Tusk wraca do gry. Ale debata w Sejmie nie zepchnęła PiS do defensywy. Dziś, wykorzystując moment w którym Prawo i Sprawiedliwość chciało postawić kropkę nad i w tygodniu zdominowanym tematem smoleńskim, premier swoim przemówieniem zatrzymał nieco impet partii Jarosława Kaczyńskiego. Co ciekawe, zrobił to, wykorzystując retorykę PiS. Ale taktyczny sukces premiera dziś nie zmienia jeszcze strategicznego obrazu sytuacji, choć jeden z byłych polityków PiS mówi nam, chcąc zachować anonimowość; "To punkt zwrotny Tuska, znalazł narrację na Smoleńsk, odwołując się do - jak sądzę- odczuć większościowych".
Po tym jak na Krakowskim Przedmieściu pojawiło się kilkanaście tysięcy ludzi (choć politycy piS mówią o 30 tysiącach), PiS znalazł się w najlepszej sytuacji politycznej od wielu tygodni. Rocznica pokazała siłę mobilizacyjną tej partii i środowisk z nią związanych, a także dała Jarosławowi Kaczyńskiemu szansę, by rozszerzyć smoleńską tematykę na inne obszary "kryzysu państwa": emerytury, nauczeni historii w szkołach i tak dalej. Retoryka PiS przyciągnęła na Krakowskie Przedmieście nie tylko ludzi którzy przychodzili na takie wydarzenia od lat, ale także bardzo wielu, którzy pojawili się tam po raz pierwszy. Rozszerzenie retoryki PiS jest dla PO niebezpieczne, gdyż tego jak wygląda temat smoleńska – jak pokazuje kwestia wraku – nie zmieni się w najbliższym czasie, przede wszystkim za sprawą postępowania Rosjan.
Ale dziś to premier Tusk był w ofensywie. I co ciekawe, była to ofensywa w której szef rządu wykorzystał retorykę, którą do tej pory używali przede wszystkim politycy PiS. Trzy przykłady:
Tusk powiedział o pomyśle na uchwałę w sprawie wraku: "W dziejach Polski tego typu działania przeszły do historii zdrady narodowej, tylko ludzie opętani nienawiścią do własnego państwa, pogardą do swoich oponentów, pozbawieni naturalnego szacunku do ojczyzny, w której żyją tu i teraz, dzisiaj, są gotowi wnosić projekt uchwały, adres do władz Federacji Rosyjskiej, adres do Dumy, adres do cara,"
W odpowiedzi na okrzyki z sali „Chcemy prawdy” Tusk mowił: "Możecie krzyczeć 10 kwietnia, 11 kwietnia, przez cały rok, nie zakrzyczycie prawdy".
Szef rządu użył także pojęcia „kłamstwo smoleńskie” – tyle że w zupełnie innym kontekście. „Tak, rzeczywiście, mamy dziś w Polsce do czynienia z wielkim kłamstwem smoleńskim. Tym kłamstwem smoleńskim jest codziennie formułowany zarzut pod adresem władz Rzeczpospolitej, państwa polskiego, obywateli, którzy mają dosyć tej agresji, zarzutu o zdradę i o kłamstwo."
To przemówienie było pierwszą tak wyraźną próbą Platformy nadania nowego znaczenia terminom, które do tej pory używał PiS. „Zdrada narodowa”, „kłamstwo smoleńskie”, „prawda” – to terminy, które jak do tej pory były zdefiniowane tylko przez prawicę w kontekście smoleńskim. Platforma przez ostatnie dwa lata pozwoliła, by to PiS narzucił język debaty o Smoleńsku. Dziś, premier Tusk postanowił dokonać próby redefinicji, i wykorzystać retorykę PiS przeciwko tej partii.
Jak pokazała reakcja Jarosława Kaczyńskiego, który nie zdołał odnaleźć równie skutecznej retoryki i przypomniał w swoim krótkim wystąpieniu argumenty, które były używane od lat – o rozdzieleniu wizyt itd, była to próba udana.
Jednak ogólny obraz sytuacji po dzisiejszej debacie nie uległ większej zmiany. Premier Tusk odniósł taktyczny sukces. Jego słowa będą tematem dyskusji przez cały weekend. Dał Platformie moment na odzyskanie impetu. Ale to tylko szansa. PO musi ją teraz wykorzystać, i co najważniejsze odnaleźć sposób na powstrzymanie „rozszerzania” tematu Smoleńska na inne sfery polityki i jak to mówią politycy partii Jarosława Kaczynskiego "kryzysu państwa".