Relacja Live

19.02.2012

10:23

Zemke rozpoznał "żołnierza z gór"

Dalszy ciąg tajemniczej historii byłęgo żołnierza znalezionego z odmrożeniami w Tatrach. W niedzielę się okazało, że były wiceminister obrony w rządzie SLD-PSL pamięta Włodzimierza N. z wizyt w Iraku.
 
Janusz Zemke ujawnił to w "Siódmym dniu tygodnia" w Radiu Zet. Jak powiedział Zemke, Włodzimierza N. poznał w czasie jednej z ministerskich wizyt w Iraku. Potrafił nawet wskazać, że N. był członkiem "grupy działań psychologicznych i kontaktów z ludnością cywilną".
 
Polityk SLD przedstawił też szacunki, ile takich Włodzimierzy N. żyje jeszcze w Polsce: - Na jednego zabitego żołnierza przypada 10, którzy z poważnymi zaburzeniami wracają do kraju. Takich żołnierzy mamy teraz kilkuset.
 
Zajmuje się nimi utworzony niedawno w szpitalu MON na Szaserów w Warszawie odział leczenia stresu bojowe. Tam też teraz leży N.
 
Fot. Sławek/CC 2.0

11:08

Pomiędzy Burberry a Zegną

Jaki jest styl polskich polityków? Nijaki. Nawet ci, którzy noszą dobrze dobrane garnitury, stawiają raczej na bardzo zachowawczy konserwatyzm niż własny styl. Reszta? Cóż, reszta sprawia wrażenie, że noszenie garnituru to dla nich największa kara.
 
 
Najlepiej ubrani? Najczęściej ci z centrum
Styliści i dziennikarze są zgodni - wśród najlepiej ubranych polskich polityków wymienia się zwykle te same nazwiska: Ryszard Kalisz, Sławomir Nowak, Wojciech Olejniczak, Janusz Palikot, Radosław Sikorski, Donald Tusk. Ale też np. Krzysztof Szczerski i Maks Kraczkowski z PiS. Co ich łączy? Szeroko rozumiane centrum sceny politycznej. I znajomość własnej figury i rozmiaru, dzięki temu unikają najczęstszego błędu występującego u polskich polityków, jeśli chodzi o ubranie. Z jakiegoś powodu większość posłów koniecznie postanowiła nosić ubrania o rozmiar za małe lub za duże. Kończy się to tak, że wyglądają, jakby wciąż nosili własne garnitury komunijne lub ślubne. Uwielbiają też szerokie ramiona - co więcej, im niższy polityk, tym większa słabość do dwurzędowych marynarek szerokich w barach. Być może zostało tak im z lat dziewięćdziesiątych? Współczesne garnitury to marynarka z naturalną linią ramion i spodnie o niezbyt szerokich nogawkach. Takie, jakie nosi premier.
 
Największe stylowe faux-pas? Czarne garnitury od rana do wieczora. Każda szanująca się korporacja lub większa firma przygotowuje dla swoich pracowników mniej lub bardziej szczegółowo opisany dresscode. W nim znajdują się informacje, jaki kolor garnituru jest na miejscu w pracy i na spotkaniach biznesowych, jakie kolory koszul są dopuszczalne, jak dobierać krawaty, etc. Może Kancelaria Sejmu powinna też rozdawać nowym posłom coś podobnego?
 
Pan Przemek ubiera Platformę
W zeszłym roku tygodnik Wprost napisał, że za wizerunek polityków z PO od 2007 roku odpowiada tajemniczy pan Przemek. I trzeba mu oddać - politycy PO noszą się dość poprawnie, ich styl może nie zapada w pamięć, ale za to nie mają na swoim koncie zbyt wielu wpadek. Może tylko przydałaby im się jeszcze ściągawka z instrukcją dobierania krawatów?
 
Przywiązanie do krawata
Można czasem odnieść wrażenie, że polski polityk nie istnieje bez krawata. I ten krawat albo go dusi, z węzłem umieszczonym niemalże pod samą brodą, albo sprawia niechlujne wrażenie, bo został przez takiego podduszonego delikwenta poluzowany, i smutno zwisa odrobinę przekrzywiony. Warto podpatrywać amerykańskich i brytyjskich polityków - doskonale opanowali oni technikę casual dressing i czasem noszą koszule bez krawata. Albo, o zgrozo!, zdejmują marynarkę, a na dodatek podwijają rękawy koszuli. Czemu amerykańscy i brytyjscy politycy porzucają krawaty? Nie chodzi tylko o wyglądanie "cool", bo większość ich wyborców nie nosi krawatów na co dzień (unika lub nie lubi). Bo politykowi bez krawata łatwiej nawiązać kontakt z wyborcą. Co więcej, zagraniczni politycy nie stronią ani od dżinsów, ani od wiatrówek - bo elegancki garnitur i koszula spod igły nie zawsze są na miejscu. O prezydencie Obamie można żartem powiedzieć, że jest High Commander in Jeans - tak często pojawia się w dżinsowych spodniach.
 
Ubranie od krawca, styl z Wielkiej Brytanii
Nie trzeba być wysokim i szczupłym, by dobrze wyglądać w garniturze, wystarczy mieć dobrego krawca. Podobno Ryszard Kalisz ubrania szyje za granicą, między innymi w Wielkiej Brytanii. A figury to jednak nie ma najłatwiejszej... A jeśli mówimy o Wielkiej Brytanii, to jedyni polscy politycy, których styl jest "jakiś", którzy wyróżniają się z tłumu, inspirację czerpią właśnie z Wielkiej Brytanii - i mowa tu zarówno o ministrze Sikorskim czy Rostowskim, ale także Januszu Palikocie. Nie wszystkim podoba się styl byłego polityka, a obecnie publicysty, Jana Marii Rokity, ale za to nie da się ukryć, że wypracował sobie własne połączenie ekscentryzmu z osobowością. Inni politycy, ci dobrze ubrani, z obawy przed śmiesznością, a może po prostu z braku wyobraźni, wybierają nudne nierzucające się w oczy garnitury. Ale przynajmniej są poprawi. Ci źle ubrani nie dość, że się wyróżniają, to jeszcze sprawiają wrażenie, że bardzo się męczą we własnych ubraniach.
 
Marki polskiej polityki
Podobno Prezydent Komorowski od czasu wybrania na stanowisko nosi Vistulę. Inni politycy z jego byłej partii wybierają raczej Zegnę czy Burberry. Ta ostatnia marka łączy konfekcję z ubranimi odpasowywanymi do sylwetki - mówiąc wprost, szyje na miarę, stąd też politycy noszący garnitury Zegny zwykle lepiej się prezentują.
 
Zadziwia za to słabość polskich polityków do Burberry. Czy to dlatego, że salon tej marki znajduje się tuż obok salonu Ermenegildo Zegny w Warszawie, w odległości niezbyt długiego spaceru od Wiejskiej? Niestety, trzeba przypomnieć, że szalik w charakterystyczną kratę niekoniecznie dobrze świadczy o stylu noszącej go osoby. Obnoszenie się z widoczną marką lub logo to raczej synonim złego smaku. I jest dość tanie. Najdroższe i najbardziej ekskluzywne marki chowają metki i logo, to zwykle tańsze linie są obrandowane. Logomania to pozostałość po latach 90. zeszłego stulecia - co prawda mówi się, że lata 90. wracają, ale może metki i wyraźne logo powinny zostać w XX wieku. Lata 90. to lata prosperity, kiedy to obnoszenie się z bogactwem, nawet jeśli nie było w dobrym tonie, to jeszcze uchodziło na sucho. Dziś, w latach kryzysu, noszenie ubrań z widocznymi metkami, jest drobnomieszczańskie. Kto ma poznać się na dobrej jakości ubraniu, pozna się i tak, nawet jeśli nie zobaczy metki z nazwą producenta. Trencz Burberry jest na tyle charakterystyczny, że nie trzeba go jeszcze podkreślać szalikiem.
 
Z dwojga złego lepiej jednak, by nasi politycy nosili się nudno, ale poprawnie, niż gdyby mieli dostarczać tabloidom kontentu do zapełniania rubryk z cyklu "jak się nie ubierać".
 
Zdjęcie: Official White House Photo by Pete Souza, prezydent Obama i wiceprezydent Joe Biden po godzinach.
 

11:28

Zemke rozpoznał "żołnierza z gór"


Dalszy ciąg tajemniczej historii byłęgo żołnierza znalezionego z odmrożeniami w Tatrach. W niedzielę się okazało, że były wiceminister obrony w rządzie SLD-PSL pamięta Włodzimierza N. z wizyt w Iraku.
Janusz Zemke ujawnił to w "Siódmym dniu tygodnia" w Radiu Zet. Jak powiedział Zemke, Włodzimierza N. poznał w czasie jednej z ministerskich wizyt w Iraku. Potrafił nawet wskazać, że N. był członkiem "grupy działań psychologicznych i kontaktów z ludnością cywilną".
Polityk SLD przedstawił też szacunki, ile takich Włodzimierzy N. żyje jeszcze w Polsce: - Na jednego zabitego żołnierza przypada 10, którzy z poważnymi zaburzeniami wracają do kraju. Takich żołnierzy mamy teraz kilkuset.
Zajmuje się nimi utworzony niedawno w szpitalu MON na Szaserów w Warszawie odział leczenia stresu bojowe. Tam też teraz leży N.
 

11:36

Seksizm seksizmem, a ageism jest ok?

Monika Olejnik na Facebooku: "Teraz babcie wyszły na ulicę i podskakują. W Tuskolandii coraz cieplej ;)"
A jeszcze kilka dni temu dziennikarka mówiła do Jana Tomaszewskiego w obronie Joanny Muchy: "Ale to niech pan powie swoim kolegom żeby przestali z niej kpić, bo jest kobietą".
 
Czyli jak to - są lepsze kobiety (bo ładniejsze i z PO?) i "babcie"? Z całą sympatią do Moniki, ale brak konsekwencji bije po oczach. 

12:38

Emerytury politycznym tematem poranka

Słowa wicepremiera Pawlaka o tym że "nie wierzy w państwowe emerytury" i spór między PSL a PO były najważniejszymi tematami politycznego, niedzielnego poranka. W "Kawie na ławę" doszło do ostrego spięcia między posłem Kłopotkiem z PSL, a Adamem Szejnfeldem z PD na tle tego jak reformować system emerytalny. Kłopotek potwierdził tylko stanowisko PSL na teraz: podwyższenie wieku emerytalnego powinno nastapić etapami. "Rzucamy Wam kładkę ratunkową" - mówił Kłopotek. "Chyba dla siebie" - odparł Szejnfeld. "Tkwicie w uporze bez argumentów" - podsumował Kłopotek. A Robert Biedroń stwierdził, że RP poprze emertyalny pomysł PO, pod warunkiem obudowania go pomysłami ziększającymi szanse na rynku pracy. Sytuacja, w której RP głosuje "zamiast" PSL w sprawie reformy zaczyna rysować się coraz wyraźniej. 

12:45

Michigan zadecyduje o nominacji GOP?

Prawybory w Michigan odbędą się 28 lutego (tego samego dnia republikanie głosują także w Arizonie). Sondaże pokazują, że Rick Santorum wyprzedza Mitta Romney'a - od 3 do 15%. W 2008 roku Romney wygrał Michigan z 39% poparciem, John McCain's uzyskał 30%. Pojawiły się głosy, że jeśli stan, uważany za rodzinny stan Romney'a, wygra Santorum, to losy nominacji prezydenckiej GOP są przesądzone. Inni podkreślają, że wyborcy z Michigan w ostatnich latach nie wybierali przyszłego zwycięzcy nominacji lub wyborów generalnych. W 2000 roku w prawyborych wygrał John McCain, ale nominację GOP zdobył George W. Bush, w 2008 roku wyborcy w Michigan opowiedzieli się za Romney'em, ale kandydatem Partii Republikańskiej został John McCain.

13:02

Ciężkie 48 godzin dla Romney'a

Ostatnie 48 godzin przyniosło dużo złych wiadomości dla Mitta Romney'a. Po pierwsze, Mitt przegrywa w sondażach badających preferencje wyborcze w Michigan, a więc w stanie uważanym powszechnie za jego terytorium. Na dodatek Mike DeWine, były senator i prokurator stanowy w Ohio wycofał swoje poparcie dla Romney'a i ogłosił, że wspiera Santorum. Poza tym kampania Mitta została uwikłana w skandal w Arizonie, w której prawybory odbędą się 28 lutego. Paul Babeu, szeryf stanowy, republikański kandydat do Kongresu, zrezygnował z pracy na rzecz stanowego sztabu kampanii Romney'a po tym, jak wyszło na jaw, że adwokat reprezentujący interesy Babeu miał grozić mężczyznie znanemu tylko jako Jose, byłemu partenrowi szeryfa, deportacją, jeśli ten publicznie będzie się wypowiadał o związku z Babeu. Szeryf przyznał, że jest gejem, ale zaprzecza, że był związany z Jose i że groził mu deportacją.

13:39

Fałszywe konto spindoktora torysów rozgrzewa korytarze władzy

Odpisują mu dzienikarze i politycy. Lewicowy “The Statesman” udostępnił mu własne łamy. Czyta go cały londyński Whitehall, a media zastanawiają się kim naprawdę jest, bo tweetuje naraz z iPhona, maca i iPada. Jeszcze nigdy fejkowy profil na twitterze nie namieszał aż tyle w realnym świecie polityki jak twitter @SteveHiltonGuru - który udaje głównego doradcę brytyjskiego szefa sządu.

 

Piszą o nim czołowe gazety. Wczoraj, superprestiżowy The Times, wcześniej Daily Telegraph, Daily Mail i główne portale polityczne dla insiderów. BBC zrobiło nawet program o fejkowych profilach twitterowych m.in @QueenUK i @SteveHiltonGuru. Mimo zaledwie siedmiu tysięcy followersów, satyryczny profil Hiltona rozgrzewa korytarze władzy Zjednoczonego Królestwa i zakamarki Fleet Street (ulica gdzie rezydowały główne gazety). 

 

Steve Hilton jest postacią elektryzującą londyńską elitę. To jeden z najbliższych przyjaciół Davida Camerona. Poznali się pracując w dziale research’u centralnego biura partii konserwatywnej w latach 90-tych. Razem z żoną - Rachel Whetstone, która jest wiceprezesem Google, byli rodzicami chrzestnymi syna Cameronów, Ivana, który umarł kilka lat temu na ciężką chorobę. Więź Camerona ze swoim “szefem strategii” jest silniejsza nawet od tego, co wynikałoby już z faktu posiadania na ciasnym 10 Downing Street, pokoju bezpośrednio przylegającego do gabinetu premiera. 

 

Hilton to fanatyczny zwolennik strategii “odtrucia” wizerunku torysów, jako elitystów oderwanych od rzeczywistości. Stara się, żeby w kadrze koło Camerona zasze występowały kobiety i “zwykli ludzie”. Lider partii malowanej jako przeciwniczka publicznej edukacji i ochrony zdrowia od dawna pojawia się w szpitalach i szkołach bez krawata.

 

Steve Hilton jest twórcą strategii “ludowego premiera”, który lata tanimi liniami, spędza wakacje w Kornwalii (choć czasem w Toskanii) i jest mniej posh. Ostatnio, reprymendę od Hiltona otrzymał jeden z ważniejszych ministrów, Michael Gove - ma teraz latać tanimi liniami Virgin a nie “fat-cat BA”

 

Gazety piszą o walkach Hiltona z “urzędniczym układem” niechętnym rewolucyjnym, antybiurokratycznym zmianom. Jak każdy kolejny spindoktor w najnowszej historii Zjednoczonego Królestwa- Mandelson, Campbell, tak i Hilton wzbudza wiele emocji. Stąd takie zainteresowanie insiderskimi tweetami podszywającego się pod niego konta.

 

Popularna popołudniówka - “London Evening Standard”, pisała kilka dni temu o “Hiltonologii”, próbując dociec czy jako Steve Hilton publikuje jedna, czy może więcej osób. “Tweety pojawiają się z trzech różnych urządzeń: 1704 tweetów pochodziło z iPhona, 1342 z Maca. Te z komputera, zaskakująco często podczas “godziny pytań” w Izbie Gmin.”- pisała gazeta. The Times podejrzewa, że za fejkowym kontem musi stać polityczny insider, bo w tweetach pojawiają się nazwiska doradców Camerona, o których prawie nikt nie wie.

 

U fałszywego Steve’a Hiltona premier Cameron występuje jako “Warlord Dave” albo “gladiator”. Gdy Downing Street wygrywa spin, twitterowy fejk taguje #winning i to, stając się jego znakiem rozpoznawczym weszło do twitterowego języka brytyjskiej polityki. 

 

Zupełnie jak “tłyter”, wymyślony przez fejkowy profil prezydenta Bronisława Komorowskiego. @KomorowskiPL ma podobny rezonans wśród polskiej elity dziennikarsko-politycznej. Z fejkiem prezydenta dyskutują czasem Agnieszka Burzyńska i Konrad Piasecki z RMF. O “tłyterze” pisze czasem nawet Paweł Graś. Satyryczny profil prezydenta został opisany w Rzeczpospolitej przez Igora Janke. W przeciwieństwie do profilu Steve’a Hiltona, fejk prezydenta niestety nikogo nie followuje i nie można z nim nawiązać kontaktu przez “direct message”. Pisze tylko logując się przez stronę, nie używa do tweetowania żadnych gadżetów. 

 

@KomorowskiPL drwi z generała Kozieja, Ewy Kopacz i pierwszej damy. @SteveHiltonGuru naśmiewa się z brytyjskich ministrów i posłów: “Andrew Mitchell wychodzi z siebie w ekscytacji, kiedy siada koło Dave’a w Izbie Gmin”. Znanego z upodobania do imprez torysowskiego posła Nicka Bolesa nazywa “Ibiza Boles”, a szefa komunikacji Prime Minister Office, Craiga Olivera nazywa “Dre”, od modnych słuchawek “Dr Dre” jakie ten nosi, wyszydzając często jego brak wpływu na cokolwiek: “gdyby odszedł, nikt nawt by tego nie zauważył”.

 

Internetowe fejki, zwłaszcza na twitterze, budzą wiele emocji, rzadko rozumianych przez szerszą opinię publiczną. Polityczni insiderzy też muszą mieć swój świat rozrywki. 

 


 

16:00

Społecznościowe wraki straszą w sieci

Wrak w sieci łatwo ropoznać. Straszą blogi polityków nieaktualizowane od lat. Straszą strony z designem sprzed dwóch epok. Albo konta na Facebooku, gdzie główną aktywność przejawiają „znajomi”, publikując zdjęcia i linki dalekie od politycznej normy. Oto jak wyglądają główne rodzaje politycznych wraków w sieci.

 

Wrak Facebookowy:
Konto Mariusza Błaszczaka – co kilka, kilkanaście dni pojawiają się wpisy „oficjalne” czyli linki do wywiadów polityka w mediach. Nieoficjalna działalność to dziesiątki wpisów na ścianie dokonywane przez „znajomych” – zdjęcia, odnośniki do tekstów o Smoleńsku, wpisy takie jak Sekta Tuskistów - kim są, jakim siłą służą? Komu miła Rzeczypospolita nie głosuje na PO. Tusk - wasal Angeli Merkel i Bronisław Komorowski - agent Putina”, czy też fotki przedstawiające kanclerz Niemiec na tle stylizowanej na faszystowską flagi z symbolem Euro w środku. Albo demot z papierem toaletowym, z podobizną Donalda Tuska i napisem „Tusk - jedyny taki miękki”

 

Wszystko miesza się z oficjalnymi wpisami i tkwi na facebookowej ścianie szefa klubu PiS i przez to powstaje wrażenie że polityk je – poprzez brak reakcji - akceptuje. Brak regularnego „czyszczenia”, kontroli nad swoją społecznością w sieci ma takie właśnie rezultaty. Inni przejmują kontrolę.

 

Wrak twitterowy:

Opuszczone konto to typowy grzech polskich polityków. Michał Boni ostatni swój wpis na twitterze zamieścił 26 września 2011. Bogdan Zdrojewski milczy od 12 grudnia. Ewa Kopacz od 5 lipca.

 

Na takich opuszczonych kontach pozostają oczywiście wpisy – niegroźne w momencie ich publikacji, ośmieszające dziś, po zmianie barw politycznych, jak stare tweety ministra Arłukowicza, albo przypominany często tweet posła Mularczyka z Solidarnej Polski: “Witam po kongresie PiS”. Albo zamyka się konto, albo prowadzi je w miarę regularnie. Trzeciej opcji nie ma. A stare wpisy mogą być ośmieszającą bronią polityczną, wyciąganą nie tylko przez twitterowych żartownisiów.

 

Wrak blogowy.

Ostatni wpis na blogu Roberta Biedronia pochodzi z września 2011 roku. Blogowa działalność polityka Ruchu Palikota urywa się na krótko przed szczytem kampanii wyborczej. Pozostawione w odchłani sieci blogi są nagminne w polskim Internecie – Biedroń nie jest rekordzistą. Ostatni wpis na blogu Grzegorza Napieralskiego pochodzi z marca 2011 i nosi tytuł: "Stało się. Lecimy w kosmos"

 

Wraczeje nawet blog Jarosława Kaczyńskiego, którego dobrze przemyślany debiut w sieci był sensacją w czasie kampanii wyborczej, przyciągając rekordowe zainteresowanie. Tymczasem, ostatni wpis prezesa pochodzi z listopada 2011, i jest to „List otwarty do członków PiS”. 

 

Taki kształt bloga świadczy źle o całym pomyśle – to mógł być blog kampanijny, ale wtedy po wyborach powinien zostać zamknięty. Druga opcja -  powinny pojawiać się na nim notki, nawet jeśli są to wystąpienia i odezwy w niczym nie przypominające wpisów na blogu, ale w miarę regularnie. Blog Kaczyńskiego jest zawieszony między jednym a drugim.

 

Dla polityków i ich doradców, którzy zaczynają próby komunikacji z obywatelami za pomocą Internetu, zbyt często przypomina on tablicę ogłoszeniową, na którą można od czasu do czasu wrzucić  wpis i pozostawić bez opieki. Jak jednak pokazuje przykład posła Błaszczaka i innych, takie podejście po prostu się nie sprawdza. Pozostają wraki z przeszłości, odpryski momentów z kampanii wyborczej, gdy trzeba było zainwestować czas w „tłytera” czy „zrobić  c o ś  w tym Internecie”.   

 

Bez kontroli, bez ciągłej uwagi, bez systematycznego budowania społeczności fanów na Facebooku, wokół bloga, czy na Twitterze te wraki mogą tylko straszyć.  


 

16:29

Polityczne zdjęcia tygodnia w USA

publikuje Time magazine. Na koniec weekendu wybraliśmy trzy, naszym zdaniem najlepsze:

Marine One z prezydentem Obamą na pokładzie, lecącym z helikopterami wsparcia nad Pacyfikiem z fundraisera w Los Angeles (autor Saul Loeb/ AFP/ Getty images)


 






 

Mitt Romney podtrzymywany przez ochronę na wiecu w Messa, Arizona (autor Eric Thayer/ Getty images) 


 





 

Ron Paul, po wiecu w Memorial School w New Gloucester w Maine (autor: 


 


 




 


 


wszystkie zdjęcia dostępne tu <-- link



 



17:16

TVN Meteo: Luty utrzyma się jeszcze przez kilkanaście dni

17:23

Siemoniaka:

Townhall


18:25

300weekend się kończy - na osłodę, nasz ostatni demot

Następny 300weekend już za:
- 120 godzin,
- 10 konferencji Solidarnej Polski,
- 3 wypowiedzi Joanny Muchy,
- 5 "dzień dobry, życzę wszystkim miłego dnia" Pawła Grasia,
- 2 samochody na rosyjskich numerach w Gazecie Polskiej Codziennie,
- 18 lajfów Mariusza Błaszczaka...

18:45

Michał Rusinek o Superexpressie na FB:

afował kiedyś mieszkanie Czesława Miłosza), obawiając się zapewne, i słusznie, że nie wyrażę zgody na publikację w tabloidzie. Co więcej, w tekście towarzyszącym fotografiom znalazły się fragmenty moich wypowiedzi - także bez mojej zgody i autoryzacji. Moje zaufanie zostało nadużyte a dobre imię narażone na szwank. No i mam nauczkę na przyszłość."

19:27

Polityczny powrót. Czego Tusk może nauczyć się od Obamy i Clintona?


Każdy polityk ma w czasie swojej kariery moment, gdy wydaje się że już wszystko stracone. Obama był prezydentem, który po przeforsowaniu historycznej reformy ubezpieczeń zdrowotnych został uznany za drugiego Cartera, bez szans na reelekcję. Clinton, po błyskotliwym sukcesie wyborczym przetrwał upokarzające klęski w Kongresie by zdobyć drugą kadencję w dobrym stylu. 
 
Tusk, po bezprecedensowym zwycięstwie w październiku 2011, znajduje się w jednym z najtrudniejszych momentów politycznej kariery. Od wyborów nie było rzeczy, która poszłaby jego rządowi dobrze. 
 
Kulminację mogliśmy obserwować w piątek – Donald Tusk „stanął na czele rewolty przeciwko ACTA”. Jakie lekcje zza Oceanu mogą być dla Tuska przydatne?
 
Lekcja 1: Konsekwencja
 
Niepopularne decyzje Obamy z początku kadencji, przynoszę teraz wymierne rezultaty. Na przykład decyzja o wsparciu federalnym dla koncernów motoryzacyjnych. Obama podjął decyzję, która do dziś jest amunicją dla Republikanów – ale Detroit zostało uratowane. 
Teraz prezydent może chwalić się wynikami amerykańskich firm. Polityczne ryzyko się opłaciło. 
 
Decyzja o federalnej pomocy opłaciła się i politycznie, i ekonomicznie. Tak samo było z reformą zdrowotną – jej przyjęcie na początku kadencji zużyło cały kapitał polityczny prezydenta, ale teraz jest jego jednym z sztandarowych osiągnięć.  To nie oznacza że Obama nigdy nie  wycofuje się czy nie modyfikuje swoich decyzji, ale najważniejsze strategiczne kierunki nie ulegają zmianie.
 
Lekcja 2: Triangulacja
 
Clinton postawił w czasie swojej pierwszej kadencji na strategię „triangulacji”, czyli ustawienia się w środku między dwoma skrajnymi alternatywami. 
 
W ten sposób pozycja prezydenta była uznawana za rozsądną, środkową, między prawicą a lewicą. Ten banalny w swej istocie pomysł jest już stosowany przez Tuska, ale w szczątkowej formie. 
 
Premier mówi o reformie emerytalnej, że nie ma dla niej alternatywy – ale jednocześnie wspomina, że alternatywa jest w postaci wyższych podatków i niższych emerytur. To sprzeczne. Triangulacja polegałaby w tym przypadku na zderzeniu skrajnie lewicowego i skrajnie konserwatywnego pomysłu na reformę i przedstawienie własnego rozwiązania, jako kompromisowego. 
 
Tymczasem, mamy wyakcentowany tylko jeden projekt polityczny, a symbolem dyskusji w tej sprawie jest kłótnia Kłopotka z Szejnfeldem w dzisiejszej „Kawie na ławę”, w której koalicjanci obrzucali siebie nawzajem stwierdzeniami w stylu „nic nie rozumiesz” „chcecie kupczyć” itd.
 
Lekcja 3: Komunikacja
 
W każdej sytuacji, gdy Obama rozpoczynał próbę przeforsowania reformy, wyjeżdżał z Waszyngtonu i próbował przekonać do niej obywateli. 
 
Tusk, komunikuje się w sprawie reformy emerytalnej – która dotyczy każdego Polaka – za pomocą konferencji prasowych w sejmie i w KPRM. Rozmawia tylko z politykami, ewentualnie z przedstawicielami wybranych, dość zresztą “ekskluzywnych” środowisk, jak Kongres Kobiet. 
 
Obama, w każdej sytuacji zwracał się do zwykłych ludzi, w swojej komunikacji wybijając to co zmieni jego reforma w ich losie – konkretnie, namacalnie. 
 
Już po przejęciu Kongresu przez Republikanów, Obama rozpoczął serię posunięć pod hasłem „We Can’t Wait” pokazującą, że blokowanie przez GOP ustaw i rozwiązań zwalczających bezrobocie nie musi oznaczać, że prezydent ma już całkowicie związane ręce.  Wszystko w tym procesie ma swoją nazwę – każde posunięcie jest opisane, oznaczone, przetłumaczone wyborcom i konsekwentnie rozbudowywane.
 
Na tym tle działania Platformy w sprawie reformy emerytalnej są chaotyczne. Czat z ekspertem z SGH, infografika umieszona na profilu na FB, zapis konfy premiera, odnośniki do depesz PAP – to wszystko jest tak samo przypadkowe jak proces komunikacyjny w „starych” mediach. 
 
To nie kampania polityczna. To polityczna partyzantka. Ma się wrażenie, że PO coś chce zrobić, ale nie wiadomo w sumie o co chodzi.
 
Lekcja 4: Wydarzenia zewnętrzne
 
Obama w czasie całej swojej kadencji jest na łasce jednego tylko czynnika – bezrobocia. To od bezrobocia zależy jego polityczny los. Gdy bezrobocie spada, a Amerykańska gospodarka się regeneruje – notowania prezydenta rosną. W 2012 roku  żadna błyskotliwa kampania polityczna już nie pomoże odwrócić trendu, a w sytuacji braku kontroli nad Kongresem Obama nie może przeprowadzić jednej ustawy bez zgody Republikanów, w których interesie nie leży poprawa sytuacji gospodarczej USA. Czas, gdy Obama mógł wpływać na proces legislacyjny, już minął. 
 
Problem Tuska jest podobny i inny jednocześnie. Premier ma, w porównaniu do Obamy prawie całkowitą kontrolę polityczną nad systemem. W teorii, opozycja nie może zablokować żadnego posunięcia Platformy, która i tak przeżywa najgorsze miesiące w swojej historii. Ale jednocześnie ma związane ręce – systemem który sam stworzył. To paradoks.
 
Problemy Tuska są wewnętrzne bo wynikają z inercji całego systemu, który wykształcił się przez lata rządów PO, systemu komunikacyjnego, w którym na opozycję i na Jarosława Kaczyńskiego zawsze można było liczyć w trudnym momencie.  Kaczyński, zawsze dostarczał Tuskowi prezentów w postaci wypowiedzi, które stawiały premiera jako wzór rozsądku. To już nie wróci.  Gra się definitywnie zmieniła.
 
Zmiana tego systemu jest możliwa, ale w w dłuższej perspektywie. Język którego Tusk i jego ministrowie zaczynają używać w sprawie ACTA jest już inny niż był kilka tygodni temu.
 
Ale jest jeszcze jedno wydarzenie, które Tusk może wykorzystać do odbicia, do „comebacku”. To Euro 2012. Bardziej, niż reforma emerytalna, to właśnie euro może stać się punktem zwrotnym.
 
Euro 2012 jest najlepszą w tym momencie szansą Tuska na odbicie. Ale dopiero za cztery miesiące. Mistrzostwa to też moment, w którym droga na równi pochyłej PO będzie już nie do zatrzymania, jeśli coś się nie powiedzie.
 

19:58

Jak Labour Party kopiuje JarKacza

Wszyscy pamiętamy głowny przekaz ostatniej kampanii PiS i liczne wypowiedzi Prezesa z motywem: "Donald-nic nie mogę-Tusk". Najwidoczniej z tego czerpał Ed Balls, kanclerz skarbu (min.fin.) w gabinecie cieni Labour, pisząc tekst do dzisiejszego Sunday Timesa, któremu dał tytuł: "You must cut Vat now, Chancellor No-Can-Do". A tak na poważnie, to zręczne nawiązanie do sztandarowego hasła kanclerza Osborne'a , które ma stanowić motyw rządu torysów "can-do spirit", czyli da się! Po naszemu: Jak się nie da, jak się da!
 
Link do txtu Ballsa (uwaga, za paywallem) --> tutaj
 

 

 

 
]]>

20:26

Katolicy nadal popierają Obamę

Rzadko się zdarza, by kwestia z polityki wewnętrznej USA wywoływała duże emocje w Polsce. Sprawa antykoncepcji i nowych przepisów dotyczących ubezpieczeń zdrowotnych w instytucje prowadzonych przez organizacje religijne przebiła się do naszego kraju pod hasłem "Obama idzie na wojnę z katolikami". Jak się okazuje, poparcie wśród katolików dla prezydenta nie spadło. Cytowany przez "The Daily Beast" sondaż Gallupa pokazuje, że utrzymuje się ono na poziomie 46%.  Dwa tygodnie temu wynosiło 49% - zmiana jest więc minimalna.