Dyskusja o potencjalnym kandydacie na wiceprezydenta u boku Mitta Romneya, nawet jeśli nie jest sterowana przez sztab głównego frontrunnera GOP, to z całą pewnością jest przez niego witana z radością.
Ale prawdopodobnie wszystkie nazwiska pojawiające się w dyskusji to mniej lub bardziej kontrolowane przecieki z kampanii Mitta. Po doświadczeniach sprzed 4 lat trudno się dziwić, że doradcy Romneya poszukiwania wiceprezydenta rozpoczęli tak wcześnie. Dywagacje nad potencjalnymi kandydatami na wice są na rękę Romneyowi i jego doradcom. Pomagają umocnić wizerunek Mitta jako nominowanego własnej partii, choć do konwencji w Tampie jeszcze ponad 4 miesiące, a do osiągnięcia wymaganej liczby delegatów (1144) potrzeba będzie pewnie jeszcze z 8, może 10 tygodni. Wraz z zawieszeniem kampanii przez Ricka Santoruma Romney został już właściwie kandydatem własnej parti.
Sytuacja, gdy Mitt, mimo że musi jeszcze zdobyć głos ok. pół tysiąca delegatów, już zaczyna prowadzić prawdziwą kampanię prezydencką, to zapewne ruch zaplanowany przez jego doradców. Do czerwca zagłosuje w prawyborach jeszcze kilka liczących się stanów. Romney liczy zapewne na to, że pozostali wyborcy republikańscy pogodzą się z nieuniknionym i zaczną go traktować jako pełnoprawnego kandydata. W niektórych stanach, które miały się wybrać urn wyborczych w maju, sondaże przewidywały ciężkie boje z Santorumem. Teraz, gdy bez Santoruma na horyzoncie Mitt już planuje kampanię przed wyborcami powszechnymi i poszukuje kandydata na wiceprezydenta, mieszkańcy tych stanów mogą albo zrezygnować z głosowania, albo podążyć wraz z nurtem i zagłosować na Mitta.
Nazwiska, które przedostają się do mediów, to mniej lub bardziej kontrolowane przecieki. To takie baloniki próbne, wypuszczane po to, by sprawdzić, jak zareagują media, jak dane osoby zostaną odebrane przez wyborców - i tych republikańskich, i tych niezależnych. I wreszcie - jak na te osoby zareaguje przeciwnik.
Często kandydatem na wiceprezydenta zostaje osoba, która brała udział w wyścigu o nominację i przegrała z późniejszym zwycięzcą. Z różnych powodów - taki wybór ma zjednoczyć partię, zakopać topór wojenny. Ale też z przyczyn czysto prozaicznych, wybiera się osoby, która została już przetestowana i sprawdzona. Brała udział w kampanii prezydenckiej, która rządzi się trochę innymi prawami od kampanii do Senatu, czy na urząd gubernatora. Polityka krajowa różni się nieco od tej na szczeblu stanowym, kandydaci biorący udział w wyborach w danym stanie nie tylko operują w innej skali finansowej, ale są mniej restrykcyjnie sprawdzani, często w stanach przechodzą rzeczy, będące nie do przyjęcia na poziomie krajowym. Kandydaci nie muszą orientować się we wszystkich dziedzinach, od gubernatora nie wymaga się znajomości historii, geografii, czy polityki zagranicznej. Senator nie zawsze musi przedstawiać swój program ekonomiczny. Jak się kończy wyprawa niesprawdzonej ani nieprzetestowanej osoby na arenę krajową? Widzieliśmy to 4 lata temu. Lubiana, ceniona i osiągająca sukcesy w rządzeniu Alaską pani gubernator nie jest w stanie odpowiedzieć na niezbyt skomplikowane pytania dziennikarzy.
Sztab Mitta wyciągnął wnioski z kampanii w 2008 roku. Potencjalny kandydat lub kandydatka na wice zostanie wybrany odpowiednio wcześnie, tak, aby nie tylko go lub ją bardzo wnikliwie sprawdzić, ale także po to, by właściwie ją lub go przygotować do wyścigu. Wątpliwe jest, by Mitt Romney zaproponował start u swojego boku w kampanii do Białego Domu któremuś z pozostających jeszcze w wyścigu polityków - sam już to zdecydowanie wykluczył. Z nazwisk pojawiających się na giełdzie wiceprezydenckiej można domyślać, że sztab szuka na razie według klasycznego i trochę akademickiego klucza - osoby, która nadrobi braki Mitta i dostarczy mu te grupy demograficzne, w którym Romney pozostaje w tyle za Obamą. Idealnym kandydatem jest młoda osoba (młoda oczywiście na warunki polityczne, czyli czterdziestoparoletnia lub też koło pięćdziesiątki), najlepiej kobieta, wywodząca się z rodziny emigrantów, mniejszości etnicznych, związana z konserwatywnym skrzydłem Partii Republikańskiej, lubiana i wywołująca entuzjazm bazy GOP. Idąc dalej tym kluczem, powinien to być ktoś z Senatu, zasiadający w komisjach do spraw międzynarodowych, bezpieczeństwa narodowego lub do spraw terroryzmu. Ktoś, kto za 8 lat mógłby z wice stać się prezydentem.
Analizując i trochę gdybając można zaryzykować hipotezę, że nie powinien to być kolejny gubernator - raczej ktoś z Waszyngtonu. Jeśli sam Mitt będzie reprezentował doświadczenie w rządzeniu i zarządzaniu, to kandydat na wice powinien mieć doświadczenie w polityce międzynarodowej. Ciekawe czemu nikt jeszcze nie zaczął krzyczeć, że idealną kandydatką byłaby Condoleezza Rice. Owszem, możliwe, że jej związek z administracją George’a W. Busha wciąż jest przeszkodą nie do przeskoczenia, ale możliwe jest także, że brak jej nazwiska na listach potencjalnych kandydatów oznacza, że właśnie ona brana jest pod uwagę jak najbardziej poważnie, a wszystkie inne nazwiska rzucane tak ochoczo i tak licznie przez spin doktorów GOP to tylko zasłona dymna.