Mitt Romney nigdy nie był wymarzonym kandydatem Partii Republikańskiej. Wydawało się, że GOP jednak pogodziło się z losem i stanęło murem za zdobywcą nominacji. Tymczasem coraz donośniej słychać głosy konserwatywnych krytyków.
Sztab Mitta Romneya w założeniu miał działać jak dobrze naoliwiona maszyna, niczym dobrze zarządzane przedsiębiorstwo. Romney swe biznesowe doświadczenia przełożył na karierę polityczną - wszystko ma odbywać się tak sprawnie, jak tylko się da.
Sprawnie - to słowo kluczowe. Kampania Romneya na tle pozostałych kandydatów republikańskich prowadzona była wzorowo - bez załamań, bez wpadek, bez histerii. Gdy pojawiał się jakiś problem, natychmiast był naprawiany. Gingrich zdobywa prowadzenie? Kampania Romneya odpowiada zalewem spotów negatywnych. Mitt słabo wypada podczas debat prawyborczych? Pojawia się trener od komunikacji i Romney błyszczy w następnym starciu. Sprawność sztabu Mitta widać było doskonale w tym, jak kandydat trzymał się przyjętej narracji - miał swój 'message', którego się trzymał (gdy tylko zbaczał z przyjętego kursu, natychmiast zyskiwali inni konkurenci). A przede wszystkim - sprawdzona ekipa, która nie wynosiła do mediow żadnych informacji ze sztabu.
Ta sama strategia działała dobrze także i w starciu w Obamą, gdy Mitt zdobył w końcu wymaganą liczbę delegatów, by uzyskać nominację prezydencką swojej partii. Działała, ale przestała. Co się stało?
Ekipa z Chicago jest po prostu lepsza niż sztaby innych kandydatów republikańskich.
Czy coś zacięło się w maszynie Romneya? Ostatnie tygodnie wyglądają dość chaotycznie. Najpierw przecieki na temat potencjalnych kandydatów na wiceprezydenta, które zmusiły Romneya do zajęcia się tym tematem i prostowania opublikowanych informacji. Potem wzajemnie się wykluczające stwierdzenia dotyczące reformy służby zdrowia - Romney mówi zupełnie coś innego niż jego stratedzy i doradcy. A teraz od półtora tygodnia prasa zajmuje się krytyką, jakiej celem stała się kampania Mitta. Problem nie w tym, że taka krytyka się pojawiła, ale w tym, z czyich ust pada.
Rupert Murdoch, Jack Welch, William Kristols, Laura Ingraham. Są to osoby wpływowe, szanowane, popierające ruch konserwatwny.
Główne zarzuty? Romney jest słaby, zbyt miękki, otacza się amatorami, pozwala ludziom Obamy na rozpędzanie się, a sam unika odpowiedzi.
Ludzie Mitta mniej lub bardziej oficjalnie mówili, że tegoroczna kampania prezydencka kandydata GOP będzie zupełnie inna niż ta sprzed 4 lat - że będą robić wszystko dokładnie odwrotnie. Że nie będą się powstrzymywać od ataków, tak jak robił to John McCain. A jednak! Boston gra bezpiecznie, co nie może podobać się Republikanom, którzy jeszcze kilka tygodni temu coraz śmielej mówili o zwycięstwie w listopadzie - i mieli na to dobre prognozy.
Rupert Murdoch, właściciel imperium medialnego, nieukrywający swojego poparcia dla Partii Republikańskiej, nigdy nie przepadał za Romneyem, ale krytykę, na jaką pozwolił sobie na prywatnym profilu na Twitterze, otacza zapewnieniami, że chce, by Mitt wygrał wybory, ale najpierw musi dokonać niezbędnych zmian w swoim sztabie. O ile brak sympatii Murdocha dla Romneya nie jest tajemnicą, to publiczna krytyka republikańskiego kandydata nie jest dobrym znakiem. Tym bardziej, że za Murdochem poszli kolejni.
Należący do Murdocha The Wall Street Journal opublikował wczoraj potężną krytykę pod adresem Mitta (
link do tekstu) - wytknął błędy kampanii, porównując Romneya do byłego demokratycznego kandyda Johna Kerry'ego i pisząc, że Mitt przegrywa na własne życzenie, i to w wyborach, które ma lub miał szansę wygrać. Do Kerry'ego porównał Mitta także inny konserwatysta,
William Kristol.
Czy Mitt Romney zareaguje na krytykę i skorzysta z rad? Wiadomo, że ceni sobie lojalność i ceni swoich doradców, więc pewnie nie zwolni nikogo ze sztabu, jednak zapowiedziano, że być może u boku Mitta pojawią się nowe twarze. Wszystko, by uniknąć losu Johna McCaina. Tylko, że McCain walczył z silnym i będącym na fali lubianym i faworyzowanym kandydatem Demokratów Barackiem Obamą, a Romney ma za rywala nieco poobijanego po pierwszej kadencji prezydenta, który zmaga się z kiepskimi wynikami ekonomicznymi. Jeśli na tym etapie kampanii Mitt, który właśnie zanotował rekordowe wpływy (zebrał 100 mln dolarów w czerwcu), nie ma siły, by walczyć z Obamą, to dalszy ciąg nie zapowiada się zbyt różowo. Romney musi coś zmienić, bo może czekać go los Kerry'ego.