Jak przebiegała wczorajsza wizyta prezydenta Obamy w Afganistanie? To skomplikowane logistycznie przedsięwzięcie, lot do kraju objętego wojną musiał odbyć się w najściślejszej tajemnicy. Ale w świecie mediów społecznościowych nie ma czegoś takiego jak sekret. Przez jeden wpis na twitterze, mimo ogromnych środków ostrożności, niemal wszystko wyszło dużo wcześniej na jaw. Jak to się stało i jak wyglądały środki, które zastosował wczoraj Biały Dom by tajemnica nie została całkowice zdradzona?
Dla dziennikarzy wszystko zaczęło się na kilkadziesiąt godzin przed podróżą. Jak twierdzi John Gerstein z Politico, który był w "press pool" tej wizyty, o tym że ma lecieć, dowiedział się w niedzielę - z typowym dla tego typu podróży zastrzeżeniem, że może powiedzieć tylko jednemu swojemu bezpośredniemu zwierzchnikowi.
Lot rozpoczął się w nocy - a ze względów bezpieczeństwa Air Force One nie stał w typowym miejscu w bazie lotniczej Andrews. Co więcej, dziennikarze dostali się na pokład samolotu nie rutynową drogą, ale poprzez schody prowadzące do włazu w środkowej części samolotu. AF1 miał wygaszone wszystkie światła, dziennikarze przed odlotem musieli oddać wszystkie urządzenia elektroniczne, które zostały im zwrócone dopiero godzinę po rozpoczęciu lotu. Co ważniejsze, jak powiedział w CNN John King, jeden z najbardziej doświadcznych amerykańskich reporterów telewizyjnych, który miał za sobą wiele takich podróży, doradcy prezydenta zwykle odradzają mu w takich sytuacjach podróż bardzo rozpoznawalnym Air Force One. Tak było m.in. z podróżą Busha do Iraku. Zamiast tego, proponują zwykły samolot wojskowy, który nie rzuca się tak bardzo w oczy. Ale tym razem Obama zdecydował użyć jednak samolotu prezydenckiego.
Obama przyleciał do Afganistanu pod osłoną nocy i pod osłoną nocy rozpoczął podróż powrotną do kraju. Jak mówił John King, Air Force One w czasie podróży powrotnej tego typu startuje pod bardzo ostrym kątem, większym niż 45 stopni, by jak najszybciej znaleźć się poza niebezpieczną strefą.
Ale wszystkie te środki bezpieczeństwa były wystawione w przypadku tej podróży na poważną próbę. Rano czasu waszyngtońskiego, lokalna stacja telewizyjna TOLOnews w Afganistanie opublikowała wpis na twitterze z informacją, że prezydent jest w Kabulu. Biały Dom natychmiast rozpoczał szeroko zakrojoną akcję, by zapobiec rozprzestrzenieniu się tej wiadomości. Zarówno serwisy internetowe, jak i reporterzy na twitterze retweetujacy informację TOLOnews byli informowani przez doradców ds. bezpieczeństwa Białego Domu że jej publikacja może zagrozić życiu prezydenta. Jednocześnie np. amabasada amerykańska w Kabulu i inne źródła oficjalne stanowczo dementowały informacje o podróży Obamy. Większość dziennikarzy kasowała wpisy na serwisach i tweety. Większość - ale nie Matt Drudge, który od wtorkowego poranka informował na swojej stronie Drudge Report, że prezydent może być w Afganistanie. Drudge, który ma ogromny wpływ na konserwatywne (i nie tylko) media w USA miał na stronie głównej wieści o Obamie aż do momentu, gdy zostały one oficjalnie potwierdzone po południu czasu amerykańskiego. Jak później tłumaczyli sztabowcy Obamy w momencie publikacji tweeta przez TOLOnews Obama był jeszcze w podróży, co powodowało że informacja o jego pojawieniu się w Kabulu była fałszywa. Ale podejrzenie wystarczyło, by Drudge wrzucił informację do medialnego obiegu.
Ostatecznie podróż prezydenta odbyła się bez incydentów. Ale to wszystko pokazuje, że w świecie w którym dominuje twitter i internet, zdementowanie i ukrycie jakiejkolwiek informacji, nawet przez Biały Dom, jest po prostu niemożliwe.
fot. CNN/Air Force One w Afganistanie
10:37
Tym Republikanie chcą wygrać na Facebooku:
"Social Victory Center" - tak nazywa się nowa aplikacja na Facebooku przygotowana przez Partię Republikańską, która ma zapewnić GOP przewagę nad Demokratami w politycznym wykorzystaniu potencjału wolontariuszy i aktywistów na tym serwisie społecznościowym. Republikanie w tym roku za wszelką cenę nie chcą zostać w tyle, jeśli chodzi o technologiczny wyścig w sieci.
Social Victory Center to pomysł, który ma sprawić, że energia oddolna zwolenników Partii Republikańskiej nie zmarnuje się w tym roku. GOP liczy na to, że w wyniku zmian jakie zachodzą w internetowym prowadzeniu kampanii politycznych, a przede wszystkim koncentracji na sieciach społecznościowych, a nie na osobnych stronach kampanijnych, uda się nadrobić zalegości jakie partia ma w wykorzystaniu sieci.
Już teraz widać, że energia i zaangażowanie na twitterze pozwala Republikanom na bardzo łatwe steroanie i przejmowanie dyskusji politycznej wokół konkretnych tematów. Bardzo wiele inicjatyw Demokratów zbudowancyh wokól hashtagów (np. #whatsRomneyhiding) zostało w ten sposób "porwanych" przez aktywistów i komentatorów sprzyjających GOP na twitterze.
Teraz uwaga RNC jest skierowana na Facebook. Na Facebooku są - mówią kolokwialnie - wszyscy (161 mln Amerykanów). I dlatego wczoraj wystartowała ambitna aplikacja "Social Victory Center", która ma umożliwić wolontariuszom łatwą komunikację i samo-organizowanie się na tej sieci społecznościowej. Aplikacja ma bardzo wiele możliwości. Można na przykład tworzyć polityczne eventy i zapraszać na nie znajomych z Facebooka - prosty sposób na organizację np. spotkań z okazji debat wyborczych (watch parties)
Można też zobaczyć jakie wydarzenia polityczne są organizowana przez sztaby oficjalne - np. Romneya czy lokalnego kongresmena. Można czytać najnowsze informacje (publikowane na stronie RNC), zobaczyć najnowsze polityczne klipy wideo a także uczestniczyć w dyskusjach ramach aplikacji. "Social Victory Center" nie jest jednak prowadzone odgórnie - wydarzenia, dyskusje i spotkania mają być przede wszysktim zakładane przez wolontariuszy.
W ten właśnie sposób Republikanie chcą zachecić aktywistów do działań na własną rękę. Zbyt duży nacisk na centralne sterowania kampaniami był od dawna bolączką GOP. Teraz ma to się zmienić. A dzięki "Social Victory Center" wolontariusze dostają do ręki narzędzie, które ma stanoić ich polityczne centrum dowodzenia na Facebooku, niezależne od innych kampanii i sztabów.
To bardzo śmiały eksperyment. Ale sukces Republikanów na twitterze pokazuje, że nie stoją oni na straconej pozycji w walce z maszyną internetową Obamy w sieci.