Relacja Live

15.04.2012

10:06

Incydent na defiladzie w Phenianie. Tłum zaczął skandować "Jarosław, Jarosław"

10:38

Brzoza jest niewinna- głosi grupa na Facebooku


 

10:45

Jakie zdjęcie Tuska przypominają Lichocka i Gociek na FB


13:23

Wipler w stylizacji boysbandu lat 90-tych


13:36

Tajemnica czcionki Łysiaka


 
Zdjęcia tekstów Łysiaka pochodzą z iPadowegych wydań Uważam Rze.

14:00

Czy we Wprost Magdalena Rigamonti kłamie nt. Jarosława Kaczyńskiego?

Sprawdzamy fakty. "Dziekuję Antoniemu Macierewiczowi- zakrzyknął prezes Kaczyński ze sceny na Krakowskim Przedmieściu 10 kwietnia 2012 r. Macierewicz wskoczył na scenę, uśmiechnął się tym swoim tajemniczym uśmiechem, lekko mrużąc oczy i zakrzyknął "Jarosław, Jarosław, Jarosław". A wraz z nim lilkudziesięciotysięczny tłum (...). Ja też zakrzyknęłam (...). Stałam wśród tego tłumu, więc dałam się ponieść chwili. I sam Jarosław też się dał, bo też zakrzyknął "Jarosław, Jarosław". Opamiętał się dopiero wtedy, kiedy dotarło do niego, że skanduje własne imię na własną cześć. Zaczął lekko machać rękami do ludzi, coraz zerkając na bratanicę Martę (...)"- tak zaczyna swój tekst "Jarosław, Polskę zbaw" w najnowszym numerze Wprost dziennikarka Magdalena Rigamonti.
 
A jak naprawdę wyglądała ta sytuacja- opisywany fragment od 7 min 56 sekund filmu:
 
http://youtu.be/b0O0KiWp9g  
 
 

14:53

O mojej to partii piosenka...

Od czasu, gdy zespół disco polo zaśpiewał Aleksandrowi Kwaśniewskiemu "Ole Olek", minęło dużo czasu, a piosenki towarzyszące kampaniom wyborczym z agitek propagandowych o niskiej jakości zmieniły się w chwytliwe przeboje. Oczywiście, pomógł internet, serwisy typu Youtube, rozwój social mediów i moda na wirale. Jednego jednak wciąż brakuje - entuzjazmu wyborców. Polskie piosenki kampanijne pisane są na zamówienie partyjne.
 
 
Amerykańska kampania wyborcza w 2008 roku dostarczyła jednego z najważniejszych memów ostatnich lat (według amerykańskiego Newsweeka) - Obama Girl. Piosenka "Crush on Obama" to specyficzny znak czasów - pojawila się latem 2007 roku, gdy wyścig u demokratów zaczynał się rozpędzać. Powstała zapewne jako próba wykorzystania kampanii, która od samego początku uznawana była za wyjątkową, za ważną i znaczącą. Ale twórcy "Crush on Obama" nie byli związani z żadnym z kandydatów ubiegających się o prezydenturę w 2008 roku, a sama piosenka od początku uważana była za żart. Ale, choć na poły żartobliwa i mało poważna, dużo mówi o zmieniającym się podejściu - i do kandydatów, i do samej kampanii. 
 
http://youtu.be/wKsoXHYICq
 
Zupełnie poważna była za to piosenka will.i.ama - zainspirowana mową Baracka Obamy wygłoszoną po prawyborach w New Hampshire. Teledysk do niej to swoiste who's who w amerykańskim showbiznesie - gwiazdy muzyki i filmu śpiewają i recytują słowa napisane przez Jona Favreau, głównego speech writera Baracka Obama. Choć sztab ówczesnego senatora z Illinois nie miał nic wspólnego z powstaniem klipu, chętnie wykorzystał jego potencjał i siłę - "Yes We Can" stało się mniej lub bardziej oficjalnym hymnem całej kampanii Obamy, i podczas prawyborów demokratycznych, i podczas kampanii przed wyborami powszechnymi. Piosenka z dnia na dzień stała się przebojem, a sam klip megapopularnym wiralem. A na konwencji Partii Demokratycznej w Denver "Yes we can" zabrzmiało ze sceny, było to swoiste potwierdzenie wagi i wyjątkowości piosenki. Utwór, choć wyprodukowany przez zawodowców, miał siłę kampanii grass-rootowej, powstał z potrzeby i inspiracji, a na jakiś czas stał się hymnem pokolenia. Kampania 2008 to piosenka "Yes We Can".
 
http://youtu.be/jjXyqcx-mY
 

Utwór will.i.ama doceniono także poza światem polityki, wyróżniono go między innymi nagrodą Emmy za innowacyjność (Emmy Award for Best New Approaches in Daytime Entertainment). Przez wielu uważany był za dość pompatyczny, ale na tle piosneki Johna Legenda wydaje się być dość skromny. Legend napisał "If You're Out There" zainspirowany kampanią wyborczą Baracka Obamy, a utwór stał się jej częścią, ale nie zyskał nawet połowy popularności "Yes We Can".
 
http://youtu.be/fcdfMED6AY
 
Kampania 2012 na razie nie obfituje w piosenki mające siłę wirali - jedynie Rick Santorum doczekał się utwóru na własną cześć, ale jej popularność skończyła się wraz z jego rezygnacją z wyścigu:
 
http://youtu.be/U7pv7sO5Gn  
Z polskich prób wykorzystania piosenki w kampanii jedynie jedna nie wywołuje bólu zębów - na tle "Są nas miliony" 2Sisters czy utworów Bayer Fullu czy Ich Troje peeselowska piosenka "Człowiek jest najważniejszy" wypada lepiej niż dobrze - skoczna, dobrze wyprodukowana, z sympatycznie wyglądającym klipem.
 
http://youtu.be/hrHYXMvoBa
 
Jedyny problem? Choć uwtór wykorzystuje motywy folkowe, to nie jest do końca spójna z wizją partii, co jednak nie zmienia faktu, że ludowcy nie mają się czego wstydzić. Słowa piosenki 2Sisters brzmią dziś szyderczo, a o piosenkach dla Samoobrony lub SLD Bayer Full i Ich Troje pewnie sami woleliby nie pamiętać. Jedyną w miarę skuteczną próbą wykorzystania artystów w wyborach (poza 1989 rokiem) była kampania PO w 2007 roku, tyle tylko, że np. Tomasz Lipiński, który wsparł partię i śpiewał dla Platformy "Jeszcze będzie przepięknie", niecałe cztery lata później wydawał się tego żałować. Choć PiS miał i ma swoich bardów, nie udało się tej partii z żadnej piosenki wykreować wirala. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że polityczni przeciwnicy rządzącej partii nie odkryli jeszcze siły pastiszu i parodii.
 
Czy przed listopadowymi wyborami w USA możemy doczekać się "Yes We Can 2"? Zapewne jest na co czekać.
 
 

15:09

Slacktywizm i internetowe wypalenie

Internetowe ruchy oddolne i akcje społeczne, które wybuchają z ogromną siłą i są tematami dyskusji w sieci pojawiają się równie szybko jak znikają. Czy fakt, że wiele z nich opartych jest na "slacktywiźmie" powoduje, że niemal nigdy nie mają udanych kontynuacji? 
 
ACTA, SOPA/PIPA, Kony 2012, protesty przeciwko INDECT, Dzień Gniewu, a wcześniej protesty Occupy Wall Street. Te wszystkie, zdawałoby się niepowiązane ze sobą akcje mają jedną cechę wspólną - są oparte na oddolnym zaangażowaniu ludzi. Co prawda akcja "Stop Kony", która odbiła się szerokim echem na skalę całego globu na początku marca tego roku była kierowana odgórnie, to jej sukces nie byłby możliwy bez oddolnego zaangażowanie dziesiątków milionów ludzi. 
 
Ale obserwując te akcje, widać wyraźnie jeden trend - niezależnie od tego, czy są one tylko sieciowe, czy też przekraczają barierę świata rzeczywistego, to praktycznie nigdy nie można zaobserwować udanych kontynuacji. 
 
Dwa proste przykłady: Pierwszy -  protesty w sprawie ACTA miały mieć kontynuację jako "Dzień Gniewu" - ogólnopolskiej akcji wymierzonej w politykę rządu Donalda Tuska. Ale ta seria ogolnopolskich protestów nie miała w sobie nic ze skali demonstracji przeciwko ACTA. W kilku miastach zakończyły się wręcz kompromitacją - np. w Krakowie pojawiło się na długo reklamowanej w social media akcji tylko kilkanaście osób. 
 
Drugi przyklad to premiera kolejnego filmu z cyklu "Stop Kony". Pierwszy film "dokumentalny" dotyczący ugandyjskiego lidera partyzantki Josepha Kony'ego był jednym z najszybciej rozchodzących się filmów wiralowych w historii. Błyskawicznie zebrał kilkadziesiąt milionów odsłon, i był przez wiele dni omawiany w mediach tradycyjnych na całym świecie. 
 
Kilka dni temu pojawił się drugi film z tego cyklu. Tym razem jego pojawienie się w sieci przeszło bez żadnego echa. 
 
Jak się okazuje, w internecie nie da się nigdy dwa razy powtórzyć tej samej sytuacji. To, że większość tych ruchów oddolnych ma w sobie komponent "slacktywizmu" - czyli jest oparta tylko na "klikaniu" na Facebooku i na innych sieciach społecznościowych, powoduje z jednej strony że bardzo łatwo je rozbudzić, że bardzo łatwo nabieraja ogromnego impetu, a z drugiej strony - bardzo łatwo ten impet tracą. Kluczowe jest to, że bardzo trudno - po jednorazowym sukcesie - zbudować po raz kolejny wyraźny cel. Akcja "Stop Kony" miała za zadanie zwrócenie uwagi świata na problemy Ugandy - cel został "zrealizowany" - przez chwilę film był omawiany wszędzie, ale powtórzenie takiego zwrócenia uwagi było już wtórne. Tak samo było z ACTA. Kolejny cel - szeroki protest przeciwko polityce rządu - był już na tyle mało atrakcyjny, że nie przyciągnął uwagi, nawet tych którzy demonstrowali na mrozie przeciwko ACTA. Ponowne wykorzystanie oddolnego entuzjazmu było niemożliwe. 
 
Sukces w sieci to wypadkowa dobrego momentu, jasnego celu i sprzyjających okoliczności. I tych trzech rzeczy nie da się nigdy skopiować ani powtórzyć - chyba że mamy do czynienia z kampanią polityczną, taką jak na przykład kampanie wyborcze. W tym przypadku, celem może być na przykład wybranie konkretnego polityka po raz kolejny. Tylko w takiej sytuacji można liczyć na to, że energia oddolna w sieci pojawi się na nowo - ale wymaga to ciągłego dbania o aktywistów, przydzielania im konkretnych zadań i utrzymywania zainteresowania. 
 
W przeciwnym razie o sukcesie w sieci bardzo trudno. A liczne przykłady pokazują, jak łatwo o internetowe wypalenie. Jak się okazuje sukces sieciowych ruchów jest niemal zawsze jednorazowy. 
 
 
 
 

16:17

Symbol zjazdu szczecińskiego SLD. Dariusz Joński lubi to


16:58

Video:

Torańska rozmawia z Kaczyńskim


21:00

Jak wyglądał wiec Sarko na Place de la Concorde?


Dziś w samym centrum Paryża odbył się gigantyczny wiec poparcia dla prezydenta Francji. Kampania wyborcza w tym kraju wkracza w decydującą fazę. A sztab Sarko bardzo sprawnie wykorzystuje Instagram do pokazywania, jak ten wiec wyglądał. Oto kilka fotek wrzuconych własnie na ten serwis, na oficjalne konto kampanijne prezydenta.
 

 

 

 
 

21:00

Jak wyglądał wiec Sarko na Place de la Concorde?


Dziś w samym centrum Paryża odbył się gigantyczny wiec poparcia dla prezydenta Francji. Kampania wyborcza w tym kraju wkracza w decydującą fazę. A sztab Sarko bardzo sprawnie wykorzystuje Instagram do pokazywania, jak ten wiec wyglądał. Oto kilka fotek wrzuconych własnie na ten serwis, na oficjalne konto kampanijne prezydenta.