Zaczęło się od U2 a zakończyło na Lennonie. Janusz Palikot wybrał klasykę na ilustrację muzyczną kongresu, który od wielu miesięcy reklamowany był jako bardzo istotny moment dla partii. Ale wielkiego przełomu nie było. W długim i wielowątkowym przemówieniu lider Ruchu zaprezentował po prostu to, o czym mówił w wielu ostatnich wywiadach - plan programowy swojej partii. Ale była to bardziej korekta państwa, a nie zaś kapitalizmu jako takiego.
Kongres nie rozpoczął się jednak przemówieniem Palikota, tylko panelem dyskusyjnym zorganizowanym przez Piotra Ikonowicza. Na tym panelu trójka zaproszonych przez Ikonowicza gości z jego Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej opowiadało swoje historie życiowe. To wyglądało jak wprowadzenie do tematyki kongresu. Agnieszka Żelazna, która pomaga Ikonowiczowi prowadzić ośrodek dla bezdomnych, , mówiła m.in. o swoich kłopotach finansowych, trudnościach jakie ma w zapewnieniu godziwych warunków dla swoich dzieci. "To jest nasza żelazna lady" - mówił o niej Ikonowicz.
Ale później nie było kontyuacji. Ale późniejsze przemówienie Palikota pozbawione było "human stories". Lider Ruchu rozpoczął zgodnie z przewidywaniem - od stwierdzenia, że ludzie w Polsce przestali wierzyć w to, że kapitalizm może przynieść im poprawę sytuacji. "Kapitalizm to jedna z najbardziej nieuczciwych, bezwzgędnych religii" - mówił na początku Palikot. Ale nie pokazał na ani jednym "ludzkim", konkretnym przykładzie, jak ta religia jest bezwzględna.
Później rozpoczął przedstawianie swojego pomysłu na korektę kapitalizmu - ale była to raczej korekta państwa, nie kapitalizmu jako takiego. Palikot w długim, technokratycznym wystapieniu zaproponował szereg rozwiązań, które można podsumować jako postulat zwiększenie, i to znacznego, roli państwa, jego aktywizacji. O samym kapitaliźmie jako systemie nie było wiele mowy. Lider Ruchu mówił m.in. o konieczności obniżenia składek na ZUS, likwidacji umów śmieciowych, zmianie tego jak funkcjonują korporacje ("Ręce precz od małego i średniego biznesu, czas najwyższy zabrać się za korporacje), podatek transakcyjny, zachęcenie banków do finansowania inwestycji a nie do zajmowania się ("wirtualną gospodarką"), inwestycji w energię odnawialną, o polityce pełnego zatrudnienia. Te wszystkie propozycje Ruch Palikota chce zaproponować jako ustawy, i to w najbliższym czasie.
SLD pojawiło się tylko w kontekście obniżenia przez Belkę akcyzy. Palikot nie wspominał poza tym o swojej konkurencji na lewicy, nie było żadnego wzywania do współpracy czy jedności. A kapitalizm powrócił w ostatniej fazie przemówienia - jako przyczyna podziałów w kraju, "zagubienia i odzielenia od siebie markami". Palikot stwierdził w trakcie, że "5 milionów bezrobotnych w Polsce to szansa, a nie problem". I to było chyba najmocniejszy, najbardziej wyrazisty akcent całego wystąpienia. To były jedyny "soundbite".
Co ciekawe, zabrakło w tej mowie wzmianki o postulatach, które Ruch Palikota zbierał w całym kraju od kilku tygodni. Te postulaty na każdym spotkaniu wypisywane były na specjalnych tablicach, co miało nawiązywać do 21 postulatów "Solidarności" w 1980. Dziś w przemówieniu Palikota liczba 21 nie padła, o tej akcji nie było w tym wystąpieniu mowy.
Całe to przemówienie spełniło tylko jeden cel - Palikota pokazał w nim swoją programowa propozycję, która jednak została "sprzedana" już w jego wielu wcześniejszych wywiadach i wypowiedziach. To nie było moblizujące, pełne pasji przemówienie, a tylko prezentacja programowych postulatów, które i tak wszyscy znali. Równie dobrze Palikot mógłby opublikować je w internecie. Pod tym względem, kongres musiał być rozczarowaniem. Piosenka "Imagine" zakończyła spotkanie, które miał dać Ruchowi Palikota nowy impet do działania. Ale nie stało się w jego trakcie nic, co dałoby podstawy stwierdzić, że ten impet będzie rzeczywiście dużo większy.
A oczekiwania - także budowane przez samego Palikota - były zupełnie inne.
(Aktualizacja: O tablicach mówił wcześniej na kongresie Andrzej Rozenek, fragment tekstu odnosi się tylko do przemówienia Palikota, co zostało doprecyzowane w poprawce)