Spinroom KPRM od tygodni buduje wielkie oczekiwania związane z Euro 2012. Premier, nadając kres pozagrobowej świetności Boleslawa Chrobrego i Władysława Jagiełły, posuwa się nawet do stwierdzenia, że to jedne z najważniejszych dni w całej historii Polski. Swoje w budowaniu entuzjazmu dodają najwięksi reklamodawcy - Biedronka, Coca Cola i Carlsberg. Nikt nie wie, czy entuzjazm faktycznie wybuchnie i czy rzeczywiście Euro 2012 zakończy dla Platformy sezon polityczny zdecydowanym odbiciem. To największy z pięciu możliwych lęków Platformy na Euro.
Obawa numer 1 - wybuch entuzjazmu nie następuje. Nie jest powiedziane, że Euro na pewno musi być gigantycznym politycznym sukcesem. Nikt nie może dziś przewidzieć czy czczone ze świeckim nabożeństwem przez telewizję informacyjną i platformerskich prezydentow miast strefy kibica faktycznie się zapełnią kolorowymi przybyszami i czy ładnie to będzie wyglądało w obrazkach. I czy faktycznie Polskę zaleją rozentuzjazmowani goście z szeroko otwartymi porfelami. Pustki na ulicach Warszawy na dwa dni przed Euro przypominają raczej krajobraz po wybuchu bomby, niż wigilię „narodowego święta”, a na prowinicji poza nielicznymi flagami browaru Tyskie, też nic szczególnego nie widać. Pewne obawy politycznych spindoktorów musiały wzbudzić badania CBOS, z których wynikało, że oczekiwanie Polaków na Euro wcale nie musi być takie ekstatyczne. To bardziej zainteresowanie niz histeria.
Obawa numer 2- Jarosław jest grzeczny i miły, a jego zwolennicy podczas kolejnej miesięcznicy nie dają się sprowokować (na co chyba nikt nie liczy). PiS i jego lider to sprawdzone alibi na wszystko. Nie ma takiego niepowowodzenia, którego nie udałoby się zrzucić na Jarosława Kaczynskiego. I to znów on będzie punktem odniesienia dla każdej większej rozróby przy okazji miesięcznicy, albo przemarszu rosyjskich kibiców. PiS, który nie daje się sprowokować i umie swoich, często trudnych do opanowania zwolennikow utrzymać w ryzach, to PiS który nie pomaga Platformie „zdawać egzaminu”.
Obawa numer 3- coś jednak idzie nie tak. Warto sobie uzmysłowić, że TVN i TVN24 oraz Polsat i Polsat News nie mają najmniejszego prawa od UEFA pokazać jakiejkolwiek migawki ze stadionów. W związku z tym ich uwaga, choć oczywiście w ogromnej mierze skupiona jednak na okolicach Euro, musi akceptować twarde prawa do wyłaczności TVP na korzystanie z materiałów zastrzeżonych dla oficjalnych partnerów UEFA, czyli kanałów TVP. A to oznacza, że duże kanały informacyjne i ich serwisy newsowe (Fakty i Wydarzenia) będą baczniej przyglądać się infrastrukturalnemu przygotowaniu mistrzostw. Dobrą tego zapowiedzią była ranga, jaką serwisy Polsatu i TVN nadały zamieszaniu w Krakowie i Gdańsku przy okazji rozdawania wejściówek na treningi reprezentacji narodowych. Każdy, nawet najdrobniejszy organizacyjny „spalony” będzie miał swoją rangę medialną. Skoro nie można pokazać spalonego na boisku to trzeba będzie znaleźć go gdzie indziej.
Obawa numer 4 - Arłukowicz- czyli „chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze”. Zaraz po zakończeniu Euro, 1 lipca, będą musiały wejść w życie programy terapeutyczne, które dotykają pacjentów szczególnie wrażliwych. 1 lipca to też kolejna aktualizacja list leków refundowanych i zderzenia się z rzeczywistością budowanych nadziei licznych grup pacjentów. Dochodzi sprawa ustawy o lecznictwie, wolontariatu w hospicjach, rychłego odejścia kompetentnego Jakuba Szulca z gabinetu na Miodowej, niepewności co do ciężaru gatunkowego nowych osób wyznaczonych do kierowania NFZ. Ton komentarzy w prasie po odwołaniu Jacka Paszkiewicza jest jednomyślny - bój to jest Bartka ostatni. „Walcz albo giń” - jak napisała Aleksandra Pawlicka w Newsweeku. Kolejne niepowodzenia ministra zdrowia będą nie do obrony. Sugerował zresztą to sam premier.
Obawa numer 5 - założenia makro do budżetu 2013, kac po Euro i szuflady puste. Niby zaczną się wakacje, ale finał Euro będzie okazją do podsumowań, analizy wpadek, rozliczeń podwykownawców projektów infrastrukturalnych, bilansu zysków i strat z Euro. Sejm już od kilku tygodni faktycznie nie ma nad czym pracować i już nie będzie alibi w postaci „narodowego święta”. Lipiec to też tradycyjny termin akceptacji przez rząd założeń do budżetu na następny rok. I nic nie wskazuje na to, żeby przy europejskim spowolnieniu i niższej realizacji dochodów budżetu już na ten rok, należał on do najprzyjemniejszych.
Być może wszystko pójdzie OK, bo przecież Polska jest OK, ale strategie budowane od tygodni na rachubach wybuchu piłkarskiego euro-entuzjazmu w Polsce, równie dobrze mogą się nie sprawdzić. Jak i oczywiście sprawdzić, ale obawy są.