Relacja Live

27.06.2012

07:55

Doradca Putina- okładka z Piłsudskim- co za głupota, koniec światopoglądowej lewicy, Pawlak traci offset


Jedynki: Drogi bak na wakacje (GW), Szymuś z bólu odgryzł sobie wargę (Fakt), Są dowody  na fałszerstwa  w raporcie Millera (GPC), Firmy ruszają poza UE (RZ), Aktywizacja emerytów, czyli pieniądze w błoto (DGP)
 
-- “Indonezyjczycy twierdzą, że winni katastrofy rosyjskiego samolotu są piloci. Rosjanie są oburzeni”- pisze Rzeczpospolita: “zdaniem [Rosjan] winę trzeba rozłożyć na obie strony. Jak podkreślił dziennik Kommiersant, rosyjscy eksperci twierdzą, że superjet wielokrotnie był badany podczas lotów w górach, a za sterami samolotu siedział wówczas znakomity pilot oblatywacz Aleksander Jabłoncew, ten sam, który kierował samolotem w Indonezji. (...) Można zaobserwować tendencje do winienia załóg rozbitych samolotów, bo odium nie spada na żywych. W przypadku katastrofy w Indonezji sytuacja była szczególna: całkiem nowy samolot, piloci latali na nim niewiele, zabrakło zaledwie kilku czy kilkunastu metrów, by do zderzenia z ziemią nie doszło. Tu jednak wina pilotów była- powiedział Rz znany rosyjski publicysta Dmitrij Babicz. Jego zdaniem mimo narzucających się podobieństw trudno porównywać wyniki śledztwa w sprawie katastrofy polskiego prezydenckiego tupolewa w Smoleńsku i rosyjskiego superjeta w Indonezji. Choć w obu przypadkach miejscowe komisje badające wypadek złożyły winę na pilotów, oczyszczając służby naziemne. (...) Strona rosyjska na razie nie przedstawiła swoich ocen przebiegu wydarzeń. Raport ma być gotów pod koniec lata. Eksperci i ratownicy rosyjscy a było ich co najmniej kilkudziesięciu pracowali wspólnie z Indonezyjczykami, poszukując zarówno szczątków członków załogi i pasażerów, jak i czarnych skrzynek. Skrzynki udało się odnaleźć w drugiej połowie maja, a odczytane zostały wkrótce potem. Rosyjskie media alarmowały, że Indonezyjczycy nie chcieli ich oddać Moskwie.”
 
-- “Drogi bak na wakacje”. Jak pisze w jedynkowym tekście GW Andrzej Kublik. “Ropa na świecie tanieje, ale na polskich stacjach wciąż drogo. Sprzedawcy do niedawna skarżyli się, że dokładają do interesu. Dziś doliczają do ceny litra benzyny nawet 60-70 groszy. (...) Pod koniec zeszłego tygodnia europejska ropa Brent pierwszy raz od grudnia 2010 r. kosztowała poniżej 90 dol. za baryłkę, a od lutego cena tego surowca spadła już o 30 proc. Część analityków spodziewa się jeszcze większych spadków wywołanych obawami o recesję na świecie. W Polsce paliwa też tanieją, ale dużo wolniej. Od maja średnia cena benzyny 95 spadła o 9 gr na litrze – wynika z danych BM Reflex (...) Już teraz tankowanie byłoby tańsze, gdyby sprzedawcy paliw doliczali niższe marże. W poniedziałek różnica między hurtową ceną brutto litra benzyny 95 w Orlenie a ceną detaliczną paliwa na niektórych stacjach tego koncernu w Warszawie wynosiła 66 groszy. W przypadku oleju napędowego różnica wynosiła aż 77 groszy! Pod koniec kwietnia było to kilka groszy.”
 
-- “Mniej kibiców, niż zakładano”- informuje Rzepa: “Najwyżej pół miliona zagranicznych gości odwiedziło Polskę w czasie turnieju. (...) Tymczasem według wcześniejszych szacunków PL.2012 miało nas w trakcie turnieju odwiedzić ok. 800 tys. zagranicznych kibiców. Jeszcze dalej poszła minister sportu Joanna Mucha, która tuż przed rozpoczęciem imprezy zapowiadała, że w tym czasie do Polski przyjedzie ponad milion zagranicznych gości. Dlaczego tak się nie stało? Mieliśmy po prostu pecha w losowaniu turnieju. Większość drużyn, których kibice bardzo licznie jeżdżą za reprezentacją, np. Holandia czy Szwecja, trafiła w fazie grupowej na Ukrainę. (...) Swoje zrobiły też informacje w zagranicznych mediach o tym, że w Polsce może być niebezpiecznie, oraz kilkakrotnie podniesione ceny w hotelach, które odstraszały od przyjazdu.”
 
-- W GW wywiad z Michaiłem Fiedotowem, doradcą prezydenta Rosji, który był obserwatorem wydarzeń związanych z Euro w Warszawie.
 
O 12 czerwca: “W Warszawie byłem 12 czerwca wieczorem i razem z kibicami przechodziłem przez most Poniatowskiego przed meczem Polska – Rosja. (...) Moja ocena, którą przekazałem w raporcie, jest taka, że w czasie tych dramatycznych wydarzeń zwykli ludzie, warszawska ulica, nie byli antyrosyjscy, szowinistyczni.”
 
O mediach: “Widziałem jeden z waszych tygodników, gdzie z okładki trener waszej drużyny narodowej przebrany za Józefa Piłsudskiego wzywał do stoczenia drugiej Bitwy Warszawskiej. Co za głupota! Po co to?! “
 
O policji: “Policjanci działali profesjonalnie, rozsądnie. Podjęli niezbędne działania prewencyjne.”
 
O Jacku Cichockim: “Muszę przyznać, ze wasz szef resortu zrobił na mnie znakomite wrażenie. Otwarty, szczery, bardzo nowoczesny. I po rosyjsku mówi dobrze.”
 
-- “Polscy politycy masowo odwiedzają Chiny. O prawa człowieka nie pytają”- pisze Eliza Olczyk w Rzepie, w tekście “Przyciąganie Państwa Środka”: “Według Witolda Waszczykowskiego, wiceministra spraw zagranicznych w rządzie PiS, to Chiny wykonały pierwszy krok i wytypowały Polskę na swojego partnera w Europie Środkowej. Wcześniej Chińczycy stawiali na Węgry, ale nagle zmienili zdanie - mówi. (...) Tymczasem, jak uważa ekspert Radosław Pyffel, wydaje się, że Polska nie za bardzo ma pomysł, jak wykorzystać to nagłe zainteresowanie nami Chin. W ubiegłym tygodniu z dziewięciodniowej wizyty studyjnej w Państwie Środka wróciła 14- -osobowa delegacja polityków SLD.”
 
-- “Niezauważenie znika z polskiej polityki lewica obyczajowa. Okazuje się, że w Polsce nie ma zapotrzebowania na światopoglądowy radykalizm” - pisze w „Rzeczpospolitej" Piotr Gursztyn: “Trzyprocentowy sondaż Ruchu Palikota, choć to zdarzenie jednorazowe, poruszył polską politykę. Rzadko się zdarza, aby jakieś ugrupowanie zaledwie w kilka tygodni zgubiło większość swoich zwolenników. Na dodatek w zestawieniu z innymi zjawiskami sondażowa zapaść partii Janusza Palikota uzmysłowiła, jak niewiele w polskiej polityce daje odwoływanie się do haseł światopoglądowych. Rzecz dotyczy przede wszystkim lewicy, a nie prawicy, bo po drugiej stronie sceny politycznej radykalizm raczej popłaca. (...) Bezmiar słabości platformerskiej lewicy pokazuje znaczący szczegół. Nikomu w Polsce nic nie mówi nazwisko działacza PO z Gdyni Radomira Szumełdy. Mimo to wspierająca ten nurt „Gazeta Wyborcza" robi z nim wywiad. Pan Szumełda bowiem napisał list do Gowina z pretensjami za sprzeciw ministra wobec związków partnerskich. Co to znaczy? Że „GW" nie mogła znaleźć nikogo bardziej miarodajnego w skrzydle liberalno-lewicowym. Oraz to, że rzekomi liderzy tego skrzydła boją się zabrać głos.”- pisze Gursztyn.
 
-- “Zachłyśnięci wolnością stawiają na bezpieczeństwo” - w GW Ewa Siedlecka pisze o nowelizacji ustawy o zgromadzeniach. “Prawdopodobnie na tym posiedzeniu Sejmu nowelizacja ustawy o zgromadzeniach zostanie przyjęta. Wczoraj Marek Biernacki z Platformy dziękował za jej wniesienie prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu. (...) W Sejmie projekt chwalili Janusz Dzięcioł (w imieniu Platformy) i Mirosław Pawlak (z PSL). Przekonywali, że dotychczas obowiązująca ustawa o zgromadzeniach uchwalana była w 1990 r. na fali zachłyśnięcia się wolnością i jest zbyt liberalna jak na dzisiejsze warunki.”
 
-- “Prokuratura po nowemu?” - komentarz Ewy Siedleckiej w GW o zmianach w prokuraturze proponowanych przez ministra Gowina, o których pisała Rzepa: “Minister Gowin szykuje więc instrument, który pozwoli politykom na nieformalne wpływanie na sytuację w prokuraturze. Wiecznie żywa zasada „dziel i rządź”. (...) Co gorsza, zdaniem „Rz” pod pretekstem zmiany trybu wyboru zastępców prokuratora generalnego Gowin chce ich zmienić. Poprzednich powoływał, na wniosek prokuratora generalnego, prezydent Lech Kaczyński. Nowych powoła Bronisław Komorowski. Gowin proponuje więc identyczny manewr, jaki w grudniu 2005 r. zastosował PiS, wymieniając cały skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji: drobna zmiana w trybie powoływania daje pretekst, by wymienić „niesłusznych” na „słusznych”. Awięc: nasz prezydent, nasi prokuratorzy. (...) Metody budowania IV RP, jak widać, bynajmniej się nie przeżyły.”
 
-- Robert Zieliński w DGP: “Jerzy Miller na przebudowę i remont swojego gabinetu wydał prawie 2 mln zł. Z marnym efektem. Niemal milion kosztował remont gabinetu ministra spraw wewnętrznych, a nowe meble kolejne ćwierć miliona. Urzędnicy nadzorujący wykonanie prac łamali prawo i nie wyegzekwowali 50 tys. kar od wykonawcy – dowiedział się DGP.”
 
-- “In vitro i związki w lesie” - Renata Grochal w GW pisze: ”Na 10 lipca klub PO zaplanował posiedzenie pod Warszawą. Parlamentarzyści będą rozmawiać m.in. o tym, czy w tej kadencji Sejmu zgłosić projekt ustawy o in vitro i związkach partnerskich. Obie sprawy mocno dzielą Platformę. (...) Na lewym skrzydle Platformy coraz częściej słychać wątpliwości, czy w tej kadencji Sejmu w ogóle uda się partii złożyć jakiś wspólny klubowy projekt w sprawie in vitro i związków partnerskich. Są głosy, że być może trzeba skierować do prac projekty SLD i Ruchu Palikota, które są już w Sejmie. Wtedy – po wprowadzeniu poprawek – część PO mogłaby je poprzeć. Ale i tak jest mało prawdopodobne, żeby udało się je uchwalić, bo przeciwko są PiS, Solidarna Polska i część PSL.”
 
-- “Spadają wpływy ze składki zdrowotnej. Szpitale nie mogą liczyć na pieniądze za dodatkowe zabiegi”- pisze Sylwia Szparkowska w Rzepie: “Trudna sytuacja finansowa Funduszu to kolejny problem, obok ostrego konfliktu z lekarzami, który będzie musiała rozwiązać nowa prezes NFZ Agnieszka Pachciarz (premier wciąż nie mianował jej na to stanowisko). Im mniej pieniędzy w Funduszu, tym bardziej prawdopodobne protesty w szpitalach, które nie dostaną zapłaty za leczenie.”
 
-- “Pachciarz w NFZ na dzień dobry zmierzy się z lekarzami”- pisze DGP: “Poważne wyzwanie stoi przed nowym prezesem NFZ, którym, jeżeli wybór potwierdzi premier, zostanie wiceminister Agnieszka Pachciarz. Dostanie w NFZ rolę sapera. Będzie musiała rozbroić kilka tykających bomb, z których żadna nie ma opóźnionego zapłonu.” DGP wylicza najważniejsze problemy: “spór z lekarzami, programy lekowe, decentralizacja, wycena świadczeń”.
 
-- “Fakt” na pierwszej stronie: “Wielki skandal z receptami!” Jak pisze tabloid: “Awantura lekarzy z urzędnikami skończy się protestem przez który ucierpią chorzy. Medycy będą wciskać ludziom podrabiane leki bez recepty bez wpisanego poziomu refundacji leku” Dalej na stronach 2-3 poradnik jak odróżnić jeden rodzaj recepty (z refundacją) od tego bez wpisanej refundacji”
 
-- Janosikowe: “Jeszcze w lipcu Sejm zamierza dokonać zmian w ustawie o finansowaniu samorządów. Gdyby nowe przepisy obowiązywały dziś, Mazowsze na wpłatach haraczu zaoszczędziłoby 138 mln zł, a powiaty – ponad 300 mln zł. Dziś wieczorem nadzwyczajna podkomisja sejmowa przyjmie sprawozdanie dotyczące zmian w ustawie o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, które mają całkowicie zmienić system janosikowego.”- pisze DGP
 
-- “Rząd chce zabrać z resortu gospodarki kluczowy departament i przenieść go do obrony.”- pisze Puls Biznesu: “Premier Donald Tusk ogranicza wpływy koalicjantowi. 5 czerwca Rada Ministrów zdecydowała o przeniesieniu Departamentu Programów Offsetowych z resortu Waldemara Pawlaka do Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) — ustalił „PB”. To bardzo istotna komórka z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa — departament odpowiada za kontrolę realizacji zobowiązań wobec przemysłu przez zagraniczne koncerny sprzedające uzbrojenie i sprzęt wojskowy do naszego kraju. Obecnie monitoruje 17 umów offsetowych podpisanych w latach 2001-11 wartości około 9 mld USD. Zapis przeniesienia departamentu do MON znajdzie się w projekcie zmian dotyczących offsetu, który został skierowany do Komitetu Rady Ministrów.”
 
-- “Prawo nie może krzywdzić ludzi” - w GW wywiad z prof. Ireną Lipowicz. Fragment: “Coraz częściej nie zadowala reakcja władz na moje wystąpienia jako rzecznika praw obywatelskich. Dostaję często odpowiedzi wymijające, ogólnikowe albo nie na temat. Np. nie mogę się porozumieć z minister nauki Barbarą Kudrycką w sprawie procedury zdobywania stopni naukowych – ministerstwo ustaliło wyższą punktację za publikacje naukowe za granicą niż w Polsce. (...) Odpowiedź, którą właśnie dostałam z Ministerstwa Nauki, jest ogólnikowa, nie odnosi się do meritum, jest na pograniczu arogancji. Rozważam więc z konieczności skargę do Trybunału Konstytucyjnego."
 
-- “ZUS jedzie do Rzymu” - pisze GW. “Oddział ZUS-u w Biłgoraju szuka w przetargu organizatora wycieczki dla urzędników do Rzymu i Watykanu. ''Minimum programowe'' zawiera audiencję generalną u papieża i dwie surówki na obiadokolację”
 
-- “Nie mówiłam o żadnej liście” - komentarz prof. Jadwigi Staniszkis w “Fakcie”. “To ja rozmawiałam z Jarosławem Kaczyńskim, ale nie przedstawiałam mu listy osób zagrożonych. To była luźna rozmowa, że jest w Polsce grupa osób mających ogromną wiedzę o brudnych stronach transformacji. I o roli służb w tym procesie. I tym osobom przytrafiają się dziwne rzeczy.”
 
-- “Fakt” w tekście “Prezydent Warszawy ma gdzieś przepisy! Limuzyna Hanny Gronkiewicz-Waltz gna ponad 130 km/h” pisze: “Prezydent stolicy skutecznie poblokowała przejazd przez miasto warszawiakom, ale przecież sama nie będzie tracić cennego czasu na jazdę zgodnie z prawem.”
 
-- “Są dowody na fałszerstwa w raporcie Millera” - pisze GPC. “Komisja Millera sfałszowała raport z badania  katastrofy smoleńskiej.  Dowodów dostarczyły  dane użyte przez komisję  do sporządzenia wizualizacji ostatnich minut lotu  tupolewa. Wbrew tym danym komisja podtrzymała  tezę o uderzeniu skrzydła  tupolewa w brzozę. (...) Przewodniczący zespołu parlamentarnego Antoni Macierewicz  zapowiedział złożenie do  prokuratury zawiadomienia
o fałszerstwie i utrudnianiu  śledztwa. – W  tej sytuacji  konieczne jest wznowienie
prac komisji badania wypadków lotniczych oraz powołanie międzynarodowej komisji, która zbada okoliczności  katastrofy smoleńskiej – dodał Macierewicz.”
 
-- “Smoleńsk w Białym Domu”. Jak pisze “Nasz Dziennik”: “Na amerykańskiej stronie internetowej wh.gov/zMU można poprzeć petycję do Białego Domu w sprawie Smoleńska. Jeżeli do 5 lipca uda się zebrać 25 tys. głosów, rząd USA będzie musiał zająć stanowisko w sprawie raportu MAK i postulatu stworzenia międzynarodowej komisji badającej Smoleńsk.”
 
-- “Francuscy i niemieccy producenci okrętów podwodnych walczą o polskie zamówienia warte 7,5 mld zł”- informuje Rzepa: “Tyle będą kosztować trzy nowoczesne okręty, które chce kupić marynarka. Sprawa jest pilna, bo po 2020 roku flota będzie zmuszona wycofać z linii ostatni z pięciu eksploatowanych obecnie okrętów.”
 
-- 27 czerwca:
1920- Władysław Grabski został premierem.
1986 – Polska została członkiem Banku Światowego.
2001 – Został zarejestrowany Ruch Autonomii Śląska.
2007- Dymisja Tony'ego Blaira z funkcji premiera Wielkiej Brytanii. Nowym premierem został Gordon Brown.
 
-- Urodziny: Ross Perot, Wojciech Cejrowski
 

10:20

PO i PiS tracą w najnowszej sondzie ulicznej

W najnowszej sondzie ulicznej XAA zarówno Platforma jak i PiS  tracą poparcie - PO ma 30,3% (spadek o 0,4) a PiS 26,1 (spadek o 1,1 pp). SLD ma stabilne poparcie 13,6% (+0,3). Ruch Palikota minimalnie traci  - ma 9,3% (-0,7). Mocną pozycję ma w tym badaniu PSL - ludowcy osiągają 8,5%, o 1,3 pp lepiej niż w poprzednim sondażu. Sondaż uliczny przeprowadzony został w dniach 18-24.06.2012 przez studentów nauk społecznych dla WYBORY.XAA.PL. Badanie przeprowadzone zostało metodą sondażu ulicznego na reprezentatywnej próbie losowo-kwotowej 3006 osób, z uwzględnieniem cech demograficznych i podziału terytorialnego (wg GUS). 

10:52

CBOS:

Tusk zyskuje 6 punktów, Mucha 7, Nowak 4, Kaczyński zyskuje 5, Macierewicz 3. Mocno traci Plaikot. Mucha lepsza niż Schetyna


"Czerwcowy sondaż przyniósł kilka istotnych zmian w dotychczasowych notowaniach polityków. „Ogłoszony” już w mediach organizacyjny sukces Euro 2012 znalazł odzwierciedlenie we wzroście notowań PO oraz poprawie wizerunku premiera Donalda Tuska (wzrost zaufania o 6 punktów i spadek nieufności o 8 punktów) oraz tych ministrów, na  których w głównej mierze spoczywała odpowiedzialność za przygotowania do Euro: Joanny Muchy (7-punktowy wzrost zaufania) oraz Sławomira Nowaka (4-punktowy wzrost zaufania).
 
W ciągu ostatniego miesiąca w odbiorze społecznym zyskali także politycy PiS Jarosław Kaczyński (wzrost zaufania o 5 punktów i spadek nieufności o 3 punkty) oraz Antoni Macierewicz (wzrost zaufania o 3 punkty i spadek nieufności o 4 punkty).
 
Zdecydowanie pogorszyły się natomiast notowania Janusza Palikota, co koresponduje z wyraźnym spadkiem społecznego poparcia dla jego partii- traci 8 punktów zaufania."- pisze CBOS w comiesięcznym raporcie.
 
"Ranking zaufania do polityków niezmiennie otwiera prezydent Bronisław Komorowski, któremu ufa ponad dwie trzecie dorosłych Polaków (68%) . Pod względem poziomu społecznego zaufania prezydent  zdecydowanie dystansuje pozostałych przedstawicieli polskiej klasy politycznej. Spośród 25 osobistości życia politycznego i  publicznego umieszczonych w czerwcu na naszej liście Bronisław Komorowski jest jedynym politykiem, który cieszy się zaufaniem większości Polaków. Drugie miejsce przypadło w tym miesiącu Radosławowi Sikorskiemu, któremu ufa blisko połowa badanych (49%), a trzecie – Ryszardowi Kaliszowi (47% deklaracji zaufania). Ponad dwie piąte ankietowanych ufa liderom rządzącej koalicji: Waldemarowi Pawlakowi (45%) i Donaldowi Tuskowi (42%), przy czym szef rządu jest oceniany zdecydowanie bardziej ambiwalentnie niż wicepremier i prezes PSL."- pisze CBOS
 
"Mniej niż dwie piąte badanych deklaruje zaufanie do lidera SLD Leszka Millera (38%) i minister sportu Joanny Muchy (37%), a nieco ponad jedna trzecia ufa wiceprzewodniczącemu PO Grzegorzowi Schetynie (35%). Z zaufaniem blisko co trzeciego respondenta spotykają się prezes PiS Jarosław Kaczyński (32%), marszałek Sejmu Ewa Kopacz (31%) oraz lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro (31%), którzy mają jednak liczne grono krytyków, odnoszących się do ich poczynań z nieufnością."- czytamy dalej w raporcie CBOS.
 
 
 
 

11:51

Kaczyński ma rację. W Polsce internetowa kampania Obamy jest niemożliwa


W wywiadzie dla portalu niezalezna.pl, Jarosław Kaczynski stwierdził, że „skuteczna propaganda internetowa, która np. w USA wyniosła do prezydentury Baracka Obamę, w Polsce jest wciąż niemożliwa.” Rzeczywiście, przeniesienie kampanii Obamy do Polski jest niewykonalne, co od lat podkreślają eksperci i komentatorzy zajmujący się tematem. To jednak nie oznacza, że doświadczenia z USA są w Polsce całkowicie nieprzydatne.
 
To że nie da się przenieść kampanii Obamy do Polski wynika przede wszystkim z różnic tkwiących w całym systemie – nie dlatego, że w Polsce, jak twierdzi prezes PiS we wspomnianym wywiadzie, tylko 20%  Polaków korzysta z internetu jako źródła informacji o polityce.
Badanie Pew Research Center z lutego 2012 pokazuje, że tylko 25% Amerykanów regularnie korzysta z sieci  jako ze źródła informacji o kampanii wyborczej.  Tak więc wskaźniki te stoją na podobnym poziomie. Również w badaniu CBOS/Instytutu Spraw Publicznych dotyczącym kampanii w 2011, 26% respondentów wskazywało na internet jako źródło informacji o polityce.  
 
Różnice między USA a Polską oczywiście istnieją pod względem ilości użytkowników internetu. Jak pokazuje najnowsze badanie PEW, 80% dorosłych Amerykanów używa internetu, a 66% z nich korzysta z sieci społecznościowych. Polaków korzystających z internetu jest 55,6%. Badanie PEW pokazuje ponadto, że 75% użytkowników sieci społecznościowych przyznaje, że ich znajomi od czasu do czasu publikują treści polityczne.  
 
Problem z przenoszeniem kampanii tkwi jednak gdzie indziej.
 
Internetowa kampania ówczesnego senatora Obamy, która była jedną z powodów, dla których został w 2008 prezydentem USA nie powstała w próżni. Była raczej kolejnym etapem ewolucji i wykorzystaniem doświadczeń z poprzednich kampanii politycznych,  zwłaszcza kampanii Howarda Deana w 2004. To pierwsza, najbardziej oczywista z przyczyn, dla których jej przeniesienie na polski grunt nie byłoby skuteczne. To, że Obama wykorzystywał internetu jako narzędzia koordynacji działań wolontariuszy, zbierania pieniędzy i przekazywania informacji o kampanii, wynika w dużej mierze z natury samego procesu prawyborów.
 
 
Obama, podobnie jak Dean, był zmuszony do stosowania niekonwencjonalnych metod, w tym internetu, by pokonać establishmentowych kandydatów. A system polityczny w USA nie tylko diametralnie różni się od naszego, ale także – zwłaszcza w Partii Demokratycznej – umożliwia pojawienie się kandydata z zewnątrz. W Polsce nie ma odpowiednika prawyborów w USA, dzięki którym pojawiło się większość narzędzi stosowanych w internetowej polityce. Partie polityczne są monolitami sterowanymi centralnie w porównaniu do ich amerykańskich odpowiedników. Sztab Obamy wykorzystał entuzjazm oddolny setek tysięcy ludzi, i lewicowe zaplecze w blogosferze – ruch netroots – które kształtowało się od 2002 w USA.
 
Nie ma mowy w naszym kraju o zbieraniu funduszy przez internet w sposób, na którym polegał Obama . Nie ma tradycji prawyborów na skalę jak w USA, które wymuszają budowanie narzędzi do koordynacji działań wolontariuszy w terenie i do wykorzystywania oddolnej energii ruchów politycznych. Nie ma także ogromnego partyjnego zaplecza naukowo-badawczego, nie ma bardzo sprofesjonalizowanej grupy konsultantów politycznych. Sztab Obamy w 2007/08 wykorzystywał bardzo zaawansowane narzędzia naukowe, socjologiczne, zbierał dane demograficzne i wykorzystywał budowane latami bazy danych o wyborach. Nie ma takiego ekosystemu politycznego w Polsce. Co więcej, u Obamy działania internetowe były - na poziomie sztabu i całej struktury - zintegrowane ze wszystkimi innymi aktywnościami kampanii. W Polsce tak się nie dzieje. 
 
We Francji, gdzie odbyły się pierwsze w historii otwarte prawybory w Partii Socjalistycznej, przypominające nieco te amerykańskie, kampania Holland’ea w sieci miała bardzo wiele punktów wspólnych z kampanią Obamy w 2008.
 
W Polsce możliwe jest przenoszenie  tylko pewnych fragmentów. I to już się dzieje. Zarówno w kampania Obamy w 2008, jak i  we wcześniejszych kampaniach politycznych w USA bardzo ważne było wykorzystywanie i publikowanie w w sieci klipów wideo – spotów, filmów „dokumentalnych”, relacji „behind the scenes”. Również zwolennicy kandydatów, podobnie jak w Polsce, tworzyli własne filmiki, parodie, grafiki i tak dalej. Pod tym względem, ekosystem internetowy w Polsce zbliża się do tego w USA.
 
Kolejnym przykładem elementów sieciowej kampanii, które już się przeniosły do Polski, jest polityka na Twitterze. O ile w 2008 Twitter dla Obamy był mało istotnym narzędziem, to w 2012 jest już kluczowy jeśli chodzi o komunikowanie przekazu kampanii, mobilizację zwolenników, wpływanie na media i wygrywanie kolejnych taktycznych batalii. W Polsce, Twitter – mimo swojej niszowości – jest także intensywnie wykorzystywany przez polityków. Owszem, w dużo mniej zorganizowany sposób, ale pod tym akurat względem widać punkty wspólne z amerykańskimi kampaniami. Twitter w USA nie jest serwisem niszowym i przez to jego znaczenie polityczne jest dużo większe.
 
Czy w miarę upływu czasu przenoszenie kolejnych elementów i rozwiązań stosowanych przez kampanię Obamy będzie możliwe? Na pewno przykład takich ruchów oddolnych jak ten powstały wokół ACTA pokazuje, że możliwości które daje internet do organizowania protestów i akcji w „realu” jest w Polsce coraz większy. Ale do ich wykorzystania w politycznych kampaniach – a to było esencją sukcesu Obamy – droga jest bardzo daleka.
 
To co najłatwiej przenieść, to rozwiązania i działania wyłącznie sieciowe – takie które opierają się na zachęcaniu do aktywności tylko na poziomie sieci, a także modyfikować konkretne, specyficzne rozwiązania. Przeniesienie czy skopiowanie całej kampanii Obamy –  zwłaszcza w jej zakresie integracji działań online/offiline, opartej na wielomilionowych inwestycjach naukowych i technologicznych, przystosowanej do amerykańskiego systemu wyborczego i natury tamtego społeczeństwa – jest niemożliwe i będzie niemożliwe niezależnie od tego ilu polskich użytkowników internetu będzie korzystało z niego jako źródła informacji o polityce.
 
 

13:18

Jutro setna i rekordowa podróż zagraniczna Hillary Clinton

Jutro sekretarza stanu USA Hillary Clinton odwiedził Łotwę, i będzie to jej setna podróż zagraniczna jako sekretarza stanu USA. Poprzedni rekord  należał wcześniej do Madeleine Albright (96 podróży), a Clinton ma przed sobą jeszcze co najmniej kilka miesięcy na tym stanowisku (oczekuje się, że w drugiej kadencji Obamy sekretarzem stanu zostanie ktoś inny). "New York Times" poświęcił w ten weekend dużo miejsca Clinton. Jak podaje dziennik, udało się jej zbudować - co nie było wcale takie łatwe do przewidzenia na początku kadencji Obamy - harmonijny zespół z prezydentem, w którym istnieje jedna wizja polityki zagranicznej USA ."Łączy ich pragmatyzm, podejście pozbawione ideologii, polegające na rozpatrywaniu spraw jedna po drugiej" - pisze NYT. Jak pisze NYT jest to najmniej skłócony zespół zajmujący się polityką zagraniczną od dekad. Clinton i Obama spotykają się co najmniej raz w tygodniu - jeśli sekretarz stanu jest w Waszyngtonie, zwykle w takich spotkaniach uczestniczy także Joe Biden i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Tom Donilon. Co do przyszłości, to Clinton chce - po odejściu ze stanowiska - napisać kolejną ksiażkę i poświęcić się filantropii. Cały tekst można przeczytać tutaj.  

14:11

Biały nudny mężczyzna - czyli wice dla Mitta

Jeśli wierzyć Intrade'owi, największą szansę na zdobycie republikańskiej nominacji na wiceprezydenta u boku Mitta Romneya ma Rob Portman. A kto to właściwie jest, zapytacie? Podobne pytanie zadają sobie nawet mieszkańcy Ohio, którego to stanu jest senatorem.
 
 
Kampania prezydenckiego kandydata GOP to dobrze naoliwiona maszyna. Mitt Romney ze swojego doświadczenia w biznesowej pracy dla korporacji wyciągnął ważną lekcję - wszystko należy starannie planować, ściśle trzymać się przyjętego planu i nigdy nie zmieniać głównego przekazu. Taki styl prowadzenia kampanii wyborczej być może też pasuje do jego usposobienia, ale nie zmienia to faktu, że jak na razie - to po prostu działa. Owszem, Mitt ma na koncie kilka wpadek, ale zwykle przytrafiają się one jemu, gdy próbuje być na luzie, powiedzieć coś swobodnie - więcej o wpadkach Romneya można przeczytać pod tym linkiem. Ale w sumie maszyna Partii Republikańskiej działa bardzo sprawnie. Nawet jeśli przydarzają im się takie wpadki jak Etch-A-Sketch, czy rezygnacja specjalisty ds. międzynarodowych, który czuł się niemile widziany w sztabie u Romneya, to raczej prezydent Barack Obama ciągle stawiany jest przez innych Demokratów w niekomfortowej sytuacji.
 
Obecnie dominuje przekonanie, podsycane przez przecieki z kampanii Mitta Romneya, że kandydat na wiceprezydenta będzie podobny do samego Mitta - niezbyt charyzmatyczny, ale pracowity i solidny. Ma być nudny, ale będzie to, według słów Mitta, ktoś sprawdzony, ktoś, na kim można będzie polegać. Bardzo wyraźnie widać to na Intrade, wśród osób, których szanse oceniane są najwyżej, dominują właśnie biali nudni mężczyźni:
 

14:53

PDT jako gracz w "Milionerach" zastanawia się które ulgi jeszcze znieść

Grafika z premierem Tuskiem zastanawiającym sie "które ulgi jeszcze znieść" jest dziś najbardziej popularną grafiką polityczną na FB. 

15:09

IGRZYSKA W LONDYNIE: BARDZO BRYTYJSKA IMPREZA NA BARDZO GLOBALNEJ SCENIE - tak wicepremier Nick Clegg zaprasza na Olimpiadę do Londynu


Tekst Nicka Clegga.
Jeszcze tylko miesiąc i witamy w Londynie... Londyn, pierwsze miasto, które po raz trzeci będzie gospodarzem Igrzysk Olimpijskich, czeka z niecierpliwością, aby za parę tygodni powitać świat.
 
Każda olimpiada - od Sydney, poprzez Barcelonę, po Pekin - mówi nam o kraju gospodarzu coś wyjątkowego, coś, co go wyróżnia. Nie inaczej będzie w Londynie. Od sztafety z ogniem olimpijskim, podczas której Brytyjczycy różnych zawodów dotkną kawałka olimpijskiej historii, poprzez uroczystość otwarcia (której szczegóły nadal utrzymywane są w ścisłej tajemnicy, gdy piszę te słowa), po Paraolimpiadę, która po raz pierwszy zorganizowana została w 1948 roku w brytyjskim mieście Stoke Mandeville. To będzie bardzo brytyjska impreza na bardzo globalnej scenie.
 
Co zatem Londyn 2012 powie o Wielkiej Brytanii roku 2012?
 
Po pierwsze pokaże, że Wielka Brytania realizuje zakładane cele. Nasz sektor budowlany pracował na najwyższych obrotach, aby stworzyć niesamowity park olimpijski, łącznie z nową wioską olimpijską zlokalizowaną o kilka minut drogi od głównych obiektów sportowych. Wszystko wybudowane zostało na czas, w ramach budżetu i zgodnie z nagradzanymi standardami, przy przełomowym podejściu do zrównoważonego rozwoju i zielonej technologii, które podniosło poprzeczkę dla największych projektów budowlanych w Wielkiej Brytanii i poza jej granicami.
 
Po drugie, mam nadzieję, że tym, którzy jeszcze u nas nie byli igrzyska te pokażą, jak wspaniałym miejscem do odwiedzenia jest Wielka Brytania. Sztafeta z ogniem olimpijskim, przemierzająca obecnie kraj na trasie o długości ośmiu tysięcy mil, to niebywała okazja do pokazania jego przeróżnych atrakcji: niezwykłych wybrzeży południowo-zachodniej i wschodniej Anglii, przepięknych krajobrazów Walii i Szkocji oraz pradawnych pomników dziedzictwa i historii od Stonehenge na południu do Muru Hadriana na północy.
 
Mamy również tętniące życiem, wielkomiejskie tygle, jak Belfast, Edynburg, Leeds, Newcastle, Manchester czy Liverpool. To fakt - od Beatlesów po Szekspira - Wielka Brytania ma takie dziedzictwo kulturalne, jak żaden inny kraj.
 
Jednak dla wielu największą atrakcją jest nadal Londyn. To jedno z najwspanialszych miast świata, uosabiające to, co się u nas ceni: naszą wielokulturowość i otwartość, szacunek dla przeszłości oraz ambicje na przyszłość.
 
Londyn to miasto mówiące 200 różnymi językami. Kuchnie wszystkich krajów olimpijskich. Powaga gmachów Parlamentu i Pałacu Buckingham, a obok gwar Soho i jasne światła West Endu. Ta mieszanka starego i nowego, tradycji i nowoczesności, będzie błyszczeć przez całe igrzyska. Poza nowym parkiem olimpijskim imprezy będą się odbywać w najbardziej historycznych, ikonicznych miejscach: stadion Lords - kolebka światowego krykieta, Wimbledon słynący z tenisa, Greenwich - synonim morskiej historii.
 
Londyn to w każdym sensie świat w mieście. Tak, będzie duży ruch, ale miasto będzie także kipieć energią, ekscytacją i potencjałem, stanowiąc doskonałe tło dla tego, co w globalnym sporcie i kulturze najlepsze.
 
Być gospodarzem trzeciej olimpiady to ogromny zaszczyt, dla każdego kraju. Londyn na tę chwilę czekał bardzo długo, a przyglądać się będzie cały świat. Mamy nadzieję, że za miesiąc spełnimy te obietnice - zapewniając wspaniałe widowisko i pokazując kawałek Wielkiej Brytanii w największym rozkwicie. 
 
Nick Clegg, wicepremier Wielkiej Brytanii

17:23

Cztery rzeczy, które warto zapamiętać z dzisiejszego sondażu zaufania CBOS

Opublikowany dziś sondaż CBOS pokazującego zaufanie do polityków pokazał poprawę notowań premiera oraz ministrów jego rządu najbardziej związanych z Euro. Ale to nie jedyne rzeczy, które warto zapamiętać z tego sondażu. Oto cztery inne ciekawe informacje. 
 
 
O sondażu CBOS pisaliśmy tutaj---> CBOS: Tusk zyskuje 6 punktów, Mucha 7, Nowak 4, Kaczyński zyskuje 5, Macierewicz 3. Mocno traci Palikot. Mucha lepsza niż Schetyna
 
Zła sytuacja Palikota 
 
Aż 55% ankietowanych nie ufa Januszowi Palikotowi - to pierwszy miesiąc, w którym ten polityk znajduje się na czele rankingu "niezaufania". Ale równie źle przedstawia się jego sytuacja pod względem zaufania  - tylko 21% ankietowanych mu ufa, co jest najgorszym wynikiem od grudnia 2010 r. 
 
Dobry wynik Kaczyńskiego 
 
Liderowi PiS nie ufa 49% ankietowanych. Od grudnia 2010 tylko raz  - w marcu 2012 - prezes PiS osiągnął lepszy rezultat (48%). W pozostałym okresie brak zaufania do niego deklarowało  50% lub więcej ankietowanych, z rekordowym wynikami w lutym 2012 (57%)
 
Przeciętny start Dudy
 
Po raz pierwszy w sondażu CBOS badano zaufanie do lidera "Solidarności" Piotra Dudy. Ufa mu 18% ankietowanych, brak zaufania deklaruje 8%. Jednocześnie aż 58% ankietowanych deklaruje, że nie wie kim jest Piotr Duda. To i tak lepiej niż w przpadku szefa MSW (71%) i ministra pracy (79%)
 
W średniej ocen bezkonkurencyjny Komorowski 
 
Ankietowani przez CBOS deklarują swoje zaufanie lub jego brak w jedenastopunktowej skali, od pełnego zaufania (+5), do pełnej nieufności (-5). Wyniki sondażu to łączny odsetek badanych wyrażajacych zaufanie i nieufność, a także odsetki osób które ich nie znają. Ale CBOS publikuje także wyniki syntetyczne, średnią wszystkich ocen. W tej kategorii wygrywa prezydent Komorowski (+1,71), na drugim miejscu znajduje się Radosław Sikorski (+1,03), a później Bogdan Zdrojewski (0,90), Ryszard Kalisz (0,74). Kolejne miejsce zajmuje Piotr Duda  0,63. Najgorsze oceny zbiera Jnausz Palikot  (-1,61)
 
 
 

18:27

Nowe sondaże pokazują, że kampania negatywna Obamy zaczyna działać

Od wielu tygodni Obama próbuje zdefiniować - poprzez serię negatywnych spotów - Romneya jako bezwzględnego biznesmena, który dorobił się na zwalnianiu ludzi z pracy, jako szef firmy inwestycyjnej Bain Capital. Dziś pojawiają się sondaże, które pokazują że te spoty zaczynają działać. W badaniu NBC/WSJ Obama wygrywa z Romneyem 47-44 (miesiąc temu 47-43) ale gdy wyodrębnić tylko mieszkańców kluczowych 12 stanów, to przewaga Obamy rośnie do 50-42 (miesiąc temu 48-42). To właśnie w tych stanach skoncentrowana jest emisja spotów telewizyjnych. Najważniejsze jest jednak coś innego: 

19:25

Serial "The Newsroom" to wykład Aarona Sorkina o roli mediów w demokracji


Od wielu miesięcy w USA nie było tak gorącej debaty nad nowym serialem telewizyjnym, jak ta, która wybuchła wokół projektu Aarona Sorkina "The Newsroom". Serial został wręcz zmiażdżony przez recenzentów. Czy jednak z "The Newsroom" jest rzeczywiście tak źle?
 
Szydzenie z "The Newsroom" stało się modne wśród amerykańskich dziennikarzy politycznych. Było to wyraźnie widoczne przedwczoraj, gdy na Twitterze na bieżąco komentowano orzeczenia Sądu Najwyższego USA. Jednym z typowych wpisów było: "SCOTUS zdecydował, że wczorajsza premiera The Newsroom narusza Ósmą Poprawkę o okrutnym karaniu."
 
 
Oczekiwania wobec "The Newsroom" były ogromne. Ten projekt Aarona Sorkina – twórcy legendarnego serialu "The West Wing" ("Prezydencki poker" w Polsce) i scenarzysty "The Social Network" miał być unikalnym spojrzeniem na bezwzględny i brutalny świat amerykańskiego politycznego dziennikarstwa telewizyjnego. Ale być może to właśnie oczekiwania zdecydowały o tak wielkim rozczarowaniu.
 
 
Bo "The Newsroom" to nie serial telewizyjny, a rozbity na odcinki wykład – w którym profesor Sorkin tłumaczy, co złego jest w amerykańskim dziennikarstwie. Centralną postacią serialu jest anchor fikcyjnej stacji, Will McAvoy (Jeff Daniels). Podstawą tego wykładu jest spektakularna transformacja, którą przechodzi McAvoy. Jego polityczna tyrada na uniwersyteckim panelu dyskusyjnym – w której zrywa z wygładzonym wizerunkiem zdystansowanego, obiektywnego dziennikarza i pokazuje swój punkt widzenia – to jednocześnie punkt wyjścia, dzięki któremu Sorkin pokazuje, jak wyobraża sobie "idealny" program informacyjny. Idealny – to znaczy docierający do prawdy, w którym najważniejsze jest poczucie misji, którą jest takie informowanie odbiorców, by mogli podjąć dobre, słuszne decyzje dotyczące systemu politycznego. A nie udawanie obiektywizmu, które tak naprawdę oznacza obojętność. Sorkin odrzuca świat sieci kablowych, w których odbiorcy mają własne fakty i oczekują ich dostarczenia, ale przede wszystkim jego krytyka jest skierowana wobec takich sieci jak CNN, które udając balans nie dążą do pokazania rzeczywistości i lękają się nazwać czarne czarnym a białe białym.
 
O kłopotach CNN pisaliśmy w tekście---> CNN w głębokim kryzysie. Przegrywa wojnę z MSNBC i Fox News
 
Taka jest wizja Sorkina, a jej realizacji służą mniej lub wyraźniej zarysowane postacie, włącznie z nową producentką programu McAvoya i jednocześnie jego byłą dziewczyną, MacKenzie McHale (Emily Mortimer). Ale nie ma żadnych wątpliwości – wszyscy w tym serialu, włącznie z samym McAvoyem, kreowanym na współczesnego Waltera Cronkite’a mają tylko jeden cel: pokazać idee, które dyktuje im Sorkin. Nie są postaciami jako takimi, poza tym co niezbędne by serial nie był (zbyt) nieznośny w oglądaniu.
 
http://youtu.be/wC8ovJYAU3  
 
 
Sorkin dokonuje jeszcze jednego zabiegu. W przeciwieństwie do "West Wing", gdzie wydarzenia i kryzysy z którymi musiał zajmować się Biały Dom były fikcyjne, załoga "News Night" zajmuje się prawdziwymi wydarzeniami sprzed lat. Serial zaczyna się w momencie, gdy wybucha kryzys związany z wyciekiem ropy do Zatoki Meksykańskiej. To daje Sorkinowi możliwość pokazania, jak w idealnych warunkach wyglądałaby reakcja mediów na kolejne rzeczy, ale jednocześnie sprawia, że sama "materia" serialu jest absolutnie mało zaskakująca. Wszyscy wiemy, o co chodziło z wybuchem platformy Deepwater Horizon i wiemy, jak się sprawa skończyła.
 
 
Przeniesienie się w czasie widać też na innym poziomie. Jeśli ktoś oczekuje, że "The Newsroom" to jakaś wersja "Mad Men", musi czekać go nie lada szok. Dla kogoś, kto nie zna i nie lubi stylu Sorkina, wysłuchiwanie bombastycznych i idealistycznych tyrad wygłaszanych przez głównych bohaterów w porównaniu z wysublimowanym cynizmem i głębią "Mad Men" jest na pewno prawdziwą męczarnią.
 
 
Ale nie zmienia to faktu, że "The Newsroom" jest typowy dla Sorkina także pod względem energii, z którą jest zrobiony. I to powoduje, że w drugiej części odcinka, w której dziennikarze "News Night" zajmują się kryzysem w Zatoce, ma swoje tempo i pomimo nadęcia całkiem przyjemnie się ją ogląda.
 
 
"The West Wing" był dla widzów w USA odtrutką na świat polityki ery Busha, i w tym sensie sprawdzał się znakomicie. Tam idealizm był niezbędny i uzasadniony. "The Newsroom" nie realizuje tak wyraźnej politycznej potrzeby, bo obie strony amerykańskiego sporu politycznego dobrze czują się na swoich pozycjach medialnych i nie wydaje się, by miało się to zmienić. Oczywiście Sorkin ma nadzieję, że dzięki swojej wizji przebije się przez taką polaryzację. Co oczywiście nie znaczy, że serial jako jest bezwartościowy. Stanowi realną alternatywę dla mrocznych produkcji dominujących obecnie w amerykańskiej telewizji, i jeśli ktoś zaakceptuje styl Sorkina, to będzie mu się go z przyjemnością oglądało. Ale tylko po przyjęciu do wiadomości tez, które stawia profesor Sorkin i sposobu, w jaki je prezentuje.
 
Tekst ukazał się także na serwisie Serialowa 
 

22:26

Prezydencka wojna na ciasteczka

Choć Michelle Obama jest zwolenniczką zdrowego odżywiania, i do tej pory namawiała Amerykanów, by rezygnowali ze słodyczy na rzecz warzyw i owoców, to jednak konkursu na słodkie wypieki nie zlekceważyła. Bo historia uczy, że lepiej w nim dobrze wypaść.
 
 
Magazyn Family Circle od 1992 roku przeprowadza konkurs, w którym urzędująca Pierwsza Dama i żona kandydata ubiegającego się o prezydencki fotel dzielą się z czytelniczkami pisma przepisami na ciasteczka. Te przepisy są sprawdzane w amerykańskich kuchniach i poddawane głosowaniu. Do tej pory jedynie raz okazało się, że zwyciężczyni Presidential Cookie Bake-Off nie zamieszkała potem w Białym Domu - w 2008 roku Cindy McCain wygrała ze swoimi ciasteczkami owsianymi, ale Amerykanie zagłosowali na Baracka Obamę i to Michelle została Pierwszą Damą. Czy teraz jej ciasteczka z białą i ciemną czekoladą pokonają wypieki Ann Romney? Żona kandydata GOP do konkursu stanęła z ciasteczkami z M&Msami, za którymi podobno przepadają jej wnuki. Jeśli chcecie wypróbować oba przepisy, znajdziecie je na stronie magazynu Family Circle - niestety wymagana jest rejestracja.