Relacja Live

07.07.2012

09:20

Rzeczpospolita broni Gowina, Gazeta Wyborcza o bankowych lobbystach, którzy zaatakowali w Senacie, Komorowski jak Wałęsa


Jedynki: Jak nas kiwają Lato i jego drużyna- sześć powodów dla których PZPN nie trzeźwieje, a polską piłkę męczy kac (GW), Polskie ofiary Facebooka :( (RZ)Prostytutka zabiła synka?! Znów koszmarna śmierć dziecka (Fakt), Wichury i burze – państwo nieprzygotowane (GPC)
 
-- Na jedynce Gazety komentarz Elżbiety Cichockiej: „Im więcej niejasności w regulacji rynku leków, tym większe pole do popisu dla rekinów biznesu. Dlatego wszelkie przepływy pieniędzy pomiędzy przemysłem farmaceutycznym a ekspertami medycznymi powinny być jawne.” - pisze Elżbieta Cichocka na jedynce Gazety.
 
-- „Kupowanie lekarza” - to tytuł rozmowy Elżbiety Cichockiej z dr Pauliną Polak z UJ: „Branża farmanceutyczna dysponuje nieprawdopodobną ilością pieniędzy, a jej korupcyjne działania toczą się zgodnie z prawem, trudno jest cokolwiek komukolwiek udowodnić”.
 
-- „Nie dam spokoju Arłukowiczowi. Wątpię, by minister zdrowia nie wie co trzeba zmienić w służbie zdrowia. Nie wiedzą jego polityczni koledzy, a premiera zdaję się to nawet nie obchodzić.” - pisze Tomasz Kontek w Fakcie.
 
-- Lobbyści zaatakowali w Senacie- piszą Rafał Zasuń i Andrzej Kublik w Gazecie: „Lobbing banków w Senacie: niech budżet uratuje budowlankę (…).  Banki desperacko próbują nakłonić rząd, aby to nie one wykładały pieniądze na ratowanie upadłych firm budowlanych, ale skarb państwa. Ich lobbyści zaatakowali w Senacie.”
 
-- Tak Pawlak pracuje nad pomocą dla firm budowalnych- fragment tekstu Zasunia i Kublika: „od kilku dni o pomocy dla budowlanki wiele mówi Waldemar Pawlak, który próbuje stworzyć wrażenie, że rząd zajmuje się tą sprawą. W środę stwierdził, że na polecenie Rady Ministrów pracuje nad nią resort finansów. Ale rzeczniczka resortu Małgorzata Brzoza zaprzeczyła. "Gazecie" powiedziała, że do ministra finansów nie wpłynęło też żadne pismo w tej kwestii od ministra gospodarki. Niczego na papierze nie dostał też resort skarbu”.
 
-- „Pomysł Jarosława Gowina na przygotowanie ustawy deregulacyjnej w taki, a nie inny sposób jest pochodną problemów polskiego państwa” twierdzi Piotr Zaremba w Rzepie: „Urzędniczy aparat traktuje ten projekt jako zamach na własne prerogatywy i albo czuje się za słaby wobec rozmaitych grup interesów, albo jest wręcz od nich uzależniony. Zamówienie tego projektu na mieście to próba obejścia jego ewentualnego oporu. Podobnie widział to Kazimierz Marcinkiewicz, który zanim padł ofiarą celebryckiej choroby, był całkiem uważnym, a na pewno doświadczonym obserwatorem państwowej machiny. Rozmawiając z kolei w roku 2007 z tą samą spółką autorską Karnowski Zaremba, były premier, został zapytany o szansę reformy deregulacyjnej. I dowodził, że aparat ministerialny po prostu tego nie zrobi. Co więcej, Marcinkiewicz jako receptę wskazał posłużenie się renomowaną kancelarią adwokacką. Nic dodać, nic ująć. (…)”
 
--Konkluzja Zaremby: „I dlatego, gdyby to ode mnie zależało, rozliczałbym Gowina tylko z jednego: czy przygotował dobry projekt, obojętnie, jakimi metodami. Bo jeśli taki projekt zrobi, przetrząsanie kieszeni mecenasa Barszcza nie ma wielkiego sensu. Zyskamy na tym wszyscy i wszyscy zaoszczędzimy.”
 
-- „Superreformy, inicjatywy ożywiające rynek pracy, rewolucyjne pomysły naprawy szkolnictwa i cyfryzacji Polski. Wizje, które pozwalają lewicowym publicystom krytykować ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina.”- pisze naczelny Rzepy Tomasz Wróblewski i rzuca kilkoma przykładami, m.in.: „Minister Arłukowicz – czego się nie dotknie, to wybucha: ustawa refundacyjna, skrócenie kolejek do specjalistów. Minister Boni w drugim wcieleniu – ustawa o ochronie własności intelektualnych ACTA, poległa pod naporem wyrostków (…).”
 
-- „Minister Gowin faktycznie średnio pasuje do tej ekipy. Zgłosił już kilkanaście projektów ustaw, najwięcej ze wszystkich szefów resortów. Już samo to zasługuje na wewnątrzgabinetową kocówę.”- pisze dalej Wróblewski: „Co najbardziej jednak nie podoba się lewicowym moralizatorom, to wizja autentycznej, zdroworozsądkowej siły, która może pojawić się na prawicy. Zastąpienie, coraz łatwiejszego do ośmieszania Jarosława Kaczyńskiego, racjonalnym,  trudnym do uznania za oszołoma – Gowinem. Wizja kogoś, kto pustym hasłom rynkowym Tuska, niespodziewanie nada znaczenie i wykaże programową nicość lewicowych elit.”
 
-- Gursztyn o Gowinie w komentarzu Rzepy: „Jeśli zaś chodzi o Gowina, to pada właśnie ofiarą ironii dziejów. Ponoć on tak przynajmniej się upiera nazwał pewne działanie Tuska przystrzyganiem bonzai. Czyli takim osłabianiem polityka z własnej partii, aby wyglądał tak samo, ale był znacznie mniejszy. Zabawiał się on w wymyślanie erudycyjnych porównań, gdy drzewkiem bonzai był Grzegorz Schetyna.Teraz przyszła kolej na niego. Być może to kara za wiarę w to, że w Platformie da się zrealizować hasło innego przewodniczącego: Niech rozkwitnie 100 kwiatów!”
 
-- Zdemontować niszczarkę- pisze Ewa Siedlecka w GW- 28% projektów ustaw opiniowanych przez komisję ustawodawczą nawet nie ujrzało światła dziennego w poprzedniej kadencji Sejmu. „Rządząca większość ma dość głosów, by odrzucić w pierwszym czytaniu to, co jej nie pasuje. Ale z otwartą przyłbicą, w imiennym głosowaniu, po debacie. Niszczarka zaś to proces nietransparentny, oparty na uznaniu marszałka.”
 
-- „SolPol”- tak pisze Gursztyn o Solidarnej Polsce. Witamy w świecie politycznego żargonu.
 
-- „Przez minione dwa lata Bronisław Komorowski zapracował na porównanie z prezydenturą polityka, którego dokonania na stanowisku głowy państwa skrzętnie są prze- milczane przez dzisiejszych propagandystów PO. Chodzi rzecz jasna o Lecha Wałęsę.”- pisze Piotr Gociek w Gazecie Polskiej Codziennie: „Wałęsa znany jest w całym świecie jako symbol polskiej rewolucji, laureat pokojowej Nagrody Nobla – Komorowski to anonimowy wąsacz z kraju, który stara się nie odgrywać na międzynarodowej arenie żadnej roli. Gdy Wałęsa mówił rzeczy kontrowersyjne, świat był zachwycony jego oryginalnością – gdy Komorowski opowiada w USA o bigosowaniu, zapada pełna zażenowania cisza.”
 
-- „Globalni potentaci duszą rodzime portale. W walce z nimi poległo kultowe kiedyś Grono.net i tracą pozycję Nk.pl i Blip.pl”- na jedynce pisze Rzepa: „Google, Facebook i YouTube podbiły polski rynek. Rodzime portale nie wytrzymują konkurencji i znikają. Nie stać ich na tak duże inwestycje i przegrywają z przemożną w Internecie modą na globalne marki. Tydzień temu zakończyło działalność Grono.net najstarszy w Polsce portal społecznościowy. Padło ofiarą ofensywy Facebooka, który krok po kroku odbiera też użytkowników rodzimemu potentatowi Nk.pl. Czy odbierze? Część ekspertów twierdzi, że to tylko kwestia czasu. Przecież mało kto już zagląda do rodzimej wyszukiwarki NetSprint, którą zdławił wszechmocny Google. (…)Dziś w Polsce najwięcej użytkowników mają globalni potentaci Google, Facebook i YouTube. Wiosną do walki o nasz rynek włączył się kolejny światowy gracz największy biznesowy serwis społecznościowy LinkedIn. Czy wyprze krajowego lidera, GoldenLine? Ten ostatni liczy, że utrzyma swą pozycję podobnie jak Allegro, które wygrało z globalnym eBayem.”
 
-- "Judasze, won z naszej Jasnej Góry". „Szwedzi już dawno odeszli, Polska jest wolnym krajem, ale paulini z jasnogórskich wałów ciągle wypatrują wroga i jego kolubryn”- o politycznym zaangażowaniu zakonników z Jasnej Góry pisze w GW Dorota Steinhagen.
 
-- „Polska fantastyka należy do prawicy. Bo widać tęsknotę za dawną, silną i dumną Rzecząpospolitą”- pisze Wojciech Wybranowski w Rzepie.
 
-- Tabloidowo: To pewnie przez ten upał premier pomylił samochody- pisze Fakt i publikuje zdjęcia, jak premier próbuje otwierać nie swoją Toyotę w Sopocie.
 
-- Tabloidowo: Kwaśniewski szykuje posiadłość dla dziedzica- pisze Fakt obok najnowszych zdjęć nowego domu eksprezydenta na Mazurach.
 
-- Urodziny: Zyta Gilowska (dziś), generał Stanisław Koziej, Mirosław Drzewiecki, (niedziela)
 
-- 8 lipca (niedziela)
2010 – Prezydent-elekt Bronisław Komorowski zrezygnował z mandatu poselskiego i z funkcji marszałka Sejmu, a tym samym przestał wykonywać obowiązki prezydenta RP, które kilka godzin wypełniał marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, a wieczorem, z mocy Konstytucji, obowiązki głowy państwa przejął nowo wybrany marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna.
 

14:14

Polityka bez krawata

Politycy w Polsce zrośli się ze swoimi mniej lub bardziej dopasowanymi marynarkami i za punkt honoru przyjęli, by nigdy się z nimi nie rozstawać. Owszem, stara filmowa prawda głosi, że człowiek w krawacie jest mniej awanturujący się, ale chyba już dawno udowodniono nam, że ta zasada jednak nie jest prawdziwa. Poza tym, światowi politycy już dawno nauczyli się, że krawat nie zawsze jest na miejscu.
 
 
W sytuacji, gdy prowadzi się życie pomiędzy klimatyzowanymi pomieszczeniami, bez potrzeby korzystania z komunikacji miejskiej, nie ma problemu z eleganckim ubiorem, ale nawet Mitt Romney, człowiek, który wygląda, jakby urodził się w ubraniu szytym na miarę, który porządne i najbardziej sztywne garnitury nosi z lekkością, dobrze wie, że są sytuacje polityczne, w których krawat jest zbędny, a zamiast tego lepiej założyć tzw. chinosy lub spodnie khaki i rozpiąć guzik przy kołnierzu u koszuli. Czemu? Bo to nie tylko jest wygodne, bo to podoba się wyborcom, bo sprawia, że polityk nie wygląda na wyobcowanego.
 
Koszula z podwiniętymi rękawami to codzienność amerykańskiej trasy wyborczej. Na scenie, podczas debaty lub ważnej rozmowy z pierwszoligowym dziennikarzem, która zostanie wyemitowana w wieczornym paśmie (tzw. prime time), kandydat pojawi się zapięty po samą szyję, w ciemnym garniturze. Na żywo w telewizji śniadaniowej? Raczej zapomni o krawacie.
 

 
Gdy Konrad Piasecki pojawił w jednym z programów, który prowadzi, bez marynarki (z racji panujących obecnie upałów), żalił się później followersom na Twitterze, że zostało to źle przyjęte przez kolegów po fachu. 
 
W sumie, zaskakujące, że politycy wierzą, że jesteśmy w stanie wybaczyć różne rzeczy, które mówią lub robią, a nie pogodzimy się z tym, że polityk bez krawata może wciąż być poważny.
 
Warto jednak śledzić modowe wybory Davida Camerona - w końcu to jeden z lepiej ubranych polityków europejskich. I raczej brany jest całkiem poważnie.
 
 
Official White House Photo by Pete Souza

14:56

Polska loguje się do Europy - przystanek Open’er

Portale informują, że obcokrajowcom przyjeżdzającym do Gdyni na Open’er Festiwal, bardzo podoba się w Polsce. Ponoć przybysze są zachwyceni, bo nasi rodacy są mili i potrafią na pytania odpowiadać po angielsku. Podobno jest też u nas normalnie. To bardzo dobra informacja, tylko, że możemy to już chyba stwierdzić sami. Bo coraz częsciej okazuje się, że to my jesteśmy od obcokrajowców bardziej zdziwieni tym, że nie każdy Polak łoi przez cały dzień wódkę i nie zawsze odrywa się od niej tylko po to, by zdjąć felgi z aut na zagranicznych rejestracjach.
 
Jest festiwal, są koncerty i zabawa. I od lat, gdy tylko jakiś pijany albo lekko przyćpany człowiek powie w obcym języku do kamery, że podoba mu się w Polsce, informacja ta musi obiec cały kraj. Jest o czym mówić, wszak doceniają nas zagranicą, a Europa widzi nasze sukcesy.Tak, jakbyśmy sami zapomnieli  o tym, co stało się u nas przez ostatnie lata. Nie jest idealnie i mogło być lepiej, ale po 8 latach członkowska w Unii możemy w końcu mentalnie zalogować się do Europy.
Sama organizacja Euro 2012 to symboliczne przejście do następnego odcinka serialu pod tytułem: “Świat a sprawa polska”. W tym odcinku nie musimy się już emocjonować każdą opinią na nasz temat, bo pokazaliśmy, że z niektórymi rzeczami radzimy sobie nie gorzej niż ci których pytamy o zdanie. 
 
Sam Opener jest lepiej zorganizowany niż podobne festiwale w Europie. Zresztą, większość gości z zagranicy też już wie, że  tramwajami nie podróżują u nas niedźwiedzie polarne, a po ulicach nie jeżdzą czołgi. Widzieli nasz kraj, albo o nim słyszeli i zdają sobie sprawę z tego, że przeciętny Polak naprawdę nie chodzi do sklepu z tasakiem, a jego żona nie karmi dzieci tym, co znajdzie w polu. Nie wiemy tego chyba tylko my, bo ciągle potrzebujemy potwierdzeń, że jesteśmy normalnym krajem w środku Europy.
 
To miłe, że gospodarz dba o gości i interesuje go ich opinia. Ale gdy rozgorączkowany biega wokół nich i  drży na dźwięk każdego  słowa, to oni sami wkrótce przestaną go doceniać. Warto liczyć się ze zdaniem naszych gości ale czas już przestać traktować ich opinie jako element autoterapii. Mówią, że jest u nas normalnie, to super ale nie zawsze musimy o to pytać.
 
Paniczny lęk przed tym, jak zostaniemy ocenieni to jedno. Dwa, że metody jakich używamy do dbania o tę ocenę są absurdalne.  Wrócę do Openera. W czwartek na głównej scenie wystąpił Krzysztof Penderecki. Wydarzenie to było tak doniosłe, że większość widzów nie była w stanie zorientować się czy orkiestra stroi jeszcze instrumenty, czy już zaczęła grać. Ci, którzy odpowiedzieli sobie na to pytanie, szybko uciekali z miejsca koncertu. Było ich wielu i po paru minutach widać było, jak zdezorientowane masy ludzkie przesuwają się  w stronę stoisk z piwem. Pod samą sceną zostało kilku pozerów, czterech melomanów i jedna głucha pani.
 
Sam, choć o koncercie mówili tego dnia wszyscy, nie spotkałem nikogo, komu by się podobał. Co się dzieje następnego dnia? Media donoszą jak wielkim artystycznym przeżyciem był dla tysięcy uczestników Openera koncert Pendereckiego i Greenwooda. Nie wszyscy zauważyli nawet, że tego drugiego w góle tam nie było. Być może występ był muzyczną ucztą dla miłośników muzyki poważnej, ale z pewnością na festiwalu nie było ich zbyt wielu. Zacząłem sprawdzać czy są to teksty sposnorowane, ale jednak nie są. Zastanawiam się więc, co dzieje się w głowie ludzi, którzy tam byli i piszą następnego dnia o tym, że tysiące ludzi było oczarowanych występem. Czy to taki wielki problem byśmy przyznali, sami przed sobą, że nie wszystkich w kraju interesuje wielka sztuka? Nie wszyscy też na świecie kochają kompozycje grane przez wielkich Polaków. Może mamy zakodowane, że trawę trzeba malować na zielono ale czy zawsze musimy malować ją do upadłego.
 
fot. facebook
 
Piotr Witwicki
 
 
 
 

15:34

Jarosław Wałęsa jak ojciec. Nie dogodzisz

Zdjęcie, z takim komentarzem umieścił na FB europoseł PO i syb byłego prezydenta: "Ci Warszawiacy to mają przechlapane: jak nie "Solidarni" to "Tęczowi" coś tu demonstrują."

15:58

Czy to początek mody na polityczne gadżety na samochodach?:

Gdańsk przeprasza za Donalda T.

Moda na bumper stickers i inne polityczne gadżety samochodowe nieustająco kwitnie za Oceanem od lat. Czy w końcu dotrze do Polski?
 
Zdjęcie z FB 

18:01

Blokując specustawę o podwykonawcach prezydent ryzykuje konflikt z rządem i zarzuty o sprzyjanie grupom biznesowym


Od kilku dni krąży plotka, że prezydent zablokuje wejście w życie sztandarowej obecnie inicjatywy legislacyjnej rządu- specustawy o zapłacie zaległych rachunków podwykonawcom dróg krajowych. Mówi się że ma ją wysłać do Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent ryzykuje, że w sezonie ogórkowym sprawa ta urośnie do rangi poważnego konfliktu z rządem. Ryzykuje też, że zostanie posądzony o sprzyjanie dużym firmom budowlanym oraz bankowym lobbystom, o których pisała dziś Gazeta Wyborcza, że chcą zablokować ustawę.
 
Wniosek do TK ma już podobno rozważać prezydencki prawnik- Krzysztof Łaszkiewicz. Kuluarowa plotka głosi, że prezydent ma być namawiany do kontroli konstytucyjnej ustawy przez polityków PO skupionych w „wewnętrznej opozycji”. Przeciwni podpisaniu rządowej ustawy mieliby także być prezydenccy doradcy. "W trakcie prac nad tą ustawą ujawniają się wątpliwości konstytucyjne, dlatego musimy je w sposób poważny przeanalizować" - mówił kilka dni temu PAP prezydencki minister Olgierd Dziekoński.
 
Warto zwrócić uwagę na dość jednoznaczny ton dzisiejszego tekstu w weekendowej Gazecie, który nosił tytuł „Lobbing banków w Senacie: niech budżet uratuje budowlankę”. Wiadomo też, że ustawę chciałyby zablokować największe firmy budowlane, by utrzymać status quo, które podważa ustawa. Nowa ustawa dawałaby rządowi możliwość, by płacić bezpośrednio podwykonawcom, potrącając te kwoty z należności wobec głownych wykonawców, czyli budowlanych gigantów, na przykład dość bezwzględnej biznesowo wobec mniejszych partnerów firmy irlandzkiej.
 
Do tej pory prezydent zablokował trzy poważniejsze inicjatywy rządowe- ustawę o nasiennictwie, zawierającą furtkę dla GMO, ustawę o Akademii Lotniczej w Dęblinie i o redukcji zatrudnienia w administracji. Na żadnej z nich rządowi, ani Platformie specjalnie nie zależało. W przypadku podwykonawców jest inaczej. To sprawa bardzo medialna, która daje PiSowi oręż do poważniejszego uderzenia w rząd. To właśnie posłowie PiS odwiedzali protestujących podwykonawców. 
 
Prezydent, blokując ustawę naraża się nie tylko na konflikt z politycznym zapleczem rządu, ale ryzykuje na przykład protesty małych firm podwykonawczych pod Palacem Prezydenckim. W sezonie ogórkowym sprawa ta może dodatkowo nabrać jeszcze większej medialnej prominencji, zabierając prezydentowi kilka procent społecznego zaufania, bo w odbiorze publicznym prezydent nie stanie po stronie Konstytucji a grup biznesowych. Ale przyznać też należy, prezydentowi ma z czego spadać…