Relacja Live

18.03.2012

08:00

Reżyser "Kac Wawa" niczego z produkcji filmu nie pamięta. "Ktoś mi coś dosypał"

10:13

Jak i dlaczego Obama stał się na chwilę O'Bamą

Gdy wczoraj późnym popułudniem czasu polskiego reporterzy na Twitterze opisujący to co robi prezydent zaczęli pisać, że "prezydencka limuzyna własnie wyjechała z Białego Domu" cel podróży mógl być tylko jeden. Nie chodziło jednak o kryzys międzynarodowy, który zmusiłby Obamą do ewakucji, ale nieplanowana wizytę prezydenta w jednym z irlandzkich pubów. Obama i jego doradcy dbaja o to, by Irlandczycy w USA czuli się docenieni. 
 
Wizyta prezydenta w pubie "The Dubliner" trwała kilkadziesiąt minut. Prezydent wypił Guinessa, i spotkał się z goścmi pubu którzy świętowali Dzień Św. Patryka. Goście pubu skandowali m.in. "jescze cztery lata" i "O'Bama! O'Bama!" Reakcja była tak entuzjastyczna być może dlatego, że w 2007 roku okazało się, w szczytowym momencie kampanii wyborczej, że Barack Obama ma irlandzkie korzenie.  Falmouth Kearney, pra-pra-pra dziadek prezydenta wyemigrował z Irlandii w połowie XIX wieku. Gdy tylko informacja o tym, że Obama ma swoich przodków w Moneygall, bo tak nazya sie miejscowość w Irlandii z której pochodził Kearney, miejscowość natychmiast stała się centrum pro-Obamowego szaleństwa. 
 
 
Zespól Corrigan Brothers nagrał nawe piosenkę "There's no irish like Barack Obama", która natychmiast stała się hitem. 
 
http://youtu.be/4Xkw8ip43V  
 
Obama odwiedził Moneygall w trakcie swojej podróży po Europie w 2011 roku. Wtedy powiedział "Jestem Barack Obama z  Monyegall i przyjechałem tu szukać dawno zaginonego apostrofu". Ale ani jego wczorajsza wizyta, ani odwiedziny w "rodzinne" miejscowości nie są pozbawione politycznego kontekstu. Irlandczycy w USA stanowią jedną z kluczowych grup demograficznych - zwłaszcza dla prezydenta, który - jak to pokazała kampania w 2008 roku - nie był idolem bardziej konserwatywnej części wyborców Partii Demokratycznej. Irlandczyków w USA jest około 40 milionów - tak licznej grupy nie sposób zignorować. Dlatego Obama bardzo dba o podkreślanie swoich irlandzkich korzeni.  I nie on jeden - w 1984 roku Ronald Reagan odbył podróż do Europy, która także zaczynała się w Irlandii. Najsłynniejszą podróż tego typu odbyl John F.Kennedy w 1963. Od tego czasu prezydenci próbowali za wszelką cenę wyszukiwać w swoich drzewach genealogicznych irlandzkie wątki. 
 
Nie bez znaczenia jest to, że we wtorek premier Irlandii przylatuje do Waszyngtonu. Sztab Obamy dba o wszystkie szczegóły - nieprzypadkowo w sklepie kampanijnym pojawiła się koszulka z napisem "O'Bama 2012" 
 

 
Na 8 miesięcy przed wyborami sztab Obamy nie marnuje - jak widać - czasu. 
 
fot. Official White House Photo
 
 
 
 
 

11:19

Świstakowy demot SLD


(grafika) Projekt reformy emerytalnej zaproponowany przez rząd Platformy budzi ogromne polityczne emocje. Opozycja próbuje wszelkich możliwych środków, by wykorzystać tą sytuację na swoją korzyść. Nie tylko organizując demonstrację ale także walcząc w internecie. W ten trend wpisało się SLD w niedzielny poranek. Na profilu na Facebooku tej partii pojawił się demot związany z reformą emerytalną - nawiazujący do znanego motywu "świstaka, ktory zawija sreberka". 

12:14

4 momenty z politycznego poranka, które warto zapamiętać

Trybunał Stanu dla Zbigniewa Ziobry i Jarosława Kaczyńskiego, likwidacja Funduszu Kościelnego, reforma emerytalna  - to najważniejsze tematy politycznego niedzielnego poranka. Momentami dyskusje i spory były dość ostre. Oto cztery chwile, które warto zapamiętać. 
 
 
Kurski odpowiada Żelichowskiemu 
 
W "7 Dniu Tygodnia" Jacek Kurski (SP) ostro odpowiedział na sugestię Stanisława Żelichowskiego (PSL) dotyczącą odpowiedzialności za śmierć Barbary Blidy. Żelichowski powiedział: " IV RP odpowiada za to, że zginęła Blida" Eurodeputowany Solidarnej Polski natychmiast zaczął wymieniać - jak to sam określił "w tej samej konwencji" przypadki odpowiedzialności  "Rzeczpospolita PO".  Kurski wyliczył m.in. morderstwo w Łodzi, śmierć Andrzeja Leppera, samobójczą śmierć dyrektora kancelarii premiera, Minkiewicza. "Tych trupów w szafie PO może być więcej" - zakończył europoseł. 
 
"Odwracanie uwagi" 
 
Adam Hofman w programie Moniki Olejnik stwierdził, że zarówno kwestia Funduszu Kościelnego jak i  Trybunału Stanu to manewr Platformy mający na celu odwrócenie uwagi od innych spraw w kraju. Rzecznik PiS powiedział, że Platforma musiała dzięki swoim wewnętrznym badaniom opinii publicznej zauważyć, że zbliża się fala spadków (-4 w CBOS, -4 SMG/KRC) i wymyśliła zagrywkę z Funduszem Kościelnym. 
 
 
Kłótnia w koalicji 
 
Eugeniusz Kłopotek w "Kawie na ławę" jak zwykle wbił szpile w Platformę. Tym razem Kłopotek zarzucił Platformie brak jasnego staowiska w sprawie likwidacji Funduszu Kościelnego. Jak powiedział poseł PSL, "Przestaje rozumieć sposób prowadzenia polityki przez naszego koalicjanta". Kłopotek powiedział też, że jego zdaniem jutrzejsze spotkanie PSL-PO w sprawie reformy emerytalnej nie będzie ostatnim. Kłopotek przyznal tez, że w Polsce są dużo ważniejszej problemy do rozwiązania niż kwestia Trybunału Stanu dla Ziobry i Kaczyńskiego - w ten sposób idealnie wpisal się w stanowisko opozycji. 
 
Rozenek kontra Miller
 
Ostry spór na lewicy w "Kawie na ławę" - Leszek Miller został dosć gwałtownie zaatakowany przez Andrzeja Rozenka z Ruchu Palikota. Parlemantarzysta zarzucił byłemu premierowi m.in. wspieranie prałata Jankowskiego (chodzilo o koncesję na wydobycie bursztynu). Miller replikował: "Niech się Pan wreszcie czegoś nauczy". Kłotnia o to kto i dlaczego jest naprawdę lewicowy trwała kilka minut., a Rozenek zarzucił Millerowi popieranie Kościoła za swoich rządów i łamanie lewicowego etosu. 
 
 
Dziś tylko politycy Solidarnej Polski i Prawa i Sprawiedliwości nie kłócili się ze sobą. Ale na koniec "Kawy na ławę" Kurski zadeklarował: "Wniosek o Trybunał Stanu ma na celu wyeliminowanie jedynej nadziej polskiej prawicy jaką jest Zbigniew Ziobro". Kurski przypomniał, że za tydzień odbędzie się kongres założycielski SP.  W czasie politycznych dyskusji przebijał się też cały czas wątek braku komunikacji w rządzie na linii Boni-Rostowski w sprawie Funduszu Kościelnego. 
 
Taki był polityczny poranek w tę piękną niedzielę. 
 

14:07

Kandydaci GOP - czego szukają Polacy?

Prawybory Partii Republikańskiej w USA cieszą się u Polsce zainteresowaniem tak naprawdę jedynie u amerykanofilów i political junkies. Postanowiliśmy sprawdzić, jakich informacji szukamy o startujących obecnie kandydatach.
 
Pomogły nam narzędzia Google - konkretnie autouzupełnianie (Google Suggest), które używa algorytmu wykorzystującego informacje o wyszukiwaniach z danego regionu, czyli podpowiada nam sugestie - czego możemy szukać. Podpowiada je, opierając się na tym, czego szukają ludzie mieszkający blisko nas i używający tego samego języka. Oto każdy z kandydatów obecnie ubiegających się o nominację GOP w 10 wyszukaniach.
 
Czego można się z naszych, tj. polskich, wyszukiwań dowiedzieć? I czego my chcemy się dowiedzieć o kandydatach? Po pierwsze - szukamy dość ogólnych informacji - ale to akurat nie dziwi. Po drugie - w naszych wyszukaniach próżno szukać tego, co sprawia kandydatom problemy podczas kampanii oraz tego, czym żyją amerykańskie media.
 
Mitt Romney
 

 
Czego szukają Amerykanie? Cytatów, w końcu Santorum to prawdziwa maszyna do rzucania zdziwiających stwierdzeń (5 słynnych zdań Ricka Santoruma <- klik na link). Poza tym informacji o gejach (wypowiedzi kandydata o homosekualistach), aborcji dokonanej przez jego żonę, o dzieci (choć w 10 pierwszych wyszukaniach brakuje pytania o Bellę, córkę Santorumów, która urodziła się z ciężką chorobą).
 
 
Newt Gingrich
 
To jedyny kandydat, o którym zadajemy podobne pytania, co Amerykanie.
 

 
Amerykanów interesują sondaże i poparcie w nich dla Paula, a także to, czy Ron Paul jest rasistą (wyszukanie "Ron Paul rasist' to efekt problemu z newsletterem z lat 90., w którym kilka razy pojawiły się rasistowskie opinie). Poza tym Amerykanie pytają o poglądy libertariańskiego polityka na konkretne sprawy - aborcję czy małżeństwa homoseksualne.
 
 

16:00

Mój (nie)polityczny weekend: Anna Grodzka

W kolejnym odcinku cyklu o tym jak politycy spędzają weekendy, o tym co robi w czasie wolnym opowiada parlamentarzystka Ruchu Palikota Anna Grodzka. 
 

- Nie mam niestety weekendu. Wszystko wypełnia mi polityka. Od czasu gdy zostałam polityczką, moje życie uległo diametralnej zmianie i musiałam przyzwyczaić się do tego, że moja praca będzie wypełniać mi każdą wolną chwilę. Wcześniej miałam dużo czasu na kulturę, na czytanie, na wyjazdy.  Teraz nawet moje urodziny spędziłam na pracy w Sejmie. Tylko wieczorem udało mi wybrać  z synem i kilkoma moimi najbliższymi znajomymi do restauracji – na placu Zamkowym jest takie bardzo sympatyczne miejsce prowadzone przez Magdę Gessler, które nazywa się Polka. Tam właśnie spędziłam moje urodziny, bardzo spokojnie i kameralnie. W sytuacji gdy mam tyle poselskich obowiązków to było wszystko na co mogłam sobie pozwolić.
 
Kiedyś prowadziłam bardzo aktywne życie w weekendy. Uwielbiałam podróżować i zwiedziłam niemal całą Polskę. Nie było dla mnie nic lepszego niż weekendowa ucieczka poza miasto. Byłam wszędzie tam gdzie jest ciekawie, ładnie, interesująco – przede wszystkim w południowo-zachodniej części Polski.  Dobrze poznałam Kraków, fascynowało mnie życie kulturalne tego miasta. Bardzo dobrze zapamiętałam takie miejsce jak Piwnica Pod Baranami, wszystkie cudowne galerie i ciekawe imprezy kulturalne. Jeździłam też do Kazimierza, Gdańska, na Mazury, do Szczecina.
Teraz nie wyjeżdżam już tak często. Można powiedzieć, że moim ulubionym miejscem gdzie spędzam wolny czas w Warszawie to mój dom pod miastem. Wszystkie inne miejsca zwiedziłam. Tu właśnie, w domu odpoczywam najlepiej i najlepiej się czuję, robię porządki i zakupy w pobliskim sklepie. Nie mam raczej ulubionych miejsc w stolicy, może poza Klubokawiarnią Chłodną 25 i Mood Cafe. 
 
W zasadzie tylko w niedziele trafiają mi się wolne chwile, ale i tak bez przerwy dzwonią do mnie dziennikarze, nawet w taki dzień. Gdy jednak telefony nie dzwonią, cały czas pochłaniam książki. Baumana, Filipa Springera, poważne rzeczy, filozoficzne i polityczne. Powieści mnie dużo mniej interesują, podobnie jak amerykańskie kino. Gdy już szukam dla siebie filmów, to wolę kino europejskie.
 
Ale teraz na kino też nie mam za bardzo czasu. Teraz mam  politykę. 
 
Notował: Michał Kolanko 
 
fot. Radek Oliwa CC NBY 20 
 

16:51

Aktywny weekend PiS

Trwa podróż prezesa PiS po kraju. Dziś lider Prawa i Sprawiedliwości był na Śląsku, w miejscowości Czerwionki-Leszczy.  Prezes PiS mówił m.in. że "nie nastąpił jeszcze koniec epoki węgla", a także że przed wyborami potrzebny jest "szeroki front patriotyczny". Tak jak pisaliśmy w piątek, plan podróży prezesa PiS na ten weekend był bardzo rozbudowany - niczym w kampanii wyborczej prezes miał kilka spotkań dziennie.  Pomysł na objazd po kraju jest podobny do tego, który PiS zrealizował w maju 2011 - tamta podróż była zorganizowana pod hasłem "Polska jest jedna". 

19:32

Nawet Republikanie wyśmiewają Ricka Santorum

(wideo) Rick Santorum, który cały czas walczy z Mittem Romneyem o nominację GOP jest postacią, z której bardzo często wyśmiewają się amerykańscy satyrycy, politycy i dziennikarze. Ale dziś po raz pierwszy z Santoruma kpi Republikanin. Scott Brown, senator z Massachusetts tak dziś powiedział o Ricku:"Widziałem, że Gingrich i Santorum mają już ochronę Secret Service. W przypadku Ricka, to pierwszy raz gdy używa zabezpieczenie w życiu". Brown w 2012 roku walczy o reelekcję w "niebieskim" Massachusetts i jak widać nie boi się żartów ze swoich konserwatywnych kolegów.


http://youtu.be/hMIqfTdmZw


19:40

Game change- książka, która wstrząsnęła Waszyngtonem

Katarzyna Kolenda- Zaleska jest entuzjastką polityki. Zwłaszcza tej amerykańskiej. I zanim, za kilka tygodni, w Stanach zobaczy w końcu film "Game Change", po raz kolejny sięga po ksiązkę Halperina i Heilemanna. Książkę, która po poprzednich wyborach wstrząsnęła amerykańską polityką i na nowo ustaliła standardy pisania o kampaniach wyborczych. Co takiego było w tej książce, która do dziś pozostaje na szczycie bestsellerów Amazona?


 


 


„Game Change” – ksiażką dwóch znakomitych o dziennikarzy nie tylko stała się przebojem komercyjnym, ale wstrząsnęła też światem amerykańskiej polityki. Naładowana plotkami i smakowitymi informacjami, „Game Change” budzi emocje także dziś. I nie tylko wśród Amerykanów. Dla dziennikarzy politycznych na całym świecie książka, w której ujawniono kulisy najciekawszej kampanii wyborczej wszech czasów stała się lekturą obowiązkową. To widać na zresztą ma załączonej fotografii.  Oto wszystko, co trzeba wiedzieć o „Game Change”.


 


Kim są autorzy?


 


Mark Halperin – urodzony w 1965, analityk tygodnika Time i MSNBC. Halperin rozpoczął swoją błyskotliwą karierę od posady asystenta w ABC. Był założycielem jednej z pierwszych nowoczesnych stron internetowych o polityce – sekcji „The Note” na stronach ABC. Później, dla magazynu „Time” stworzył „The Page” – serwis agregujący informacje polityczne i plotki, najważniejsze cytaty i wypowiedzi polityków. „The Page” jest wzbogacona o krótkie analizy i opinie Halperina, który jest też stałym komentatorem MSNBC. Prawie codziennie pojawia się w porannym programie publicystycznym „Morning Joe”, który jest jednym z najważniejszych momentów każdego poranka dla amerykańskich inisderów, polityków i dziennikarzy.


 


To zresztą w czasie Morning Joe, Halperin – znany z ciętego języka – określił prezydenta Obamę jako „kind of dick” za jego zachowanie w czasie konferencji prasowej. Halperin został za to zawieszony na miesiąc. Później tłumaczył się, że powiedział tak, sadząc, że jego słowa zostaną "wybuczane" przez producentów. Ale akurat tego dnia dyżur miał nowy producent Morning Joe , który nie zareagował z wystarczającym refleksem.


 


John Heilemann jest o wiele mniej znany, niż Halperin. Urodzony w 1966 roku, Heilemann pracuje dla New York Magazine. Wcześniej pisał m.in. dla The Wired, The Economist i New Yorkera. Heilemann specjalizuje się w polityce, ale jego poprzednia książka „Pride before the Fall” dotyczyła Microsoftu i sprawy antytrustowej. Heilemann jest podobnie jak Halperin, stałym analitykiem MSNBC.


 


Najciekawsze detale


 


„Game Change” zawiera mnóstwo detali, które nie były znane wcześniej – mimo, że książka ukazała się dopiero rok po kampanii wyborczej.  Z całą pewnością, najmocniejszym cytatem z całej książki były słowa senatora Reida o Obamie. Lider Demokratów w Senacie i jeden z najważniejszych polityków w USA miał powiedzieć, że Obama ma ogromną szansę na zwycięstwo w wyborach, także dlatego że „ma jasną skrórę” i nie mówi „murzyńskim dialektem, chyba że tego chce”. Reid mocno oberwał ze te słowa, które zostały odczytana jako rasistowskie.


 


Inne, zaskakujące szczegóły, ujawnione w książce dotyczyły Hillary Clinton i jej arogancji. Clinton miała na 18 miesięcy przed wyborami zastanawiać się nad obsadą stanowisk w jej administracji – i to jeszcze przed pierwszymi prawyborami!


 


W książce opisane są także reakcje najważniejszych doradców Clinton, którzy po tym jak przegrała w Iowa doszli do wniosku – obserwując jej szok i brak pomysłu na to co dalej. – że nie powinna być prezydentem. Duże wrażenie zrobił też opis dysfunkcyjnej kampanii Clinton, zwłaszcza w jej końcowym okresie, a także słowa które miał wypowiedzieć Clinton o Obamie: „jeszcze kilkadziesiąt lat temu ktoś taki byłby naszym służącym”.


 


W „Game Change” dużo miejsca zajmuje kampania McCaina. Opis nieprzygotowania Sary Palin wywołał szok, podobnie jak to, że najbliżsi doradcy senatora pod koniec kampanii bardzo poważnie dyskutowali o tym, czy gubernator Alaski jest psychicznie zrównoważona. W „Game Change” pokazano, jak Palin odsuwała się od siebie narzuconych przez sztab McCaina, i jak bardzo trudno było się jej przygotowywać do debat i wywiadów. W książce znalazły się także informacje o trudnych relacjach senatora McCaina z jego żoną. Jeden z doradców mówi: „musieliśmy nagrywać kilka godzin, by złapać dobry, ciepły moment między nimi do spotu”.


 


Kontrowersje


 


Książka wzbudziła duże zainteresowanie nie tylko ze względu na treść. Autorzy byli oskarżani o to, że wykorzystywali plotki, a także cytowali bezpośrednio rozmówców, mimo prowadzenia rozmów na tzw. „deep background”. Halperin i Heilemann zastrzegali jednak, że rezerwują sobie prawo do cytowania postaci, które zgodziły się na umieszczenie w książce. Tak było m.in. z senatorem Reidem, który później czuł się oszukany i wykorzystany przez dziennikarzy.


 


„Game change” wywołała zmianę relacji media-politycy  – rozmowy na „deep background” stały się, przynajmniej przez jakiś czas, dużo rzadsze. Politycy byli dużo bardziej nieufni. I być może to był największy „gamechanger” wywołany przez tę, arcyciekawą książkę.


 



 


20:50

Co każdy polityk powinien ogarnąć teraz w social media?

Weekend to najlepszy moment na wiosenne porządki. To dotyczy również internetu. Co trzeba zrobić, by być na topie jeśli chodzi o polityczne trendy w sieci? Na jakie  serwisy trzeba zwrócić uwagę, które są teraz najbardziej modne i skuteczne politycznie? 


 




Po pierwsze, Facebook i timeline. Pisaliśmy już na 300polityka o politycznych próbach wykorzystania zmiany na Facebooku. Ale od 31 marca timeline będzie włączony dla wszystkich, i nie ma od tego żadnej ucieczki. Kluczowa sprawa – wybór cover photo. To jest znak rozpoznawczy, najważniejsza tablica ogłoszeniowa konta na facebooku w tym momencie. Cover photo nie może być przypadkowe – musi komunikować coś bardzo konkretnego pod względem politycznym. Musi nieść za sobą przesłanie –  musi przekazywać to czym się zajmujesz, co robisz, o co chodzi z Twoją obecnością w polityce.


 





 





 


Timeline musi być dopracowany – wszystkie najważniejsze wydarzenia z życia, śluby, przeprowadzki itd powinny być opisane i zilustrowane. To samo tyczy się stron partii – każda ma swoją historię, kluczowe momenty, konwencje itd. Zmiany na Facebooku dają tez możliwości „przypinania” najważniejszych postów na samej górze strony. Każdy powinien przemyśleć, co powinno się tam znajdować w danym momencie.


 





Jest jeszcze jeden aspekt Facebooka o który należy dbać – eventy. Ważne posiedzenia komisji, złożenie nowego projektu, istotne przemówienie i tak dalej – to wszystko powinno być eventem. W ten sposób można zaangażować odbiorców, pokazać im swoją aktywność i dostarczyć znacznie więcej informacji niż za pomocą zwykłego wpisu.


 


Po drugie, Instagram. Truizm o tym, że zdjęcie jest ważniejsze niż tysiąc słów nigdy nie był bardziej aktualny niż teraz. To właśnie zdjęcia rozkręcają teraz internet.





 





 





 


Po piąte, przegląd nieaktywnych kont, aby uniknąć sytuacji które opisywaliśmy w tekście „Społecznościowe wraki w sieci”. Nie ma nic gorszego niż widok nieaktywnego konta, na którym był jeden wpis, albo jednak fotka. To samo dotyczy blogów, i – zwłaszcza -  stron oficjalnych. 


 


Do ogarnięcia jest więc całkiem sporo. 


 



23:16

Jarosław Wałęsa na FB: "Wracam do pracy w Brukseli"

(zdjęcie) Na swoim facebookowym profilu Jarosław Wałęsa zamieścił przed kilkoma chwilami zdjęcie jednego z budynków PE wraz z komentarzem."