarosława Kaczyńskiego były w wielu miejscach trafne. Tyle, że prezes PiS zamiast tryumfować i przekuć swe tezy w polityczny sukces, schował się. A strategia zamilczania, choć może dać chwilowy i lekki wzrost sondaży (a być może nawet nie), to w dłuższej perspektywie nie zagwarantuje sukcesu.




PiS to największa partia opozycyjna, ale wcale nie najbardziej aktywna. W wielu kluczowych sprawach nie udaje jej się przebić ze swoim przekazem. W czasie debaty nad OFE, w dyskusjach z rządem najlepiej było słychać głos Leszka Balcerowicza. Gdy Donald Tusk podnosił wiek emerytalny jego głównym oponentem były związki zawodowe i Piotr Duda. Obecnie, w sprawach obyczajowych ton debacie nadaje Ruch Palikota, a gdy potrzebny jest głos prawicy często PiS bywa uprzedzane przez Solidarną Polskę. Do tego ta ostatnia partia zdominowała też sprawy związane z sądownictwem i prokuraturą. 




Właściwie jedynym obszarem w którym PiSowi udało się utrzymać dominację są sprawy związane z katastrofą smoleńską. Tyle, że o te nikt inny się nie upominał. Zaskakująco też słabo partii Jarosława Kaczyńskiego idzie punktowanie ekonomicznych wpadek rządu. Beacie Szydło promowanej niegdyś na ekspertkę PiSu w tej dziedzinie nie udało się przebić. Teraz szansę ma na to stosunkowo nowy nabytek PiSu Przemysław Wipler, ale jeden, nawet tak sprawny poseł, to z pewnością za mało. 




Praktycznie, by zaistnieć, PiS musi wychodzić z kontrowersyjnymi pomysłami. Największa partia opozycyjna była ostatnio na ustach wszystkich, gdy proponowała karę śmierci albo sankcję karną za in vitro. Obydwa pomysły, niemożliwe zresztą do realizacji, oddalają PiS od umiarkowanego elektoratu. W dodatku, ten drugi właściwie uniemożliwił wzięcie udziału w jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji. Dodatkowym problemem Prawa i Sprawiedliwości jest dewaluacja słów wypowiadanych przez jej polityków. Ponieważ nieustannie używają tych najcięższych i najmocniejszych, straciły one już swoją wartość. 




Słowa takie, jak „dymisja” czy „ zdrada” jako retoryczny ozdobnik wystąpień z biegiem czasu odbierają im powagę. Choć docierają do przekonanych, nie są już nawet w stanie przyciągnąć uwagi mediów. Szczególnie boleśnie przekonuje się o tym PiS, gdy trzeba ostro wystąpić przeciw rządowi, a arsenał najcięższych słów został już wykorzystany przy innych okazjach.




Parę miesięcy temu jedna z posłanek PiSu po udziale w programie telewizyjnym żaliła mi się, że choć często występuje w mediach, nikt nie zwraca uwagi na problemy, którymi się zajmuje. Jedyne, co jej pozostaje, to namawiać, by w którejś ze spraw wypowiedział się prezes. To jedyna szansa, by temat zaistniał- mówiła. Miała racje. 




Partia wodzowska ma to do siebie, że wszystkich interesuje głos jej lidera. W obecnej sytuacji widać, jak na dłoni, że PiS stał się zakładnikiem tej koncepcji. Bo choć jego posłowie mają w ostatnim czasie sporo do powiedzenia, to nikt nie chce ich słuchać. Milczenie prezesa wkrótce się skończy i wtedy przez moment głos PiSu będzie najgłośniejszy na polskiej scenie politycznej. Co z tego skoro wszyscy zaczynają się już przyzwyczajać do tego, że najcelniej rząd krytykują inni.




13:40

Kampania Obamy: wyślij nam smsa, wpłać na kampanię

FEC (Federal Election Commission) zgodziła się na zbieranie funduszy przez wiadmości tekstowe. Wczoraj kampania prezydenta Baracka Obamy ogłosiła, że można zasilać ich fundusz wyborczy poprzez wysłanie smsa o treści "GIVE" na numer 62262 (cyfry odpowiadają słowie \\'Obama\\' na klawiaturze telefonu). W ten sposób wyborcy mogą wpłacić na kampanię do 50 dolarów - małe wpłaty stanowią większość pieniędzy zebranych przez Team O.

fot. Official White House Photo by PeteSouza





15:05

Romney kontra telewizja - zmiany na konwencji

Wygląda na to, że Mitt Romney przyjmie oficjalnie nominację prezydencką swojej partii nie, jak do tej pory odbywało się tradycyjnie, w przedostatni dzień konwencji GOP, a w pierwszy - czyli poniedziałek. Nie zmienił się termin wygłoszenia mowy, Romney pojawi się ponownie na scenie w Tampie w środę wieczorem. W poniedziałek przemowę ma wygłosić także Ann Romney - ale jak na razie żadna z telewizji nie chce jej transmitować. Podobno jednym z powodów przeniesienia akceptacji nominacji na poniedziałek jest właśnie rozgrywka Teamu R ze stacjami telewizyjnymi.


fot. https://twitter.com/dgjackson


19:16

Romney żartuje o akcie urodzenia. Będzie afera?

Na wiecu w Michigan Mitt Romney pozwolił sobie na żart, który może go srogo kosztować. Wspominając o swoim pochodzeniu powiedział: "No one\\'s ever asked to see my birth certificate. They know that this is the place where we were born and raised" (czyli: Nikt nigdy nie chciał oglądać mojego aktu urodzenia. Wszyscy wiedzą, gdzie się urodziliśmy i gdzie zostaliśmy wychowani").


http://youtu.be/cht3bitxknI


To słowa odnoszące się do drażliwego tematu - birtheryzmu, czyli ruchu ludzi wierzących, że prezydent Obama nie urodził się na terenie Stanów Zjednoczonych (a więc nie mógł startować w wyścigu prezydenckim). W tym roku temat rozgrzał Donald Trump, który popiera Mitta Romneya. Mittowi wiele osób zarzuca zbyt bliskie relacje z Trumpem.

Kampania Obamy zareagowała na razie powściągliwie, ale skrytykowała żart Romneya. Dziennikarze i media nie są tak powściągliwi. Jedni zauważają, że to bardzo nieszczególny timing - tuż przed weekendem i rozpoczynającą się w poniedziałek konwencją GOP.  Inni podkreślają, że w ten sposób Romney dał mediom coś innego do zajmowania się niż niewłaściwe słowa o gwałcie wypowiedziane przez Todda Akina, kandydata GOP do Senatu. Poza tym podkreśla się dwa rodzaje reakcji - oburzenie mediów i śmiech wyborców zgromadzonych na wiecu.

To kolejny dowód na to, jak trudno sztabowi Romneya skupić uwagę mediów na ich przekazie (gospodarka i miejsca pracy).