Wtorek, 3 kwietnia 2012, kolejne prawybory Partii Republikańskiej, tym razem w 3 stanach, Wisconsin, Maryland i Dystrykcie Kolumbii. W zasadzie na dwadzieścia cztery godziny przed zamknięciem punktów wyborczych można już z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością powiedzieć, że we wszystkich stanach wygra Mitt Romney, i to on zdobędzie większość delegatów, którzy są dzisiaj do zdobycia.
To od kilku tygodni jest wyścig pomiędzy Romneyem a Rickiem Santorumem, Newt Ginrgich i Ron Paul pozostają w nim z tylko sobie znanych powodów. OK, Ron Paul to człowiek z misją, zapewne nigdy nie wierzył, że jest w stanie zdobyć nominację prezydencką GOP, nie mówiąc o prezydenturze, ale on ma przede wszystkim na uwadze karierę polityczną syna i promowanie poglądów libertariańskich. Newt Gingrich natomiast ma własne ego i przekonanie o tym, że może jeszcze odegrać jakąś rolę w tym wyścigu - liczy na to, że odegra jakąś rolę na konwencji.
Teraz wszystko ogranicza się już po prostu do wyborczej matematyki. Owszem, rządzi się ona nieco innymi prawami niż ta prawdziwa. Ale cyfry pozostają cyframi. Nominację zdobędzie ten kandydat, który na swoim koncie zapisze 1144 delegatów. Według
kalkulatora The New York Timesa Mitt Romney na ich w tej chwili 572, czyli dokładnie połowę potrzebnych do zakończenia prawyborów. Rick Santorum - 273 i właściwie nieistniejące szanse, by ‘dociągnąć’ do upragnionego numeru, bowiem w grze pozostało jeszcze 1255 delegatów, a to oznacza, że musiałby zdobyć prawie tysiąc z nich. Niewykonalne.
W Wisconsin sondaże pokazują około 10 punktową przewagę Mitta Romneya nad Santorumem - może ona się zmniejszyć, bowiem wynik sondażowy Ricka zwykle jest niedoszacowany, Santorum w wyborach wypada trochę lepiej niż sondaże na to wskazują. A jeśli dodać do tego bardzo mocny, i chyba skuteczny, klip ostatniej szansy, jaki wyemitował w Wisconsin (
o klipie pisaliśmy wczoraj) w ostatnich godzinach kampanii w tym stanie, to można liczyć, że jest szansa, że dojdzie do niespodzianki - ale to tylko gdybanie, wiele ‘można’, wiele ‘jest szansa na’…
W Maryland Mitt Romney może przekroczyć 50%, a w Dystrykcie Kolumbii Ricka Santoruma nie ma nawet na listach wyborczych. Jednak zaskakujące jest to, że Mitt Romney nie może domknąć tych wyborów. Że wydając kilkakrotnie więcej od Santoruma, wciąż nie może go pokonać, w samym Wisconsin drużyna Mitta wydała ponad trzy razy więcej niż Santorum. W Maryland i D.C. Mitt wydał prawie 1,5 mln dolarów. Pozostali konkurenci? Zero.
To walka Goliata z Dawidem. Walka giganta, który do tej kampanii przygotowywał się od 4 lat, człowieka, który ma zaplecze finansowe, logistyczne, organizacyjne i polityczne z politykiem, który ostatnie wybory, w jakich startował, koncertowo przegrał, a w tych nawet nie zatrudnił osoby od sondaży ani też żadnego doświadczonego doradcy politycznego. Santorum, gdy zaczynał walkę o Iowa, objeżdżał ten stan w samochodzie należącym do jednego z miejscowych zwolenników. Zaskakujące jest to, jak trudno Romneyowi przychodzi zdobywanie kolejnych stanów. Pojawiają się głosy, że
skoro nie jest w stanie zmiażdżyć niedofinansowanej konkurencji, która wydawała się taka słaba, to z pewnością nie poradzi sobie z rozpędzonym pociągiem pełnym demokratów i wyborczą lokomotywą - Obamą, który właściwie jeszcze nie zaczął na dobre prowadzić kampanii.
Rick Santorum nie wycofa się pewnie przed Teksasem (29 maja, 155 delegatów do zdobycia), po drodze może wygrać jeszcze w kilku stanach, bo Mitt do czerwca nie zdobędzie wymaganej liczby delegatów.
Santorum nie mając już szansy na nominację GOP w 2012, wciąż ma szansę na dobiegnięcie do mety w 2016. Wiceprezydenturę dla niego i miejsce na tickecie w 2012 wykluczył sam Romney. Ale biorąc pod uwagę przeszłość (wybory w 2008), można złośliwie powiedzieć, że Santorum walczy o własny program w telewizji Fox News, albo wzorem Sary Palin o zagospodarowanie części konserwatywnej sceny politycznej. Musi jednak sprawić jeszcze kilka niespodzianek. Na przykład w Wisconsin.
Jutro, w środę 4 kwietnia, Romney będzie bliżej konwencji w Tampie, ale równie daleko do końca prawyborczego wyścigu, jak teraz. A jeśli Santorumowi uda się sprawić niespodziankę w Wisconsin, to w zasadzie meta dla Mitta przesunie się odrobinę dalej. Następne prawybory odbędą się 24 kwietnia w pięciu stanach - w tym Pensylwanii (72 delegatow) i Nowym Jorku (95 delegatów).
fot. Gage Skidmore