Relacja Live

14.08.2012

08:12

Cytat poranka- "Michał Tusk stał się Madzią tego sezonu"

Biedny Michał Tusk stał się "Madzią" tego sezonu. Czytałem, że jest skończony jako dziennikarz i PR-owiec. A może też bardziej - mówił Jacek Żakowski w poranku radia TOK FM.




I podsumował: - Jak ktoś nie ma nic do napisania lub powiedzenia, to o Michale Tusku zawsze może coś napisać i powiedzieć. I okazuje się, że da się to wydrukować. 

08:16

Wybór Paula Ryana nie jest ani odważny, ani ryzykowny

Mitt Romney dokonał niemożliwego - jednym wyborem zaktywizował republikanów i demokratów. Ryzykowny lub odważny ruch - tak w zależności od sympatii politycznych decyzje o wybraniu Paula Ryana na kandydata na wiceprezydenta opisują osoby zainteresowane wyborami w Stanach Zjednoczonych. Zwolennicy Partii Demokratycznej cieszą się, bo wraz z Ryanem Romney dostał spory bagaż negatywny (taki jak na przykład projekt budżetu), wyborcy Partii Republikańskiej są zachwyceni konserwatywnymi poglądami i osobowością kandydata na wice.


Tyle tylko, że Romney nie jest McCainem i wybór Paula Ryana nie jest ani odważny, ani ryzykowny
. Mitt Romney zdążył już nas przekonać, że każda jego decyzja jest starannie przemyślana i rozważona, a każde ryzyko skalkulowane. Gdyby chciał zaryzykować z wyborem VP, postawiłby na kogoś bez osobowości i wywołującego zaledwie letni entuzjazm u konserwatystów (Tim Pawlenty, Portman), kogoś nieznanego (w typie Sary Palin) lub niesprawdzonego w wyborczym wirze (gen. Petraeus lub Condoleezza Rice). Gdyby wybrał odważnie, postawiłby na kogoś, kto ma poglądy nie do końca zgodne z tymi, jakie obecnie prezentuje GOP - np. na Susanę Martinez lub Marco Rubio, którzy opinie na temat imigrantów rożnią się od tych partyjnych. Paul Ryan takim ryzykiem nie jest.


Przez cały weekend sztab Romneya pławił się w entuzjazmie, jaki wywołało wybranie Ryana na partnera Mitta. Bo jest wiele rzeczy, które mogą wywoływać entuzjazm. Kongresmen Paul Ryan może i jest młody, ale jest bardzo doświadczony - ma za sobą 14 lat pracy w Waszyngtonie i kilka wygranych kampanii wyborczych. Może nie wywołał aż takiego zachwytu, jak 4 lata temu Sarah Palin (trudno w to dziś uwierzyć, ale jej wybór w 2008 roku oceniono trochę lepiej niż wybór Ryana), ale za to jest pewność, że nie popełni wpadek, jakie ona popełniła - jest uważany przecież za niesłychanie inteligentnego i oczytanego polityka. Ale to typowe - za każdym razem wybór kandydata na wiceprezydenta wywołuje entuzjazm. A rywale zawsze ogłaszają, że ta osoba to doskonały kandydat do pokonania. To część politycznego teatru, powtarza się co 4 lata. Pytanie tylko, czy za 4 lub 8 lat Paul Ryan będzie porównywany do Jacka Kampa, Sary Palin czy Ala Gore’a. Dziś jest po prostu doświadczonym, ale obiecującym politykiem, który rozpoczął kampanię swojego życia.


Powiedz mi, czy określasz wybór Ryana ryzykowanym, czy odważnym, a dowiem się, czyj spin kupiłeś. Team O i Team R starają się teraz zdefiniować Paula Ryana. Czemu? Bo jest on stosunkowo mało znany, bo wyborcy niezależni wciąż nie wyrobili sobie zdania na jego temat. Choć zasadniczo Paul Ryan jako kandydat na VP oznacza, że Romney postanowił postawić na frekwencję wyborczą i przyciągnięcie wyborców GOP do urn wyborczych, to jednak nie można zakładać, że nie będzie chciał zaapelować także do wyborców niezależnych. Demokraci natomiast będą przekonywać, że Ryan jako wiceprezydent to najgorsze, co może spotkać USA.
 

Andrea Saul, jedna z doradczyń Mitta Romneya, na Twitterze podawała co jakiś czas, ile kampania Romneya zyskała pieniędzy od czasu ogłoszenia nazwiska Ryana. 3.5 million dolarów w 24 godziny. Dużo? Niekoniecznie, Rich Galen na TT zauważył, że to właściwie żadne osiągnięcie. Czemu? Bo w lipcu Team R zebrał 101 milionów dolarów, co daje średnio 3.6 mln na dzień. Co więcej, cztery lata temu mało znana Palin „dała“ kampanii McCaina 7 mln. Sztab Obamy natychmiast ruszył do ofensywy - a także do swoich wyborców po pieniądze. Oczywiście, sztab Romneya też korzysta z ‘bounce’u’, jaki daje nowa twarz w kampanii. Na dwa fundraisery z Paulem Ryanem w Denver sprzedano 170 biletów w cenie od 2.5 do 25 tysięcy dolarów.


W 72 godziny od ujawnienia nazwiska Ryana nie da się przewidzieć, jaki wpływ jego kandydatura będzie miała na wynik wyborów. Jedno jednak jest pewne - starcie wyborcze będzie krwawe. Cztery lata temu ostry atak na Palin mógł być odbierany jako okrutny, szowinistyczny lub zbyt agresywny - jako kobieta i mało doświadczona polityk była na przegranej pozycji. Dziś Joe Biden może sobie pozwolić na więcej, a jego atak na Ryana nie zostanie uznany za znęcanie się nad słabszym przeciwnikiem. Co więcej, choć przystojny kandydat na wiceprezydenta i fan fitnessu wywołał u wielu potrzebę szukania w sieci jego zdjęć bez koszuli, to w tej kampanii, na szczęście!, nie będziemy zajmować się wydatkami na garderobę czy wizażystę. Nie będziemy też śmiać się z tego, że osoba, która może wygrać wybory w USA, nie czyta gazet, ale za to widzi Rosję z ganku swojego domu. Będzie więcej treści, a mniej decorum. Romney stawiając na Paula Ryana rzucił demokratom „Bring it on!“. A przeciwnicy już rwą się do walki.



fot. konto na TT asystenta Mitta Romneya




11:10

Ryan jak Sarah Palin?

Na pierwszy rzut oka nic ich nie łączy. Nieznana na krajowej scenie politycznej gubernator dalekiego stanu i gwiazda waszyngotońskiego establishmentu Partii Republikańskiej. Ale Sarah Palin i Paul Ryan mają ze sobą wiele wspólnego. To że oboje zostali wybrani jako kandydaci na wiceprezydenta przez polityków, którym nie ufa konserwatywna baza GOP to tylko jedna z nich. 




Kluczowe - zarówno dla losów wyborów, jak i dla ich samych jest bowiem coś innego. Jak celnie zauważa Steve Clemons z The Atlantic, zarówno McCain wybierają Palin jak i Romney wybierając Ryana pozwolili, by ta decyzje definiowała ich późniejszą kampanię. W ten sposób zarówno McCain jak i Romney zagwarantowali, że osoba wiceprezydenta będzie przyciągać więcej uwagi niż oni sami. W przypadku Obamy i Bidena było jasne, że głosuje się tylko na Obamę, że to on definiuje "ticket". W przypadku Palin i Ryana, którzy zostali wybrani między innymi dlatego by uspokoić konserwatywą bazę GOP i rozbudzić energię aktywistów i wolontariuszy, tak nie jest. Zarówno Ryan jak i Palin przyniesli miliony dolarów w małych datkach po ogłoszeniu ich wyborów, co dobrze ilustruje jak bardzo pobudzili emocje oddolne. Przyciągają tysiące ludzi na wiece wyborcze, a dziennikarze piszą o "bezprecedensowej\\' energii w ich trakcie. To kolejne podobieństwo. 




Ale najważniejsze jest to, co będzie dalej. Zarówno Ryan, jak i Palin będa - z różnych powodów - kluczowymi elementami strategii Demokratów. W przypadku Palin, sztab Obamy, a także sprzymierzone z Demokratami media kładły nacisk na nieprzygotowanie Palin do objęcia urzędu prezydenta. W zestawieniu z hasłem McCaina, który prowadził kampanię "Country first",  był to destruktywny argument. Oczywiście także dzięki samej Palin. Wydawałoby się, że Ryan - waszyngtoński insider, ulubieniec elit intelektualnych GOP ma niewiele wspólego z byłą gubernator Alaski. Jest jednak inaczej. 




Na pewno w pierwszym etapie, sztab Romneya uzyskał taktyczny sukces. Media w wiekszości powtarzały linię, który wymyślili jego doradcy, że jest to "śmiały wybór", który sprawie że kampania będzie o czymś, że będzie to starcie dwóch wizji na przyszłość Ameryki. Ale można spodziewać się, że w kolejnym etapie Plan Ryana - zakładający m.in. radykalne cięcia i zmiany w programach społecznych - stanie się kaminieniem u szyi Romneya. 




Jeśli Demokraci będą skuteczni, sprawią że Ryan stanie się dopełnieniem Romneya jako bezwzględnego plutokraty, który dba tylko o interesy najbogatszych. Ten plan może być straszekiem, który sprawi, że ludzie starsi, mniej zarabiający, zwłaszcza w stanach takich jak Ohio czy Floryda zagłosują na Obamę, albo przynajmniej zostaną w domach. Bez Ohio, Florydy i/lub Pensylwanii Romney tych wyborów nie wygra. A właśnie tam mieszkają ludzie, których Plan Ryana najskuteczniej może wystraszyć. Ten plan był tak toksyczny, że kilkanaście miesięcy temu, w wyborach specjalnych w okręgu NY-23 Republikanie przegrali po raz pierwszy od wojny secesyjnej, po zmasowanej "kampanii strachu " Demokratów, skoncentrowanej na pokazywaniu skutków Planu Ryana dla programów Medicare i Medicaid. 




To wszystko powoduje, że ostatecznie Ryan może stać się dla Romneya tym, kim dla Palin była dla McCaina. I mimo tego, że pod wzgledem historii politycznej kariery nie ma on z byłą gubernator Alaski nic wspólnego. Teraz Ryan definiuje Romneya. I nie ma od tego ucieczki.




11:18

PILNE:

Wypadek na budowie drugiej linii metra w Warszawie. Tunel przysypały tony ziemi, której nie było na mapach geologicznych

12:13

Dziś sprawa Michała Tuska osiągnie medialne apogeum i zacznie wygasać


Premier będzie miał briefing po Radzie Ministrów i coś powie. Pewnie utrzyma linię komunikacyjną syna. Choć trudno powiedzieć, że Michał ma jakąś linię. Raczej komunikacyjny slalom. Ale chyba należy się spodziewać oświadczenia premiera w stylu: „syn prosił o to, by mógł sam uporać się z tym problemem” i że „sytuacja faktycznie może wydawać się niezręczna i za nią przepraszam” i że „poprosiłem syna, żeby udostępnił opinii publicznej wszystkie fakty dotyczące swoich działań zawodowych”. Coś więcej? A po co? Sprawa dziś osiągnie medialne momentum i zacznie wygasać.




To wcale nie jest żaden pożar. I co z tego, że tabloidy od kilku dni mają jedynki poświęcone Tuskowi juniorowi a tygodniki okładki? Bardziej niszczące politycznie były ciągnące się tygodniami jedynki tabloidów z „pracą aż do śmierci”, dostępnością leków i ACTA na początku roku. I dziś politycznie sprawy te utraciły swoje znaczenie, poza tym, że faktycznie na trwale obniżyły górny pułap notowań Platformy. 




Sprawa młodego Tuska jest owszem- kłopotliwa. Ale nie druzgocąca. I wbrew opozycyjnej Schadenfreude niewiele wskazuje na to, żeby to był jakiś kolejny „koniec Tuska”. Chyba, że medialno-warszawski. Czyli żaden. Jak pisaliśmy wczoraj- analiza wyszukiwań google nie notuje jakiegoś szczególnego zainteresowania Michałem Tuskiem. Ono, owszem, wzrosło, bo nie było żadnego nim zainteresowania, ale tylko tyle. A google jest ważne, bo jak coś ludzi szczególnie interesuje, czy bulwersuje to od razu szukają tego w internecie. Jest naprzykład wyraźna korelacja z wyszukiwaniem hasła Smoleńsk, a miesięcznicami. To naprawdę działa i jest pomocnym narzędziem polityki. Nie można sprawy Michała Tuska porównywać ze skalą zainteresowania emeryturami, ACTA, lekami, drogami. 




Platforma faktycznie jednak znalazła się w defensywie i przestała narzucać tematy debaty publicznej. Ale czy polityczną ofensywę przejął ktoś inny? No chyba nie. 




Briefing premiera, a należy się spodziewać krótkiego oświadczenia PDT na temat sprawy syna, będzie jej apogeum. Dzisiejsze serwisy informacyjne jeszcze o tym poinformują. Może trzy grosze w kontrze dorzuci coś Mariusz Błaszczak, albo inny charyzmatyczny lider opozycji. I tyle. Czwartkowe gazety jeszcze zrelacjonują i zanalizują słowa i taktykę premiera, może coś publicystycznego jeszcze się pojawi w weekendowych wydaniach. Ale dalej? Cóż jeszcze można napisać i powiedzieć o tej sprawie? 




Temat jeszcze powróci na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Sejmu, ale na krótko. Opozycja będzie żądać informacji rządu, która wygłosi pewnie minister Boni, a w najgorszym wypadku niepotrzebnie rozgorączkowany Jacek Rostowski. I odbędzie się zapewne wieczorna debata, której już nikt nie będzie słuchał. Wniosek o komisję śledczą zostanie zgodnie przez koalicję odrzucony. Może tylko Leszek Miller usłyszy z ław PO kilka ciepłych słów o swoim synu. Ale Polacy już wtedy będą kupować szkolne wyprawki. 




Chyba, że pojawią się nowe fakty, co dopuszczał dziś z lekkim niedowierzaniem Michał Majewski w  rozmowie z Super Expressem. Albo chyba, że głos w sprawie, zapewne kontrowersyjny i polaryzujący, zabierze Jarosław Kaczyński, ale to raczej zmobilizuje elektorat PO i miękkich wyborców SLD i Palikota do stanięcia przy Tusku. Tak, czy owak nie wydaje się byśmy się mogli spodziewać jakichś szczególnych zwrotów akcji. Sprawa owszem, dla PO i premiera kłopotliwa, będzie jednak wygasać. Nikt już w tej sprawie nie ma nic nowego do powiedzenia. 




Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM.

12:58

PILNE:

Michał Tusk oddał się do dyspozycji premiera

15:11

makelifeeasier.pl:

Michał Tusk jest teraz w Wenecji

15:23

Chris Christie z główną mową, Marco Rubio zapowie Romneya

Na konwencji GOP w Tampie główną mowę (tzw. keynote speech) wygłosi gubernator New Jersey Chris Christie, a samego kandydata na prezydenta zapowie senator z Florydy  Marco Rubio. I Christie, i Rubio pojawiali się na wiceprezydenckiej giełdzie nazwisk - ich wyraźna obecność na konwencji to podkreślenie ich wagi (to nie jest żadna aluzaja do gubernatora). Christie wygłosi najważniejszą mowę podczas tego partyjnego święta - oczywiście poza mowami Romeya i Ryana. Ale kandydaci Partii Republikańskiej wykorzystają ten czas, by przedstawić siebie w pozytywnym świetle i na nowo zdefiniować przed wyborcami. Mowa Christiego zapewne będzie dużo agresywniejsza i bardziej negatywna - nie powienien sobie odpuścić ataku na Partię Demokratyczną ani na prezydenta Baracka Obamę - który nota bene w 2004 na konwencji, na ktorej swoją nominację odebrał John Kerry, też wygłosić tzw. keynote speech.

Być może fakt, że Marco Rubio przedstawi Mitta Romneya, to ukłon w stronę Florydy, ale w wyborze najważniejszych mówców chodzi o coś więcej niż tylko kurtuazję. Rubio udowadnia, że Partia Republikańska składa się nie tylko z bogatych białych starych mężczyzn, na dodatek uważany jest za jedną z gwiazd ruchu konserwatywnego.



15:30

Tusk:

Mój syn był zbyt szczery. Nie powinien ujawniać pseudonimu Józef Bąk

15:47

Waldemar Pawlak: Syn Tuska będzie gotowy do rezygnacji z pracy

16:16

Tusk:

Nie każde oszustwo jest przestępstwem. Weźmy program PSL