Relacja Live

08.08.2012

08:58

Wyborcy nie chcą być namierzani przez polityków w sieci





Skomplikowane metody identyfikacji i namierzania wyborców w internecie – przypominające rozwiązania komercyjne – mają też swoje ciemne strony. I jak się okazuje, wyborcy nie chcą by ich prywatność była naruszana przez sztaby i wyspecjalizowane firmy. 


Serwis Techpresident cytuje wyniki sondażu przeprowadzonego przez Annenberg School for Communication (University of Pennsylvania). Jak wynika z tego badania, 86% Amerykanów nie chce politycznych reklam w internecie dostsowanych do ich zainteresowań. Ponad ¾ nie odwiedziłoby ponownie strony, gdyby wyszło na jaw, że dzieli się informacjami z kampanią polityczną. 




Tymczasem – jak pisze Micah Sifry – to powszechnie stosowane praktyki w nowoczesnych kompaniach politycznych. I to jest trend, który powoli będzie przychodził także do Polski. Sztaby wyborcze w USA – bezpośrednio lub poprzez wynajęte firmy - rutynowo wykorzystują metody namierzania wyborców, a także śledzenia ich poczynań w internecie, tak by precyzyjnie dostosować reklamy polityczne.




Tak swoją działalność objaśnia firma DSPolitical 


http://youtu.be/lQ_Xa6FfyGQ  


Sifry zauważa, że w internecie tego typu działalność może spotkać się z zorganizowaną kampanią sprzeciwu obywatelskiego. Ale czy będzie to przeszkodzą dla sztabów i wyspecjalizowanych firm? Wydatki na reklamę w sieci to cały czas drobna część nakładów na spoty telewizyjne. Nawet w przypadku Obamy, który np. wydał 4,5 mln dolarów  na reklamy w internecie i 38 mln na spoty telewizyjne w czerwcu. 




Ale te reklamy mają jedną podstawową zaletę: można je bardzo precyzyjnie dostosowywać do odbiorcy, jego potrzeb, poglądów i zainteresowań. To powoduje, że mogą być bardziej efektywne. O ile spoty telewizyjne to „broń masowego rażenia”, to reklamy w sieci bardziej przypominają inteligentną amunicję używaną od lat 90tych. Sztab i firmy nie zrezygnują z nich tak łatwo, zwłaszcza że dla konsultantów politycznych w USA jest to już dość lukratywna dziedzina.  


Sifry zauważa jednak, że w sieci – w przeciwieństwie do telewizji – odbiorcy reklam mogą się zbuntować. Tylko od siły potencjalnego protestu i bojkotu np. współpracujących ze sztabami wyborczymi serwisów może zależeć, czy ta forma reklamy będzie się politycznie opłacać


10:23

Platforma minimalnie traci w najnowszej sondzie ulicznej, Palikot wyprzedza SLD

W najnowszym badaniu dla Wybory.XAA.pl Platforma minimalnie traci, podobnie jak PiS. PO osiąga 31,1% (-1,1 w porównaniu z sondażem pod koniec lipca). PiS ma 25,3% (-0,8). W tym sondażu po raz pierwszy od maja Ruch Palikota ma większe poparcie dla SLD. Odpowiednio jest to 11,4% (+1,1) i 11,1% (-0,1). Sondaż uliczny przeprowadzony został w dniach 1-7.08.2012 przez studentów nauk społecznych dla WYBORY.XAA.PL. Badanie przeprowadzone zostało metodą sondażu ulicznego na reprezentatywnej próbie losowo-kwotowej 3006 osób, z uwzględnieniem cech demograficznych i podziału terytorialnego (wg GUS)


11:24

Hillary Clinton tańczy i dobrze się bawi w czasie jednej z podróży zagranicznych - wideo

Ten klip nagrano w czasie podróży sekretarz stanu USA Hillary Clinton do RPA. Być może to jedna z ostatnich wyjazdów zagranicznych Clinton w jej karierze politycznej - jeśli Obama wygra listopadowe wybory, to Clinton może odejść z jego administracji. Nowym sekretarzem stanu mógłby zostać John Kerry - takie są przynajmniej opinie w Waszyngtonie. 









http://youtu.be/WlfwZbyWpas
 


12:00

TVN24:

Mecz z Rosją to jedna z ostatnich szans naszych siatkarzy na odpadnięcie z igrzysk

12:36

Monika Olejnik żartuje z Żakowskiego



- Co panu jest? - pyta lekarz.




13:02

Ślązacy rezygnują z żądania autonomii. Teraz proponują oderwanie Polski od Śląska

13:08

NBCFail, czyli kto tak naprawdę przegrał olimpiadę

W Polsce trwa właśnie festiwal narzekania na formę sportowców występujących na olimpiadzie w Londynie. Ale to stacja NBC jest największym przegranym tych igrzysk – przynajmniej jeśli uwzględnić opinie na Twitterze. Czy tak jest naprawdę? 


Hashtag #NBCFail pojawił się na Twitterze niemal natychmiast po rozpoczęciu olimpiady w Londynie. Od tego czasu jest używany codziennie przez rozwścieczonych mieszkańców USA.  Jego geneza jest bardzo prosta. Stacja NBC, która emituje w USA igrzyska pokazuje wszystkie najważniejsze dyscypliny i konkurencje z dużym opóźnieniem (tape delay), tak by zmieścić się w porze największej oglądalności w USA. To prowadzi do paradoksalnych sytuacji, w których komentatorzy na antenie dyskutują o możliwych wynikach zawodów, które zakończyły się wiele godzin wcześniej.  Najważniejsze wydarzenia olimpiady pokazywane są w Ameryce z kilkugodzinnym opóźnieniem. 


Jak można się spodziewać, w sytuacji w której Twitter jest jednym z ważniejszych miejsc dyskusji – nie tylko politycznej, ale telewizyjnej i sportowej – takie podejście NBC wywołuje frustrację. Amerykanie o wynikach swoich sportowców dyskutują w sieci, ale nie mogą zobaczyć ich w telewizji. NBC udostępnia na stronie możliwość oglądania zawodów na żywo ale konieczne jest posiadania subskrypcji kablowej.  NBC jest przez to wszystko – nie tylko na Twitterze – bardzo mocno krytykowana. Nagłówki tekstów w stylu „NBC zniszczyła nam igrzyska” nie należą do rzadkości. Co gorsze, interwencja NBC doprowadziła do zawieszenia konta na Twitterze jednego z dziennikarzy, który krytykował poczynania stacji. To wywołało kolejną falę wściekłości. Twitter po kilku dniach przywrócił konto. 


Mogłoby się wydawać, że taka sytuacji doprowadzi do spadku oglądalności zawodów. Nic podobnego. Tym razem narzekanie na Twitterze miało ograniczone przełożenie na realne wyniki. NBC chwali się bowiem znakomitymi rezultatami jeśli chodzi o oglądalność – dużo wyższymi niż  w czasie olimpiady w Pekinie. 


Czy NBC przegrało olimpiadę? Na pewno wizerunek sieci bardzo mocno ucierpiał. Ale pod względem oglądalności nie ma mowy o porażce. Jak widać, są sytuacje w których nawet zmasowana krytyka na Twitterze nie prowadzi do zmiany sytuacji w „świecie rzeczywistym”. To też może być cenna lekcja dla polityków i dziennikarzy. 



13:29

Romney - elastyczny jeśli chodzi o pomoc społeczną lub prawdę

Sztab Obamy w ataku. W odpowiedzi na wczorajszy spot Teamu Romneya, w którym zarzucono prezydentowi, że zmiejsza wymagania dla bezrobotnych, Chicago wyprodukowało klip zatyułowany "Dubious" (wątpliwy, podejrzany), w którym pada stwierdzenie, że Mitt Romney jest elastyczny bez względu na to, czy chodzi o pomoc społeczną, czy o prawdę.



http://youtu.be/KPIDbf4INro





13:52

Właściciel Amber Gold: To nie jest upadłość. Bardziej można to porównać do olbrzymiego zainteresowania naszymi stronami

14:39

Najbardziej ryzykowny VP Romneya

Josh Kraushaar analizuje dlaczego Paul Ryan jest najbardziej ryzykownym wyborem dla Romneya jeśli chodzi o kandydata na VP 


14:40

Tenis a kolor biały

Dlaczego gracze w tenisa ubierają się na biało? 


14:45

Jak media opisują proces wyboru VP?

Michael Calderone opisuje obeseje mediów w USA na punkcie wyboru kandydata na wiceprezydenta 


14:46

Windows 8 pomyłką Microsoftu?

Czy Windows 8 okaże się porażką Microsoftu? 


14:47

W pełni cyfrowy FT?

Czy Financial Times może przejść w wersję cyfrową? - analiza Guardiana 


16:33

Romney najgorzej ocenianym kandydatem na prezydenta od 1984

Nowy sondaż ABC/Washington Post pokazuje dobitnie skalę problemów Romneya przed konwencją. W tym badaniu źle ocenia go 49% ankietowanych, a dobrze - tylko 40% (favorable/unfavorable). W maju negatywnie opinię o nim miało - w analogicznym sondażu - 45%. Dla porównania, o Obamie dobrze wypowiada się 53% badanych, a źle - 43%. Oznacza to - jak podaje WaPo/ABC,  że Romney jest najgorzej ocenianym kandydatem na prezydenta - w tym punkcie wyścigu - od 1984 r. 




Na szczęście dla Romneya dziś pojawił się też sondaż 


19:13

Skoncentrowanie ataku na Tusku i zlekceważenie Komorowskiego jest strategicznym błędem PiS, który może kosztować wiele w 2015- analiza

Rekordowe poparcie w sondażach prawie na półmetku prezydentury, Komorowski zawdzięcza głównie temu, że kompletnie nikt go atakuje. A jeśli to robi, to wyjątkowo głupio- za pomocą obelg typu "Komoruski",  obrażajacych nie tylko smak, ale i rozum centrowego wyborcy. Dziś, widać wyraźnie, że w perspektywie 2015 skoncentrowanie całego ataku na premierze jest strategicznym błędem. A prawica, umiejętnie kąsając prezydenta mógłaby w perspektywie kilku miesięcy obniżyć jego ranking zaufania co najmniej o 10-15 punktów a być może, pociągnąć go nawet poniżej 50%, co będzie kluczowe, by Kaczyńskiemu udało się zachować dominację na prawicy, nie mówiąc już o nawiązaniu faktycznej rywalizacji z PO.




Playbook opozycji opiera się na naiwnym założeniu, że sama krytyka rządu obniży notowania całej formacji władzy, wliczając w to, pochodzącego z PO prezydenta. Nic bardziej mylnego. Koncentrujac się na Tusku i odpuszcząjac Komorowskiemu, opozycja jest przeciwskuteczna, bo sama wręcz buduje obraz prezydenta jako wyizolowanego od bieżącego politycznego sporu arbitra. Pomijając już fakt, że i krytyka rządu jest czyniona bez pomysłu i za pomocą ogólników, sprowadzających się do absurdalnego stwierdzenia- „wina Tuska”, wygłaszanego przy każdej okazji przez tak charyzmatycznych mężów jak Mariusz Błaszczak. 




Prezydenta, nikt z opozycji nawet nie próbował rozliczyć z obietnic jego kampanii. Bo panuje domniemanie, że nie jest on poważnym graczem, tylko pochodną systemu politycznego, którego dominantem jest Tusk. Nic bardziej strategicznie mylnego, bo to od wyniku i jakości walki z Komorowskim w 2015 będzie w dużej mierze zależał wynik późniejszych wyborów parlamentarnych. 




Odpuszczony przez opozycję prezydent mości się więc w swoim 70% zaufaniu a niektóre sondaże prezydenckie wygrywa nawet w pierwszej turze. 




A przecież zamiast iść środkiem polskiej drogi, głowa państwa wciaż, konsekwentnie maszeruje partyjnym poboczem. Prezydent nie zdobył się na pojedynczy gest, nawet nie pod adresem konserwatywnej opozycji, ale oczekiwań jej całkiem licznych wyborców. Krytykowanego za partyjną uległość Lecha Kaczynskiego, stać było na przykład na ordery dla czołowych przedstawicieli środowiska Gazety Wyborczej, bez wzgledu na to, jak ich relacje ułożyly sie później, gdy Jarosław został premierem. W zasadzie od pierwszych dni urzędowania, Bronisław Komorowski i jego zaplecze, konflikt ze swiatem opozycji podgrzewali, zamiast tonizowac, jak obiecywano w kampanijnym haśle "Zgoda buduje".




Nikt w opozycji nie "świętował" też 500 dni spokoju, w ciągu których Polska miala odnieść serię spektakularnych sukcesów. Ba, nawet się nikomu nie chciało zebrać wyborczych obietnic Bronisława Komorowskiego, a przecież było ich całkiem sporo, wśród nich zresztą bardzo wiele gołosłownych.




Przy tak skrajnie negatywnych notach reformy emerytalnej, opozycja nie umiała przedstawić prezydenta jako faktycznego notariusza rzadu, który nie chce wpłynąć na kurs polityki. To nikt inny, jak prezydent finalnie podpisywał też krytykowane powszechnie ustawy zdrowotne. 




Półgębkiem komentuje opozycja całkowitą przecież klapę wokół tzw. tarczy Komorowskiego, która jest nie tylko faktyczną korwetą Gawron dwa, ale i ewidentną kolizją z uprawnieniami konstytucyjnymi rzadu, za co zresztą wielokrotnie rozjeżdzano Lecha Kaczyńskiego. Rownież i w tej sprawie opozycja okazała sie niemrawa i całkowicie niechętna, by prezydentowi rzucić wyzwanie, mimo sensownych argumentow jakie, bez charakterystycznej dla siebie histerii i przesady głosił w tej sprawie na przykład Nasz Dziennik.




Ten sam błąd popelnia zresztą nie tylko prawica. Kilka dni temu hymny pochwalne na temat prezydenta Komorowskiego wygłaszał Ryszard Kalisz, dowodząc tym samym, że lewica wypisała się z suwerennej polityki, a wszelkie ambicje porzuciła na rzecz cierpliwego wyczekiwania zaproszenia do ław rządowych. Które przecież nie nadejdzie wtedy, gdy SLD będzie dla Platformy sympatyczne, tylko kiedy zacznie się trwale liczyć na mapie społecznych sympatii. To zadziwiajace, że w towarzyszach, często solidnie kształconych w partyjnych szkołach polityki, pozostaje tyle dobrodusznej naiwnosci.




Z Palikotem sytuacja jest niejasna. Można przypuszczać, że z Bronisławem Komorowskim pozostaje w sojuszu, czego dowodem mogła być byla wymiana duserów przy okazji przeprowadzania reformy emerytalnej. Palikot raczej na serio nie myśli o starcie do prezydentury i trudno sobie wyobrazić jego kampanijne potyczki z urzędujacym prezydentem.




Dla strategii PiS, które Komorowskiemu wyraźnie odpuściło, sprawa „podkopania” prezydenta jest sprawą pierwszorzędnego znaczenia. Pojedynek Kaczyńskiego z Komorowskim, będzie kluczem dla kampanii parlamentarnej, na jesieni tego samego roku. Jeśli liderowi PiS uda się nawiązać w miarę wyrównaną rywalizację z prezydentem późną wiosną,  sprawa jesiennej konkurencji na prawicy rozwiąże się sama. 




Ale do tego już dziś PiS musi swojemu miękkiemu elektoratowi, który aż w 40% ufa Komorowskiemu cierpliwie i unikając skrajności tłumaczyć, że na to zaufanie nie zasłużył. Udana, robiona subtelnie, operacja rozebrania zaufania do prezydenta z miękkiego elektoratu PiS, w perspektywie kilku miesięcy oznaczałaby utratę kilkunastu z 70%, a być może w jeszcze dłuższym okresie nawet spadek Komorowskiego poniżej 50%. Bez tego Jarosław Kaczyński będzie miał bardzo duży problem, żeby utrzymać dominację po prawej stronie i nie zakończyć 2015 r. kolejną klapą. 




fot. Kancelaria Prezydenta RP/ Łukasz Kamiński
 


21:51

Paul Ryan - kandydat na wice - jedzie na wakacje

Kampania Mitta Romenya podgrzewa atmosfere - przypomina, że lada dzień ogłosi kandydata GOP na wiceprezydenta. Tymczasem jeden z często wymienianych frontrunnerów kongresmen Paul Ryan potwierdził, że w sobotę jedzie razem z rodziną na wcześniej zaplanowane tygodniowe wakacje w stanie Kolorado - tuż przed rozpoczęciem prezydenckiej konwecji Partii Republikańskiej. Jeśli to nie jest wybieg służący odwrócenia uwagi prasy, to znaczy, że Ryan kandydatem na wice nie zostanie.

W tym momencie kampanii nie zawsze trzeba przyjmować to, co mówią politycy, za dobrą monetę. Cztery lata temu tuż przed ogłoszeniem wyboru Joe Bidena na kandydata na wiceprezydenta, Joe pytany przez dziennikarzy o swoje szanse powiedział prasie, że na pewno nie będzie to on.