Relacja Live

26.07.2012

06:32

Nie ma porozumienia. PiS i Solidarna Polska złożą osobne projekty ustawy o związkach hipsterskich

07:28

PILNE:

Nowym ministrem rolnictwa będzie Kalemba, Kalinowski, Siekierski albo wszyscy trzej

08:02

Platforma leci o 5 punktów w TNS dla GW, zgromadzenia w Senacie, Fakt o młodzieżówce PO



Jedynki: I PO wolności? (GW), Zobacz kto doi Polskę (Fakt), Zabierajcie ten obelisk (Nasz Dziennik), Spalcie mnie (SE o testamencie Łapickiego), Nowy bonus dla rolników (RZ), Wiedzieli o wrogiej grze Rosjan (GPC), Urzędnicy nie zostają po godzinach (DGP), 




-- Sondaż ZBS OBOP TNS Polska dla GW: PO 27% (-5), PiS 22% (-1), Ruch Palikota 8% (+3), SLD 7% (-1), PSL 6% (+1), 26% niezdecydowanych. Sondaż przeprowadzono w dniach 19-22 lipca.




-- Jak pisze na jedynce GW Ewa Siedlecka: “Dziś Senat zdecyduje, czy ograniczyć wolność zgromadzeń. Wszyscy poza PO alarmują, że to złe prawo. Ale Platforma się tym nie przejmuje, bo w Senacie ma większość. (...) Projekt krytykują wszyscy. Prawnicy, łącznie z sejmowym i senackim biurem legislacyjnym oraz ekspertami, prokurator generalny, eksperci Biura Instytucji Demokratycznych OBWE – organizacji państw europejskich. I społeczeństwo obywatelskie: 167 organizacji pozarządowych apeluje o odrzucenie projektu. A Fundacja Helsińska zgłosiła tę sprawę Specjalnemu Sprawozdawcy ONZ ds. Wolności Zgromadzeń. Senackie komisje praw człowieka i samorządu terytorialnego opowiedziały się za odrzuceniem ustawy.”




-- Krystyna Naszkowska w komentarzu “3,6 tys. zł za nic”  w GW pisze: “Rada nadzorcza spółki skarbu państwa jest marzeniem wielu ludzi. Odpowiedzialność – praktycznie zerowa, kompetencje – zbędne, za to wynagrodzenie – bardzo przyzwoite. Minimum średnia krajowa, czyli 3,6 tys. zł brutto miesięcznie. (...) A może warto się zastanowić, czy większość spółek skarbu państwa potrzebuje rad nadzorczych? Poza dużymi firmami mamy przecież pełno małych, mało wydajnych, dla których utrzymywanie rad – darmozjadów – jest poważnym obciążeniem. Warto przypomnieć, jak prosto zostało to rozwiązane w Agencji Nieruchomości Rolnych (nazywała się wtedy inaczej). To jedyna agencja rolna, która choć ma kilkadziesiąt spółek, nie posiada rad nadzorczych. Bo w 1999 r. dwóch niegłupich ludzi – ówczesny prezes ANR Adam Tański i minister skarbu Emil Wąsacz (do 2011 r. agencja podlegała resortowi skarbu) – bez specjalnego rozgłosu te rady zlikwidowało. Pracę w radach nadzorczych spółek straciło wtedy 380 pociotków polityków.”




-- Gadomski w GW: “Do redakcji zadzwonił były minister skarbu państwa Aleksander Grad, by powiedzieć, że jego zarobki w spółce odpowiedzialnej za pro jekt energetyki ją drowej nie wyniosą 110 tys. zł miesięcznie, tylko mniej. Grad odmówił jednak ujawnienia, ile wyniosą naprawdę. (...) Nie lubię zaglądać do cudzych kieszeni i nie zazdroszczę nikomu zarobków. Ale tam, gdzie chodzi o majątek państwowy, informacje powinny być jawne. Prezes PGE powinien wyjaśnić, dlaczego uznał, że Grad najlepiej nadaje się na prezesa spółek, których działalność jak dotąd polega na zamawianiu i opłacaniu ekspertyz.”




-- “Zrobili z Polski dojną krowę” - Fakt na drugiej i trzeciej stronie wypisuje m.in. działaczy młodzieżówki PO zatrudnionych na stanowiskach urzędniczych w Szczecinie, a także przykłady nepotyzmu i zatrudniania osób z partyjnego klucza w innych regionach Polski. “(...) Ale w Platformie jest jeszcze lepiej. Często stanowiska w urzędach czy radach nadzorczych spółek miejskich dostają nie działacze, którzy przynajmniej mają jakieś życiowe doświadczenie tylko działacze platformerskiej młodzieżówki, czyli Stowarzyszenia Młodzi Demokraci. Niedługo będą w Polsce jedynymi, którzy będą spełniać wymogi słynnego ogłoszenia o pracę: "wiek 25 lat, przynajmniej 3 lata doświadczenia na danym stanowisku". A potem będą wygrywać tzw. konkursy na jeszcze wyższe posady.”




-- Joanna Solska w felietonie dla Dziennika: “Dla Donalda Tuska pełnienie obowiązków ministra rolnictwa może się okazać o wiele bardziej kłopotliwe niż funkcja premiera. Przede wszystkim nie będzie już mógł udawać, że nie wie, co się tu dzieje. Wyciąganie przez media kolejnych nazwisk ludowców na bardziej i mniej intratnych stanowiskach rządowych to dopiero pierwszy odcinek serialu. Nie da się też dłużej nie dostrzegać, jak agencje podlegające pod ten resort kupowały kolejnym ministrom rolnictwa spokój u różnego rodzaju działaczy związków i organizacji rolniczych. Dlaczego na przykład KRUS (Kasa Rolniczych Ubezpieczeń Społecznych), w 90 proc. dotowany z budżetu, jednocześnie zachowuje się jak bogaty sponsor? Obdarowuje rozmaite związki rolników pieniędzmi na organizację kolonii dla wiejskich dzieci, pozwalając im na tym nieźle zarabiać. Gdyby podobnie zachowywał się ZUS, mielibyśmy do niego pretensje, że marnuje nasze składki emerytalne. W KRUS sponsorowanie działaczy jakoś nikogo nie razi.”


-- Witold Gadomski z GW w rozmowie z Superakiem: “Nie spodziewam się, że cokolwiek zainicjuje. Po wskazaniu swojego wieloletniego przyjaciela Krzysztofa Kiliana na szefa państwowej spółki, po wskazaniu byłego ministra Grada na szefa kolejnej spółki? Donaldowi Tuskowi świetnie wychodzi co innego. (...) Tusk jest naprawdę dobry w unikaniu niewygodnych informacji. Można odnieść wrażenie, że robi to celowo. Gdy dana informacja dociera, to trzeba przecież podjąć jakąś decyzję! Wygodniej jest jej nie podejmować. Premier nie robi nic, by to zawłaszczanie państwa przez partie ukrócić. (...) Nie chce ani nie myśli w kategoriach naprawy tej sytuacji. Ze względów wizerunkowych może wyrzucić kilka osób ze swojego otoczenia. Może przeforsować jakąś widowiskową ustawę. Nie sądzę, żeby ta chora sytuacja mu przeszkadzała i żeby się nią przejmował. Do tego dochodzi poczucie bezkarności. (...) I brak alternatywy. To nieszczęście tej sytuacji. Bywało, że gdy zaczynała się krytyka jakichś złych posunięć rządu bądź PO, publicyści podnosili głos, przypominając, że "jak nie Platforma, to wróci PiS". PO celowo antagonizuje się z PiS i vice versa. Podzielili się polityką. Zmiana tej sytuacji musiałaby wyjść od rządzących, a oni nie chcą żadnych zmian.”




-- “Ministerstwo Finansów było wielokrotnie informowane o takiej konieczności wynika z informacji Rz. Ale rządowi śpieszyło się do zażegnania kryzysu politycznego wywołanego przez aferę hazardową i wybrał drogę na skróty.”- pisze Kamila Baranowska w Rzepie: “Jeszcze przed wybuchem afery z 2009 r., kiedy trwały już prace nad nowymi przepisami o hazardzie, o takim obowiązku informował wiceministra finansów Jacka Kapicę Adam Szejnfeld (PO), wówczas sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki. W swoich pismach przekonywał, że projekt ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych spełnia przesłanki przepisu technicznego.”




-- “Tusku zacznij porządki od siebie”- pisze SE: “Urzędnicy z ARiMR mają cztery dni na udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy zatrudniają w agencji swoje rodziny i znajomych. Tymczasem takie porządki szef rządu powinien zacząć od swojej partii! (...) Na przykład w Łodzi tamtejsza prezydent Hanna Zdanowska (53 l.) powierza stanowiska prezesów miejskich spółek osobom, które są z nią powiązane politycznie, a w Urzędzie Miasta na dyrektorów wydziałów zatrudnia ludzi bez przeprowadzania konkursów. 




-- “Premier haratnął w gałę” - pisze “Fakt” w tekście ilustrowanym zdjęciami z meczu. “Premier wybiegł na boisko, by zmierzyć się z „przeciwną” drużyną, na czele której stanął jego doradca od spraw gospodarczych, Jan Krzysztof Bielecki. Starszy o 6 lat Bielecki wygrywał pojedynki ze swoim szefem. Co się stało z piłkarzem Tuskiem?! Słaby balans ciała, kiepskie przyjęcia, problemy z dryblingiem. Donald Tusk był piłkarskim cieniem samego siebie. Czy afera taśmowa w PSL nie pozwalała skupić się premierowi na grze?”




-- “Afera i prezes Pawlak”. Jak pisze Nasz Dziennik. “Afera taśmowa będzie na pewno ważnym tematem jesiennego kongresu PSL, na którym mają być wybrane władze partii na nową kadencję. Część działaczy podejrzewa, że nagranie rozmowy Serafina i Łukasika wyciekło do mediów dlatego, by uderzyć w ministra Sawickiego i frakcję przeciwników prezesa Waldemara Pawlaka. I choć ci podejrzliwi stanowią mniejszość, to Pawlak nie może czuć się pewnie przed kongresem. - Okazuje się, że prezes wiedział o jakichś taśmach, które krążą po Warszawie, ale nie zareagował, bo jak tłumaczyli jego współpracownicy, "prezes nie zajmuje się plotkami". - Gdyby Waldemar Pawlak był bardziej przewidujący, może udałoby się mu uniknąć całego zamieszania - mówi poseł PSL.” 




-- “Platforma wystraszyła się krytyki, jaka spadła na nią ze strony środowisk lewicowych i liberalnych po tym, jak jej posłowie pomogli zablokować projekty ustawy o związkach partnerskich autorstwa Ruchu Palikota i SLD.”- pisze Rzepa: “Czy posłowie PO, którzy ostatnio w większości zagłosowali przeciw projektom Ruchu Palikota, zmienią zdanie tylko dlatego, że będzie to projekt PO? Myślę, że będzie zgoda na ten projekt - przekonuje Dunin. W tej wersji na pewno nie - odpowiada Żalek.”




-- “Wiedzieli o wrogiej grze Rosjan”- na jedynce GPC: “Premier Donald Tusk i marszałek Sejmu Bronisław Komorow- ski już w 2009 r. byli informowani o tym, że Rosjanie będą prowokowali wewnętrzne konflikty w Polsce – ustaliła „Gazeta Polska Codziennie”. Raporty w tej sprawie, które trafiły do najważniejszych osób w państwie, opracowała ABW, własne analizy przygotowało też BBN.”- pisze Dorota Kania




-- “Od marca do końca maja 2012 r., poza katastrofą pod Szczekocinami, w której zginęło 16 osób, doszło do 173 wypadków i incydentów kolejowych. Zginęło w nich łącznie 78 osób, a 97 było ciężko rannych. Jak ustaliliśmy, sprawą bezpieczeństwa na kolei zajmie się Najwyższa Izba Kontroli.”- pisze w GPC Katarzyna Pawlak




-- “Za rządów Tuska mieliśmy kolejne taśmy – aferę hazardową, kupowanie głosów przez PO w Wałbrzychu i wreszcie taśmy PSL-u. wcześniej wypłynęły nagrania kompromitujące działaczy PO. Pokazały one jasno, że lukrowany wizerunek rządu donalda Tuska i PO, eksponowany codziennie w TVN-ie czy „Gazecie Wyborczej”, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.”- pisze w GPC Piotr Lisiewicz




-- Super Express: Biuro podróży Sejm nigdy nie upadnie: “Od początku tej kadencji Sejmu na wyjazdy zagraniczne parlamentarzystów wydaliśmy ponad 1,4 mln zł. A polecieli oni m.in. do Ugandy, RPA, Korei, Brazylii, USA. Cel? Premiera filmu, oglądanie startu statku kosmicznego czy też udział w dyskusji o pokojowym wykorzystaniu kosmosu!”




-- Tabloidowo: “Marta Kaczyńska na plaży”. “Prezydencka córka w bikini. Widać, że nad Bałtykiem prawdziwe lato” - pisze “Fakt”. Tekst ze zdjęciami Marty Kaczyńskiej na plaży. 




-- Superak: “Słońce rozgrzewa Martę Kaczyńską”




-- Urodziny: Anna Godzwon, Sławomir Preiss (senator PO)


09:18

Krystyna Loska prowadzi Dzień na żywo w TVN24- skutki reformy emerytalnej w democie

Krystyna Loska obchodziła wczoraj 75 urodziny. 




Obrazek z fb.com/MiszczSarkazmu. 




Podpis pod demotem: "Ze Słownika Nowoczesnej i Przyszłej Polszczyzny: Emerytura (zwana dawniej rentą starczą) - «stosowane w przeszłości miesięczne świadczenie pieniężne przysługujące za przepracowanie ustawowej liczby lat i po osiągnięciu określonego wieku; obecnie emerytury praktycznie się nie wypłaca z uwagi na to, iż większość osób umiera przed osiągnięciem wieku emerytalnego»."


09:59

Petycje stają się podstawowym narzędziem dla politycznych aktywistów w sieci

Wydawałoby się, że w epoce gdy w politycznym wykorzystaniu internetu dominują media społecznościowe, Twitter, a także budowane są skomplikowane i wielopoziomowe kampanie narzędzia takie jak petycje przestaną być użyteczne.  Dzieje się jednak inaczej.  W Polsce, podobnie jak na całym świecie petycje – w wersji internetowej – przeżywają swój renesans. 


W skali międzynarodowej najważniejszy serwis z internetowymi petycjami to change.org. To właśnie dzięki petycji umieszczonej na tej platformie na początku tego roku media tradycyjne w Ameryce zainteresowały się sprawą morderstwa Trayvona Martina. 




W Polsce jednym z odpowiedników serwisu change.org jest strona petycjeonline.pl To właśnie tutaj często publikowane są petycje o charakterze politycznym. Tak się stało na przykład z petycją dotyczącą wycofania zarzutów przeciwko Oldze Jackowskiej – petycje wspierają m.in. Janusz Palikot, Magdalena Środa, Kazimierz Kutz czy Jan Hartman.  Podobnie jak change.org, petycjeonline umożliwiają wyznaczenie celu – ilości podpisów, która ma być zebrana pod danym apelem. 




O change.org pisaliśmy w tekście ---> Czy change.org zmieni Wielką Brytanię?




Kolejną popularną platformą dla aktywistów w Polsce jest avaaz.org – serwis, który z założenia ma umożliwiać aktywistom z całego świata organizowanie i budowanie poparcia dla konkretnych spraw. Petycja dotycząca związków partnerskich zdobyła na tej platformie ponad osiem tysięcy podpisów.  
Ponad czterdzieści tysięcy podpisów ma petycja „Nie dla ACTA” na serwisie petycje.pl – to rekordowy wynik, jeśli chodzi o polityczne apele na tym serwisie. Petycje.pl umożliwiają  - w przeciwieństwie do np. change.org również oddanie głosu „przeciwko” petycji. Niektórzy aktywiści wolą wykorzystywać własne formularze i dodają możliwość podpisania petycji na stronach ich własnych kampanii społecznych czy politycznych. 
Dlaczego petycje w sieci stały się tak popularne? Dzięki internetowi cały żmudny proces zbierania podpisów został ułatwiony i uproszczony do maksimum.  Ich gromadzenie nie wymaga już tworzenia rozbudowanej sieci specjalnie przygotowanych punktów, angażowania licznych wolontariuszy i tak dalej.  Petycje w sieci redukują to wszystko do jednego kliknięcia. 




I w tym sensie, petycje to idealna reprezentacja trendu, który określa się mianem „slacktywizmu” – czyli aktywizmu polegającego tylko na czysto wirtualnym wsparciu konkretnych spraw, bez przenoszenia ich w sferę „realną”. Slacktywizm to określenie pejoratywne, ale w niektórych sytuacjach to właśnie slacktywizm jest jedyną  metodą na polityczne zaangażowanie odbiorców. Tak właśnie jest z petycjami, które są najprostszą i najbardziej podstawową metodą do pokazywania politycznego potencjału stojącego za jakąś sprawą. A gdy trzeba go zamanifestować bardziej dobitnie, to np. serwis petycje.pl umożliwia łatwe wydrukowanie całego apelu wraz ze wszystkimi podpisami. Petycje łatwo też mogą stać się wiralne, ale do ich przygotowania w sieci nie trzeba ani bardzo dużej kreatywności ani też technicznego zaplecza. 






To wszystko powoduje, że popularność politycznych  petycji będzie w Polsce rosła. Światowy sukces change.org pokazuje, że ta „slacktywistyczna” metoda politycznego działania ma przed sobą przyszłość.


10:49

Palikot przyklejając do siebie Ziobrę może realizować wyborczy playbook Komorowskiego na 2015
Wiele prognoz wyborczych pokazuje, że Zbigniew Ziobro może mieć w wyborach prezydenckich dużo lepszy wynik wyborczy, niż obecnie w sondażach jego balansująca na granicy progu partia. Paradoksalnie, rozbicie głosów prawicy, osłabiające Jarosława Kaczynskiego, nie musi być wcale ani Komorowskiemu ani Platformie na rękę. Słabnie bowiem argument głównego straszaka zamieniającego każde wybory w referendum nad Jarosławem Kaczyńskim, który daje PO i Komorowskiemu dość łatwe zwyciestwa. Stary polityczny playbook „wszyscy ratują Polskę przed Kaczyńskim” może anluować mocniejsze wejście Ziobry. Więc co robi Palikot? Umacza Ziobrę we współpracę i daje prawicy argumenty przeciw niemu. Tak jak kiedyś zrobił z PJN.

Prawicowa publicystyka od dawna stawia tezę, że Palikot jest politykiem niesuwerennym, że jest faktyczną przystawką Platformy. I coraz więcej wskazuje na to, że Palikot faktycznie może realizować polityczne cele kogoś innego. Ale chyba bardziej Belwederu niż Ujazdowskich.

Dziś rano, u Janiny Paradowskiej w TOK FM, Janusz Palikot powtórzył informację kolportowaną przez siebie od tygodnia, że posłowie partii Ziobry złożą podpisy pod jego wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności, które może zostać złożone w najbliższy poniedziałek. Mimo, że SP wielokrotnie dementowała te twierdzenia Palikota, uzyskały one momentalny posłuch w dość otwarcie wspierającej PiS Gazecie Polskiej. 

To oczywiste, że doniesienia o ewentualnej współpracy Palikota z Solidarną Polską podkopują zaufanie do Ziobry w prawicowym elektoracie. Dokladnie w ten sam sposób, w który koloportowane przez Palikota informacje o spotkaniach z Poncyljuszem i Kluzik-Rostkowską przykleiły na prawicy „czarną legendę” do walczącej o miękki elektorat PiSu, PJN. 

Solidarna Polska jest oczywiście cały czas w sporej rozsypce, ale mimo to w wielu badaniach trzyma się całkiem nieźle: od 2-3% w TNS i CBOS do aż 7 w sondach ulicznych i bardzo dobrego wyniku Ziobry w wewnętrznym badaniu TNS dla SP i prognozie Paladego. To oczywiście niemożliwe do przewidzenia jak polska polityka będzie wyglądała za 3 lata pozostałe do wyborów prezydenckich, ale trudno w nich bagatelizować ewentualny efekt Ziobry. Jego niezły wynik w pierwszej turze prezydenckiej może poważnie osłabić lidera PiS i anulować traydcyjny playbook PO- „cała Polska przeciw Kaczyńskiemu”. A to całkowicie zmienia dynamikę polityki w najważniejszym roku wyborczym 2015. A nawet już wcześniej, bo SP może mieć całkiem niezłe listy do wyborów europejskich i już w 2014 może się mocniej osadzić w polityce. 

Przykład PJN pokazuje, że nowego gracza trzeba „zabić” dość szybko, zanim jego przekaz ustali się w świadomości wyborców. Więc to teraz jest najlepszy czas, żeby przykleić do Ziobry czarną legendę i wzbudzić do niego podejrzliwość wyborców prawicy.  Paradoksalnie, głównym beneficjentem tego może być Bronisław Komorowski, który w zauważalny sposób (pisała o tym Rzepa) puszcza od pewnego czasu oko do wyborców konserwatywnych, czyli także do bardziej lub mniej licznej grupy potencjalnych wyborców Ziobry. 

Ziobro byłby w 2015 innym kandydatem niż Jarosław Kaczyński. Być może dla Komorowskiego trudniejszym. Wtedy już, 8 lat po upadku rządu Kaczyńskiego, trudno byłoby wobec Ziobry operować argumentami „zamordowania Barbary Blidy” czy afery gruntowej. To już będzie wtedy prehistoria. 

Jest też inna okoliczność. Po raz pierwszy w 2015  zagłosuje dość spora grupa najmłodszych wyborców. Wiele badań pokazuje, że wśród nich zauważalny jest ponadproporcjonalny udział wyborców konserwatywnych. Będzie to kilkaset tysięcy (ogółem nawet o 1,7 mln dzisiejszych 15-18 latków) nowych wyborców, którym pokoleniowo może być bliżej do Ziobry, niż do lekko już w 2015 anachronicznych Kaczyńskiego czy Komorowskiego. Dlatego, pomimo zmiennej obecnie politycznej fortuny Ziobry, trudno go przekreślać w kontekście polityki 2014 i 2015. I być może dlatego Palikot już dziś gra na jego osłabienie. 


11:22

Stanisław Kalemba is now friends with Władysław Serafin, czyli nowy minister rolnictwa na Fejsie

Na Facebooku, według najnowszych twitterowych doniesień, najbardziej prawdopodobnego kandydata na ministra rolnictwa można znaleźć kilka ciekawych rzeczy. Obok smakowitych zdjęć topless także informację, że przed wybuchem afery taśmowej został facebookowym znajomym samego Władysława Serafina.








Jest także więcej wakacyjnych zdjęć- m.in. te:




















13:25

Doradca Romneya zamiast Rosja mówi Związek Sowiecki

Od dawna doradcy Mitta Romneya do spraw międzynarodowych krytykowani są za to, że na stosunki międzynarodowe patrzą przez pryzmat Zimnej Wojny i w swoim podejściu zatrzymali się 30 lat temu. Rich Williamson (Foreign Policy Senior Advisor) przejęzyczeniem umocnił tę krytykę. Podczas wczorajszej debaty w Brooking Institute zamiast Rosja powiedział Związek Sowiecki ("Soviet Union"). Błąd natychmiast wyłapali demokraci:




http://youtu.be/I_88fe7nHaM




Wśród doradców Romneya dominują neokonserwatyści i ludzie związani z administracją George\\'a W. Busha.





14:08

Romney spotyka się z Blairem i Milibandem

Dziś Mitt Romney przebywa w Londynie i ma zapełniony kalendarz spotkań. Spotkał się już z byłym brytyjskim premierem, Tonym Blairem, i obecnym liderem labourzystów Edem Milibandem. Zdjęcia ze spotkań na Instargramie powiesił rzecznik prasowy Romneya Rick Gorka.




19:01

Zwrot w prawo to kryzys wizerunkowy dla PO, ale nie dla jej posłów

„Nigdy więcej nie zagłosuję na Platformę“, „PO to taka sama konserwa jak PiS“, dyskusja o ustawach dotyczących związków partnerskich może być zabójcza dla Platformy Obywatelskiej, ale paradoksalnie nie musi zaszkodzić posłom z ramienia konserwatywnego tej partii.



Szum w social mediach skupiający się wokół głosowań związanych z ustawami dotyczącymi związków partnerskich przypomniał nam podobne oburzenie sprzed roku - gdy głosy PO zadecydowały o przesłaniu do dalszych prac do komisji ustawy zakazującej aborcji. Środowiska lewicowe, liberalne i feministyczne zawrzały. Osoby związane z PO tłumaczyły, że przecież ten projekt nie ma szans na uchwalenie, a ‘uwalenie’ w pierwszym czytaniu oznaczałoby brak szacunku dla posłów przygotowujących tę ustawę (nota bene podobnych tłumaczeń teraz nie usłyszeliśmy, posłowie PO nie mieli żadnych obiekcji). 



Sprawdziliśmy - za dalszymi pracami nad ustawą zakazującą aborcji było 69 posłów Platformy, a 10 się wstrzymało. Większość z nich, z wyjątkiem dwóch osób, startowała w wyborach jesienią 2011 roku, 59 osób dostało się do Sejmu bądź Senatu. Uproszczony wniosek? Konserwatywni posłowie w PO mogą liczyć na wyborców. Oczywiście to, czy ktoś wygrał czy przegrał wybory, nie zależy od tego, jak głosował w jednym z setek głosowań. Ale widać, że wyborcom PO konserwatywne przekonania jej posłów nie zawsze przeszkadzają.



Ale możliwe jest też inne wytłumaczenie - Platforma przed wyborami zrobiła piwot w stronę liberalnych wyborców. Ustawiła się na scenie politycznej jako siła liberalna, także światopoglądowo. A wyborcy, którzy nie kupili tego zwrotu, zagłosowali na świeże na scenie politycznej ugrupowanie, które całą swoją wyborczą kampanię ustawiło na hasła związane z liberalizmem światopoglądowym. Różne są próby tłumaczenia sukcesu Ruchu Palikota, jednym z najczęściej wymienianych jest właśnie to, że trafili z hasłami w oczekiwania wyborców rozczarowanych konserwatyzmem partii rządzącej.


Czy tym razem kolejny zwrot PO się uda? Partia wkracza w kryzys wizerunkowy. Fakt, że oficjalnie wybory odbędą się najpóźniej za 3 lata, a więc rządzących czeka jeszcze wiele kryzysów, nie tylko wizerunkowych. Być może piszący dziś na fejsie lub Twitterze, że „już nigdy więcej na PO“ wielokrotnie zmienią zdanie. Problemem PO jest jednak to, że politycy tej partii oficjalnie są bardziej konserwatywni niż jej wyborcy, co na dłuższą metę może przynieść partii tylko kłopoty. PO nie jest w stanie konkurować o głosy konserwatystów głosujących na PiS. Może skorzystać jedynie z rozdrobnienia po lewej stronie sceny politycznej. Problem leży jednak w konserwatywnych posłach PO - oni mogą czuć się pewnie - w końcu mimo poglądów odnaleźli się w PO, i ktoś na nich zagłosował. I zagłosował na tyle skutecznie, że wciąż są na Wiejskiej. 



Donald Tusk pewnie będzie próbował znów wzmocnić ‘lewą nogę’, ale czy konserwatywne szable nie zaczną się buntować? Paradoksalnie liberalni światopoglądowo posłowie PO, jeśli tacy w ogóle istnieją, nie mają gdzie się udać. Mają wrócić do SLD? Dołączyć do Ruchu Palikota?



Demografia jest jednak nieubłagana. Wyborcy PO są młodsi niż wyborcy PiS, a więc także bardziej liberalni. Co więcej - już teraz sondaże pokazują, że wyraźna większość z nich często wyraża zupełnie inne poglądy niż te, które publicznie wyrażają jej posłowie i politycy.



22:10

Chris Christie w 2016?

Lubiany przez konserwatywną bazę i mieszkańców własnego stanu gubernator New Jersey, Chris Christie, nie wykluczył kandydowania na prezydenta w 2016. Oczywiście zapewnił, że wierzy w zwycięstwo Mitta Romneya w listopadzie. Ale taka deklaracja to kolejne potwierdzenie, że Christie nie jest brany pod uwagę przy obsadzaniu stanowiska kandydata na wiceprezydenta. 


23:24

Mitt w Londynie: to się źle zaczęło

Tego dnia Mitt Romney nie zaliczy do udanych. Miał zacząć międzynarodowy blitzkrieg, udowodnić, że polityka międzynarodowa to dla niego pestka. Tymczasem czwartek dla Mitta oznaczał żeglowanie od jednej gafy do drugiej.





Dziś znowu zobaczyliśmy klasycznego Mitta, sztywnego, nieumiejącego złapać kontaktu i nie do końca celowo obrażającego swoich brytyjskich rozmówców. Rzecz jasna, te gafy nie będą mieć znaczenia dla wyborców przy urnach w listopadzie, ale Partia Demokratyczna i sztab Baracka Obamy nie pozwolą Mittowi zapomnieć o jego wpadkach. 



W zasadzie zaczęło się jeszcze przed przylotem. Jedna z brytyjskich gazet zacytowała anonimowego doradcę Romneya mówiącego o tym, że Mitt ma więcej szacunku dla dziedzictwa anglosaskiego niż Obama. Zostało to bardzo źle przyjęte w USA, niektórzy zarzucali, że te słowa mają rasistowski wydźwięk. Team R szybko rozpoczął kontrolowanie szkód - że to nieprawdziwy cytat, a nawet jeśli ktoś to powiedział, to nie reprezentuje punktu widzenia ani kandydata, ani jego sztabu. Pewnie amerykańska prasa i demokraci nadal zajmowaliby się ta nieszczęsną wypowiedzią, gdyby nie fakt, że Mitt postanowił przykryć ją kolejnymi gafami - i to swoimi własnymi.



W środę udzielił wywiadu Brianowi Williamsowi z NBC i na proste pytanie, czy jego zdaniem Londyn wygląda na miasto przygotowane do Olimpiady, pozwolił sobie na powiedzienie tego, co myśli. Że jego zdaniem nie. Prasa brytyjska zawrzała, Anglicy poczuli się urażeni, a premier David Cameron wziął to sobie do serca i równie mało dyplomatycznie odpowiedział, że Romney urządzał Igrzyska Olimpijskie na pustkowiu, w środku niczego, a Londyn jest jednym z najbardziej żywych, dynamicznych i aktywnych miast na świecie.



Burmistrz Londynu, Boris Johnson poszedł jeszcze dalej - podczas uroczystości w Hyde Parku pozwolił sobie na drwiny z Mitta. Klip z telewizji BBC można zobaczyć ---->> pod tym linkiem.