Relacja Live

16.08.2012

00:13

Nie odpuszczą Romneyowi przewożenia psa na dachu

Seamus, setter irlandzki, pies rodziny Romneya, stał się bohaterem piosenki zespołu Devo. W 1983 roku Romneyowie udając się na rodzinne wakacje, zabrali ze sobą psa - ale umieścili go w specjalnym boksie (klatce lub czymś w rodzaju kennela), który przytwierdzony był do dachu samochodu. Incydent ten co jakiś czas jest przypominany i wypominany Mittowi Romneyowi. Kandydat GOP próbował się już wiele razy tłumaczyć, ale jak widać, sprawa ciągle nie jest zamknięta.

Zespół Devo, który wypuścił właśnie piosenkę "Don\\'t Roof Rack Me, Bro", opowiadającą o Seamusie, w 2008 roku zagrał na fundraiserze Baracka Obamy. Oprócz piosenki zamierzają wydać także aplikację na iPhone\\'a - nazywa się ona Crate Escape, a grający w nią mają próbować uwolnić Seamusa.

Piosenkę można odsłuchać na Soundcloud.com pod tym linkiem.



01:19

Condoleezza Rice promuje NFL

A właściwie linię koszulek dla kobiet, która produkowana i sprzedawana jest przez NFL, czyli ligę futbolu amerykańskiego. Condi ma na sobie top swojej ulubionej drużyny, czyli Cleveland Browns. Wśród kobiet, które wzięły udział w kampanii "It\\'s my team", można znaleźć między Serenę Williams i Ivankę Trump (córkę Donalda).



08:16

takim pressbusem sztab republikanów wozi dziennikarzy na szlaku kampanii:

Cenne cargo

Zdjęcie zrobiła Juana Summers z Politico, podróżująca za republikańskim kandydatem na wiceprezydenta Paulem Ryanem. Przewoźnik Precious cargo woził wcześniej dziennikarzy opisujących kampanię Mitta Romneya i Newta Gingricha. Jest to zabawna historia wczorajszego wieczora w amerykańskim polityczno- dziennikarskim świecie. 


10:07

Psycholodzy:

Opóźnić start Ekstraklasy. Po Euro, Londynie i Estonii naród nie jest jeszcze gotowy na nową traumę

10:31

Ryan i co dalej? O co teraz chodzi w amerykańskiej kampanii

Po tym jak Romney wybrał kongresmena Paula Ryana jako swojego kandydata na wiceprezydenta, w amerykanskich mediach pojawiły się głosy, że teraz kampania w USA będzie poważnym starciem dwóch wizji przyszłości Ameryki. Osią tego starcia będą cięcia w Medicare. Demokraci wierzą, że dzięki temu mogą wygrać całą walkę o prezydenturę. 




Jedną z podstawowych kwestii, które stały się centrum kampanii prezydenckiej w tym momencie, jest tzw. Plan Ryana, zakładający do 2050 zmniejszenie wydatków federalnych do poziomiu 3,75% PKB oraz inne, głębokie reformy fiskalne . Ten plan zakłada między innymi zmianę tego, jak wygląda system opieki medycznej dla ludzi starszych - Medicare. Ryan chce przekształcić go w oparciu o system voucherów, które umożliwiałyby ludziom starszym kupowanie planów ubezpieczeń zdrowotnych. Teraz zajmuje się tym państwo. Demokraci są przekonani, że w tym aspkecie Plan Ryana będzie toksyczny dla ponadproporcjonalnie starszych mas wyborców w takich stanach jak Floryda czy Ohio. I dzięki temu chcą wygrać wybory. 




Rzeczywiście, Plan Ryana - który został zaproponowany przez kongresmena z Wisconsin - jest w sondażach bardzo niepopularny. I to powoduje, że sztab Romneya postanwił wyjść z kontraktakiem. Kandydat GOP oskarża Obamę o cięcia w Medicare na sumę ponad 716 mld dolarów. Skąd ta liczba? Niezależne CBO (Congressional Budget Office) podało w raporcie, że cofnięcie Obamacare czyli reformy zdrowotnej Obamy będzie oznaczać zwiększenie wydatków na Medicare właśnie o taką kwotę. Czyli tyle ile Obama chce obciąć. Demokraci ripostują, że te cięcia dotyczą wnętrza systemu i nie dotykają kwot przeznaczonych dla konkretnych odbiorców. 




Republikanie liczą, że takie uderzenie wyprzedzające pozwoli im złagodzić atak Demokratów na Plan Ryana. Czy to będzie skuteczne? Jeśli Ryan ma uniknąć losów Palin, i nie zostać kandydatem tylko "bazy" o zbyt radykalnych dla centrum poglądach i przesłaniu,  to posunięcie sztabu Romneya z atakiem na cięcia Obamy musi się udać. Ale to i tak dopiero początek. Ryan to ogromne ryzyko dla Romneya, kandydat który może przypieczętować jego porażkę. Tego przynajmniej obawiają się niektórzy insiderzy GOP z Waszyngtonu, cytowani ostatnio m.in. przez Politico. 




Najbliższe dni i tygodnie - do konwencji w Tampa pod koniec sierpnia - będą pod tym względem kluczowe. 




fot Carolyn Kaster / AP via Buzzfeed

12:05

Ofiary własnych standardów, czyli metoda Tuska

Jeśli ktoś z jego otoczenia popełnia błąd, to tylko ze szlachetnych pobudek. Jeśli on sam dymisjonuje, to najczęściej za sukcesy. Z kolei jeśli ekipę Donalda Tuska dotknął jakiś problem, to tylko dlatego, że stała ona na straży najwyższych standardów. Ten przekaz premier opanował do perfekcji i z powodzeniem wykorzystuje w każdej trudnej sytuacji. Na razie metoda polegająca na tym, że sytuacje bez wyjścia przedstawiane są, jako dokonania, a nawet sukcesy, sprawdza się świetnie. 




Michał Tusk stał się bohaterem sezonu ogórkowego. Młody Tusk pracował na niejasnych zasadach dla najczarniejszego charakteru ostatnich dni i zaplątał się w dziwną historię. Jego działania potępił nawet poprzedni pracodawca, czyli Gazeta Wyborcza, a on sam nazwał „głupotą”. Donald Tusk był jednak bardziej łaskawy i stwierdził, że jego syn był po prostu „zbyt szczery”. 




Nie wiemy jednak dokładnie kiedy. Czy wtedy, gdy przeprowadzał wywiad sam ze sobą, czy może wtedy gdy przekazywał OLT informacje odnośnie tego, jak działa Port Lotniczy w Gdańsku. To nie ma już znaczenia. Przekaz popłynął a większość osób do których jest adresowany nie zada sobie trudu, by się nad tym zastanawiać. Metoda zadziałała. Donald Tusk sytuację, która w innych krajach mogłaby dla premiera zakończyć się nawet dymisją, przedstawił jak historię, która dobrze świadczy o nim jak i o jego synu. 




Nie pierwszy raz. Bo ten patent doskonale sprawdzał się już przy pożegnaniach z ministrami. Przy dymisji Bogdana Klicha usłyszeliśmy właściwie tylko, tyle że ten „dobrze przysłużył się ojczyźnie”. Po aferze hazardowej najbliżsi współpracownicy Tuska nie zostali przecież zdymisjonowani tylko dostali nowe zadania. Z innymi ministrami bywało podobnie. Adam Giersz i Krzysztof Kwiatkowski byli takimi fachowcami i profesjonalistami, że aż musieli odejść. 




Tę metodę Tuska chwytają inni politycy Platformy. Gdy Joanna Mucha dymisjonowała Rafała Kaplera z funkcji szefa Narodowego Centrum Sportowego wszyscy w Polsce wiedzieli, ze dzieję się tak z powodu słynnego „zamknięcia stadionu z powodu jego otwarcia”. Sama minister w chwili dymisjonowania podkreślała jednak zalety Kaplera, a pytana o powody decyzji stwierdziła „zapytajcie jego”. Oczywiście naśladowcy nigdy nie będą posługiwać się metodą tak sprawnie, jak sam jej twórca. Stąd takie nieporozumienia, jak wręczenie Cezaremu Grabarczykowi kwiatów po tym, jak opozycji nie udało się go zdymisjonować. To właśnie metoda sprowadzona do absurdu. Sam jej mistrz dobrze jednak czuje, kiedy sprytny zabieg może odwrócić się przeciwko niemu i na takie błędy sobie nie pozwala. 




Podstawą metody jest odwrócenie ról. Przekaz zawsze musi brzmieć tak: premier rozlicza sam siebie nie dlatego, że zmusza go do tego sytuacja, ale dlatego, że sam tego chce. Nie dlatego, że jest źle, ale dlatego, by było jeszcze lepiej. Jeśli w tej historii pojawia się opozycja, to tylko na zasadzie przerywnika. Tusk cytuje tylko najbardziej absurdalne poglądy swoich przeciwników prześlizgując się nad meritum. Rzadko wymienia nazwiska i woli mówić o tajemniczych “onych”. Nie dyskutuje z poważnymi zarzutami opozycji tylko stawia swoje, z którymi sobie radzi. 




Nigdy nie walczy z przeciwnikiem na jego warunkach. Po każdym wydarzeniu, które nie przysparza jego rządowi popularności karze czekać na swój komentarz. Emocję zaczynają opadać, a Tusk ma czas na wypracowanie własnej strategii. W tej sposób przedłuża życie tematu o góra dwa, trzy dni oczekiwania na wystąpienie, ale po nim pożar zostaje ostatecznie ugaszony. Ten czas pozwala mu też nabrać tyle dystansu, by móc rozegrać sprawę na zimno. To odwrotność Jarosława Kaczyńskiego, który w trudnych chwilach szybko szedł na wojnę i często strzelał sobie samobójcze bramki. W przypadku Tuska o emocjach nie ma mowy. Widowisko odbywa się według wcześniej ustalonego scenariusza. Premiera nie da się wyprowadzić z równowagi. Jeśli zrobi złą minę po pytaniu, które mu się nie podoba, to tylko po to by wysłać sygnał do wyborców, a nie dlatego, że rzeczywiście jest zirytowany. A póki metoda działa poparcie dla premiera będzie stabilne.






Fot. Marcin Osman/KPRM.

17:44

Kobieta moderuje debatę prezydencką - po raz pierwszy od dwudziestu lat

Ogłoszono daty 3 prezydenckich debat i jednej wiceprezydenckiej. Ale najwięcej czasu poświęcono nie temu, kiedy się odbędą, albo czego będą dotyczyć, ale temu, że po 20 latach jednym z najważniejszych moderatorów będzie kobieta. Ale wcale nie jest różowo, wybór moderatorów został skrytykowany.


Czery dni w październku: 3, 11, 16, 22, 4 debaty w Denver w stanie Kolorado, Danville w stanie Kentucky, Hempstead w stanie New York i Boca Raton na Florida. Wśród osób wybranych do prowadzenia bardzo ważnych w kampanii wyborczej debat są dwie kobiety. Co prawda w 2004 i 2008 roku Gwen Ifill z PBS moderowała debaty wiceprezydenckie, ale od 1992 roku żadna dziennikarka nie prowadziła debaty kandydatów na prezydenta (ostatnią była Carole Simpson). W tym roku Candy Crowley z CNN poprowadzi debatę w stylu town hall, w którym Barackowi Obamie i Mittowi Romneyowi pytania będą zadawać wyborcy (16 października), a kilka dni wcześniej Martha Raddatz z ABC przepyta Paula Ryana i Joe Bidena.



Proces wybierania moderatorów trwa dwa lata - specjalna komisja wybiera moderatorów wśród najlepszych i najwyżej ocenianych dziennikarzy. Konieczne wymaganie? Doświadczenie telewizyjne, neutralność polityczna i szacunek w mediach. Sam proces jest często krytykowany - że wybór osób do moderowania nie odzwierciedla różnorodności amerykańskiego społeczeństwa - w tym roku wybrano wyłącznie białe osoby. Średnia wieku? 69 lat. Oprócz Crowley i  Raddatz moderatorami będą Jim Lehrer z PBS i Bob Schieffer z CBS. Lehrer to weteran debat prezydenckich - moderował je już 11 razy. Jakiś czas temu ogłosił co prawda, że już ma dosyć moderowania, ale komisji, która go ponownie wybrała, nie odmówił.


Media amerykańskie mniej lub bardziej otwarcie pozwalają sobie na krytykę - nie tyle osób wybranych do prowadzenia, co osób z Commission on Presidential Debates, które podejmują decyzję, kogo wybrać. Crowley to doświadczona dziennikarka, przed tym, jak w 1987 przeszła do CNN, pracowała w NBC i Associated Press. Pozostali dziennikarze to także klasa sama w sobie, ale słychać głosy, że komicja nie czuje mediów, szczególnie nowych mediów i za bardzo przywiązana jest do starego formatu. Neutralność, doświadczenie i niekontrowersyjność to być może cechy niezbędne do prowadzenia debaty prezydenckiej, ale podeszły wiek (dwóch z moderatorów ma powyżej siedemdziesiątki) i biała skóra już nie. Wiadomo, że wśród osób branych pod uwagę była m.in. Soledad O’Brien (z pochodzenia Kubanka) z CNN i Chuck Todd z NBC - oboje z pokolenia czterdziestolatków, obecni w social mediach.


Decyzja komisji nie spodobała się telewizji Univision nadającej w języku hiszpańskim, która wciąż stara się, by kandydaci do Białego Domu usiedli z ich dziennikarzem i wypowiedzieli się na tematy związanie z mniejszością latynoską. Komisja nie zgodziła się na dodatkową debatę, Univision postanowiła zaapelować do kampanii Obamy i Romneya. Szanse na powodzenie? Niewielkie - choć to ważna grupa wyborcza, to nie wiadomo, czy kandydaci znajdą czas, oraz czy Mitt Romney będzie chciał tak bardzo ryzykować. Możliwe jednak, że debata pod egidą Univision może się odbędzie, ale uczestniczyć w niej będę inni politycy.


Wszystkie debaty prezydenkie będą miały live-stream w sieci.

fot. https://twitter.com/crowleyCNN


21:45

Mitt Romney i podatki - niekończąca się historia

Kandydat GOP na prezydenta dziś wreszcie znalazł odpowiednie słowa na zarzuty, że nie ujawnia swoich zeznań podatkowych. Ustawił je w perspektywie (mamy w kraju i za granicą ważniejsze problemy do zajmowania się niż moje podatki), po raz pierwszy wypowiedział się o wysokości podatków, jakie płaci (sprawdziłem, nie płaciłem mniej niż 13%), dodał, że przeznacza(ł) pieniądze na organizacje charytatywne.


http://youtu.be/SLTV8Nx6ZHw



Ale niestety - wybrał zły moment - dziś przekaz kampanii wciąż dotyczy Medicare i cięć, jakie zaproponował Obama. Słowa na temat zeznań podatkowych padły zresztą podczas spotkania z prasą lokalną, które poświęcone miało być właśnie Medicare. Niestety, z jednej strony te słowa padły za późno - kampania Romneya pozwoliła, by temat \\'pompowany\\' był przez demokratów, ale z drugiej strony - nie ma szans, by temat wreszcie został zamknięty. Nawet nie dlatego, że Dems nie odpuszczą naciskania na Romneya w sprawie ujawnienia jego zeznań podatkowych. To sam Mitt wróci do tego tematu. Obiecał, że ujawni zeznanie za 2011. Romney i podatki - czeka nas jeszcze dużo bicia piany na ten temat.