Półtoraroczny Alanek z Przemętu w Wielkopolsce jest drugim dzieckiem w Polsce cierpiącym na Metatropic Dysplasję. Jest to nieuleczalna choroba układu kostno - stawowego, objawiająca się postępującą kifoskoliozą, zniekształceniem kręgów, bioder, wolniejszym wzrostem kości w stosunku do organów wewnętrznych, które rosną w tempie prawidłowym. Ale jak to się ma do Ministra Spraw Zagranicznych? Otóż, USA odmówiły choremu dziecku i jego matce wizy na badania w Stanach... Co na to polski MSZ? Polski MSZ "ma nadzieję na humanitarne rozwiązanie".
- Wiemy, że służby konsularne USA nadal nad tą sprawą pracują - przyznaje Marcin Bosacki, rzecznik MSZ.
- Mamy nadzieję, że znalezione zostanie humanitarne rozwiązanie pozwalające na wizytę chorego dziecka w USA po to, by wykonać tam konieczne badania. To cytat z piątkowego wydania
wielkopolskiej Gazety Wyborczej.
Coż może być prostszego dla szefa polskiej dyplomacji niż nadanie biegu sprawie chorego dziecka. Telefon do ambasadora USA w Polsce, wykonany nawet przez wiceministra spraw zagranicznych to pewnie czynność mniej czasochłonna niż napisanie listu do menedżera hotelu Adlon, zrobienie skanu tego listu i umieszczenie na twitterze.
"Szansą na poprawę jakości życia chłopca jest operacja, którą trzeba poprzedzić kosztownymi badaniami. Te przeprowadzić można w klinice w Wellington, gdzie leczy się chorobę, na którą cierpi Alan. Ludzie nie tylko wpłacali pieniądze, ale też organizowali koncerty charytatywne i aukcje. Dzięki temu rodzicom udało się uzbierać pieniądze na badania i wylot do USA - 70 tys. zł. We wtorek okazało się jednak, że chłopiec i jego mama nie dostali amerykańskiej wizy."- pisała w piątkowym wielkopolskim dodatku do GW Justyna Suchecka.
Tak więc, od otrzymania amerykańskiej wizy zależy zdrowie albo nawet i życie dziecka.
Co w tej- wydawałoby się prostej sytuacji- zrobiły władze USA?
"- Dowiedziałam się, że potrzebna jest nam rękojmia - pół miliona złotych!" - mówiła Gazecie Wyborczej Paulina Woźna, matka dziecka.
"- Urzędnicy uważają, że mamy za mało pieniędzy na pokrycie kosztów pobytu i operacji. A my tylko chcemy Alana zbadać! Bez wyjazdu do Stanów nie wiadomo nawet, czy w przyszłości jakakolwiek operacja będzie możliwa."
Polska wielokrotnie demonstrowała, graniczące z naiwnością przywiązanie do amerykańskiego interesu w polityce zagranicznej. Wystarczy wspomnieć choćby sprawę więzień CIA...
Ale w sprawie polskiego obywatela, oczywiście pewnie błahej w skali globalnej gry dyplomatycznej, ale jednak dalece mniej bagatelnej niż sprawa kablówki w eksluzywnym berlińskim hotelu, polska dyplomacja może niewiele. A może chce niewiele.
Gdyby sprawa wydarzyla się w USA, to polityk, od którego działania zależą jej losy miałby problemy dalece większe niż Mitt Romney, przewożący przez kilkanaście godzin psa w bagażniku na dachu samochodu.
Ale żyjemy w Polsce. Kraju, którego prezydencja rzuciła świat na kolana. Państwie, które zdaje egzamin każdego dnia.
Więcej w wielkopolskim dodatku do Gazety Wyborczej-
link.
Więcej o sprawie chorego dziecka można dowiedzieć się na stronie
www.alanek.com.