Relacja Live

01.03.2012

07:21

Wyoming dla Romneya'a, Michigan do równego podziału

Przez cały luty w stanie Wyoming odbywały się lokalne caucusy w 23 hrabstwach. Wczoraj odbył się ostatni z nich. Na szali jest 26 delagatów, sondaże mówią, że w stanie wygrał Romney, zyskując 39% oddanych głosów, drugi był Rick Santorum z 32%, trzeci Ron Paul (21%), na Newta Gingricha zagłosowało 8% wyborców. W stanie Wyoming delegaci dzieleni są propocjonalnie w trzystopniowym porcesie, który zakończy się w kwietniu. Romney będzie mógł dopisać sobie prawdopodobnie 10 delegatów, Santorum 9, Paul 6, a Gingrich 1. W Michigan do zdobycia był głos 30 delegatów, Santorum i Romney podzielą ich między sobą po połowie.

07:51

Długi straszą szpitale, ale chłopcy Arłukowicza czuwają, PiS pod jabłonią, dla kogo Kalisz zrobił lewatywę, urodziny Sygnałów dnia, Marii Oleksy i Justina Biebera


-- Długi straszą szpitale- piszą w Rzepie- Aleksandra Fandrejewska i Sylwia Szparkowska: - Nadchodzi szpitalne tsunami - przewiduje Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich. Niepokoi go przede wszystkim wzrost o ponad 10 procent długów wymagalnych. Obawia się, że to początek spirali zadłużania się: - Przeciętnie w tym roku kontrakt szpitala powiatowego z Narodowym Funduszem Zdrowia wzrósł o 3 procent, ale koszty znacznie więcej - o 5 proc.”
 
-- O długach szpitali także Dziennik na jedynce: Fala szpitalnych długów zatopi budżety samorządów. Powiaty żądają wstrzymania przekształceń zozów. MZ mówi nie. Dalej, Dziennik pisze o nadwykonaniach: 1,8 mld zł za nadwykonania w zeszłym roku wykazały szpitale w 11 województwach.
 
-- Do przekształceń szpitaki nie są gotowe ani rząd, ani szpitale- pisze w komentarzu Dominika Sikora.
 
-- Fakt także o zdrowiu: To kpina z pacjentów. Lekarstwa staniały o grosze! Resort zdrowia się chwali, a naprawdę nie ma czym
 
-- Prawo do leczenia tylko dla pracowitych- także w DGP na jedynce: bezrobotny, który nie chce podjąć pracy, na dwa lata straci ubezpieczenie.
 
-- Superak kontynuuje krucjatę w sprawie “chłopców Arłukowicza: “Masz problem? Zadzwoń do chłopców Arłukowicza!”: “Nie odnajdujesz się w gąszczu zdrowotnych przepisów?! Wiemy, gdzie szukać pomocy. Minister Bartosz Arłukowicz (41 l.) zatrudnia cały sztab 26-letnich chłopców, którzy ponoć w resorcie są po to, żeby pomagać pacjentom. Masz problem? Dzwoń do nich!Link
 
-- PSL patrzy na panie- pisze w Rz Kamila Baranowska: “67 lat zostaje, ale PO pozwoli ludowcom zmiękczyć reformę emerytalną. Ze sporu wokół emerytur zarówno PO, jak i PSL muszą wyjść z twarzą. W rządzie trwają prace nad porozumieniem, które im to umożliwi.” Kompromisem moźe być projekt senatora Rulewskiego.
 
-- Środowiska konserwatywne w Platformie nie chcą, by partia skręcała w lewo. Prawa część PO boi się, że Donald Tusk zacznie zbyt blisko współpracować z Palikotem- pisze Piotr Gursztyn w swojej analizie w Rz.
 
-- Fragment analizy Gursztyna: Zła passa rządu w mediach, zwłaszcza w tabloidach, ma być inspirowana przez grupę Grzegorza Schetyny, która – według niektórych  – nadal chce przejąć władzę w PO.
 
-- „Schetyna wraca do gry” – Fakt publikuje zdjęcie PDT z rezerwą strategiczną na boisku. W tekście: „Choć Schetyna wraca na boisko, to jednak w przeciwnej drużynie niż premier. Wiceszef PO tłumaczy, że to przez przypadek, bo Tusk się spóźnił na mecz. Jest pewny, że następnym razem zagrają już w tej samej ekipie”.
 
-- W GW wywiad z dr Katarzyną Kłosińską, językoznawcą. „Ministra to forma błędna, to wręcz gwałt na języku. (…) Tak długo jak nazwy żeńskie będą traktowane jako manifest światopoglądowy, tak długo będą budziły kontrowersje”.
 
-- "Od ubiegłego poniedziałku, czyli od dnia lingwistycznego coming-outu Joanny Muchy, do słownika współczesnej polszczyzny zostało oficjalnie wprowadzone słowo „ministra”- pisze na swoim blogu rp.pl/magierowski, Marek Magierowski: “Gdy z kolei ktoś okradnie nas w tramwaju, czyż nie krzyczymy „Złodziej!”, bezmyślnie upokarzając kobiety? Krzyczmy „Złodziej lub złodziejka!”. Tak będzie poprawnie i nowocześnie.”
 
-- „PiS przyspiesza na przednówku”. Wojciech Szacki opisuje w GW przyspieszenie „wiosennej ofensywy” PiS. "Dwa wydarzenia posuły szyki politykom PiS. Po pierwsze, kryzys PO nadszedł wcześniej. (…) Po drugie, kłopotem większym niż PiS się spodziewał, okazali się ziobryści”.
 
-- Gdyby Jarosław Kaczyński, oprócz głoszenia bojowych haseł, kazał znaleźć swoim ekspertom wszystkie słabe strony projektu emerytalnego, premier miałby przeogromny kłopot – uważa publicysta „Rzeczpospolitej", Piotr Gursztyn w tekście: PiS z koszyczkiem pod jabłonią
 
-- GPC startuje z tematem „Ślązacy nie powinni łączyć się pary” – radna PO z Jastrzębia-Zdroju uważa, że mieszkańcy Śląska nie powinni łączyć się w pary, bo przenoszą na swoje dzieci wady genetyczne.
 
-- ND opisuje dalszy ciąg sprawy akt „Bolka” w Sejmie. „Sejmowa komisja przejrzała już dokumenty tzw. komisji Ciemniewskiego zgromadzone w sejmowym archiwum. Od wczoraj zajmują się nimi pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej.”
 
-- Afera solna żyje w tabloidach, na jedynkach obu gazet: “Od tej soli zapadniesz w śpiączkę” (Superak) i “Afera solna: Te firmy używają dobrej soli” i “Skandal w śledztwie dotyczącym afery solnej”. Fakt nawet uruchamia konto emailowe: [email protected]
 
-- To dla niej Kalisz zrobił lewatywę- smakowicie pisze Fakt publikując zdjęcia przyjaciółki jednego z liderów lewicy
 
-- Superak oblicza koszty transportu premiera na ferie: "Samolot rządowy leci z Warszawy do Werony. Zabiera Donalda Tuska (55 l.) z ferii. Premier przylatuje do Warszawy na specjalną konferencję oraz służbowe spotkanie. I znowu leci rządową maszyną do Werony, by kontynuować ferie. Następnie samolot wraca do Polski. Rachunek za te loty: około 240 tysięcy złotych. A to nie pierwszy raz, kiedy Donald Tusk w taki sposób korzysta z rządowego samolotu w czasie urlopu!" Więcej
 
-- W Superaku też exclusive z prezydentem: Bronisław Komorowski: Mój ojciec był Zołnierzem Wyklętym. Rok temu, w Polsce po raz pierwszy obchodzono święto państwowe Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych".
 
-- Nowa polityka prywatności Google, która obowiązuje od dziś budzi zaniepokojenie w Europie Link
 
-- 1 marca 1973 na antenie Programu I Polskiego Radia ukazało się premierowe wydanie audycji porannej Sygnały dnia. W 1998 Uruchomiono sieć telefonii komórkowej Idea. W 1995 – Powstał portal internetowy Yahoo! a w 2006 – anglojęzyczna Wikipedia osiągnęła milion haseł.
 
-- Urodziny: Maria Oleksy, prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė, poseł Leszek Blanik i Justin Bieber
 

08:35

Polityczne demoty. Czym teraz żyją młodzi ludzie?


Demotywatory - 4 703 448 mln użytkowników wg Megapanelu (dane z grudnia). Tylko youtube oraz sekcje poświęcone rozrywce takim serwisom jak 02, wp.pl czy Onet.pl osiągają w Polsce lepsze wyniki. Demoty to nie tylko śmieszne obrazki i ponad 1 mln fanów na Facebooku. Demoty dają realną próbkę tego, co jest teraz na topie wśród określonej grupy polskich wyborców – obecnych lub tych którzy będą głosować w 2015.
 
Jak stwierdził w październikowym wywiadzie Mariusz Składanowski, twórca serwisów takich jak de motywatory, joemonster czy komixxy średnia wieku zalogowanych użytkownikach na jego serwisach to 18 lat.  „Generalnie największa grupa korzystająca z naszych serwisów to młodzi ludzie, w wieku od 15 do 24 lat.”
 
Jak widzą politykę twórcy demotów i użytkownicy serwisu? Oto top 5 politycznych demotów z ostatniego miesiąca.
 
1)     Wynagrodzenia 
 

Demot niemal identyczny do poprzedniego. „Dajcie mi 15 tysięcy miesięcznie, immunitet i szofera, to będę pracował do 67 lat”. Demot wskazujący na oderwanie tzw. elit władzy od prawdziwej sytuacji na rynku pracy i z pomysłem podwyższenia wieku emerytalnego. Niemal identyczna ilustracja jak w poprzednim democie. Symbolem polityki sala plenarna Sejmu.
 
3) Motywacja
 

„Opłata za jazdę jest w cenie benzyny, a Wy mi jeszcze k*.* bramki stawiacie”. Zderzenie dwóch istotnych ostatnio problemów: wysokich cen paliwa i stopniowego wprowadzania odpłatności za istniejące fragmenty autostrad.
 
5) Praca
 

Seria zdjęć z sali plenarnej na której parlamentarzyści czytają książki, gazety, przeglądaja ipada. I podpis: „To nie jest Biblioteka Narodowa, tylko polski Sejm. Tak właśnie pracują parlamentarzyści. I za taką harówę pobierają 12,500 zł miesięcznie. Podsumowując, wrogiem numer 1 polskich użytkowników demotów i ich twórców jest Sejm – a konkretniej wynagrodzenia posłów, pomysł reformy emerytalnej ,wysokie ceny benzyny, opłaty za autostrady.
 
Przekonanie że parlamentarzyści nic nie robią a zarabiają krocie jest głęboko zakorzenione, a całe zło polskiej polityki koncentruje się w sali plenarnej Sejmu. Fakt, że posłowie otrzymują teraz ipady za ponad 3 tys. zł sztuka na pewno wzmocni ten wizerunek.

08:57

BK na Narodowym

Na oficjalnym profilu prezydenta na Facebooku pojawiło się przed kilkoma minutami zdjecie Bronisława Komorowskiego z małożoną na trybunie Stadionu Narodowego. Impreza poszła dobrze,  "

09:58

Standardy Ministry

Sprawę opisała w styczniu ubiegłego roku lubelska Gazeta Wyborcza. Anna Glijer – obecnie szefowa gabinetu politycznego ministry Muchy – była wtedy członkiem komisji konkursowej w NFZ, która rozdzielała kontrakty między przychodniami i szpitalami. Mimo drastycznych cięć w kontraktach dostały je wtedy przychodnie należące do wpływowych działaczy PO. Jeśli kontrola w sprawie przyznawania kontraktów wykazałaby nieprawidłowości wobec winnych należy wyciągnąć konsekwencje- mówiła wtedy obecna ministra. I te konsekwencje wyciągnęła...

 

Startując w wyborach z listy PO, Glijer przedstawiła założenia programowe: program skierowany jest przede wszystkim do ludzi młodych w kontekście rynku pracy. I faktycznie. 

 

Kandydując z ostatniego miejsca Glijer dostała 7 wynik na liście i 2 176 głosów. To niezły wynik. "100 lat i 9100 netto!" - takie życzenia przed wyborami dostała na wallu facebooka od jednego ze znajomych. Życzenie prawie się spełniło. To, co prawda mniej niż zarabia szefowa gabinetu politycznego ministry sportu ale standard Młodych Demokratów -i tak niezły- zostaje spełniony.

 

W styczniu 2011 lokalna Gazeta opisuje bulwersującą sprawę kontraktów dla placówek ochrony zdrowia. Chodziło o przychodnie: Farmed, której właścicielem jest przewodniczący klubu Platformy w radzie miasta Stanisław Podgórski i Sanus należacej do Jacka Madeja. 

 

“Podczas trwania konkursów szefem lubelskiego oddziału NFZ był działacz PO Tomasz Pękalski (na początku grudnia 2010 awansował na członka zarządu województwa, gdzie odpowiadał za służbę zdrowia i kulturę). To właśnie Pękalski, zgodnie z regulaminem, ustalał skład wszystkich komisji konkursowych. Członkiem takiej komisji została m.in. Anna Glijer, także członkini PO (dostała w NFZ etat referenta we wrześniu 2010 roku pokonując w konkursie 44 kandydatów. Komisja z nią w składzie aż w 11 przypadkach przyznała kontrakty Sanusowi i Farmedowi.”- opisywałi w lubelskiej Gazecie Jacek Brzuszkiewicz i Piotr Kozłowski. 

 

I pytali: “Czy wpływ na to, że zdobyli kontrakty ma fakt, że członkiem komisji konkursowej w NFZ była Anna Glijer, w przeszłości asystentka posłanki Joanny Muchy i pracownica biura europosłanki Leny Kolarskiej-Bobińskiej z PO?”

 

Glijer nie zrezygnowała z zasiadania w komisji, mimo że każdy z jej członków musiał podpisać oświadczenie o bezstronności. Jeden z jego punktów określa jasno, że członek komisji konkursowej NFZ nie może być z właścicielem przychodni "w takim stosunku prawnym lub faktycznym, że może to budzić uzasadnione wątpliwości, co do jego bezstronności".

 

Joanna Mucha mówiła wtedy Wyborczej: - Anię Glijer znam bardzo dobrze. To niezwykle uczciwa i rzetelna osoba. Jednak, gdybym była członkiem komisji NFZ i miała rozstrzygać sprawy kontraktów dla moich kolegów partyjnych wyłączyłabym się z takiej komisji. Myślę, że to, że Ania tego nie zrobiła, wynika z jej braku doświadczenia i wyczulenia na kwestie ewentualnych konfliktów interesów.

 

Tę sprawę trzeba dogłębnie wyjaśnić, choćby dlatego, że cieniem na PO w Lublinie kładą się dwuznaczne sprawy interesów Marzeny Świnarskiej i żony Marka Flasińskiego - komentowała wtedy Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją.

 

Więcej w archiwalnym tekście Gazety: link 

 

Zdjęcie pochodzi z facebookowego fanpage'a kandydatki do Sejmu Anny Glijer. 


 
 

10:03

PILNA:

Ambasador Leszek Szerepka po spotkaniu z prezydentem Komorowskim został wyproszony z Pałacu Prezydenckiego

10:29

Małgorzata i Donald Tusk wśród najlepiej ubranych


Dwutygodnik Viva! przedstawia w najnowszym numerze najlepiej i najgorzej ubranych Polaków. Wśród tych zasługujacych na pochwałę znajdziemy premiera i jego żonę. Pani Małgorzata Tusk zostala uznana za prawdziwą "klasyczną damę", Donald Tusk umieszczony został w "Lidze dżentelemenów". Jedynym innym wyróżnionym politykiem jest Ryszard Kalisz - doceniono go za ubieranie się odpowiednio do sylwetki.
 

11:04

Polityczne wikiwojny w Polsce i w USA

Oceania zawsze prowadziła wojnę ze Wschódazją” – to zdanie z książki „Rok 1984” Orwella stało się symbolem możliwości dokonywania przez reżimy totalitarne zmian we własnej historii.

Ale jest strona, która dla milionów ludzi stanowi zapis całej wiedzy na świecie, a dokonywanie w niej zmian nie wymaga specjalnych narzędzi.




 
 
 
 
To Wikipedia. Równo 6 lat temu, 1 marca 2006 roku liczba haseł na anglojęzycznej Wikipedii przekroczyła milion. Milionowe hasło dotyczyło szkockiego dworca kolejowego Jordanhill. Teraz liczba tekstów w anglojęzyczne wikipedii wynosi 3.8 miliona, a tekstów we wszystkich wersjach jest 20 milionów (w polskiej wersji 883,000). Wikipedia jest szósta w globalnym rankingu stron Alexa.com. 
 
Ze względu na sposób w jaki działa wikipedia – teoretycznie każdy może edytować teksty, chociaż systematycznie wprowadzane są liczne restrykcje, zwłaszcza dotyczące najbardziej kontrowersyjnych artykułów – przede wszystkim tych politycznych.
 
Bo wikipedia jest teraz polem walki, równie istotnym co sieci społecznościowe, fora dyskusyjne i komenty pod tekstami. Wikipedia stała się bowiem wyznacznikiem prawdy, jak niegdyś opasłe tomy encyklopedii na półkach.
 
Gdy w czerwcu 2008 roku Sarah Palin – wtedy osoba wymieniana jako potencjalna kandydatka GOP do nominacji – pomyliła jeden z kluczowych faktów dotyczących historii Amerykańskiej Rewolucji – jej liczni fani zaczęli zmieniać tekst na wikipedii, by dopasować historię do tego co Palin powiedziała.
 
A błąd był dość spory – Palin zminiła bohatera USA w zdrajcę. Nie powstrzymało to jej internetowej armii – błyskawicznie Paul Revere stał się zdrajcą na wikipedii. To wywołało z kolei szybką reakcję adminów wiki – zablokowali możliwości dowolnego edytowania niezarejestrowanym i młodym stażem użytkownikom artykułu poświęconemu Revere.  Fani Palin zaczęli wyszukiwać najdrobniejsze fakty historyczne na poparcie tezy Palin by przerzucać się argumentami na stronie „dyskusyjnej” (każdy tekst na wikipedii ma taką) przy tym tekście.
 
Ten mechanizm działa wszędzie tam, gdy politycy dysponują wierną armią internetowych wyznawców. W czasie prawyborów w 2008 roku edycje stron poświęconych Barackowi Obamie i Hillary Clinton dotyczyły każdego, najdrobniejszego szczegółu. Fani obu polityków spierali się w gigantycznych dyskusjach o to na przykład , czy Hillary może  być nazwana „wiodącym” kandydatem do nominacji, czy powinna być nazwana tylko „kandydatem” i co uprawnia do opisania jej jako wiodącego. Wandalizmy – takie jak regularne podmienianie zdjęć polityków, czy wpisywanie w biografii Obamy wzmianek o jego kenijskim urodzeniu – były zwykle bardzo szybko naprawiane przez innych użytkowników serwisu.
 
Polskie polityczne wikiwojny, przypominające te amerykańskie toczą się przykład wokół hasła „Władysław Bartoszewski” a zwłaszcza kwestii wykształcenia. „Bezczelność MWzWM nie zna granic. Działają w sposób zgrany i zaplanowany. Kradną nawet serwisy, które powinny być wolne i obiektywne” – napisał bloger „Lunarbird” na serwisie niepoprawni.pl w tekście opisującym próby dodania na wikipedii wzmianki, że „Bartoszewski nie ma wyższego wykształcenia, co wywołało kontrowersje w Polsce i Niemczech”. Sekcja dyskusyjna hasła „Bartoszewski” pełna jest sporów o to czy można cytować autorów takich jak Jerzy Robert Nowak w tekście głównym albo co to znaczy „autorytet”. Dużo mniejsza pod względem objętości jest dyskusja przy haśle „Lech Wałęsa”.
 
Te działania oddolne można uznać za sympatyczny przejaw energii aktywistów i ludzi zaangażowanych w proces polityczny. Ale były liczne sytuacje, gdy edycji dokonywali ludzie, by pogrążyć w oczach czytelników polityczną konkurencję.
 
W pewnym momencie tego typu edycje stały się tak liczne, że Wikipedia była zmuszona zablokować (w 2006 roku)  możliwość dokonywania edycji z komputerów znajdujących się  w Kongresie USA. Niektóre z tych zmian były mało szkodliwe – na przykład zmiana wieku senatora Byrda z 80 do 180 lat.  Inne – jak dodanie wzmianki o tym, że kandydat jest „zbyt lewicowy” – mogły nawet ujść uwadze adminiów wikipedii, stajać się wiedzą powszechną.   Niektóre są dużo poważniejsze - przed wyborami w 2006 roku jeden z sztabowców Cathy Cox kandydatki ubiegającej się o urząd gubernatora w Georgii zmienił wpis konkurenta, dodając w jego biografii wzmiankę o wypadku pod wpływem alkoholu, który miał jego syn.  Gdy sprawa wyszła na jaw, Cox zwolniła sztabowca, chociaż tłumaczyła się że zrobił to bez jej wiedzy.
 
W Polsce wikipedia znalazła się w centrum politycznej uwagi tylko raz – gdy w czasie kampanii prezydenckiej okazało się, że  Bronisław Komorowski  to z wikpedii czerpał wiedzę o Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. To wtedy właśnie prezydent zyskał przydomek „WikiBronek”.
 
Dużego politycznego skandalu w Polsce na tle wikipedii nie było, ale przynajmniej boje o treść haseł bardzo przypominają te amerykańskie. 
 

11:06

Trzy konferencje w trzy godziny

Takiego wysypu konferencji jednej partii sejm jeszcze nie widział. Posłowie Solidarnej Polski wychodzą z siebie, by zaistnieć w mediach. Każdy pretekst jest dobry, by się pokazać i poinformować społeczeństwo o swoich pomysłach. Dziś politycy SP zapowiedzieli trzy konferencje z rzędu w sejmowej sali 101. Pierwsza z nich będzie dotyczyć Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, pół godziny później w tym samym miejscu liderzy SP poinformują o swoich pomysłach na walkę z reżimem Łukaszenki i na koniec jeszcze konferencja Beaty Kempy o likwidacji sądów. Politycy SP muszą się wyjątkowo pilnować, by nie przedłużać swych wystąpień, bo przecież za drzwiami sali 101 będą już czekać na swe konferencje ich partyjni koledzy.


 

13:35

Dobra passa Hani

HGW uniknęła krytyki za problemy komunikacyjne przy wczorajszej inauguracji Stadionu Narodowego, czego spodziewał się na twitterze Paweł Piskorski. I wygląda na to że przechodzi do ataku. Już wkrótce otworzy Most Północny. Chwilę później ruszy najnowocześniejsze w Europie centrum bezpieczeństwa na Młynarskiej, gdzie w jednym miejscu znajdą się wszystkie wtyczki komunikacyjne służb porządkowych i ratunkowych. Kilika dni temu przyjechał do Warszawy setny tramwaj Swing i wygląda na to, że do Euro skompletowany zostanie cały tabor. Już niedługo ma być otwarta stacja kolejowa przy stadionie. Miasto też przygotowało wszystko do otwarcia połączenia kolejowego (Okęcie express) łączącego centrum stolicy z lotniskiem. Kilka dni temu widziano HGW w kinie w Promenadzie na Iron Lady. Zawsze to dużo lepsza dawka motywacji do działania niż bieganie wokół otwieranych obiektów. 

13:51

7 najgorszych momentów kobiet w polityce

Minister Mucha nie jest pierwszą kobietą na wysokim politycznym stanowisku która zalicza polityczną i wizerunkową porażkę. W przeszłości te wpadki były różnorodne – od takich którymi interesowały się tylko tabloidy, po takie, które wychodziły poza świat politycznych plotek. Pendrive’y, kalosze, spodnie, procenty i poszukiwania pionowych korytarzy – oto 7 sytuacji, w których kobiety popełniały bardzo eksponowane błędy.
 
Ale minister Mucha ma się czego obawiać – tak jak pisaliśmy na 300polityka jej błędy w komunikacji wokół Narodowego wykraczały daleko poza nieszczęsny bieg. Potwierdził to sondaż SMG/KRC - Mucha była jednym z najgorzej ocenianych ministrów – obok szefa resortu zdrowia. Jej odwołania chciało aż 34% kobiet w tym sondażu. 
 
Oto 7 najgorszych momentów kobiet w polityce. 
 

Anna Fotyga i pendrive
 
W czasie debaty przed wyborami parlamentarnymi w 2011 roku Anna Fotyga, była minister spraw zagranicznych wręczyła Sławomirowi Nowakowi pendrive z informacjami dotyczącymi rzekomych nieprawidłowości w projekcie Stadionu Narodowego. „W katastrofie samolotowej zginął wybitny polski architekt Stefan Kuryłowicz, który całe życie marzył, by zaprojektować Stadion Narodowy. A wy wybraliście niemieckiego architekta.” – powiedziała Fotyga na debacie.
 
Ale ten dokument okazała się  tylko propozycją męża Fotygi (podpisanego jako XXX) dotycząca obiegu ciepła na Narodowym. Nowak pytał później byłą minister:
 
„ Czy godzi się i jest w porządku ze standardami moralnymi, aby funkcją publiczną, kandydata na posła, ale też osoby, która pretenduje do pełnienia ważnych funkcji publicznych ministra spraw zagranicznych w ewentualnym rządzie Jarosława Kaczyńskiego, lobbować publicznie za koncepcją własnego męża?”
W ten sposób prosty chwyt z debaty eksplodował minister Fotydze jak polityczna mina. Ale Fotyga i tak dostała się do parlamentu, chociaż sytuacja z pendriv’eam utwierdziła jej wizerunek niezbyt sprawnego polityka.
 
Katarzyna Hall i spodnie
 
Zdjęcie które przysporzyło sporo kłopotów PO w czasie kampanii parlamentarnej ilustrowało okładkowy tekst „SE” „Minister się leczy”. Minister Hall - atakowana za nieudaną reformę edukacyjną i zamieszanie z wysłaniem sześciolatków do szkół, byłą przez kilka dni pod koniec sierpnia gwiazdą serwisów internetowych jako „minister bez spodni”. Udowodniła w ten sposób, że nie potrafi zarządzać własnym wizerunkiem, co nie ułatwiło PO tłumaczenie się z reformy edukacyjnej.
 
Hall nie została ministrem edukacji w drugim rządzie Donalda Tuska.
 
Hanna Gronkiewicz-Walt i kalosze
 
Czerwiec 2010. Polska walczy z gigantyczną powodzią. Gdy przez Warszawę przechodzi fala powodziowa  na wałach pojawia się prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz – w eleganckim płaszczu i gumowych, modnych kaloszach. Tak tłumaczyła się polityk Platformy z tych kaloszy w wywiadzie dla „Vivy”:
 
„"Viva": (…) kalosze kupiła Pani dopiero podczas powodzi?

HGW: Zdziwi się pani, kupiłam je przed powodzią, jakby coś mnie tknęło.

"Viva": Gumowce w motylki?

HGW: W kropeczki, takie malutkie, że prawie ich nie widać. Z klamerką. Wybrał je mąż”.
 
Wpadka z kaloszami, świadcząca o sporym braku wyczucia chwili  nie przeszkodziła jednak Hannie Gronkiewicz-Waltz w osiągnieciu zwycięstwa w wyborach samorządowych kilka miesięcy później.
 
 Anna Sikora krzyczy do policjanta
 
Październik 2010. „Możecie mnie w dupę pocałować, jestem posłem!” – to usłyszeli policjanci gdy chcieli zwrócić uwagę poseł PiS Annie Sikorze, że nie należy rozmawiać przez telefon komórkowy w czasie jazdy. Za takie zachowanie grozi 200 zł mandatu. Poseł Sikora została zatrzymana do kontroli w Warszawie, w pobliżu – jak napisał „SE” domu Jarosława Kaczyńskiego.  Sprawą zajęła się prokuratura – i w czerwcu 2011 roku Prokurator Generalny wysłał do Marszałka Sejmu wniosek o uchylenie posłance immunitetu. Sikora nie została parlamentarzystką po październikowych wyborach.
 
Elżbieta Kruk i procenty
 
Listopad 2008. Poranek w parlamencie. Dziennikarze w Sejmie zwrócili uwagę na nietypowe zachowanie posłanki Elżbiety Kruk (PiS).. Posłanka pytana o swój stan odpowiedziała zdaniem które przeszło do historii parlamentaryzmu w Polsce „-Potrafię dobrze pracować. Potrafię coś tam, coś tam.” Elżbieta Kruk uzyskała w październikowych wyborach  30 048 głosów i nadal jest parlamentarzystką.
 
Anita Błochowiak poszukuje pionowych korytarzy
 
Marzec 2003. Przesłuchania komisji ds. Rywina. Anita Błochowiak, posłanka SLD z Pabianic rozmowia z Piotrem Niemczyckim o ciągi komunikacyjne w siedzibie Agory.
 
Błochowiak: Biura zarządu są na 3. piętrze siedziby?
Niemczycki: Tak.
Błochowiak: Uhm. Mamy ciągi komunikacyjne w postaci schodów i wind?
Niemczycki: I korytarzy.
Błochowiak: I korytarzy. Pionowe. A proszę mi powiedzieć teraz...
Niemczycki: Poziome, korytarze poziome.
 
Stwierdzenie poseł Błochowiak stało się kultowe, ale nie było destruktywne dla jej dalszej kariery. To jedna z rzeczy którą została najbardziej zapamiętana z całej komisji ds. Rywina. Anita Błochowiak nie jest już w polityce, wycofała się w 2011 roku.
 
No i na koniec:
 
Joanna Mucha – w ciągu ostatnich kilkunastu dni miała kilka bardzo słabych politycznie momentów. Bieg wokół stadionu Narodowego, liczne wystąpienia w mediach, które zamiast uspokoić sytuację tylko ją pogarszały – jak pojawienie się u Konrada Piaseckiego i wywołane tym przypomnienie przez ministerstwo sprawy trzeciej ligi hokeja Dzikie Krokodyle Poznań, Wilki Śrem i Żółwie Pił, pytanie „kto wybiera drużyny na Superpuchar” – to wszystko złożyło się na fatalne sondażowe wyniki minister.
 

 
 

16:12

Andrew Breitbart nie żyje


16:59

Związkowcy szykują się na wiosnę


Informacje o ich śmierci okazały się stanowczo przedwczesne. Związki zawodowe mają się dobrze i właśnie przechodzą do ofensywy. Solidarność zebrała 1,5 miliona podpisów pod wnioskiem o referendum emerytalne, a OPZZ zapowiada strajk generalny. Nawet jeśli organizacje związkowe nie są na tyle silne, by teraz zmienić decyzję premiera, to na pewno zbliżająca się wiosna może należeć do nich.
 
Na razie to tylko zapowiedzi, ale jeśli się sprawdzą, będzie to ogromny test politycznej determinacji premiera Tuska.
 
Związkowcy mają teraz wspólny cel: walkę z reformą emerytalną. I sprawdzone metody działania: protesty. Jeśli zapowiedzi się potwierdzą ta wiosna będzie należeć do nich. Donald Tusk poradził sobie z protestami związkowców w czasie „pomostówek” teraz będzie jednak dużo trudniej.
 
- To nie będzie spokojna wiosna - mówią związkowcy. Piotr Duda, przewodniczący „Solidarności” próbuje przekonać polityków do tego, by odstąpili od pomysłów reformy emerytalnej. Nie ma jednak większych nadziei na sukces drogą negocjacji. Na chwilę przed spotkaniem się z klubem PSL w rozmowie z 300polityką przyznaje: -Z politykami widuje się dlatego, że muszę a nie dlatego, że lubię.- I po chwili namysłu dodaje: -Nie pozwolimy przepchnąć kolanem ustawy emerytalnej. Jeśli rządzący postanowili zagrać z ludźmi w pokera to ja jestem gotowy powiedzieć „sprawdzam”. I dobrze, by wiedzieli, że wyciągnąć teraz wściekłych ludzi na ulice to nie jest żaden problem.
 
Duda nie chce nam zdradzić scenariuszy protestów. -To ma być zaskoczenie dla rządzących. I z pewnością będzie. Z innych central związkowych dochodzą informacje, że gotowy jest już nawet list do prezesa UEFA Michela Platiniego w którym związkowcy deklarują, że podczas Euro nie będzie spokojnie.
 
Nikt nie walczył z nimi tak jak Margaret Thatcher. Premier Wielkiej Brytanii uważała, że poziom bezrobocia jest uzależniony od rozmiarów związków zawodowych dlatego nie miała oporów przed konfrontacją. Oczywiście wielu polityków i przed i po „Żelaznej Damie” szło ze związkowcami na wojnę, jednak nikomu nie udało się aż tak wyraźnie ograniczyć ich przywilejów. Premier Wielkiej Brytanii miała wszystko dobrze przemyślane. Protestujący górnicy chcąc zaszantażować panią premier zaprzestali wydobywać węgiel. Jednak okazało się, że na polecenie Thatcher zgromadzono już wcześniej rekordową jego ilość. Wydobywanie nie było więc niezbędne, a związkowcy stracili swą najpotężniejszą broń.
 
W Polsce ze związkami zawodowymi władza obchodzi się ostrożniej. Przede wszystkim mają one u nas piękna tradycję i olbrzymie zasługi z lat 80 i mimo tego umiarkowaną popularność. W sumie, co dziesiąty pracownik jest zrzeszony w którejś z organizacji związkowych. Dla porównania w krajach skandynawskich do związków należy 80% pracowników. Najpopularniejsze organizacje w Polsce to OPZZ, „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych. Wszystkie uwielbiają flirty z polityką. Były przewodniczący „Solidarności” Janusz Śniadek został wybrany do sejmu z list PiS, związkowcy OPZZ blisko współpracują z SLD i razem walczą z reformą emerytalną, a Bogusław Ziętek z „Sierpnia 80” regularnie startuje  we wszystkich możliwych wyborach.
 
Związki walczą o ogromną stawkę- utrzymanie swojej bazy członkowskiej, bo tylko ona buduje potęgę wewnętrzną ich liderów i silę polityczną przydatną do realizacji własnych aspiracji. Masy związkowe boją się reformy emerytalnej. Potrzeba ich utrzymania będzie budować determinację liderów. To nie będzie miła wiosna.
 
fot. DrabikPany, CC BY 2.0
 

19:15

Sarah Palin filmu nie widziała, ale już protestuje

I prostuje jej zdaniem przekręcone fakty. W marcu czeka nas premiera kolejnego filmu o polityce - po "Idach marcowych" i "Żelaznej damie" - wyprodukowany przez HBO "Game Change" o kampanii prezydenckiej Johna McCaina z 2008 roku. Film, częściowo oparty na książce Johna Heilemana i Marka Halperina, koncentruje się na sylwetce Sary Palin i na tym, jak jej wejście w kampanię zmieniło scenę polityczną USA. Sarah Palin filmu nie widziała, ale już ruszyła z kampanią prostującą fałszywe jej zdaniem przedstawienie jej roli w kampanii. Co może zaskakiwać, bo recenzje sugerują, że choć filmowcy nie wycięli żadnej z gaf, które popełniła, to przedstawiają ją raczej w pozytywnym świetle. Sarah jednak postanowiła zaatakować własnym klipem. Wideo, które można zobaczyć na Youtube'ie, sugeruje też, że była gubernator Alaski, bardzo chętnie wraca pamięcią do kampanii z 2008 roku. HBO pokaże "Game Change" 10 marca (data premiery amerykańskiej), a trailer filmu do zobaczenia, oczywiście na Youtube'ie.

19:39

Polityczna mapa drogowa dla Polski 2012

Wczoraj to było widać wyraźnie, a dziś nawet wyraźniej. 100 dni do Euro 2012 otwiera nowy sezon polskiego entuzjazmu, mocno pompowanego pasmami reklamowymi  konsumenckiego optymizmu. Ale on zacznie się wypalać już w wakacje. Wrzesień, wraz ze szkołą tradycyjnie przyniesie rosnące niezadowolenie. A rocznica drugiego rządu Tuska i przekladająca się na rząd walka o władzę w PSL, sprawi, że PO straci pierwsze miejsce w sondażach. I wtedy polecą głowy. Poseł Gibała wciąż nie dostanie czego chce i przejdzie do Ruchu Palikota, który będzie podchodził pod 20%.  I w końcu zobaczy greenbox w studiu Kropki nad i. Niemożliwe?
 
 
Jeden ze znanych, ale pozostających obecnie na ławce rezerwowych (choć nie z obozu strategicznej rezerwy) polityków PO tłumaczył nam w barze niedawno, że Euro 2012 będzie politycznym sukcesem. Bo musi być. Polacy uwielbiają, jak jest kolorowo, tłumy wesołych zagraniczniaków i jak w powietrzu unosi się kosmopolityczna atmosfera igrzysk. Ciuchy Ronaldo, fryzura Mourinho, klata Podolskiego i slipki Beckhama. To polska wiosna 2012. Słuchaliśmy tego ze sceptycyzmem, który jednak wczoraj się ulotnił. Na wszystkich możliwych serwisach społecznościowych- nawet na odpornym na „lemingozę zakaźną” twitterze, Polska razem przeżywała mecz i faktyczną inaugurację stadionu. Stadionu, który w ostatnich tygodniach rósł do rangi politycznego problemu, nie trofeum. Jeżeli ktoś miał wątpliwości wczoraj, to już ich nie ma. Najlepszym dowodem niech będzie tytuł na pierwszej stronie krytycznej wobec rządzących Rzeczpospolitej „Pilkarze i stadion zdali egzamin”.
 
Etap I: 100 dni do Euro
 
Wczoraj pisaliśmy o tym, jak Platforma rozpoczyna starą, ale sprawdzoną grę. Wchodzimy w czas, kiedy inni na nas patrzą- nie dajmy im pretekstu, żeby o nas źle pomyśleli. Jak już rok temu zauważył Adam Bielan, w wywiadzie udzielonym w przedwyborczym sierpniu braciom Karnowskim - Polacy są szczególnie wrażliwi na argument- „jak nas widzą za granicą”. I należy się z tym zgodzić, bo to drugorzędne dlaczego, ale po prostu tak jest. Koronnym dowodem, choć nie jedynym była reakcja wyborców na słowa Jaroslawa Kaczyńskiego pod adresem Angeli Merkel. 
 
100 dni do Euro 2012 to będzie okres wychodzenia na światło dzienne pewnych usterek, ale i budowania atmosfery: wytykanie błedów to „polityczna gra” to „rzucanie kłód pod nogi, żeby ośmieszyć Polskę”, to „pesymizm”, to „niewiara w to, że Polsce może się udać”, „trzymanie kciuków za porażkę”. A przecież „Polskę trzeba kochać”, trzeba być „optymistą”, „pomagać, a nie wytykać i psuć”. I nie pluć na godło. 
 
W tę strategię komunikacyjną wpiszą się wszyscy możliwi celebryci, cała pogardzana lemingoza, która już czeka w kolejce, żeby „pomóc Polsce”. Niewysmakowaną, ale miarodajną próbką była wczorajsza Maryla Rodowicz w Faktach po Faktach. 
 
A to dopiero początek. Swoje trzy grosze dołożą największe korporacje, które na wyhodowanym optymiźmie nie chcą uprawiać polityki, ale dobrze sprzedać swoje produkty: nowe telewizory plazmowe, piwo jedno, piwo drugie i piwo trzecie i pięćdziesiąte, Red Bull żeby dodać skrzydeł i Tiger, żeby taniej, ale skutecznie po meczowym kacu wspomóc się tauryną pracy, i Biedronka, i Tesco, i kiełbaski, i czipsy, i lody, bo będzie już przecież lato. I Durex. Bo też lato. I Provident z Getinem i Kredyt Bankiem, bo za coś to przecież wszystko trzeba kupić, no nie? Setki milionów złotych kampanii reklamowych które zagrzewać będą do boju i hodować konsumencki apetyt.
 
Objawią się też tacy co Polsce „chcą przeszkodzić”, czyli głownie PiS. Bo i marcowa demostracja (to jednak drobiazg, bo jeszcze 80 dni przed), ale też Smoleńsk. 10 kwietnia, tuż po Wielkanocy, Polacy z nowymi plazmami w pokojach, oczekując sportowych emocji,  będą spode łba patrzyć na burzycieli narodowej dumy, którzy z hasłami o Stalinie będą kroczyć Krakowskim Przedmieściem, by „ośmieszyć Polskę przed światem”.
 
Euro 2012. Czy jest lepszy czas na przeprowadzenie przez parlament reformy wieku emerytalnego. Kto będzie miał wtedy głowę, żeby protestować. Chyba szefowie S, OPZZ i Ziętek, którego do niczego dwa razy namawiać nie trzeba. Szczyt naiwności.
 
I tak w lekko topniejącej od słońca narodowej euforii wejdziemy w wakacje.
 
Etap II: Wakacje- Polska znów w budowie a w tv Olimpiada
 
Szczytem naiwności byłoby przypuszczać, że Polska zostanie mistrzem Europy. No pewniej nie zostanie niż zostanie. Nawet jeśli występ reprezentacji nie będzie kompletną katastrofą, to nie zaspokoi ambicji zgodnie budowanych przez rząd i pasma reklamowe Biedronki, Tesco, Samsunga, Orange i Żywca.  Zacznie się czas przebąkiwanych podsumowań. Ta droga nie gotowa, ten perfumowany dworzec zńow zaśmierga, tu objazd a benzyna i wakacje też drogie. No i perfekcyjnie przygotowana Olimpiada w Londynie da do myślenia.
 
No i właśnie. Zaczną się wakacje. Ludzie nie będą mieli głowy do polityki. I Platformie tradycyjnie w kanikule lekko spadnie. Spadek się pogłębi no bo te korki, dworce, itd. I drogo. Na wakacje trzeba wziąć może jakiś kredyt. Przecież odpocząć trzeba.
 
Niezadowolenie zacznie rosnąć znów stopniowo, punkt po punkcie, aż napędu nabierze po 15 sierpnia, kiedy trzeba będzie już pomyśleć o podręcznikach i wyprawkach. A one też drożeją. Sześciolatki odłożone do 2014, ale już minister Szumilas z pewnością coś wymyśli. No i pojawia się pierwsza rata odłożonego przez bank do spłaty na za dwa miesiące kredytu. Za plazmę na Euro albo samochód na wakacje, albo po prostu za lepszy wyjazd. Niby miniratka, a uwiera.
 
Etap III: Gorąca jesień
 
W tematyce szkolnej drożyzny i niezadowolenia z zakończonych urlopów wejdziemy w końcu w normalną, polską rzeczywistość. Już nikt nie pamięta o Euro. Na stadionie znowu jakieś problemy. No i stoi pusty, więc niepotrzebny. Zaczną się odłożone w czasie protesty związkowe. I w rocznicę wyborów 2011 zaczną się podsumowania, co się udało a co nie. Czy ktoś poleci z rządu, czy nie? No i znów powakacyjnie rozgorzeje dyskusja o lekach i szpitalach. Ustawa refundacyjna i termin codwumiesięcznego update’u listy wpisuje sprawę do porządku politycznego na stałe. Sierpniowe święta kościelne znów ożywią Palikota. PiS rozochocą związkowcy.
 
A dla Platformy trudno już wtedy będzie o dobrego, politycznego Red Bulla. W rocznicę powołania swojego drugiego rządu Platforma pewnie już straci na tyle, że nawet lekko rosnący PiS może wyjść na prowadzenie. A elektorat PO do PiS nie pójdzie, więc zasili bliskozagranicznego Palikota, który już wtedy trochę spoważnieje. Musi spoważnieć, żeby przywitać kilka transferów z PO, które nie zaryzykują ucieczki do cyrku. Być może w pierwszej grupie transferowej będzie nadambitny poseł Gibała, który już dziś przecież nie kryje swoich liberalnawych poglądów. Daleko od Gowinów padają Gibałowie. Dla kogoś w rodzaju Gibały transfer do Janusza będzie szansą na zabłyśnięcie na tle bardzo samoobronoidalnego klubu Palikota. To jedna szansa na milion, żeby na własne oczy zobaczyć, że niebieskie w telewizorze studio Kropki nad I jest tak naprawdę zielone.  
 
A PSL? Jesienny kongres ludowców musi się przełożyć na jakiś kryzys w koalicji. Przecież kandydaci, obaj konstytucyjni ministrowie będą się licytować na emencypację małej koalicyjnej partii. To musi się odbić na rządzie i dyscyplinie sejmowej.
 
I tak oto, z kolekcjonującym nowych posłów w swoim gabinecie w budynku G, Grzegorz zapisze sobie na kartce trzy nazwiska do rządu i zaproponuje Donaldowi termin spotkania. Jakieś głowy polecą. Ale czy Platforma jeszcze się wtedy odbije? Niby idą Święta, ale styczeń bywa, jak wrzesień bardzo trudny. Oj bywa. 
 
Może political fiction. Ale tak może wyglądać mapa drogowa polskiej polityki na 305 dni pozostałe do końca 2012. 
 

23:38

Platforma czerstwieje

Ponad 8000 użytkowników zjalkowalo na facebooku profil sympatyków PO- POpieram. Kilka dni temu administrator umiescił na profilu "satyryczny" rysunek, który umieszczamy poniżej. I to w dobie paczaizmu i #bumcfksz... Śmieszne czy czerstwe? Troche "so 90's"...