Relacja Live

27.07.2012

08:06

Minister wojny w koalicji, Brat Niesiołowskiego dostał superfuchę za 36 tys., ultimatum Kaczyńskiego ziobrystów nie zniszczyło, w PO zaczyna zgrzytać

Jedynki: Pępek świata (GW), Gwiazdy kipią seksem (Fakt), Igrzyska czas zacząć (Polska The Times), Oby więcej niż dziesięć (Nasz Dziennik), Zimówki, czyli władza wie lepiej (RZ), Śmieci zdrożeją z urzędu. Przez gminny monopol (DGP), Nie dostanie renty po zmarłym mężu (SE) oraz Brat Niesiołowskiego dostał superfuchę za 36 000 zł (SE), Trzy zamachy przed Smoleńskiem (GPC)




-- TOP TALKER: Brat Niesiołowskiego dostał superfuchę za 36 000 zł- zajawia na jedynce tekst Super Express: “Brat Niesiołowskiego nadzoruje ścieki w Łodzi. (...) Nie należysz do wielkiej rodziny Platformy Obywatelskiej? Nie masz więc co liczyć na dobrą i ciepłą posadę w państwowej czy miejskiej spółce! Problemu ze znalezieniem pracy nie mają bowiem tylko rodziny i znajomi polityków PO. Przykład? Brat posła Stefana Niesiołowskiego (68 l.) Marek Myszkiewicz-Niesiołowski (67 l.) nadzoruje ścieki w Łodzi. Jako członek rady nadzorczej w Grupowej Oczyszczalni Ścieków dostaje 36 tys. zł rocznie! (...) W Łodzi zatrudnienie znalazł też mąż posłanki PO Elżbiety Radziszewskiej (54 l.) - Artur Lewczuk. Jest on prezesem Towarzystwa Gospodarczego BEWA, które jest własnością PGE KWB Bełchatów SA, wchodzącej w skład PGE.”




-- Tytuł w Superaku: “Oto warszawska pajęczyna PO”: “Analiza oświadczeń majątkowych 228 stołecznych radnych PO dowodzi wyraźnie, że Platforma swoich działaczy i kolegów wspiera jak może. Mandat radnego dzielnicy gwarantuje niezłą państwową fuchę z jeszcze lepszą pensją! (...) Niektórzy zawdzięczają partii naprawdę spory awans. Przykładem Paweł Tyburc, który z bezrobotnego awansował w ciągu niespełna siedmiu lat na naczelnika Agencji Restrukturyzacji i Rozwoju Rolnictwa z roczną pensją, bagatela, 64 tys. zł.”




- Fakt na drugiej stronie: “Rządowy program: Pierwsza praca tylko dla swoich”. Jak pisze tabloid:”Bez wyższego wykształcenia, bez doświadczenia, ale z legitymacją partyjną. Tyle wystarczy, żeby pracować w Urzędzie Wojewódzkim w Szczecinie. I to na odpowiedzialnym i dobrze płatnym stanowisku w gabinecie politycznym samego wojewody. Taką fuchę dostał 22-letni chłopak, Damian Orlik, którego zasługą było bycie przewodniczącym szczecińskiej młodzieżówki PO.”




-- Ultimatum Kaczyńskiego ziobrystów nie zniszczyło  - pisze Wojciech Szacki w GW. “Ziobryści zatem, wszystko na to wskazuje, przetrwają. Ale trwanie na poziomie 2-3 proc. poparcia to raczej wegetacja, a Solidarnej Polsce wyraźnie brakuje pomysłu na zaistnienie. (...) Ultimatum pokazało jednak, jak ważne dla Kaczyńskiego jest zdławienie konkurencji po prawej stronie. Istnienie ziobrystów zmusza PiS do skrajnych posunięć - odkąd powstała Solidarna Polska, PiS domagał się powrotu kary śmierci i karania więzieniem za in vitro.” Cytowany w tekście polityk z władz PiS: “Przywykliśmy już do istnienia Solidarnej Polski. To jak bolący ząb: nieprzyjemnie ćmi, ale można jeść, pić, śmiać się.” 




-- Józef Oleksy na FB: “Stanisław Kalemba jest posłem przez cały czas transformacji. Ma wiedzę, zna się na rolnictwie... Ale czy jest dobrym menadżerem?? Tego nie wiem...”




-- “Minister wojny w koalicji”- piszą Kamila Baranowska i Michał Szułdrzyński: “Kandydat PSL na szefa resortu rolnictwa nie pasuje Platformie. (...) Z informacji Rz wynika, że w PSL ścierały się dwie koncepcje. Pierwsza aby następcą odwołanego wczoraj Marka Sawickiego uczynić ministrem rolnictwa młodego polityka (np. Władysława KosiniakaKamysza, obecnego ministra pracy), który poprawiłby wizerunek partii. I druga: postawić na sprawdzonego działacza, który da sobie radę z porządkowaniem agencji oraz spółek i uspokoi sytuację. Wybrano drugi wariant, stąd padło na Kalembę.”




-- Polityk po w Rzepie: “Tusk i tak zgodzi się na Kalembę. Do tego czasu musi on jeszcze zostać prześwietlony przez służby specjalne. Premier chce też wcześniej poznać pierwsze raporty dotyczące sytuacji w agencjach i spółkach rolnych.”




-- Dalej Rzepa o Kalembie: “w PO słychać sporo głosów niezadowolenia co do wyboru ludowców. Krytyczny miał być wobec niego także sam Tusk. Niektórzy posłowie Platformy przekonują, że premier się na Kalembę może nie zgodzić, a jeśli nawet to zrobi, to bardzo niechętnie. Dlaczego? Bo posłowie PO mają pretensje do Kalemby za to, jak ostro krytykował Platformę w Sejmie, choćby podczas posiedzeń komisji rolnictwa.(...) A do tego, jak narzeka PO, 65-letni inżynier rolnik nie pasuje wizerunkowo do obecnego rządu. Pawlak zagrał va banque, wrzucając Kalembę. Wiedział, że Tusk nie będzie zachwycony - mówi polityk PO.”




-- Kalemba, co niebo i ziemię poruszy. Jak pisze GW o kandydacie PSL na stanowiska ministra rolnictwa: “Kandydatura Kalemby budzi wątpliwości posłów PO. - To jest zły kandydat, bo wspiera PiS, często w komisji głosuje za ich propozycjami. Jego pomysły są populistyczne. Idą w kierunku, w którym polska wieś nie powinna iść - mówi poseł Leszek Ko-rzeniowski (PO), wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa. (...) Zdaniem jednego z byłych ministrów rolnictwa Kalemba może nie poradzić sobie z negocjacjami, które we wrześniu zaczną się w Brukseli. Chodzi o pieniądze dla polskiej wsi na lata 2014-20.”




-- “Kalemba zna się na polityce “prorodzinnej”. Jak pisze Krystyna Naszkowska w GW o kandydaturze Kalemby. “(...) Premier tej kandatury nie powinien przyjąć. Po pierwsze, Tusk nie może oczekiwać, że uzdrowi on sytuację w resorcie i podległych mu spółkach skarbu państwa, czyli skończy z polityką kolesiostwa i obsadzania stanowisk “swoimi”. (...) Stanisław Kalemba to kość z kosci i krew z krwi samego rdzenia ludowego - działacz jeszcze ZSL, dla którego “prorodzinna” polityka Stronnictwa jest jedyną jaką zna. (...) Po drugie, co ważniejsze nie jest Kalemba odpowiednim kandydatem merytorycznym na dzisiejsze czasy, nie odpowie na wyzwania, jakie teraz stoją przed rolnictwem. (...) Otóż samo słowo “unowocześniać” przerasta możliwości intelektualne kandydata. Wystarczy posłuchać, co i w jaki sposób Kalemba mówi na posiedzeniach sejmowej komisji rolnictwa.” 




-- W GW wywiad z Agnieszką Pachciarz, szefową NFZ. Fragmenty: 




O samorządach i szpitalach: “Powiem rzecz bardzo niepopularną - samorządy powinny się zastanowić, czy rzeczywiście co 20 kilometrów musi być szpital ze wszystkimi oddziałami: położnictwem, pediatrią, ortopedią. Może lepiej tworzyć szpitala specjalizujące się w określonych dziedzinach, zwłaszcza takich, których brak i które mają uzasadnienie w epidemiologii” 




O podnieseniu składki zdrowotnej: “Jako płatnik NFZ chciałabym mieć do dyspozycji więcej pieniędzy. Moglibyśmy w ten sposób zwiększyć dostęp do świadczeń. Ale czy metodą na zwiększenie środków jest jedynie podnoszenie składki?” 




-- Paweł Kowal w rozmowie z SE: “Chociaż często nie zgadzam się ze stanowiskiem kanclerz Merkel w tej czy innej sprawie, to muszę przyznać, że potrafi być bezwzględna nawet wobec swoich najbliższych przyjaciół politycznych, jeśli widzi, iż klimat wokół nich zagraża jej i rządowi. Pamiętamy aferę wokół niedawnego prezydenta Niemiec Christiana Wulffa.(...) Nie szukała tu belki w cudzym oku, jak robi to Donald Tusk i PO w sprawie nepotyzmu w państwowych spółkach, ale zaczęła porządki od siebie. W tym sensie Angela Merkel, jako nauczycielka reguł gry, mogłaby naszego premiera wiele nauczyć.”




-- “Poprawili, ale nie do końca”. Nasz Dziennik pisze o przyjęciu przez Senat nowelizacji ustawy o zgromadzeniach. “To czarny dzień demokracji, nowelizacja nadal zawiera złe zapisy – to reakcje związkowców i konstytucjonalistów po przegłosowaniu przez Senat zmian w prezydenckim projekcie nowelizacji ustawy o zgromadzeniach. Przekonują oni, że prezydencka ustawa godzi w podstawowe wolności obywatelskie, czyli wolność słowa i prawo do publicznego wyrażania poglądów.Senatorowie nie przyjęli wniosku o odrzucenie w całości prezydenckiego projektu. Za głosowało tylko 33 senatorów, w większości z PiS. Do projektu wprowadzono natomiast 13 poprawek zmierzających do poprawienia najbardziej kontrowersyjnych propozycji. W ocenie senatora Piotra Zientarskiego (PO) z Komisji Ustawodawczej poprawki te wychodzą naprzeciw ekspertyzom konstytucjonalistów.”




-- “Posady, Synekury, Lody, czyli TKM, Panowie” - komentarz Tomasza Sekielskiego w “Polsce The Times”. Jak pisze o aferze taśmowej: “Tak czy inaczej przypomina to wszystko gry i zabawy toczone wokół afery Rywina. Wówczas także nagranie przeleżało w głębokich szufladach pół roku, zanim dowiedzieliśmy się, po co przyszedł Rywin do Michnika.Za chichot, a nawet rechot historii można uznać fakt, że dziś jednym z głównych moralistówi komentatorów jest Leszek Miller, który właściwie nie zrobił nic, by wyjaśnić aferę Rywina.”


-- “Afera taśmowa powoli wygasa. Ale w PO jest bardzo nerwowo” - pisze Witold Głowacki w “Polsce The Times”. “Właśnie brak przekonującej odpowiedzi na pytanie, jak doszło do nagrania i jego publikacji, jest w tej chwili podstawowym problemem wewnątrz Platformy. Osłabia zaufanie do partyjnych kolegów, rodzi atmosferę podejrzeń i wzajemnych oskarżeń.” Cytowany w tekście polityk PO: “Wiem, że nie zabrzmi todobrze, ale boję się, że trochę to może przypominać klimaty w PiS przed jednym czy drugim rozłamem.To szukanie spisków, źródeł przecieków i zdrajców.” 




-- Tak radny PiS załatwił sobie mieszkanie. Jak pisze “Fakt”: “Nie masz, gdzie podziać się z rodziną? Na mieszkanie komunalne czekasz latami? Jest na to sposób. Wystarczy zostać radnym, a wtedy nie ma rzeczy niemożliwych. Działacz PiS Krzysztof Wiecki  jak tylko został radnym w Gdańsku, to w mig załatwił sobie komunalne lokum. Jakby tego było mało, miasto na własny koszt mu je wyremontowało.”




-- W “Polska The Times” wywiad z Włodzimierzem Cimoszewiczem. Fragmenty:




O konsekwencjach afery taśmowej dla PSL: “To zależy od terminu wyborów. Jeśli nie będzie ich szybko, a ja w to nie wierzę, to za trzy lata wszyscy zapomną o tej sprawie. Będzie tyle nowych! To pewne.” 




O tym czy PO się rozpadnie: “(...) Problem jest w czym innym. Jeśli PO nie zaangażuje się w ambitny program unowocześniania polskiej gospodarki, społeczeństwa i państwa, tylko ograniczy się do konsumowania władzy, to rzeczywiście może się rozsypać. Zwłaszcza gdy poparcie społeczne dla nich zacznie spadać i wewnętrzne swary ulęgną wzmocnieniu. Natomiast poczucie uczestnictwa w czymś rzeczywiście ważnym cementuje.”




-- “W Platformie zaczyna zgrzytać”- pisze w Rzepie Piotr Skwieciński: “Co więcej, łagodzące nowelizację poprawki uzgadniane były w ostatniej chwili, w obliczu realnej możliwości odrzucenia całej ustawy głosami również większości Klubu PO. Groził bunt platformerskich senatorów. To znamienne, bo po wtorkowym sejmowym głosowaniu w sprawie związków partnerskich jest to kolejny znak świadczący o tym, że w Platfomie coś pęka, coś się kończy. Że poczucie wypalenia, formalnie niezwiązane ze sobą kolejne wpadki rządzących (od ustawy refundacyjnej przez ACTA aż po ujawnienie taśm Serafina i dotyczącego też PO systemu nepotyzmu w państwowych spółkach i agencjach) zaczynają się przekładać na dezorientację i zagubienie części działaczy i parlamentarzystów Platformy. A wskutek tego w naoliwionej niegdyś platformerskiej machinie zaczyna zgrzytać.”




-- “Powrót folkloru politycznego i forsowanie ważnych ustaw bez konsultacji społecznych to cechy tej kadencji”- pisze w Rzepie Eliza Olczyk: “Sejm przez pierwszy rok uchwalił co prawda zaledwie 66 ustaw (do 23 lipca). Na tle kadencji, które przystosowywały nasze prawo do unijnego to blisko trzykrotnie mniej. Nawet w poprzedniej kadencji, gdy premier Tusk zapowiedział cztery lata spokoju, w pierwszym roku działania posłowie przyjęli prawie dwa razy więcej ustaw 119. Sądząc po długości sesji plenarnych, pracujemy mniej niż w poprzednich latach mówi Krystyna Łybacka z SLD zasiadająca w Sejmie nieprzerwanie od 1991 r. Głównie z tego powodu, że rząd nie był specjalnie aktywny. (...) Posłanka Sojuszu zwraca też uwagę na inną charakterystyczną rzecz: rząd coraz częściej korzysta z projektów poselskich, by uchwalić kontrowersyjne prawo, nie konsultując go z partnerami społecznymi. Tak było z prawem energetycznym albo ze zmianą prawa oświatowego przypomina Łybacka. Ilekroć rząd się orientuje, że zaspał sprawę, to chętnie ucieka się do tego pomysłu.”


-- “Szef Super Expressu Sławomir Jastrzębowski skrytykował antyterrorystów, bo przez pomyłkę wtargnęli do niewinnych ludzi. Czeka go sprawa w sądzie”- pisze Rzepa: “szef śląskiej policji skierował przeciwko Jastrzębowskiemu prywatny akt oskarżenia z art. 212 k.k. Traf chciał, że naczelny SE dowiedział się o tym zaledwie kilka dni po spotkaniu u ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, gdy razem z szefami innych mediów dyskutowali o konieczności zniesienia artykułu 212 pozwalającego posyłać dziennikarzy do więzienia za słowa.”




-- GPC na jedynce: “Trzy zamachy przed Smoleńskiem”: “W ciągu kilkunastu dni przed katastrofą smoleńską doszło do trzech zamachów bombowych i przewrotu w graniczącym z Rosją Kirgistanie. Służby specjalne  III RP nie widziały w tym zagrożenia dla bezpieczeństwa wizyty prezydenta w Smoleńsku.”- pisze Katarzyna Pawlak




-- “Czerwiec mało słoneczny dla gospodarki. Prognozowany wzrost zachmurzenia”- pisze DGP: “Tak marnych wyników sprzedaży detalicznej się nikt nie spodziewał. W czerwcu była słabsza niż w maju. Sprzedaż detaliczna w czerwcu zwiększyła się w porównaniu z majem o 0,2 proc., a rok do roku 6,4 proc. – podał GUS. To mocno zaskoczyło ekonomistów, którzy spodziewali się rocznego wzrostu na poziomie 9 proc. Pocieszają, że w danych GUS nie została uwzględniona sprzedaż w małych sklepach, zatrudniających poniżej 9 osób, a także w gastronomii, a tam – jak twierdzą – wyhamowanie wzrostu nie powinno już być tak duże. – Dlatego podtrzymujemy naszą prognozę wzrostu spożycia prywatnego w drugim kwartale na poziomie 2 proc. r./r. – mówi Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku.”




-- “Albo inwestor w piątek, albo OLT zniknie z rynku”- pisze DGP: “Prezes OLT w rozmowie z DGP zapowiedział, że jeśli nie dojdzie do porozumienia z inwestorem, który odkupi linię od Amber Gold, w piątek zostanie ogłoszona jej likwidacja.”




-- Dziennik na jedynce: “Rządowi znów nie wyszło: miało być taniej i lepiej, będzie gorzej i drożej. Czystsze lasy i ulice, tańszy wywóz śmieci dla klientów indywidualnych, jak i spółdzielni – takimi zapewnieniami karmił nas rząd, nowelizując ustawę o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. Dziś się okazuje, że obietnice sobie, a życie sobie. Od 1 lipca 2013 r. to samorządy będą zobligowane do odbioru odpadów od wszystkich mieszkańców. Część z nich, zamiast wybierać w przetargach najlepsze oferty, kombinuje tak, aby cały rynek oddać w ręce spółek komunalnych. – Grożą nam lokalne śmieciowe monopole, podwyżki cen i usługi marnej jakości – ostrzegają eksperci. Według nich najbardziej pesymistycznych szacunków w ciągu kilku lat wywóz śmieci zdrożeje nawet kilkukrotnie.”




-- “Stanie w rozkroku jeszcze nikomu nie pomogło. No chyba że jest się cyrkowcem. Ale o to nie posądzam premiera. Nie słyszałam również, żeby którykolwiek z członków jego rządu miał ku temu jakieś inklinacje. Niestety iście akrobatycznymi umiejętnościami wykazują się przy zmienianiu prawa. Jest jeden problem – ich niezdecydowanie, czy też przypadłość polegająca na częstej zmianie zdania w podejmowanych decyzjach, przekłada się na codzienne funkcjonowanie obywateli. Pierwszy z brzegu przykład – emerytury. Jak starsi chcą pracować, to się im to utrudnia, wymyślając absurdalne przepisy pt. emerycie zwolnij się na jeden dzień, to dostaniesz świadczenie. A potem módl się, żeby pracodawca ponownie cię zatrudnił. ZUS do tej pory, mimo usilnych próśb redakcji, nie może się doliczyć, ile takich osób od października ubiegłego roku wybrało pracę zamiast świadczenia, i na odwrót. Z uznaniem, co zrobić z tym pasztetem, ma problem nawet Trybunał Konstytucyjny, który wczoraj po raz kolejny nie podjął decyzji w sprawie przepisów, które nakazały pracującym emerytom się zwalniać.”- pisze Dominika Sikora w DGP




-- “Lemingi chcą więcej rynku, bo wciąż idealizują kapitalizm:”- twierdzi w Dzienniku Ryszard Bugaj: “Lemingi są postrzegane jako społeczna baza neoliberalnego programu, przypisywanego często (moim zdaniem trafnie) Platformie Obywatelskiej. To z kolei niepokoi środowiska sympatyzujące z PiS. W ten sposób spór o naturę i charakter lemingów toczy się w politycznych dekoracjach. Podobnie było z moherowymi beretami, grupą utożsamianą z PiS i wykpiwaną przez sympatyków PO. Sporu prowadzonego w konwencji partyjnych gier lekceważyć nie należy, jednak warto dostrzec jego sens bardziej fundamentalny. (...) Lemingi są postrzegane jako społeczna baza neoliberalnego programu, przypisywanego często (moim zdaniem trafnie) Platformie Obywatelskiej. To z kolei niepokoi środowiska sympatyzujące z PiS. W ten sposób spór o naturę i charakter lemingów toczy się w politycznych dekoracjach. Podobnie było z moherowymi beretami, grupą utożsamianą z PiS i wykpiwaną przez sympatyków PO. Sporu prowadzonego w konwencji partyjnych gier lekceważyć nie należy, jednak warto dostrzec jego sens bardziej fundamentalny.”




-- Urodziny: Grzegorz Kajdanowicz, Jacek Tomczak (poseł PO)

09:46

Czy można napisać konstytucję w internecie? Islandii to się udało

Wydawałoby się, że proces tworzenia prawa, zwłaszcza w przypadku ustawy zasadniczej to sprawa, która musi przebiegać w „tradycyjny” sposób. Jak jednak pokazuje przykład Islandii – w której rok temu zakończono prace nad pierwszą na świecie konstytucję stworzoną przy współudziale użytkowników internetu – nie jest to jedyna droga. 




Pierwsza wersja nowej konstytucji Islandii została napisana przez grupę 25 osób – zwykłych obywateli, którzy zostali wybrani z kilkusetosobowej grupy kandydatów. Wcześniej, 950 osób stworzyło zestaw postulatów i propozycji, które posłużyły tej grupie do stworzenia szkieletu nowej konstytucji.  Pierwsza wersja dokumentu została opublikowana na specjalnie przygotowanej stronie internetowej – po to, by w pracach nad finalną wersję ustawy zasadniczej mogli uczestniczyć wszyscy mieszkańcy Islandii. 




Dokument można było komentować za pomocą strony na Facebooku oraz wysyłając wiadomości bezpośrednio do członków 25-osobowej grupy poprzez stronę internetową. Jej członkowie regularnie publikowali wiadomości o postępach prac – zarówno poprzez Twitter, jak i klipy umieszczane na youtube. 




Ten proces „crowdsourcingu” nowej ustawy zasadniczej zakończył się pod koniec lipca 2011. Wiele z propozycji nadesłanych przez obywateli zostało wziętych pod uwagę w pracach. Ale – jak mówi teraz jedna z osób należących do 25 osobowej grupy eksperckiej, w czasie jej prac nie zawsze było możliwe osiągnięcie konsensus. Cytowana przez serwis TechPresident prof.  Silja Ómarsdóttir mówi, że chociaż poszukiwanie zgody to jedna z narodowych cech Islandczyków, ostatecznie nie we wszystkich punktach osiągnięto całkowity konsensus. Jak jednak podkreśla, taki a nie inny proces powstawania konstytucji był reakcją na kryzys finansowy, który nadszarpnął zaufanie do instytucji państwowych na Islandii. Internet stał się receptą na kryzys zaufania. 




Mimo tego, po roku od przedstawienia finalnego projektu nowej ustawy zasadniczej na Islandii – która była stworzona jak żadna inna na świecie przy tak dużym udziale obywateli, także dzieki wykorzystaniu internetu – można stwierdzić, że powstanie tego dokumentu było jednym z punktów zwrotnych na drodze Islandii ku wyjściu z kryzysu. 
Czy takie podejście może sprawdzić się w przypadku innych projektów legislacyjnych? Na pewno sytuacja Islandii, niewielkiego kraju bez ogromnych różnic etnicznych i społecznych ułatwiała pracę w ten sposób. Na pewno ten eksperyment może zostać powtórzony w skali lokalnej w innych krajach, a już na pewno niektóre jego elementy mogą zostać włączone w proces konsultacyjny w trakcie tworzenia prawa ogólnokrajowego. 


09:58

Łętowska o ograniczeniu wolności zgromadzeń: "Każdy establishment ma tendencje do oportunizmu"

Prof. Ewa Łętowska mówiła dziś ostro w TOK FM o nowelizacji ustawy o zgromadzeniach. Jak powiedziała była sędzia Trybunału Konstytucyjnego :" To jest taka pełzająca kontrrewolucja antywolnościowa i antydemokratyczna. Każdy establishment niezależnie od swojej proweniencji - demokratycznej czy niedemokratycznej - ma tendencje do wygodnictwa i oportunizmu". Cała rozmowa tutaj. 


10:22

Poseł Orion Jędrysek na twitterze odchodzi z Solidarnej Polski

"Informuję, że wczoraj o godzinie 21:50 złożyłem rezygnacje z członkostwa w klubie Solidarna Polska. Pozostając posłem niezależnym."- napisał poseł na FB i twitterze


11:26

Prezes w tyle - czy Jarosław Kaczyński przestał rządzić językiem polityki?

Był królem „setek” i mistrzem "soundbite\\'ów". Jeszcze niedawno jedna jego konferencja wystarczyła, by zapchać media cytatami na wiele dni. Jarosław Kaczyński niezależnie od pozycji na scenie politycznej rządził jej językiem. Sformułowania i pojęcia, które wypowiadał prezes, powtarzali wszyscy. Z tezami można było się nie zgadzać, ale nikt nie był w stanie opisać Polski tak sugestywnie jak on. Tymczasem mamy właśnie jeden z poważniejszych kryzysów rządowych, a lidera PiSu nie słychać.




„Jednym z najgorszych błędów, jaki można popełnić w kampanii jest pozwolenie przeciwnikowi, by to on cię definiował” pisał w swoich wspomnieniach George W. Bush. Prezydentowi USA nie mieściło się w głowie, że ktoś, kto ma w państwie władzę nad dyskursem może stracić tę realną. 




W 2007 roku nikt nie był w stanie wyrazistością języka i celnością słów zbliżyć się do Jarosława Kaczyńskiego. To on decydował o kierunku w jaki pójdzie debata publiczna i to on grając na własnych warunkach poległ. Ta umiejętność ostrego nazywania i definiowania rzeczywistości stała się jego przekleństwem. Moc przekazu przerosła oczekiwania Polaków, którzy akurat w tym czasie wzbogacili się i szukali spokoju. Dlatego wybrali łagodne opowieści Tuska. Nie zmieniło się jednak to, że prezes potrafił wtedy celnie definiować niebezpieczeństwa. 




Wyrazistość sprawiała, że jeśli ktoś nie znajdował się w szufladzie z napisem Platformą trafiał do tej z napisem PiS z jednego prostego powodu: żaden inni polityk czy środowisko nie było w stanie trafnie punktować błędów rządu. Nawet będąc w opozycji Jarosław Kaczyński nadawał ton debacie. 




Te czasy właśnie dobiegają końca. Powtarzane przez lidera PiSu w nieskończoność słowa, nie tylko nie zmieniają już rzeczywistości, ale i wytarły się i znaczą coraz mniej. Nawet w opozycji, jego głos nie zawsze jest tym, który słychać najgłośniej. W tym wyścigu inni nie tylko dogonili już Jarosława Kaczyńskiego, ale i zaczynają go wyprzedzać. A prezes okopał się. W obecnej sytuacji, po tylu zmianach własnego wizerunku nie da się już wymyślić i sprzedać następnej retoryki, a ta obecna przekonuje tylko przekonanych.
 
Ostatnie konferencje prezesa mogą trochę nudzić. Jarosław Kaczyński występuje co prawda rzadko, a głos zabiera tylko przy okazji najważniejszych spraw, ale i tak temperatura jego wystąpień zmalała. Prezes powtarza swoje zaklęcia, że „rząd nadaje się do dymisji” i „jest najgorszy od 89 roku”, ale niespecjalnie ktokolwiek się jeszcze nimi przejmuje. 




Retoryka smoleńska dociera tylko do ściśle określonej i przy tym dość wąskiej grupy. Zresztą tu wszystkie najważniejsze sformułowania można już było wcześniej usłyszeć od obrońców krzyża. To jedna z pierwszych sytuacji, gdy to Jarosław Kaczyński zaczął powtarzać słowa swoich wyborców, a nie oni jego. Wcześniej to przecież prezes przekonał ludzi do tego, że „układ” istnieje a WSI trzeba zlikwidować. Jego partia podzieliła Polskę na solidarną i liberalną a przeciwnikom politycznym kazała się tłumaczyć. 




Polityka ostatnich lat opierała się na pojęciach, które stworzył Jarosław Kaczyński. Żywot „łże elit” czy „układu” trwał znacznie dłużej niż rządy PiSu. Piętno jakie na dyskursie politycznym wywarł lider PiSu było tak wielkie, że nawet Platforma Obywatelska przez pierwsze lata po objęciu władzy, bardziej skupiała się na walce z językiem PiS, niż na próbie stworzenia własnego. 




„Ometkowywanie” przeciwnika zawsze było silną stroną prezesa. W pierwszych latach rządów Platformy, Jarosław Kaczyński był jedynym człowiekiem, którego przekaz się przebijał. Teraz o tym, że to „mógł być zamach” cały kraj dowiedział się od ludzi stojących na Krakowskim Przedmieściu. Prezes mocno się spóźnił. Nie stworzył smoleńskiej retoryki tylko ją przejął. Smoleńskie tyrady Jarosław Kaczyński otaczał zawsze wezwaniami do dymisji całego rządu. 




Jednak, gdy przyszło do działań lidera PiSu ubiegł Janusz Palikot, który zapowiedział złożenie wniosku o konstruktywne wotum nieufności. W ten sposób prezes stał się w swych żądaniach groteskowy. Jest liderem partii, która konsekwentnie domaga się dymisji rządu, po to, by potem dystansować się od takiego pomysłu, gdy składa go ktoś inny. 




Wszystko dlatego, że prezes zapomniał, o tym że w tej kadencji opozycja, to już nie tylko on. Nijakiego i nie umiejącego podejmować decyzji Napieralskiego zawsze można było ubiec albo przemilczeć. Z Palikotem i Miller gra się już jednak inaczej. Obecni liderzy lewicy potrafią podejmować decyzję i nie boją się ryzykować. Jednak jedno to zyskać przeciwników z prawdziwego zdarzenia, dwa, nie przyjąć do wiadomości, że trzeba się z nimi liczyć.




fot. fb.com/ kppis


11:37

Demot Centrum Nauki Kopernik z Marią Skłodowską- Curie hitem netu przed weekendem



źródło fb.com/Centrum-Nauki-Kopernik

11:48

Najwyższy poziom przeciwników wprowadzenia Euro w historii badań CBOS na ten temat

"Utrzymywanie się niepewności co do przyszłości eurolandu przyczyniło się do wzrostu sceptycyzmu Polaków wobec zasadności wprowadzenia euro w naszym kraju. W ciągu ostatniego półrocza odsetek przeciwników przyjęcia wspólnej waluty zwiększył się o 8 punktów (do 68%) i jest najwyższy z dotychczasowych. Wprowadzenie euro w Polsce popiera obecnie zaledwie co czwarty badany (25%, o 7 punktów procentowych mniej niż na początku roku). 




Największe, sięgające 64%, poparcie dla zastąpienia złotego przez euro odnotowa-liśmy w styczniu 2002 roku, przed akcesją Polski do UE. Już po wejściu do Unii akceptacja przystąpienia naszego kraju do strefy euro osłabła. W latach 2007–2008 odsetki zwolenników i przeciwników przyjęcia europejskiej waluty były zbliżone. W pierwszym kwartale 2009 roku, po przystąpieniu Słowacji do strefy euro i w okresie dyskusji nad możliwością i  zasadnością szybkiego przyjęcia euro przez Polskę, poparcie dla wprowadzenia wspólnej waluty ponownie zwiększyło się do 52%–53%. W kolejnych latach, kiedy znane już były problemy finansowe Grecji, a potem innych krajów europejskich, w tym również Polski, akceptacja wprowadzenia wspólnej waluty w naszym kraju zaczęła maleć."- czytamy w dzisiejszym raporcie CBOS





Sprzeciw wobec przystąpienia Polski do strefy euro dominuje obecnie we wszystkich analizowanych grupach społeczno demograficznych. Relatywnie więcej niż przeciętnie zwolenników przyjęcia wspólnej waluty niezmiennie jest wśród osób z wyższym wykształceniem (38%), kadry kierowniczej i specjalistów (37%), badanych stosunkowo dobrze sytuowanych – o miesięcznych dochodach per capita powyżej 1500 zł (42%).




Stosunek do przyjęcia przez Polskę europejskiej waluty łączy się z deklarowanymi poglądami politycznymi i, przede wszystkim, z preferencjami partyjnymi. Generalnie nieco częściej przychylni wprowadzeniu euro są badani o orientacji lewicowej (36%) niż osoby identyfikujące się z prawicą (26%). 




W potencjalnych elektoratach stosunkowo najczęściej za przystąpieniem naszego kraju do strefy euro opowiadają się sympatycy PO, jednak i wśród nich nieznaczną przewagę mają ci, którzy są temu przeciwni. Więcej niż przeciętnie zwolenników wprowadzenia euro jest również wśród potencjalnych wyborców SLD. W pozostałych elektoratach wyraźnie dominuje sprzeciw wobec przyjęcia wspólnej waluty."- pisze CBOS




Jednak jeżeli chodzi o samą obecność Polski w Unii oceny są bardzo pozytywne. "Do zwolenników obecności naszego kraju we Wspólnocie zalicza się obecnie 77% dorosłych Polaków, o 4 punkty mniej niż w styczniu tego roku. Przeciwnych członkostwu jest 14% ankietowanych (wzrost o 2 punkty w ostatnim półroczu). Oznacza to, że poparcie dla przynależności Polski do Wspólnoty jest obecnie najniższe od siedmiu lat."- informuje CBOS. 




"W potencjalnych elektoratach przynależność Polski do UE powszechnie popierają zwolennicy PO ( 97%), a rzadziej niż przeciętnie – sympatycy PiS (69%) i PSL (71%). "- czytamy w raporcie. 








12:25

Tak na twitterze Zbigniew Hołdys piątkowo dowcipkuje z polskiej polityki

zródło: twitter.com/ZbigniewHoldys


14:53

Nikt nie lubi Romneya

Charlie Cook pisze że niedostatki osobistej popularności powodują, że Romney nie zyskuje na słabych wynikach Obamy 


14:57

Obama nie zmienia strategii

Jak pisze Amie Parnes z The Hill ataki na Obamę za jego słowa "you didn\\'t build that" nie wpłyną na zmianę strategii prezydenta 


15:00

Pinterest i media

Czy Pinterest może być istotnym źródłem odwiedzin dla branży internetowej? 


15:04

Jak miał wyglądać iPad?

The Verge opisuje prototypy iPada 


15:08

Obsesja IRL

Dlaczego to co robimy IRL nie da się oddzielić od tego co jest online 


16:08

Premier akceptuje kandydaturę Stanisława Kalemby

Na konferencji prasowej premier Donald Tusk ogłosił, że akceptuje kandydaturę Stanisława Kalemby na stanowiska ministra rolnictwa. Jednocześnie zapowiedział, że zdymisjonuje dwóch wiceministrów w resorcie. Tusk zapowiedział także, że jesienią na forum Sejmu wygłosi "pogłębioną informację" na temat planów na następne trzy lata rządów. Tusk stwierdził, że ta informacja będzie dotyczyć także zawierać plany dotyczące sanacji państwa w sferze nepotyzmu i pokrewnych. 


17:44

Polska wita Romneya

W serwisie Youtube pojawił się klip witający Mitta Romneya w Polsce - spot można znaleźć na youtube\\'owym profilu Warsztaty.org.




http://youtu.be/CirT8ObfieQ




18:31

Olimpijska Drinking Game

Tuż przed oficjalnym rozpoczęciem Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie w sieci pojawiła się sciągawka związana z popularną grą towarzyską. Drinking Game polega na picie (alkoholu) za każdym razem, gdy w trakcie filmu/przemowy polityka/transmisji sportowego wydarzenia pojawi się jakieś konkretne słowo lub sformułowanie. Wklejamy wersję amerykańską. Czy pojawi się wersja polska? Jakieś propozycje?
Gdyby polscy widzowie oglądający transmisję Olimpiady wypijali łyk alkoholu za każdym razem, gdy komentujący użyją sformułowania "nasze medalowe szanse" lub "polskie nadzieje na medal", obawiamy się, że nikt z nich nie dotrwałby do końca programu.


19:11

5 rzeczy, które oprócz afery taśmowej mogą sprawić Platformie problemy w najbliższym czasie

Mimo dzisiejszej akceptacji  premiera Tuska dla kandydatury Stanisława Kalemby na stanowisko ministra rolnictwa, afera  taśmowa – nawet bez kolejnych taśm uderzających w PO – i tak pozostanie w najbliższych dniach głównym politycznym zmartwieniem dla partii. Aby się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć do dzisiejszego Superaka. Ale  jest też kilka innych spraw, które w najbliższym czasie będą sprawiać polityczne kłopoty dla Tuska i jego doradców. Oto pięć z nich.  


OLT i biura podróży




Bilety na loty OLT ma ponad 130 tysięcy Polaków. Sprawa upadku tej linii lotniczej dotyka ich bezpośrednio. Również sprawa serii upadłości w branży turystycznej dotyka dziesiątek tysięcy Polaków. Obie te rzeczy łączy jedno: coraz głośniejsze polityczne reperkusje, dotyczące głównie nadzoru państwa (albo jego braku) nad tak istotnymi, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, sferami gospodarki. 




Wolność  zgromadzeń


Sprzeciw wobec prezydenckiej  nowelizacji ustawy o zgromadzeniach połączył niemal wszystkie partie polityczne, prawników, przedstawicieli NGO, aktywistów i komentatorów. To sprawa, która dla przeciwników Platformy – także wśród opiniotwórczych elit -  najdobitniej symbolizuje likwidacje nie tylko wolności zgromadzeń, ale przede wszystkim to jak bardzo  PO oddaliła się od swojej „obywatelskości” w nazwie. PO niczego nie zyskuje w tej sprawie, a ustawia się w oczach obserwatorów na niemal autorytarnej pozycji.


 
Janosikowe 


Posłowie połączonych komisji samorządu terytorialnego i finansów publicznych odrzucili projekt zmian w janosikowym, dzięki którym – jak twierdzą ich pomysłodawcy – tylko na Mazowszu samorządy mogłyby rocznie zaoszczędzić ponad 220 mln złotych. To spory cios dla obywatelskiej inicjatywy  „Stop Janosikowe” oraz dla budżetów polskich samorządowców. Głosowanie nad projektem zmian we wrześniu – można spodziewać się, że ta sprawa jeszcze powróci. 




Wrak Tu-154


29 lipca do Smoleńska ma udać się grupa polskich ekspertów, którzy będą przygotowywać logistycznie operację sprowadzenia wraku Tu-154 do Polski.  Zwrot wraku, a także wszystkie sprawy związane z samą operacją – jak pisaliśmy na 300polityka – mogłyby sprawić, że Smoleńsk stałby się mocno obecny medialnie i mogłby przyczynić się do destabilizacji sytuacji politycznej w Polsce.




Więcej w tekście----> "Proszę Państwa, 10 lipca 2012 skończył się Smoleńsk?" Tak, chyba, że Putin zagra wrakiem.




Związki partnerskie 






Kolejny problem polityczny, który ma wrócić we wrześniu. To wtedy pod obrady Sejmu może trafić projekt o związkach partnerskich autorstwa Artura Dunina z Platformy. Ale to, że Platforma uniemożliwiła wraz z SP i PiS prace nad projektami SLD i RP dotyczącymi związków dobrze obrazuje realne szanse pomysłu Dunina. Tamto głosowanie dla lewicowego elektoratu PO to kolejny symbol pokazujący, że ta partia jest we władaniu konserwatystów. 




fot. Krzysztof Białoskórski/sejm.gov.pl

21:06

PROTEST NIE POMÓGŁ ZAŁOŻYCIEL MALMY PRZEGRYWA W SĄDZIE

Sąd drugiej instancji zdecydował o zakazie pełnienia działalności gospodarczej przez Michela Marbot założyciela produkującej makarony Malmy.  Pełnomocnicy przedsiębiorcy zapowiadają już skargę kasacyjną. Michel Marbot przez 12 dni głodował przed sejmem. Założycielowi Malmy zależy na tym, by syndyk przejął zakłady od dzierżawcy wraz z pracownikami. Wcześniej Sąd Rejonowy we Wrocławiu uznał, że nie może się tak stać, ponieważ syndyk nie prowadzi działalności gospodarczej. Sprawą Marbota zainteresował się minister sprawiedliwości Jarosław Gowin i Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz. Głodówka poruszyła też posłów niemal ze wszystkich partii politycznych. Pomoc obiecali min. Krzysztof Kwiatkowski z PO, Kazimierz Ujazdowski z PiS i Michał Kabaciński z Ruchu Palikota. Ten ostatni wysłał w tej sprawie zapytanie do banku Pekao i Komisji Nadzoru Finansowego. Michel Marbot najprawdopodobniej wznowi swój protest po 6 sierpnia.