Relacja Live

20.07.2012

01:51

John McCain pojawi się w serialu

Senator  - i były republikański kandydat na prezydenta - John McCain pojawi się w nowym sezonie "Parks and Recreation", popularnego serialu telewizji NBC. Na swoim koncie twitterowym pokazał zdjęcie z grającą główną rolę w "Parks&Rec" Amy Poehler. Cameo Johna McCaina ma sens, bo serial opowiada o urzędniczce jednego z departamentów w ratuszu małego miasteczka, która zawsze marzyła o karierze politycznej (jej idolką jest Hillary Clinton) i właśnie wygrała lokalne wybory samorządowe.

Senator napisał: "Had a great time shooting @parksandrecnbc today w/ Amy Poehler - I think it\\'s an Emmy!"



02:00

Białołęcki areszt chwali się opozycjonistami

Areszt Śledczy Warszawa-Białołęka na swojej stronie internetowej w zakładce z opisem chwali się tym, że jest największym aresztem w Europie, ale także z dumą wylicza nazwiska osób, które tam siedziały. Konkretnie opozycjonistów z czasów stanu wojennego.

Na stronie czytamy: >>W ośrodku dla Internowanych przebywało w latach 1981-82 około 600 działaczy „Solidarności”. Najważniejsi i najbardziej znani z zatrzymanych to: Jacek Kuroń, Adam Michnik, Andrzej Gwiazda, Karol Modzelewski, Janusz Onyszkiewicz, Jan Rulewski, Anatol Lawina, Jan Lityński, Henryk Wujec, Władysław Bartoszewski, Andrzej Drawicz, Piotr Ikonowicz, Jan Dworak, Marek Nowicki i Gabriel Janowski. Bronisław Geremek prowadził w pralni uniwersytet więzienny czyli – jak to określił „lekcje historii przy dźwięku ballad”. Natomiast nieżyjący już opozycjonista Anatol Lawina wspominał, że na Białołęce internowanych nie traktowano źle. Marek Nowicki, nieżyjący już Prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, mówił na spotkaniu internowanych zorganizowanym na Białołęce – „My nie walczyliśmy o zwycięstwo, my walczyliśmy, bo to było naszym obowiązkiem a okres, który spędziłem w tym więzieniu, był dla mnie okresem dużego poczucia godności osobistej”.<<




09:22

Nowe aplikacje na smartfony mają pomóc w identyfikacji twórców spotów wyborczych

W czasie kampanii politycznych w Polsce zwykle nie ma problemu z identyfikacją, kto stoi za nadawanym właśnie w telewizji spotem wyborczym. Ale w USA – ze względu na coraz większe znaczenia tzw. Super-PACs często bardzo trudno o zrozumienie, kto właściwie stoi za emitowanym właśnie spotem. Nowe aplikacje na smartfony mają to zmienić. 




W przypadku spotów wyemitowanych za pieniądze sztabów wyborczych każdy z nich musi zawierać informację pozwalającą ją łatwo zidentyfikować. Dlatego właśnie na każdym spocie Obamy znajduje się „I am Barack Obama and I approve this message”.  To wymóg prawny, który sprawia, że nawet najbardziej ostre i negatywne spoty są łatwo kojarzone z konkretnym politykiem. 




Ale w przypadku spotów emitowanych za pieniądze grup zewnętrznych taka identyfikacja jest dużo trudniejsza. Te spoty zawierają co prawda oznaczenie grupy która je wykupiła, ale te nazwy – np. Restore Our Future. American Bridge 21st Century przeciętnemu odbiorcy, który nie śledzi Twittera i serwisów politycznych nic nie mówią. Trudno stwierdzić, czy jest to grupa związana z Obamą, Romneyem, kto za nią stoi i jakie ma źródła finansowania.  A te spoty mogą zdecydować kto zostanie prezydentem – dzięki decyzji Sądu Najwyższego USA organizacje niezależne mogą przyjmować bez jakichkolwiek limitów. W grę wchodzi setki milionów dolarów przeznaczonych na negatywne spoty, które mogą zdecydować o losie prezydentury.  




I tu do gry wchodzą smartfony. Jak pisze TechPresident, na finalny okres kampanii wyborczej w USA mają być gotowe dwie aplikacje – jedna „Ad Hawk” Sunlight Foundation a druga „SuperPAC App” – projekt studencki dwóch ludzi z MIT. Obie mają działać na tej samej zasadzie – w trakcie wyświetlania spotu wyborczego wystarczy je włączyć, by aplikacja zidentyfikowała nadawcę i wyświetliła na ekranie smartfonu wszystkie zgromadzone w jej bazie danych informacje. Filmik pokazujący jak działa jedna z nich znajduje się tutaj http://www.superpacapp.org/




„Super PAC App” będzie także umożliwiał ocenianie spotów, a także zawierał linki do materiałów o klipie i grupie, która go wyemitowała, jej politycznych powiązaniach, finansowaniu itd.  W ten sposób łatwo będzie sprawdzić, czy informacje wyświetlone w spocie są prawdziwe czy fałszywe. Ma to dotyczyć zarówno spotów SuperPACów, jak i „zwykłych” kampanii politycznych. Na podobnej zasadzie ma działać Ad Hawk. 




Te aplikacje mają jednak jedną podstawową wadę, na którą zwraca uwagę TechPresident. Aby się sprawdzały, ich bazy danych muszą być bardzo szybko aktualizowane. W zabójczym tempie kampanii prezydenckiej nowe spoty pojawiają się bowiem niezwykle często, czasami są to dwa-trzy spoty dziennie. Ale sam pomysł jest niezwykle ciekawy. Wreszcie widzowie – którzy nie orientują się dobrze w pogmatwanym świecie polityki – dostaną do ręki narzędzie, które pozwoli im szybko dowiedzieć się, kto stoi za negatywnymi spotami w czasie kluczowej fazy kampanii prezydenckiej. 


11:15

Romney nieznacznie prowadzi z Obamą w nowym sondażu

Czy po okresie dominacji Obamy Romney odzyskuje momentum w kampanii prezydenckiej w USA? Od kilku dni jego sztab mocno wykorzystuje gafę Obamy, który powiedział w czasie wiecu że ""If you’ve got a business, you didn’t build that, somebody else made it happen" To "that" odnosiło się do infrastruktury (drogi), od której zależny jest sukces każdego przedsięwzięcia, ale interpretowane jest jako brak szacunku dla przedsiębiorców. A na dodatek nowy sondaż (przeprowadzony jeszcze zanim ta gafa stała się tematem w kampanii) przed tą pokazuje, że Obama jest w coraz gorszej sytuacji jeśli chodzi o sprawy ekonomiczne. W badaniu 


11:29

Tak, chyba, że Putin zagra wrakiem:

Proszę Państwa, 10 lipca 2012 skończył się Smoleńsk?

Dokładnie dwa lata temu, 20 lipca 2010 na pierwszym posiedzeniu zebrał się tzw. zespół Antoniego Macierewicza. Wtedy, podczas konferencji prasowej po posiedzeniu zespołu, usłyszeliśmy od niego po raz pierwszy, że katastrofa pod Smoleńskiem była „zbrodnią”. Macierewicz powiedział też, że „rząd polski niewątpliwie ponosi olbrzymią odpowiedzialność" za katastrofę, bowiem "przygotowanie jej podróży i jej przebieg był w rękach rządu polskiego”. Kilka dni później Jarosław Kaczyński tłumaczył, że określenie „zbrodnia” używane jest w tym kontekście w sensie potocznym. I rozpoczęło się polityczne przeciąganie liny o Smoleńsk. Tymczasem, lipcowa „miesięcznica” nie przebiła się już nigdzie, mimo obecności na niej żony profesora Biniendy i całkiem sporego tłumu zgromadzonego na Krakowskim. Ostatnią medialną miesięcznicą był 10 czerwca, ale tylko ze względu na kontrowersje wokół pobytu rosyjskiej reprezentacji piłkarskiej. Teksty o katastrofie pojawiają się regularnie już tylko w GPC, sporadycznie w Urze i Naszym Dzienniku.  Wygląda na to, że temat Smoleńska zniknął z publicznej przestrzeni. Na zawsze? Wszystko znów zależy od Putina. 




Zespół Macierewicza zarejestrowany przez marszałka Sejmu został formalnie 8 lipca 2010, tylko kilka dni po wyborach prezydenckich, do których Jarosław Kaczyński szedł z hasłem zakończenia wojny „polsko-polskiej”. Ale to właśnie wtedy owa publicystycznie nadużywana „wojna” rozpoczęła się na nowo, ustalając ostry podział w debacie publicznej i zmieniając PiS tak, że faktycznie podbawiła go szans na wyborcze zwycięstwo na co najmniej dwa wyborcze cykle (samorząd 2010, parlament 2011). 










Można się zastanawiać czy na pewno to Platforma wygrała „spór o Smoleńsk”. Badania CBOS pokazują, że nie. Bo wciąż zdecydowana większość  (53%) uważa, że rząd coś robił ale i dopuścił się też wielu zaniedbań. 23% mówi, że rząd rząd zaniechał wszelkich  możliwości rzetelnego wyjaśnienia tej katastrofy a tylko 16%, że zrobił wszystko, co możliwe w sprawie zbadania przyczyn katastrofy. 




Ale badania, badaniami, a rzeczywistość swoje, bo PiS przecież nie wybrał kursu umiarkowanego, wytykającego konkretne zaniedbania, a negacje wszystkiego. A kurs "rzeczowo- nękający" miałby spore szanse przynieść polityczny sukces, bo nawet w elektoracie PO tylko jedna trzecia badanych (32%) uważa, że rząd zrobił wszystko, by wyjaśnić przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem, natomiast ponad połowa (59%) jest zdania, że rząd co prawda „wiele zrobił, ale też wiele zaniedbał”. I to dawałoby duże pole manewru politycznego na bardziej rzeczowy i umiarkowany przekaz, na jaki PiS się oczywiście nie zdecydował. 




27 miesięcznica się nie przebiła do mediów. Na filmie youtube na którym zarejestrowany jest przebieg uroczystości i „procesyjnego przemarszu” zanotowano dość krótkie wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, które w zasadzie niczym nie różni się od poprzednich. 






http://youtu.be/MeGotNGpnn






Zdecydowanie wokół sprawy Smoleńska powstała zwarta i niemała publiczność, ale samo znaczenie tematu dla polityki wydaje się kończyć. 




Jedyną sprawą, która może przywrócić społeczne kontrowersje wokół tematu, jest pojawienie się nowych okoliczności, nowych faktów, które mogłyby zbulwersować opinię publiczną, jak np. zniszczenie przez MSZ osobistych rzeczy Tomasza Merty. 




Albo zwrot wraku. Zwrot wraku zdecydowanie przywróciłby tematowi medialną prominencję, a na to się przecież nie zanosi. Rosjanie wiedzą, że po dwóch latach właśnie to spowodowałoby wybuch publicznych emocji- głownie żadanie dokładnego zbadania dowodów. Emocje w Polsce znów sięgnęłyby zenitu.  I tym argumentem Rosjanie mogą zagrać, żeby w wygodnym momencie zdestabilizować politykę w Polsce. Putin ma w rękach, a raczej pod smoleńską, drewnianą wiatą poważny argument dla polityki w Polsce. Jest to też potężny argument dla obozu władzy, bo powrót wraku byłby w stanie na długie tygodnie "przykryć" dokladnie wszystko inne. Pytanie - czy i tym razem na Smoleńskiej polaryzacji i radykalizacji PiS wywołanej tematem wygrałaby Platforma.


12:56

Logo "Solidarności" z tęczową flagą na grafice promującej związki partnerskie

Ta grafika krąży teraz na FB wśród zwolenników związków partnerskich i jest powiązana z internetową akcją poparcia ustawy legalizującej te związki. 


13:28

Moment Piechocińskiego. Czy poseł PSL wykorzysta szansę, jaką dała mu afera taśmowa?

Czy można wyobrazić sobie lepszy przekaz w wyborach niż zapowiedź moralnego oczyszczenia i zerwania z trudną przeszłością? „Zmiana” to hasło, które pomogło już wielu politykom odnieść sukces. Janusz Piechociński ma niewielkie szanse, by jesienią pokonać Waldemara Pawlaka i zostać liderem PSL. Ale afera taśmowa dała mu i tak najlepszą szansę jaką mógł sobie wymarzyć, by spróbować zawalczyć o władze u ludowców, a przynajmniej o lepszą pozycję partii  i większą rozpoznawalnosć. 




Janusz Piechociński nie ukrywa swoich politycznych ambicji i tego, w jaki sposób chce wygrać jesienią. „Ja rywalizuję z Waldemarem Pawlakiem i mówię bardzo wyraźnie: czas na nowe PSL, także nowego prezesa” – powiedział wczoraj. Dodał też, że uczciwi ludowcy muszą wstydzić się za partię. 




Piechociński ma teraz swój moment. Jest rozpoznawany głównie za sprawą swoich eksperckich komentarzy i znajomości zagadnień dotyczących infrastruktury i inwestycji. Jakiekolwiek pytanie do niego o infrastrukturę kończy się z jego strony zwykle długim wywodem o sprawach, o których pytający dziennikarz zwykle nie ma do końca pojęcia. Poseł PSL rozsyła także mailowo – do licznej grupy warszawskich insiderów - swoje opracowania i prezentacje związane z jego ulubionym tematem.  Dzięki temu wszystkiemu zbudował reputację jednego z najbardziej pracowitych parlamentarzystów, osoby, która nie jest zainteresowana przebiciem się za pomocą jakiegoś nonsensownego soundbite’a  za wszelką cenę. 




To powoduje, że w chwili obecnej Piechociński ma idealną sytuację by przeprowadzić skuteczną kampanię. Po ujawnieniu afery taśmowej błyskawicznie wykrystalizował się – także dzięki internetowym memom – obraz polityka PSL jako kogoś kto zajmuje się tylko walką za wszelką cenę o stołki dla siebie, kolegów i rodziny, uwikłanego w pajęczynę układów i układzików, zarabiającego dziesiątki tysięcy złotych rocznie na państwowych synekurach. To wszystko było wiadomo o działaczach PSL już wcześniej, ale afera taśmowa dała obraz – i to dosłownie – jak teraz wygląda PSL. To punkt zwrotny, w którym wizerunek tej partii został jednoznacznie utrwalony i zdefiniowany. I chociaż Piechociński podkreśla, że nie wszyscy z PSL zachowują się nieetycznie, to wizerunek tej partii został bardzo mocno nadwyrężony. 




Piechociński dzieki infrastrukturze nie ma z tym nic wspólnego w oczach opinii publicznej. Systematycznie buduje wizerunek – także w internecie – pogodnego, mało agresywnego polityka skupionego na swojej parlamentarnej robocie. 




Dzięki temu afera taśmowa dała mu szansę, której nie miałby nigdy wcześniej. Wizerunek PSL jest teraz tak zły, że Piechociński może dużo skuteczniej niż tydzień temu argumentować o konieczności „zmiany” i „nowego otwarcia” w partii, którego miałby stać się zwiastunem. Nie ma nic lepszego dla polityka niż argumentacja z pozycji etycznych, w sytuacji gdy to właśnie pod względem etyki jego środowisko jest najbardziej atakowane.. Ale to tylko potencjał. Musi jeszcze do tego przekonać członków partii, co będzie bardzo trudne. I przetrwać wewnętrzną kampanię wyborczą, która na pewno da jego przeciwnikom możliwości na zbudowanie kontrargumentów. Niemniej jednak taśmy dały mu szansę, którą może przynajmniej spróbować wykorzystać. I jego słowa po aferze taśmowej sugerują, że tak właśnie będzie. 


13:36

Jak paywalle zmieniają pracę dziennikarzy?
Tim Burrowes pisze o tym, jak świadomość publikowania za paywallem zminia pracę i styl dziennikarza    

13:37

PILNE:

Marek Sawicki nie odszedł z rządu. Ma jeszcze etaty w dwóch ministerstwach

13:44

Facebook zmienia się w Pinterest?

Czy Facebook będzie bardziej przypominał Pinterest? Serwis Inside Facebook podaje najnowsze informacje o nowej funkcjonalności 


13:47

Jak zamach w Bułgarii utrudnił sytuację Obamie?

Jeffrey Goldberg z The Atlantic analizuje sytuacje po zamachu w Burgas pod kątem sytuacji prezydenta Obamy 


13:59

2012 jak 2004 w kampanii w USA

14:01

Co dalej z Syrią?

The Economist analizuje scenariusze po upadku Assada 


14:06

Taką infografiką PiS podsumowuje sytuacją w spółce Elewarr

Infografika została opublikowana na FB w albumie ze zdjęciami z dzisiejszej konferencji prasowej prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, i pochodzi właśnie z tej konferencji. Prezes PiS mówił w jej trakcie: "Premier Donald Tusk miał wiedzę na temat sytuacji w Agencji Rynku Rolnego i ją tolerował. Po co jest premierem? To samo przez się jest powodem, aby ustąpił" 


14:44

Ann Romney jako Maria Antonina. Taki mem podbija polityczny net w Stanach

Romneyowie są krytykowani za to, że ich bogactwo sprawia, że są "out of touch"- czyli nie rozumieją problemów zwykłych ludzi. To właśnie ma pokazać demot z Ann Romney przedstawioną jako Maria Antonina ("niech jedzą ciastka"). Jednym z ostatnio wyszydzanych komentarzy pani Romney jest "pokazaliśmy wszystko, co musicie wiedzieć" ("We\\'ve given all you people need to know\\') - na pytanie czy sztab kandydata ujawni więcej danych na temat jego zarobków i majątku. 


17:36

Kto na wice - czy Mitt już się zdecydował?

Do konwencji Partii Republikańskiej w Tampie na Florydzie jeszcze ponad miesiąc, a z obozu Mitta Romneya dochodzą sprzeczne informacje na temat kandydata na wiceprezydenta. Ponieważ lipiec nie był do tej pory zbyt pomyślny dla kandydata GOP, wielu spodziewało się, że Romney może ogłosić nazwisko wybranej osoby już dziś.


Bo tak naprawdę, jeśli to nazwisko nie padnie w tym tygodniu, to następne dobre ‘okienko’ otworzy się dopiero po Olimpiadzie w Londynie. W następnym tygodniu Mitt jedzie w ważną podróż zagraniczną, a podczas trwania Igrzysk Olipimijskich wszelkie polityczne newsy nie mają szans przedostać się do mainstreamu - zostaną ‘przykryte’ sportem.


Team R do tej trzy razy wypuścił przeciek na temat wiceprezydenta - zrobił to, by zmienić niekorzystne doniesienia i zainteresowania mediów. Pierwsze zamieszanie dotyczyło Marco Rubio, drugie Condi Rice, trzecie terminu ogłoszenia nazwiska. Jednak, choć lipiec nie jest zbyt pomyślny dla Mitta, jeśli chodzi o dotarcie z przesłaniem, to w sondażach od tygodni panuje równowaga.


Jakiś czas temu pisaliśmy o potencjalnych kandydatkach na wiceprezydenta, jednak dominującym przekonaniem jest to, że wybór kobiety może za bardzo kojarzyć się z kampanią z 2008 roku i Sarą Palin, a tego Mitt za wszelką cenę chce uniknąć.


Dziś Romney jest w New Hempshire wraz z Kelly Ayotte, senator z tego stanu. Czy ogłosi nazwisko? Czy będzie to Ayotte? Wykluczone. W cieniu tragedii w Denver ujawnianie nazwiska kandydata na wiceprezydenta jest  co najmniej bardzo nierozważne i niewłaściwe. No i wczoraj Mitt zyskał momentum, nie musi już szukać czegoś, co odwróci uwagę mediów od Bain czy zeznań podatkowych. Przez cały ostatni tydzień z kampanii Romneya dochodziły sprzeczne informacje - jedni mówili, że decyzja została podjęta, inni, w tym Ann Romney, że jeszcze nie.


Kto jest na krótkiej liście?

Rob Portman, senator z Ohio
Ohio to ważny swing state, a Portman jest tam lubiany. Doskonały w debatach - od lat republikańskie kampanie prezydenckie wykorzystywały go do przygotowywania kandydatów do debat. Portman miał udawać  Hillary Clinton i Joe Liebermana w 2000, Johna Edwardsa w 2004 i Obamę w 2008 roku. Joe Biden to zawodnik wagi ciężkiej, ale Portman może być dla niego mocnym przeciwnikiem. Jest inteligentny i doświadczony, ale uważany za nudnego. I ma mocne związki z administracją George’a W. Busha. Republikanom to nie przeszkadza, ale wyborcy niezależni mogą mieć z tym problem.


Tim Pawlenty, były gubernator Minnesoty
Przez wielu uważany za frontrunnera - wycofał się wcześnie z wyścigu o nominację GOP, więc nie ma na koncie zbyt wielu negatywnych wypowiedzi na temat Romneya, z którym mają się podobno osobiście lubić. To konserwatysta, także światopoglądowo, ale nie ma łatki fanatyka, uważany jest za lojalnego, spokojnego i pewnego. Ale też bardzo nudnego. Nie ma skłonności do gaf, ale nie wywołuje też entuzjazmu.


Marco Rubio, senator z Florydy
Młoda gwiazda Partii Republikańskiej, ale właściwie bez szans na stanowisko wiceprezydenta w 2012. Z Florydy doszły słuchy, że nikt z kampanii Mitta nie zgłosił się po żadne dokumenty do sprawdzenia, a Rubio zanim został senatorem w Kongresie Stanów Zjednoczonych, był lokalnym politykiem. Choć lubiany przez bazę, postrzegany jest jako zbyt młody i niedoświadczony i nie do końca sprawdzony.


Bobby Jindal, gubernator Luizjany 
Konserwatysta, uwielbiany przez twardą partyjną bazę, wniósłby tak poszukiwaną przez GOP różnorodność (pochodzi z rodziny imigrantów). Wykształcony, doświadczony, wciąż jeszcze młody (41 lat), może być uważany za inwestycję w przyszłość partii. Ale w prawyborach poparł Ricka Perry’ego, ma na koncie źle przyjętą odpowiedź na pierwszą State of the Union Obamy i kilka mało rozważnych wypowiedzi.


Chris Christie, gubernator New Jersey 
Lubiany, także przez bazę, doskonale odnalazłby się w roli attack doga. Ale bywa nieobliczalny, co jest źle odbierane przez ludzi Romneya. Podobno też niezbyt się z Mittem prywatnie lubią. Na dodatek jest bardzo ambitny i ma osobowość, która mogłaby przyćmić głównego kandydata. Poza tym ogłoszono, że wygłosi jedną z ważnych przemów podczas konwencji w Tampie, co pośrednio oznacza, że nie będzie kandydatem na wiceprezydenta.


Inne wymieniane nazwiska to: Paul Ryan, kongresmen z Wisconsin, Rand Paul, syn Rona Paula, Bob McDonnell, gubernator Wirginii, John Thune, senator z Dakoty Południowej.