Relacja Live

10.07.2012

07:54

PO ustępuje Palikotowi. Krzyż w Sejmie będzie zdejmowany na noc

08:12

Praca- nowy problem gabinetu Tuska, opozycja uderzy jesienią, PO jak partia instytucjonalno-rewolucyjna, 10 lipca premierami zostali: Hanna Suchocka (1992) i Jarosław Kaczyński (2006)

-- Jedynki: Mniej pracy, a rząd zwleka (RZ) Gabryś przeżył piekło przed śmiercią (Fakt), Czy karta kredytowa to przeżytek Halo! Płaci się! (GW) Tusk kłamał w prokuraturze (GPC), Nierynkowy WIBOR (Nasz Dziennik), Państwo trzyma łupki w garści. Wiercenie do spółki z rządem (DGP), Tusk kłamał w prokuraturze (GPC)


-- “Euro, najazd turystów, stadiony, drogi w budowie i mimo że konsumowaliśmy na potęgę, to był najgorszy czerwiec od sześciu lat. Bez pracy jest 2 mln Polaków, wskaźnik bezrobocia wynosi 12,4 proc. W stosunku do maja spadł zaledwie o 0,2 pkt proc. To bardzo mało jak na początek sezonu mówi prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. W analogicznym okresie ubiegłego roku bezrobocie zmalało 0,5 pkt proc.”- pisze na jedynce Rzepa: “W przedsiębiorców biją też podwyżki rozmaitych opłat, składek i podatków, zwłaszcza lutowe podniesienie o 2 pkt proc. składki rentowej. Rocznie kosztuje ich to ponad 8 mld zł. Rząd nie tylko podnosi podatki dochodowe, co osłabia popyt, ale zamroził też pieniądze na aktywizację bezrobotnych. To wyhamowało wzrost płac. Rz rozpoczyna cykl artykułów pod hasłem Co z tą pracą.”


-- “Nowy problem gabinetu Donalda Tuska nazywa się praca. Tak źle, jak jest obecnie, nie było od sześciu lat. Bezrobocie w czerwcu mimo sterydów w postaci Euro 2012, projektów infrastrukturalnych, najazdu turystów, unijnych dotacji i prac sezonowych pozostaje na poziomie 12,4 proc. Wciąż 2 mln Polaków nie może znaleźć zatrudnienia.”- pisze w komentarzu Rzepy Bartosz Marczuk


-- “Bezrobociem i drożyzną w premiera Tuska”- pisze Piotr Gursztyn w Rz: “Badania socjologiczne zamawiane przez partie pokazują, że elektoraty każdej z nich chcą dzisiaj tego samego: ratunku przed bezrobociem i rosnącymi kosztami utrzymania. O tych samych konkluzjach mówią politycy PiS, RP i SLD. Także PSL, które choć w koalicji, to jednak zauważyło, że opłaca mu się umiarkowany dystans do działań premiera i ministrów z PO. (...) PiS, opierając się na badaniach, z których wynika, że ludzie boją się o dostęp do służby zdrowia, będzie jeszcze głośniej promować swoje hasło likwidacji NFZ i zastąpienia go finansowaniem służby zdrowia bezpośrednio z budżetu państwa. Ma też pakiet propozycji dotyczących walki z bezrobociem, np. wprowadzenia ulg podatkowych dla przedsiębiorców zatrudniających młodych ludzi.(...) Opozycja odpali swoje pomysły jesienią. Wyprzedziło ją PSL, które wciąż zgłasza nowe projekty ustaw. Ludowcy z zachwytem przyjęli jeden z ostatnich sondaży (SMGKRC), gdzie mieli 9 proc. poparcia. Odczytali to jako premię za obronę małych sądów i dobrze oceniony pakiet deregulacyjny Waldemara Pawlaka. (...) Jak mówią współpracownicy premiera, jest on przywiązany do myśli, że reforma zawsze musi oznaczać wyrzeczenia. W tym kontekście jak złośliwa riposta brzmią słowa Pawlaka, że reformowanie nie oznacza odbieranie.”


-- “Kaczyński, Gowin i in vitro” - o sytuacji wokół in vitro piszą w GW Wojciech Szacki i Renata Grochal “Prezes PiS chyłkiem wycofuje się z pomysłu karania więzieniem za in vitro i proponuje okrągły stół w sprawie sztucznego zapłodnienia. Ale tylko dla katolików. Wspiera Jarosława Gowina z PO czy się go boi?” Jak piszą: “Jakie są polityczne cele PiS? Ekstremalny projekt – z karą więzienia – służył m.in. uderzeniu w Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry, miał uniemożliwić obejście PiS z prawej strony. Ale rychło okazało się to zbyt radykalne. – Zmiana stanowiska to owoc wewnętrznej dyskusji, wielu w partii było przeciw karaniu za in vitro – tłumaczy polityk z kierownictwa PiS”


-- Jak mówi cytowany polityk PiS: “Chcemy pomóc Gowinowi. Dostał ostatnio po głowie od Tuska, więc wyciągamy do niego rękę. On i jego frakcja to nasz naturalny koalicjant w przyszłym rządzie”.


-- "Jednak były polityk PiS uważa, że partia Kaczyńskiego coraz bardziej boi się Gowina, który zbiera świetne recenzje wśród prawicowych publicystów. Prezes PiS obawia się, że jeśli będzie zbyt radykalny, straci zwolenników na rzecz ministra sprawiedliwości. (...)" Cytowany Jacek Żalek z PO mówi: “Rozmawiać z PiS pewnie trzeba. Natomiast kluczowa będzie decyzja PO. Dyskusja w klubie przed nami i mam nadzieję, że w Sejmie zgłosimy projekt Jarosława Gowina”


-- “Donald Tusk nie klęka ani przed księdzem, ani prawicą. Ale gdy swe żądania zaczyna stawiać postępowy salon, robi się miękki jak wosk”- pisze w Rzepie Piotr Semka: “Po siedmiu latach sprawowania przez PO władzy w Polsce zaczyna powoli tworzyć się model demokracji bezalternatywnej, w którym im dłużej partia rządzi, tym mniej jest szans, by nastąpiła jakaś zmiana. To model, jaki istniał w Meksyku, gdzie przez długie dekady rządziła  - mimo formalnej demokracji  - Parta Instytucjonalno-Rewolucyjna (PRI). Aparat władzy Tuska też jest na razie tak sprawny, że pozwala mu myśleć o sprawowaniu władzy przez ponad dekadę.”


-- Dalej Semka: “Tusk powtórzył manewr francuskich socjalistów z lat 80., którzy pomogli wyrosnąć Frontowi Narodowemu Jean-Marie Le Pena, aby osłabić gaullistowską prawicę. Socjaliści mogli do woli tworzyć koalicję z komunistami, a na szczeblu lokalnym nawet z trockistami, ale gdy gaulliści myśleli choćby o lokalnym sojuszu z Frontem Narodowym, intelektualiści zaczynali bić na alarm, że "nadchodzi faszyzm!".”


-- Konkluzja Semki: “Każdy kolejny krok Tuska można przecież wytłumaczyć tym, że gdyby PiS wróciło do władzy, to byłoby jeszcze gorzej. Jakże łatwo demokracja daje się zamienić w dekorację. A końca tego procesu jak dotąd nie widać.”


-- “Jak cudnie dokopać Wojewódzkiemu i Figurskiemu” - pisze w GW Katarzyna Kolenda-Zaleska. “Ten zmasowany atak na Wojewódzkiego i Figurskiego zaskoczył tym bardziej, że widać było skwapliwość i radość, z jaką to czyniono. Jaka dzika satysfakcja! W końcu można im dokopać, nie są bezkarni, sami się podłożyli. O, jak cudnie. A jak zacierano ręce, gdy stacja pozbawiła ich programu. Zaskoczyła skala tego zjawiska – od prawicowych portali przez lewicujący „Przekrój” po młodzieżowe portale. Jakby tylko czekano na okazję, aby dokopać temu znienawidzonemu Wojewódzkiemu, irytującemu nonszalancją. To była nagonka w imię szczytnych haseł podszyta zupełnie nieszczytnymi uczuciami zawiści. Lud domagał się kary, bo nic tak ludu nie cieszy jak upadek idola. (...) Trudno szukać elegancji i wzajemnego szacunku w debacie publicznej. Coraz częściej wolno więcej, więc nawet nie dziwi, że Wojewódzki i Figurski poszli po bandzie. Klimat sprzyja skrajnościom. Nie wolno zaszczuwać ludzi tylko dlatego, że na minutę wybili nas z klimatu uładzonej poprawności. Wolę to niż gładkie, a nic nieznaczące słowa, które odchodzą w zapomnienie minutę po ich wygłoszeniu. “


-- “Konwencja zwalcza przemoc, a biskupi konwencję” - pisze w GW Katarzyna  Wiśniewska. “Biskupi znaleźli nowe niebezpieczeństwo - konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Prezydium Episkopatu "z niepokojem przyjęło" zapowiedź premiera, że rząd podpisze ją najpóźniej za trzy tygodnie. W "Polityce" Donald Tusk stwierdził też, że "tysiąc razy ważniejsza jest walka z przemocą w rodzinie" niż przesadzone obawy prawicowych polityków "także w jego partii". To prztyczek dla ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, któremu nie podoba się zawarta w konwencji definicja płci - gender, czyli związana z rolami społecznymi przypisywanymi kobietom i mężczyznom, a nie z biologią.  (...) Gowina wsparli hierarchowie. Ich zdaniem "promowanie niestereotypowych ról płci", do czego zachęca konwencja, to promocja "homoseksualizmu i transseksualizmu".


-- “Artur Dębski z Ruchu Palikota ma dostęp do tajemnic państwowych, mimo że może stracić immunitet”- informuje Rzeczpospolita: “Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przyznała posłowi Ruchu Palikota poświadczenie bezpieczeństwa, zwane certyfikatem, dzięki czemu ma on wgląd w informacje ściśle tajne i kontroluje służby specjalne. Artur Dębski zasiada w Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Tymczasem, jak ustaliła Rz, polityk jest oskarżony o przestępstwo gospodarcze. (...) Jak ustaliła Rz, w lutym ubiegłego roku funkcjonariusze policji z podwarszawskiego Pruszkowa wkroczyli do firmy Portfex z Raszyna, której Dębski był wówczas razem z Norbertem W. współwłaścicielem. Funkcjonariusze zabezpieczyli znajdujący się w niej towar: torebki, portfele i etui do telefonów z logo renomowanych firm Louis Vuitton oraz Burberry. (...)


-- “Środowisko Radia Maryja chce 15 września wyprowadzić na ulice Warszawy nawet 100 tys. ludzi”- pisze Jarosław Stróżyk w Rz.


-- “Warszawa europejską stolicą korków. Awans!”- pisze DGP: “W godzinach szczytu do celu jedziemy o 89 proc. dłużej, niż powinniśmy. Żadne z 31 europejskich miast przebadanych przez firmę TomTom, specjalizującą się w systemach nawigacyjnych, nie prezentuje się pod tym względem gorzej. Paryżanie, londyńczycy, rzymianie, berlińczycy – wszyscy mogą zazdrościć nam cierpliwości. Średni czas podróży w godzinach porannego szczytu jest w stolicy Polski o 89 proc. dłuższy niż w warunkach, gdy ruch jest całkiem płynny (np. w nocy). Innymi słowy, zamiast pół godziny, do pracy dojeżdżamy prawie 57 minut. Na szczęście powrót do domu trwa nieco krócej. „Tylko” 56 minut (+ 86 proc.). Trudno podawać te dane w wątpliwość – TomTom opracował wyliczenia na podstawie pięciu bilionów pomiarów pochodzących z urządzeń GPS.”


-- “Ludowcy są bliscy zdobycia 100 tys. podpisów pod projektem powstrzymującym reorganizację sądów rejonowych, jednej ze sztandarowych reform ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina” – dowiedział się DGP. “Rzecznik partii Krzysztof Kosiński oficjalnie liczb nie podaje, przyznaje jednak, że tempo zbierania podpisów zaskoczyło samych przedstawicieli PSL. – Planujemy zebrać pół miliona podpisów. Pod koniec lipca ustawa znajdzie się w Sejmie – zapewnia Kosiński. Oprócz tego w najbliższą niedzielę o godz. 12 przed każdym z sądów objętych reorganizacją pojawią się grupy samorządowców, przedstawicieli PSL i różnego rodzaju stowarzyszeń przeciwnych reformie ministra Gowina. Będą oni zbierać kolejne głosy poparcia.”- informuje Dziennik.


-- O podatku katastralnym w GPC: “Wszystkie instytucje rządowe zaprzeczają, by zamierzały wprowadzić przymusową opłatę od wartości nieruchomości. Jednak w rzeczywistości prace nad nowym podatkiem trwają. (...) Czytając projekt Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, wprowadzenie zmian w podatkach od nieruchomości wydaje się przesądzone. (...) rząd w sprawie nowe- go podatku zostawi otwartą furtkę samorządom. Większość gmin jest zadłużona. Przymusowa opłata od wartości nieruchomości byłaby dla nich łatwym sposobem pozyskania środków na spłatę zadłużenia.”


-- “Skoro Ministerstwo Sprawiedliwości nie potrafi własnymi siłami przygotować deregulacji, to może jest niepotrzebne?”- pisze w Dzienniku prof. Jerzy Stępień: “Wszystko wskazuje na to, że minister sprawiedliwości, chcąc dać przekonujący przykład deregulacji na własnym gruncie, postanowił zacząć... od własnego ministerstwa. To nie może się nie podobać z pozycji deregulacyjnych. Skoro bowiem okazało się, że własnymi siłami tegoż ministerstwa nie da się przeprowadzić tak sztandarowej akcji legislacyjnej, jaką jest deregulacja trzystu kilkudziesięciu zawodów, w tym zawodów prawniczych, i że trzeba w tym celu zatrudniać specjalnych doradców z zewnątrz, opłacanych nadto w specjalnym trybie – to oznacza, że właściwie ministerstwo jako takie nie jest potrzebne.”


-- Dalej Stępień: “Gdyby przed Ministerstwem Sprawiedliwości postawiono nagle zadanie dokończenia budowy autostrad i dróg ekspresowych, konieczność zatrudnienia specjalistów z zewnątrz byłaby ze wszech miar zrozumiała. Ostatecznie specjaliści od legislacji nie muszą równie dobrze znać się na budowie dróg. Ale jeśli już okazało się, że specjaliści od pisania ustaw i rozporządzeń nie są w stanie napisać ustawy, która uchylałaby bądź modyfikowała inne, to jest oczywiste, że nie nadają się do niczego. No, bo jeśli urzędnicy od legislacji i generalnie specjaliści od prawa nie nadają się do legislacji, to jest jasne, że tym bardziej nie nadają się do czegokolwiek innego. “


-- “Na grzyby nie pójdziesz” Jak pisze “Fakt”: “Chodzisz do lasu na grzyby i jagody? Spacerujesz leśnymi ścieżkami wdychając świeże powietrze? Może to już ostatnie takie chwile! Rząd szykuje się do sprzedaży lasów państwowych! A przecież, jeśli knieje będą prywatne, właściciel ogrodzi teren i będzie ludzi szczuł ochroniarzami. A za zbieranie grzybów karze sobie słono płacić!


-- “Nierynkowy WIBOR” - pisze “Nasz Dziennik” na jedynce. “Koszt pozyskania pieniądza na rynku międzybankowym - WIBOR - nie ma nic wspólnego z wyceną rynkową, bo po upadku Lehman Brothers rynek międzybankowy praktycznie przestał funkcjonować. O tym wskaźniku finansowym rozstrzyga dziś z sufitu 16 ludzi z 16 największych banków w Polsce. (...) Niestety, wszystko wskazuje na to, że wskaźnik WIBOR stał się czystym wymysłem pozbawionym realnych fundamentów. Środowisku bankowców znany jest casus, jak to jeden z banków chciał po ustalonej stawce WIBOR pożyczyć w innym banku pieniądze. - Nie możemy pożyczyć, bo nie mamy limitu - padła odpowiedź. - Jeśli banki kwotują, ale nie przyznają sobie nawzajem limitów na realizację tych kwotowań, to tak, jakby kantor wystawił cenę 2 zł za dolara, a kiedy klient chce kupić - słyszy, że nie ma dla niego limitu sprzedaży - tłumaczy dr Cezary Mech, finansista, były wiceminister finansów. Czy może być lepszy dowód na fikcyjność WIBOR?”


-- “Polacy jadę na wakacje. Ministrze Nowak! Wyjazd na urlop to gehenna!” - pisze “Fakt”. “Emocje po Euro jednak opadły i wyszła proza życia. Katastrofalna. Żeby pojechać z Warszawy na Hel, zaledwie 450 kilometrów, wciąż trzeba spędzić za kierownicą około 8 godzin”.


-- “Tusk kłamał w prokuraturze” - pisze na jedynce GPC. “Premier polskiego rządu powiedział śledczym m.in., że o wizycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu dowiedział się z mediów. Tymczasem z porównania zeznań Donalda Tuska oraz jego najbliższych współpracowników, do których dotarła „Codzienna”, jednoznacznie wynika, że premier zeznał nieprawdę. Zeznając w prokuraturze prowadzącej śledztwo w sprawie odpowiedzialności za katastrofę smoleńską, premier powiedział, że o wizycie prezydenta w Katyniu dowiedział się z mediów, po tym jak 3 lutego 2010 r. Putin zaprosił Tuska do wspólnego uczczenia ofiar Zbrodni Katyńskiej. Szef KPRM Tomasz Arabski twierdził, że jeszcze 4 lutego „nie miał wiedzy o tym, jaką decyzję co do udziału w uroczystościach katyńskich podjął prezydent RP”. Przeczą temu zeznania pracowników jego kancelarii, Kancelarii Prezydenta oraz urzędników kilku ministerstw, które zgromadziła prokuratura prowadząca cywilny wątek nieprawidłowości ws. organizacji wizyty prezydenta i premiera w Katyniu w 2010 r.”


-- 10 lipca:


1941 – Doszło do pogromu w Jedwabnem, podczas którego spalono żywcem żydowskich mieszkańców miasta i okolic.


1991 – Borys Jelcyn rozpoczął urzędowanie jako pierwszy prezydent Rosji.


1992 – Hanna Suchocka została pierwszą kobietą-premierem RP.


1997- Powódź tysiąclecia: Odra zalała lewobrzeżną część Opola.


1997- Prezydent USA Bill Clinton rozpoczął dwudniową wizytę w Polsce.


2006 – Jarosław Kaczyński został premierem.


2011 - Ukazało się ostatnie wydanie brytyjskiego tabloidu News of the World. Gazeta przestała istnieć po 168 latach, wskutek wybuchłej w 2006 roku afery podsłuchowej.


-- Urodziny: Zdzisław Krasnodębski (polski pilot, założyciel i pierwszy dowódca Dywizjonu 303, zm. 1980), Lucjan Karasiewicz (b. poseł PiS i PJN)


==============================================


08:27

Monika Olejnik o Kuźniarze "kapłan poranka, któremu się synapsy zagotowały"

To wpis, jaki wczoraj w nocy umieściła na swoim FB Monika Olejnik. 


09:08

20 lat temu pierwsza kobieta została polskim premierem. Feministki o tym milczą

10 lipca 1992 Sejm powołał Hannę Suchocką na stanowisko premiera. Było to dokładnie 20 lat temu. I mimo, że Washington Post umieścił ją niedawno, obok Goldy Meir i Margaret Thatcher na liście 20 kobiet świata, które likwidowały bariery ("women who broke barriers") to w Polsce prawdopodobnie o tej rocznicy napisze tylko 300polityka. Nie będzie to też święto feministek walczących o parytety, bo Hanna Suchocka nie spełnia ich wymagań. Jest katoliczką, która od zawsze sprzeciwiała się aborcji i podpisała Konkordat. Idąc tą drogą feministki w Polsce same skazują się na rolę politycznego agregatora osobliwości, którego postulaty pozostaną dla większości opinii publicznej- obce.





Hanna Suchocka, doktor prawa, władająca sześcioma językami, elokwentna, pracowita i błyskotliwa. Jako szef rządu, we współpracy z ówczesnym ministrem finansów- Jerzym Osiatyńskim, przeprowadziła najtrudniejszą operację systemową 20-lecia- wprowadziła podatek VAT. Patronowała Paktowi o przedsiębiorstwie Jacka Kuronia, którego celem było zwiększenie udziału pracowników w transformacji przemysłowych molochów. Przyspieszyła prywatyzację. Teoretycznie, powinna być "poster child" projektu- "kobiety mogą rządzić lepiej niż mężczyźni". Ale tak się nie stało. 


Bo prawdopodobnie nie chodzi o to, żeby kobiety współrządziły proporcjonalnie do ich udziału w społeczeństwie, ale żeby rządziły "właściwe kobiety". Suchocka od zawsze, jako posłanka, głosowała za najbardziej radykalnymi projektami ustaw antyaborcyjnych, zresztą jako nieliczna ze swojego klubu Unii Demokratycznej. Jej pomyłka przy jednym z głosowań, którą skomentowała "szatan pomylił mi  przyciski" została wówczas wyśmiana, jak dziś wyszydzana i szufladkowana jest większość wypowiedzi (mniej, lub bardziej zręcznych) Jarosława Kaczyńskiego. To rząd Suchockiej unormował relacje z Kościołem, podpisując z watykańską administracją polskiego papieża Konkordat. Tygodnik "NIE" pisał o niej nie inaczej jak "parafianka Suchocka". I narrację Urbana przejęły poslkie feministki, które udają, że polska nie miała kobiety premiera. 








Ale feministki w Polsce mają jeszcze inny problem. Nie utożsamiają się z żadną "polityczką". Nie budują legendy kobiet, które potrafią poruszać się w polityce. Dla nich "nierasowa" jest nawet liberalna Ewa Kopacz, której druga, konstytucyjna pozycja w państwie także jakby nie istniała. Nawet zmarła w katastrofie smoleńskiej wicepremier Izabela Jaruga- Nowacka nie stała się ikoną politycznego feminizmu, do której można się odwoływać. 




Taki stan rzeczy powoduje, że trudno polskim feministkom uwierzyć, że faktycznie w ich postulatach o coś chodzi, że mogą być dumne także z wykształconej kobiety, która nie wypełnia ich ideologicznej metryczki. 


Ale także ani Kopacz, ani nieżyjąca Jaruga Nowacka nie stały się jakimkolwiek punktem odniesienia dla politycznego feminizmu. Nie stało się tak także w odniesieniu do pierwszych "wicemarszałkiń" w wolnej Polsce- Olgi Krzyżanowskiej i Zofii Kuratowskiej, o których udziale w polityce po 1989 roku pamiętają tylko smakosze polityki. Znikła całkowicie także Barbara Labuda, kiedyś absolutna liderka grupy postępowej. 


Trudno w takim wypadku nie odnieść wrażenia, że polskim feministkom chodzi jedynie o awans ich kręgu towarzyskiego. I o lansowanie tak egzotycznych poglądów jak ten, że w Euro 2012 chodziło o "walkę plemników". Idąc tą drogą, a nie środkiem feministki nigdy nie zdobędą odpowiedniej masy krytycznej, by forsować swoje postulaty, bo same ze swojego środowiska robią getto dla skrajnych poglądów i dziwactw. 






09:47

w wersji PZPN:

Nadchodzi Lato" czyli "Gra o Tron

Autorem tej grafiki - która stanowi obecnie jeden z popularniejszych w sieci komentarzy dotyczących PZPN - jest  Grzegorz Sikora (blog 
http://www.piktografiki.com/


10:33

Wśród wyborców 15+, ktorzy zagłosują w wyborach 2015, PiS ma prawie dwukrotną przewagę nad PO

"Najwięcej zwolenników ma wśród niepełnoletniej młodzieży PiS. Z partią Jarosława Kaczyńskiego sympatyzuje nieco ponad jedna piąta młodych ludzi chcących uczestniczyćw wyborach (22%). Niewiele mniej licznie są reprezentowani przyszli wyborcy Ruchu Palikota (18%). Deklaracje sympatii dla tej partii wśród osób, które w ciągu najbliższych trzech-czterech lat będą mogły głosować, są prawie trzykrotnie częstsze niż  wśród ogółu uprawnionych do głosowania.


Bardzo słabe notowania ma wśród młodych ludzi, wciąż prowadząca w rankingach dorosłych, partia rządząca – PO. Chęć głosowania na ugrupowanie  Donalda Tuska deklaruje zaledwie co ósmy młody człowiek (12%), podczas gdy spośród  pełnoprawnych wyborców za ugrupowaniem tym opowiada się ponad dwukrotnie więcej osób.

 

Partią ludzi młodych jest też kolejna inicjatywa polityczna Janusza Kowin-Mikkego. Prawie co dziesiąty zaangażowany politycznie młody człowiek deklaruje się jako zwolennik Nowej Prawicy (9%). Wśród dorosłych wyborców – odsetek ten niezmiennie oscyluje w granicach 1–2%. Pozostałe partie mają wśród przyszłych wyborców już całkiem znikome poparcie. Tylko 3% spośród nich głosowałoby na SLD. Dwóch na stu poparłoby PSL i tyle samo – najmłodszą na scenie politycznej „Solidarną Polskę”."- czytamy w komunikacie CBOS.


Badanie przeprowadzono w dniach 5–29 kwietnia 2012 roku na liczącej 4038 osób reprezentatywnej próbie losowej osób od 15. roku życia. Analizą objętych zostało 245 osób w wieku między 15 a 18 rokiem życia, czyli w okresie realizacji badania, mających ukończone 15 – 17 lat. Używane w opracowaniu określenia wieku odnoszą się do lat ukończonych


11:45

Internetowa Liga Obrony, czyli slacktywizm w walce o wolność w Sieci

Mobilizacja cyberaktywistów i „zwykłych” użytkowników Internetu, która przyczyniła się do zablokowania prac nad SOPA/PIPA w USA i nad ACTA w Europie pokazała siłę internetowych ruchów oddolnych. Dzięki tej mobilizacji powstało także wiele pomysłów, które mają pomóc w walce z kolejnymi zagrożeniami dla wolności internetu. Jednym z najbardziej oryginalnych jest Internetowa Liga Obrony.

 

Jak mówi w wywiadzie dla serwisu Owni Douglas Schatz, jeden z aktywistów zaangażowanych w stworzenie Ligi, walką z antypirackimi ustawami SOPA/PIPA udowodniła, że milionom ludzi zależy na tym, by wolność internetu pozostała niezagrożona. Ale – jak zaznacza  Schatz – brakuje trwałych mechanizmów wokół których taki ruch mógłby się organizować w przyszłości. I dlatego powstała Liga, projekt który  narodził się dzięki zaangażowaniu grupy ludzi powiązanych z organizacją Fight For The Future, która koordynowała część styczniowych protestów.


Mimo górnolotnej nazwy, Liga Obrony Internetu zbudowana jest wokół prostego pomysłu. Jej uczestnicy – właściciele serwisów, jak i ludzie którzy mają „zwykłe” konta na Twitterze, Facebooku, tumblr itd. – rejestrują się na stronie Ligi, po czym dostają specjalny, przykładowy kod do wklejenia na stronę. Gdy tylko pojawi się zagrożenie dla wolności internetu, wymagające mobilizacji, tak jak to się stało w przypadku SOPA/PIPA -  Liga wyśle kolejną wersję kodu, np. z apelem o wysyłanie maili czy kontaktowanie się z odpowiednimi politykami. W ten sposób tworzy się jeden „system awaryjnego informowania” albo „bat sygnał” który będzie stanowić na dziesiątkach tysięcy serwisów wezwanie do działania. Symbolem działalności Ligi jest grafika przestawiająca „bat sygnał” (to z uniwersum Batmana), tylko zamiast nietoperza widać tam małego kotka. Jak tłumaczy Schatz, kot to symbol internetowej działalności – oglądania filmików, przeglądania i tworzenia memów – które mogą być zagrożone przez kolejne propozycje ustaw. Ludzie „staną” do walki tylko w obronie takich właśnie codziennych, internetowych rzeczy – mówi Schwartz.


W działalność Ligi zaangażowały się m.in. serwisy takie jak Reddit czy Wordpress a także organizacje takie jak EFF (Electronic Frontier Foundation). Podstawowy zarzut, kierowany pod adresem takich inicjatw jak Liga jest cały czas taki sam: polegają one na slacktywizmie czyli na zaangażowaniu obywatelskim polegającym tylko na „klikaniu”. Ale jak broni się Schatz to właśnie slacktywizm pokazał swoją siłę w czasie protestu przeciwko SOPA/PIPA. Jak mówi, to właśnie wtedy dzięki tak ogromnej moblizacji na skalę globalną, głos oddolny – sprzeciw wobec nowym antypirackim pomysłom – został usłyszany. Taka obrona „slacktywizmu” ma więc czysto utylitarny charakter. Skoro coś działa, to nawet użycie pejoratywnego określenia nic nie zmieni.


Szkoda tylko, że Schatz nie zauważa jednego istotnego czynnika, który częściowo zdecydował o sukcesie walki z SOPA/PIPA. Było to zaangażowanie lobbingowe prawie całej amerykańskiej branży technologicznej i internetowej. Bez tego, zatrzymanie procesu legislacyjnego w Waszyngtonie byłoby dużo trudniejsze. Oczywiście gigantyczny protest w sieci i powstanie bardzo szerokiej koalicji cyberaktywistów, korporacji, NOGsów było niezbędnym czynnikiem, który przyczynił się do tamtego sukcesu. Ale wszystkie te podmioty uzupełniały się wzajemnie. To jasne, ż bez zaangażowania milionów ludzi, które uświadomiło branży technologicznej sens walki w Waszyngtonie, cała tamta akcja by nie wypaliła. Ale element czysto lobbingowy nie może być pomijany.


Liga to kolejny mechanizm, który pojawia się w tworzącej się infrastrukturze globalnego cyberaktywizmu. Biorąc pod uwagę, jakie już teraz Liga ma wsparcie (Reddit itd) to może być bardzo skuteczny pod względem rozprzestrzeniani informacji o kolejnych zagrożeniach dla wolności w sieci. Ale idealizowanie chwili własnego i największego jak do tej pory sukcesu może tylko zaszkodzić cyberaktywistom i sprawie o którą walczą. 


12:47

Bycie lemingiem zobowiązuje


Szydzić każdy może. Trzeba jeszcze tylko wiedzieć z kogo. W prawicowym świecie żarty z moherów są traktowane jako objaw braku inteligencji i kultury. Jednak już naśmiewanie się z lemingów to dowód oczytania i dobrego smaku. Redakcja “Uważam, rze” podzieliła młodych według kawy, jaką piją i telefonów, których używają. Dotąd uważano, że bycie lemingiem, to rodzaj intelektualnego i mentalnego konformizmu. Robert Mazurek skupia się jednak na ich zwyczajach i atrybutach.


Prawicowi publicyści namalowali sobie leminga, z którego mogą teraz kpić. To, że w takiej postaci nie istnieje on w rzeczywistości, nie ma tu oczywiście żadnego znaczenia. Właściwie to tym gorzej dla niego. Lista pretensji jest długa. Lemingi są żałosne, bo spłacają kredyty, jedzą lunche, a ich telefony służą nie tylko do dzwonienia. Najgorsi są jednak ci, którzy pochodzą z mniejszych miejsc, a robią karierę w Warszawie. Pewnie lepiej byłoby gdyby zostali w swoich miasteczkach i wsiach. Tam mogliby czytać na głos swoim dziadkom kolejne numery “Uważam, rze”. Niestety wredne lemingi mają ambicje i chcą je realizować. Dlatego ciężko pracują w korporacjach i cieszą się, gdy mogą korzystać z prywatnej służby zdrowia czy zniżek na basen. Żałosne prawda?

Prawicowi publicyści  wiedzą  z czego można szydzić. I może rzeczywiście nie mieści im się w głowie, że można mieć wśród znajomych geja. W dzisiejszych czasach nie jest to powód ani do żartów, ani do dumy. W niektórych miejscach czas się jednak zatrzymał. Choć statystycznie każdy, kto ma jakikolwiek kontakt  z rzeczywistością poznał w swoim życiu kilka osób o homoseksualnej orientacji i miał szanse kogoś polubić. No chyba, że całe dnie spędza w gronie wszechpolaków. 
A lemingi są w swej otwartości na świat bezczelne. Potrafią nawet wyjeżdżać w długi weekend za miasto. Oczywiście dla “Uważam, rze” najlepiej kolegować się tylko z kibicami lokalnej drużyny piłkarskiej, a wolne dni spędzać piwnicy. Inaczej można przecież zrobić z siebie kretyna. Jeszcze większego, jeśli po wolnym weekendzie, od rodziców wraca się z jedzeniem w torbie.

Bo lemingi wszystko robią źle. Gdy oszczędzają na obiadach, są wieśniakami, ale gdy idą po drogą kawę robią z siebie jeszcze większych idiotów. Nasuwa się więc pytanie dlaczego? Czemu, gdy to samo robi młoda hipsterska prawica jest to już cool?


Na czym polega problem lemingów i dlaczego ich poglądy są zawsze głupie?  Otóż dlatego, że są inne niż te redaktorów z “Uważam, rze”. Kto by zresztą chciał gadać z kimś, kto jeździ na Open’era. Dla “Uważam rze” festiwal organizowany jest po to, by jego uczestnicy dostali  “zaświadczenie”. 
Szkoda, że nikt w redakcji nie wpadł na to, że można tam też pojechać na koncerty najlepszych zespołów na świecie. W tym roku w Gdyni grała nawet Brygada Kryzys z Robertem Brylewskim największym symbolem polskiej niezależnej muzyki. Dla punkowego weterana festiwal był ok. Jednak dla “niepokornych autorów” jest on zbyt mainstreamowy i konformistyczny. Może problem polega właśnie na tym, że w młodości nie słuchali Brylewskiego.

Znam wielu ludzi, których Robert Mazurek określa mianem lemingów. Nie czytają Paulo Coelho, a ich ikoną nie jest Kasia Tusk. Na politykę patrzą inaczej niż ich starsi koledzy. Jeśli śmieją się z PiSu, to dobrze wiedzą dlaczego. Po prostu Kaczyński mówi o rzeczach, które są im obce. Bo jak można zrozumieć pomysł karania za in vitro, jeśli ma się wśród znajomych ludzi, którzy tą metodą starają się o dziecko.

Lemingi może rzeczywiście nie znają się na polityce. Mniej interesują ich światopoglądowe wojny, a bardziej realne problemy. Może i nie wiedzą, kto w rządzie jest wicepremierem ale doskonale wiedzą dlaczego wzrosła rata ich kredytu.  To dla prawicy najtrudniejszy przeciwnik. Bo ci, którzy wchodzą z redaktorami “Uważam, rze” w dyskusje ideologiczne rzeczywiście nie mają żadnych szans. Lemignów nie interesują jednak idee a fakty. Cóż w takim razie może zrobić prawica? wyśmiewać i śmiać się w niebogłosy, najlepiej do łez.

Piotr Witwicki
Tekst nawiązuje do artykułu w Uważam Rze, autorstwa Roberta Mazurka, przy którym współpracował z Łukaszem Mężykiem i Dariuszem Wieromejczykiem. 

13:24

PILNA:

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski przybierze imię Innocentego I

13:57

Koniec gotówki

Analiza serwisu CNN Money pokazująca, jak powoli gotówka staje się rzadkością, a zaczynają dominować rozliczenia, które oferują serwisy takie jak Square 


14:08

iPad staje się wieczorną gazetą

Romensko pisze o tym, jak magazyny i aplikacje informacyjne na  iPada stały się wieczorną lekturą dla dużej grupy użytkownikó. 
  


14:10

Dlaczego monopol Google jest już nieistotny
Susan P. Crawford opisuje na serwisie Bloomberga dlaczego pytanie o monopol Google na rynku wyszukiwarek jest już mało istotne - w XXI wieku prawdziwa walka toczy się o rynek mobilny  

14:20

Czy sankcje są skuteczne wobec Iranu?
Michael Singh  na łamach Washington Post analizuje, czy sankcje wobec Iranu stosowane przez Zachód są skuteczne 

14:31

Na czym polega plan podatkowy Obamy?

18:24

Romney ma identyczne poparcie jak Obama w najnowszym sondażu ABC/Washington Post

Najnowszy sondaż ABC/Washington Post pokazuje najlepiej jak wyrównana jest ta kampania: zarówno Romney jak i Obama osiągają w nim po 47% poparcia. Taktyczna przewaga, którą miał Obama w ciągu ostatnich tygodni nie przełożyła się na poprawę jego wyników w tym sondażu. Ale wynika z niego, że ataki, które prowadzi sztab Obamy przy użyciu Bain Capital mają przełożenie w ośmiu kluczowych (wybranych do tego sondażu przez WaPo) stanach. W odpowiedzi na pytanie, czy biznesowa kariera Romneya - polegająca na kupowaniu i inwestowaniu w firmy - może być powodem by go popierać, tylko 16% ankietowanych w tej grupie odpowiedziało twierdząco. Aż 32% twierdzi, że jest to powód by nie głosować na kandydata GOP. Dla porównania: ogólnie, 23% ankietowanych w tym sondażu odpowiedziało, że kariera Romneya dla nich może być dla nich pozytywnym czynnikiem, 24% miało przeciwne zdanie. Pełne wyniki sondażu dostępne są tutaj.