Czy prezydent Obama zachowuje się jak Republikanin? Na pierwszy rzut oka to pytanie brzmi absurdalnie. Ale pod względem taktyki i strategii prowadzenia kampanii, coraz więcej łaczy Obamę z Bushem i innymi kandydatami GOP, którzy walczyli o reelekcję w przeszłości - ta teza zaczyna pojawiać się coraz częściej w mediach amerykańskich. Jednak te poddobieństwa nie gwarantują, że Obama wygra w listopadzie.
Obama wykorzystuje sprawy bezpieczeństwa narodowego przeciwko Romneyowi
Pierwsza rocznica udanego rajdu komandosów na siedzibę bin Ladena została maksymalnie wykorzystana przez doradców Obamy. Chodzi między innymi o spot, w którym sugerowano, że Romney nie byłby w stanie podjąć decyzji o ataku. Ale nie tylko - wizyta prezydenta w Afganistanie, liczne wzmianki o bin Ladenie w przemówieniach Obamy, a nawet hasło "Osama dead, GM [General Motors] alive", które użył Biden na podsumowanie pierwszej kadencji prezydenta - pokazują jak chętnie Team Obama wykorzystuje sprawy bezpieczeństwa narodowego w kampanii. I ma na tym polu przewagę - Romney ma na tym polu niewiele do powiedzenia, brakuje mu doświadczenia. Tak samo robił Bush w 2004 - wtedy to Irak był wykorzystywany jako polityczna broń. I wtedy wielokrotnie podkreślano, że Bush jest commander-in-chief. Podobnie, chociaż dużo subtelniej robi to Obama. Zwykle to Republikanie byli górą w tych tematach w czasie kampanii - teraz jest (przynajmniej do tej pory) na odwrót.
Małżeństwa homoseksualne i wojny kulturowe
Zwykle to Republikanie chętniej angażowali sie w wykorzystywanie tematów kulturowo-społecznych w kampaniach wyborczych. Teraz w ofensywie są Demokraci - sprawa małżeństw homoseksualnych, które poparł Obama nie tylko mobilizuje bazę Demokratów, ale także zmusza Romneya do defensywy. Romney najchętniej mówiłby tylko o gospodarce i o tym jak Obama nie sprawdził się pod względem tworzenia miejsc pracy. Każdy moment, w którym Team Romney o tym nie mówi, stanowi zysk dla Obamy.
Obama podkreśla, że Romney należy do elity
W 2004 to Kerry był pokazywany jako oderwany od rzeczywistości zwykłych Amerykanów nieprzyzwoicie bogaty polityk z elity, który nie ma pojęcia jak wygląda prawdziwe życie w USA. Kerry znakomicie to zadanie ułatwiał. Do historii przeszło np. jego zdjęcie na desce windsurfingowej. Teraz podobny manewr stosują doradcy Obamy. Romney, który nie tylko jest multimilionerem ale też był szefem Bain Capital, firmy która zajmowała się "korporacyjną restrukturyzacją" jest bardzo wdzięcznym celem do tego typu ataków. I wygląda na to że te ataki działają – w sondażu GWU/Politico Obama jest uznawany za polityka który bardziej podziela wartości respondentów niż Romney (Obama ma 50% w kategorii „sharing our values”, Romney jest za takiego uznawany przez 40%)
Bardziej scentralizowana kampania
Kampania re-elekcyjna Busha w 2004 była jedną z najbardziej przemyślanych, zaplanowanych i zrealizowanych w historii - także pod względem centralnego sterowania i integracji całej struktury. W 2008 Obama był kandydatem, który umiejętnie wykorzystał entuzjazm wytworzonego wokół niego ruchu oddolnego W 2012 - chociaż na każdym kroku sztab Obamy podkreśla, że w kampanii najważniejsi są wolontariusze i ich zaangażowanie, kampania jest nieco mniej "partyzancka" niż ta cztery lata temu. Oczywiście, przez to że w 2004 internet nie odgrywał tak dużej roli jak teraz, i internetowa koordynacja działań nie była wtedy możliwa na tak szeroką skalę, ta kampania jest dużo bardziej oddolna niż Busha. Nie da się ich bezpośrednio porównać – osiem lat to cała epoka. Ale Obama nie jest już kandydatem za którym stoi ruch społeczny i gigantyczny entuzjazm. Jego wolontariusze nadal oddolnie koordynują swoje działania za pomocą sieciowych narzędzi udostępnianych przez sztab. Ale „magia” z 2008 ulotniła się bezpowrotnie - a co za tym idzie zmieniły się metody działania doradców. Inną kwestią jest ogromna centralizacja danych – sztab Obamy w 2012 zbudował jedną, zunifikowaną bazę danych wyborców, z której korzystają wolontariusze i stratedzy planujący kamapanie marketingowe dla określonych grup elektoratu.
To wszystko nie sprawia jednak, że Obama ma gwarancję sukcesu. Problemem jest sytuacja gospodarcza – to ona jest podstawowym zmartwieniem dla Team Obama w tym momencie. Być może będzie to raczej powtórka sytuacji w 1992 gdy H.W Bush przegrał z Clintonem mimo przwagi na polu bezpieczeństwa narodowego, a ze względu właśnie na sprawy gospodarcze.
Jeśli jednak Romney będzie cały czas w defensywie, to nie będzie mógł narzucić tego tematu jako wiodącego w tej kampanii, nie będzie w stanie wykorzystać wyników gospodarczych USA na swoją korzyść np. słabszych danych z rynku pracy. I na to liczy Obama oraz jego doradcy.
fot Christopher Dilts OFA