Relacja Live

17.08.2012

09:23

Pięć cech dominacji Obamy nad Romneyem w sieci

Amerykańska kampania prezydencka jest niezwykle wyrównana i zaciekła. Zwłaszcza w ostatnich kilku dniach emocje po obu stronach osiągnęły nowy poziom. Również w sondażach ani Romney ani Obama nie zyskał wyraźnej przewagi. Ale jest jedna kategoria, w której prezydent nia ma konkurencji. To wykorzystanie internetu. Jak pokazuje nowy raport Pew, Obama deklasuje pod tym względem konkurenta. 




Znany instytut badawczy Pew Research Center, podobnie jak w 2008 roku dokonał analizy tego, jak sztaby kandydatów  wykorzystują internet w walce o głosy. Badanie zostało przeprowadzone w ciągu dwóch tygodni lipca, gdy afera wokół stwierdzenia Obamy "You didn\\'t build that" nabrała największego rozmachu. 




Jakie są podstawowe wnioski? 




Po pierwsze, sztab Obamy jest dużo bardziej aktywny niż sztab Romneya w sieci - i to zarówno pod względem ilości publikowanej treści, jak i zróżnicowania pod względem platform. Na wszystkich platformach (włącznie z własną stroną internetową), Obama opublikował 614 wpisów, a Romney - tylko 168. Ta rożnica była najlepiej widoczna na Twitterze, gdzie Obama publikował średnio 29 wiadomości dziennie - Romnye tylko jedną na dobę. Co więcej, policzono również poziom zaangażowania odbiorców. Sztab Obamy uzyskiwał średnio dwa razy więcej lajków, komentarzy i odsłon niż Romney, i jest aktywny na dwa razy większej ilości platform. 




Po drugie,  sztab Obamy w dużo bardziej znaczący sposób niż Romneya korzysta z personalizacji treści pod względem geograficznym i demograficznym.  To największa zmiana w porównaniu do 2008 - wtedy ta dywersyfikacja geograficzna nie była tak widoczna na oficjalnej stronie ówczesnego senatora Obamy. Teraz sztab Obamy umożliwia dołączenie do 18 grup demograficznych - od oczywistych takich jak Latynosi, po rodziców, ludzi młodych, osoby szczególnie zainteresowane kwestiami środowiska. Romney ma tylko 9 takich grup (jedną z nich jest zresztą Polish Americans For Romney) i zawierają one tylko statyczną, rzadko odświeżaną treść. Sztab Obamy personalizuje również treść pod wzgledem geograficznym - zarówno na stronie internetowej jak i np. na aplikacji mobilnej. 




Po trzecie, gospodarka dominowała w sieciowym przekazie obu kampanii, ale w różny sposób. Niemal 19% wpisów Obamy i 24% wpisów Romney dotyczyło gospodarki i spraw ekonomicznych. Co ciekawe, z ogólnej liczby wpisów 34% dokonanych przez sztab Romneya dotyczyło Obamy - w przypadku prezydenta tylko 14% wspominało o kandydacie GOP. Jeśli chodzi o tematy gospodarcze, to Romney dwa razy częściej niż Obama mówił o kwestii bezrobocia i miejsc pracy. W sieci wpisy sztabu prezydenta dotyczyły mniej więcej po połowie bezrobocia i ogólniejszych spraw ekonomicznych np. inwestowania w klasę średnią. Jak można się spodziewać, trzy czwarte treści publikowanych przez sztab Romneya w sprawie bezrobocia było krytyką wobec poczynań Obamy. 




Po czwarte, sztab Obamy zrezygnował z odnoszenia się do mediów tradycyjnych w sieci. W 2008 jego strona zawierałą sekcję z artykułami zewnętrznymi. Teraz ten punkt odniesienia zniknął. Sztab Romneya publikuje linki do tekstów zewnętrznych, ale przede wszystkim tych krytykujących prezydenta i chwalących Romneya. W przypadku Obamy, informacje publikowane w sieci są tylko "wewnętrzne" i nie odnoszą się do sfery mediów.  




Po piąte, zarówno jeden jak i drugi sztab rzadko wykorzystują "społecznościowe" aspekty sieci. Rzadko treść zewnętrzna była wykorzystywana - np. na Twitterze tylko 3% z analizowanych wpisów Obamy to były retweety wpisów obywateli. Sztab Romneya zrobił retweet tylko jednego wpisu w analizowanym przez Pew okresie - i była to wiadomość opublikowana przez syna kandydata GOP, Josha. Mimo tego, znaczna ilość wpisów Obamy i Romneya zawierała jakiegoś rodzaju wezwanie do działania - czy to ofiarowanie pieniedzy, czy też dzielenie się informacjami u siebie w mediach społecznościowych. 




Oczywiście, zarówno Obama jaki Romney wykorzystują armię wolontatariuszy i aktywistów do koordynacji działań w terenie. Obama stawia na to dużo większy nacisk niż Romney, który pozostaje bardziej tradycyjny w swoich działaniach. Raport Pew pokazuje dobitnie, że Obama dominuje nie tylko w sferze "online organizing". Romney też ma oczywiście rozbudowaną strategię cyfrową, o czym m.in. świadczy pojawienie się aplikacji "Mitt\\'s VP", która miała poinformować użytkowników o nazwisku kandydata na VP. Jak jednak zwykle bywa w takich sytuacjach, dziennikarze jako pierwsi podali tą informację, jednak sztab Romneya zebrał u setek tysięcy użytkowników tej aplikacji niezywkle cenne dane. To też pokazuje, że w internecie Romney się nie poddaje. I chociaż nie dogoni już raczej Obamy pod względem skali i skomplikowania cyfrowej strategii, to na pewno jego sztab ma w rękawie jeszcze wiele ciakwych pomysłów w tej sferze. 


10:40

Triangulacja Tuska- jedyna szansa na wyjście na prostą, odzyskanie inicjatywy i powrót do dominacji na scenie

Atmosfera jak nigdy dotąd, od afery Rywina zaczyna przypominać oczekiwanie twardszej polityki i szarpnięcia cuglami. Czy PiS w końcu wykorzysta pomyślne wiatry? Czy raczej Tuskowi uda się wykorzystać nauki dwóch politycznych mistrzów: Mitteranda i Clintona?




Jeżeli Witold Gadomski pisze w Gazecie Wyborczej, że wymiar sprawiedliwości jest za słaby i zepsuty. 




Jeżeli Michał Kamiński w TVN krytykuje PO za wydzielenie prokuratury generalnej ze struktury rządu, przypominając, że temu przeciwstawiał się prezydent Kaczyński. 




Jeżeli mądrością sezonu stał się postulat walki z „układem kolesiowskim”. 




I jeżeli zgodnie Tomasz Sekielski (w Polsce the Times) i Jacek Żakowski (w Toku) mówią o pseudo-państwie, to wszyscy oni, zapewne bezwiednie, ale powtarzają diagnozy polityczne Jarosława Kaczyńskiego. I jeśli jeszcze w tabloidach i komentarzach pojawia się stwierdzenie, że ABW weszła do Plichtów za późno, to jesteśmy o krok od pochwały rajdów służb o 6 rano. Triumf postulatów silnego państwa i IV RP. 




Legendarny amerykański spindoktor, jeden z twórców reelekcyjnej strategii Billa Clintona - Dick Morris, pisał w swojej książce o "metodzie Mitteranda" na wychodzenie z kryzysu, która jego zdaniem miała być jak "fala uderzająca w brzeg morza - piasek pochłania jej energię" ["Let the wave wash over the shore so that its energy is spent"]. 




Zmierzając do wyborów w 1988, Mitterand nie miał łatwego zadania. Centroprawicowa większość w sposób udany realizowała swój program. A co robił Mitterand? Nie, nie wetował i nie blokował, wręcz przyspieszył reformatorską agendę Chiraca, wierząc, że tylko to uwolni frustracje związane ze zwycięstwem parlamentarnym prawicy i uczyni irrelewantnymi przyczyny, dla których wygrała. Nie wolno dyskutować z odczuciem przygniatającej większości. Stary lis Mitterand to wiedział.




W tej sytuacji, Tusk powinien pozwolić nabierającym społecznej wagi postulatom „twardszego państwa” pozwolić uderzyć w brzeg. I tu nie wystarczy kolejna „ekspresowa nowelizacja”, żeby załatać problem tak zwanych „parabanków”, zanim kolejny raz Unia Europejska stwierdzi, że to następne legislacyjne partactwo, niezgodne z unijnym prawem. 




Tusk musi uchwycić, że ludzie, tym bardziej w czasach kryzysu będą coraz bardziej oczekiwać „twardszego państwa” w wielu dziedzinach. I sprawa załatania legislacyjnego piramid finansowych to jedynie bardzo mała część problemu. Bez wyciągnięcia szerszych wniosków, sprawa się rozmyje. Tusk po prostu musi przyspieszyć de facto PiSowską agendę walki z „big-biznesem” przy jednoczesnym i wręcz spektakularnym wprowadzeniu ułatwień dla małych, rodzinnych firm. To może nabrać różnego charakteru regulacyjnego: podatek bankowy, uderzenie w firmy tytoniowe, w firmy spożywcze produkujące niezdrową żywność i wprowadzenie coraz szerszych i autentycznych ułatwień dla popadających we frustrację dziesiątków tysięcy rodzinnych firm.




Mitterandowskie uderzenie fali w brzeg legło u podstaw słynnej Clintonowskiej triangulacji. Na czym ona polegała? Czując w powietrzu społecznego ducha potrzeby twardszego panstwa, Clinton po prostu w dużej części przejął postulaty polityk republikańskich- po republikańsku, twardo, walcząc z przestępczością w szkołach, czy dążąc do realizacji prawicowego postulatu zrównoważenia wydatków i końca „big spending government”.  




Lekcja z triangulacji politycznej męża pozwoliła też Hillary zmienić jej postrzeganie z polityka mocno lewicowego, na rozsądnego adwokata centrum, a w sprawach bezpieczeństwa narodowego nawet na pozycję jastrzębia. I kto wie, czy nie to, mimo przegranych prawyborów w 2008 jest fundamentem rekordowej popularności Hillary dziś. 




Polityczna triangulacja, jest dziś dla Tuska jedyną szansą na to, by znów udało się uzyskać absolutną dominację w centrum, a nie tylko na jego wielkomiejsko- trochę jednak lewicującej flance. 




Ale nie chodzi jedynie o przejęcie części postulatów i twardszego języka prawicy, bo jednocześnie trianulacją można „przystrzyc” i Palikota z SLD- na przykład mocniej stawiając na edukację, która w Polsce była zawsze postulatem bardziej lewicy, niż prawicy. Centro-prawica się w edukacji przeważnie kompromitowała (Giertych, Stelmachowski, Handtke, Hall, Szumilas...). Podobnie się ma sprawa z potrzebą zaadresowania wprost sytuacji młodych rynku pracy. W perspektywie 2014 i 15 trudno nie zauważyć, że nowi, młodzi wyborcy, których dużo ponad milion zasili grupę uprawnionych do głosowania, choć bardzo często wyraźniej konserwatywni, będą oczekiwać przede wszystkim "szansy” dla swojego pokolenia. I to Tusk powinien wziąć pod uwagę, co oczywiste, raczej bez bezradnej i skompromitowanej Krystyny Szumilas na pokładzie. Prawdopodobnie też bez nijakiego i wypranego z jakiejkolwiek inicjatywy Kosiniaka-Kamysza, ale tu może być trudniej, bo to domena koalicjanta. Ale i też z poważnym znakiem zapytania co konkretnie udało się Michałowi Boniemu faktycznie zrobić dla wprowadzenia „cyfrowego państwa”.




Co może zrobić PiS żeby przeciwdziałać Tuskowej triangulacji? Troche na to późno, bo powrót do rzeczowych postulatów, jakie dały tej partii dobry punkt startowy w latach 2001-2005 nie będzie prosty. Po latach radykalizowania języka i konsekwentnego kasowania bardziej centrowych twarzy, PiS nie ma dziś łatwego zadania i każdy dzień eksponowania zmęczonych twarzy i odrzucających czasem fanatycznym radykalizmem treści jest dniem dla PiS straconym. Ale tym razem przeciwnik jest słabszy i pozbawiony inicjatywy jak nigdy dotąd. Więc, kto wie?




10:49

Producenci "Wałęsy" zabierają się za tłumaczenie związków z Amber Gold

Dziś o 14 w warszawskim kinie Kultura ma rozpocząć się konferencja prasowa producentów filmu "Wałęsa" - czyli AKSON STUDIO Sp. z o.o. oraz PISFu. Dotyczyć będzie oczywiście sprawy współfinansowania filmu reżyserowanego przez Andrzeja Wajdę przez spółkę Amber Gold.

 


12:33

PILNE:

Marcinowi P. postawiono zarzuty w sprawie Amber G.

13:06

Pierwszy tydzień kampanii Romney-Ryan? Raczej klapa

A miało być tak pięknie. Prawie tydzień temu, w piątek w nocy sztab Romneya ogłosił, że następnego dnia Ameryka pozna kandydata GOP na wiceprezydenta. W sobotę na scenie obok Mitta stanął kongresmen Paul Ryan i konserwatyści krzyczeli z zachwytu. Demokraci też nie ukrywali radości. Kampania miała wreszcie stać się merytoryczna, Romney miał zacząć od nowa - z nową siłą, ale ze starym przekazem, wzmocniony młodszym i powszechnie pozytywnie postrzeganym partnerem. Tydzień później sytuacja wciąż daleka od ideału.


Zaczęło się znakomicie. Egzekucja ujawnienia nazwiska wice prawie doskonała. Owszem, Mitt nie dotrzymał obietnicy, że nazwisko VP poznamy dzięki specjalnej aplikacji na urządzenia mobilne, ale to kampania wypuściła przeciek, to ona zarządzała informacją, to ludzie Romneya zadecydowali o tym, kiedy i jak. To media i dziennikarze podały nawisko Paula Ryana jako pierwsze, ale za pełną zgodą i pod kontrolą Teamu R. Ale teraz to Team RR, a zmiany jakościowej jakoś nie widać.


Co to ja miałem powiedziec?

To Joe Biden uważany jest za króla wpadek. Ale Mitt Romney robi wszystko, by go dogonić (to nie są wszystkie wpadki Mitta, tylko te najważniejsze <<-- link do tekstu oraz Mitt w Londynie - nie było dobrze). Wydawałoby się, że jako biznesmen o długoletniej karierze zawodowej potrafi konsekwentnie trzymać się przekazu. A jednak... Ani on, ani jego kampania w tym tygodniu nie błyszczała konsekwencją. Przez dwa dni (sobotę i niedzielę) cieszyli się z pozytywnego odbioru Ryana, by potem zapomnieć, co jest główną osią kampanijnego przekazu. Zamiast o gospodarce, mówili o Medicare i budżecie Paula Ryana - trochę sobie sami to zafundowali, ale można zrozumieć, że musieli odnieść się do tych tematów, bo do kampanii przyszły wraz z Ryanem. Tylko zamiast zrobić to raz a dobrze, pozwolili, by demokraci narzucali swoje tempo. A potem Mitt postanowił dorzucić do worka swoje podatki - wreszcie znalazł dobrą odpowiedź, ale wybrał bardzo zły czas, żeby się nią podzielić z dziennikarzami. Dlaczego? Bo to wcale nie zamyka tematu, Romney będzie musiał na ten temat przynajmniej raz jeszcze wypowiadać się publicznie.

Ale chyba najbardziej zaskakujące było to, że Team R i Team O wrócili do wzajemnego oskarżania się o to, kto prowadzi gorszą i bardziej negatywną kampanię.



Jeśli przeszkadza ci temperatura, wyjdź z kuchni

Cztery lata temu Hillary Clinton powiedziała Barackowi, że jeśli nie podoba mu się temperatura kampanii wyborczej, to powinen przemyśleć swoją karierę zawodową. Podczas prawyborów republikańskich podobne słowa do swoich konkurentów wypowiedział Mitt Romney - "przestańcie narzekać" - musiał udowadnić, że jest silny, agresywny i potrafi walczyć, więc atakował. Barack Obama i jego team w 2012 roku zachowują się tak, jak zwykle zachowywali się republikanie. I to się kandydatowi GOP nie podoba, choć sam nie prowadzi kampanii najbardziej pozytywnej z pozytywnych. Jest jeszcze jedno wytłumaczenie, czemu Romney narzeka w mediach na sposób prowadzenia kampanii - Barack Obama jest lubiany, jeśli uda się zrzucić na niego całą winę za stan kampanii (czyli zapasy w parterze), jest szansa, że pogarszające się słupki u Baracka pomogą Mittowi w osiągnięciu lepszego wyniku w wyborach.


Bounce? What bounce?
Niby baza konserwatywna była bliska ekstazy po ogłoszeniu nazwiska Ryana, ale Romneyowi w sondażach to nie pomogło (choć Paul Ryan zyskał mocno na popularności) - tzw. \\'bounce\\', jeśli jakiś w ogóle jest, to jest niewielki. Na dodatek sam wybór Paula Ryana na kandydata na wiceprezydenta wyborcy ocenili słabo - nawet Sarah Palin oceniana była wyżej.

Kampania pochwaliła się, że w ciągu 6 dni zebrała trochę ponad 10.1 mln dolarów online. Dużo? Oczywiście, ale jest jedno duże "ale". W lipcu było lepiej - Team R zbierał średnio 3.6 mln dolarów dziennie. A w tym tygodniu Ryan miał już swoje pierwsze fundraisery.


Spin Karla Rove\\'a
Jak bardzo przygnębiły te dane republikanów? Tak bardzo, że sam Karl Rove zabrał się za spin. Zaczął udowadniać, że brak reakcji na kandydata na wice to dobra rzecz, bo przecież kandydaci na wiceprezydenta, którzy w ostatnich latach powodowali największy \\'bounce\\' w sondażach, zwykle przegrywali (Jack Kemp, Joe Liberman, Sarah Palin). Przykładów zaprzeczających swojej tezie nie podał - a powinien się pochwalić, że kandydat na wice z kampanii, którą kierował, bardzo pomógł w sondażach i w wygraniu wyborów.


Medicare? Na topie
Przekaz kampanii Mitta był w miarę jasny - po pierwsze gospodarka i nowe miejsca pracy, a ja (Mitt) znam się na tym lepiej od urzędującego prezydenta. Wyborem Paula Ryana wprowadził jednak do gry reformę ubezpieczeń zdrowotnych. Kaiser Family Fundation, organizacja non profit, ogłosiła w czwartek wyniki badań świadczących, że wśród najważniejszych czynników, które mogą wpłynąć na decyzje wyborcze, 73% ankietowanych wymieniło Medicare (jako bardzo ważne lub wyjątkowo ważne). Według wcześniejszego badania, przeprowadzonego tydzień wcześniej, 58% pytanych nie chciało żadnych zmian w Medicare. Więcej na ten temat pod tym linkiem. Jeśli Team RR nie przekona wyborców do swojej wizji, to pozostanie im powrót do głównego przekazu, o którym zapomnieli w tym tygodniu.


Każdy dzień bez "economy and jobs" to zwycięstwo Teamu O
Obama i jego ludzie w Chicago są zadowoleni ze stanu kampanii - mają swoich przeciwników dokładnie tam, gdzie chcą ich mieć. Każdy dzień, w którym Romney mówi o Medicare, podatkach, lub narzeka na styl gry przeciwnika, to dzień, w którym nie przypomina o złym stanie gospodarki i kolejnym miesiącu z bezrobociem powyżej 8%. Czemu więc prezydent ma przeszkadzać, skoro Romney zachowuje się tak, jakby zapomniał, pod jakim hasłem przebiega jego kampania?


fot. https://twitter.com/dgjackson



16:34

Czy wyrok w sprawie Pussy Riot pogrąży rosyjską walutę?

John Weisenthal, redaktor Business Insidera, i osoba prowadząca na Twitterze konto Russian_Market zauważyli, że z chwilą ogłoszenia wyroku w sprawie Pussy Riot rosyjska waluta zaczęła tracić na wartości (względem dolara).

Więcej na stronie BI.com i na koncie Russian_Market. 



17:00

Pussia- ten demot robi karierę na Fejsie

źródło: duński FB