Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
18.02.2012
08:57
09:05
09:34
12:32
Sali koncertowej Val Air Ballroom w Des Moines, Iowa i sali posiedzeń polskiego Sejmu nie łączy prawie nic. Ale gdy wczoraj minister Jacek Rostowski wykrzyczał do posłów PiS „wstydzę się za was” do złudzenia przypominał w tym momencie pewnego amerykańskiego polityka, który właśnie w Val Air Ballroom efektownie zakończył swoją karierę.
Tym politykiem był gubernator stanu Vermont, Howard Dean, który wieczorem 19 stycznia 2004 roku – w dniu w którym przegrał w Iowa - właśnie w Val Air Ballroom wygłosił swoje, jak się miało okazać historyczne, przemówienie. To wtedy kombinacja źle działającego mikrofonu i przeziębienia sprawiła, że Dean w oczach telewidzów w całej Ameryce ostatni fragment mowy po prostu wykrzyczał. Czerwony na twarzy, ryczący „Yeah!” polityk wbił się do głowy każdego, kto oglądał to przemówienie w telewizji. To wyglądało jak krzyk niezrównoważonego człowieka, który nie potrafi kontrolować emocji. Ta mowa przeszła do historii jako „I have a scream speech” a całe wydarzenie jest określane jako „Dean scream”.
Krótki, kilkunastosekundowy fragment z krzykiem Deana był materiałem perfekcyjnie skrojonym do tzw. „soundbite era”, w której to w obiegu medialnym funkcjonują tylko krótkie zbitki wypowiedzi polityków. To „yeah” zostało powtórzone dziesiątki tysięcy razy przez stacje telewizyjne w całych Stanach. Dean, który uchodził za niedoświadczonego polityka o zbyt wyrazistym temperamencie, potwierdził krzykiem wszystkie stereotypy o sobie.
Ten krzyk zakończył jego błyskotliwą, opartą na internetowym, oddolnym ruchu kampanię prezydencką. Później nie był już w stanie zwalczyć wbitego do głowy wyborców przez media tradycyjne wrażenia.
Wczorajsze emocje Rostowskiego obejrzało ponad 14 mln ludzi (Nielsen) w wieczornych programach informacyjnych. Rostowski, tak jak Dean, potwierdził negatywną cechę własnej osobowości. Bo już wcześniej wyborcy mogli zapamiętać go jako polityka który balansuje na granicy retorycznej przesady.
W Parlamencie Europejskim, we wrześniu 2011, w samym szczycie kampanii parlamentarnej groził wojną na kontynencie, jeśli UE się rozpadnie. W kwietniu 2011 roku określił koalicję SLD-PiS jako „koalicją z piekła rodem”.
W debacie z Balcerowiczem o OFE, w marcu 2011, złamał ustalone wcześniej reguły dyskusji, ale starcie ostatecznie wygrał.
Teraz, Rostowski stał się dla milionów widzów symbolem polityka, który bez sensu krzyczy z trybuny sejmowej w obronie niezrozumiałej sprawy. Ponieważ ten polityk dodatkowo sprawuje funkcję ministra finansów, wrażenie jest takie że polskiego budżetu pilnuje ktoś kto nie potrafi kontrolować swoich emocji.
Upowszechnienie takiego odczucia zniszczyło kampanię Deana. Jego krzyk stał się dla wyborców symbolem, że ten polityk jest nieodpowiedzialny, że nie można powierzyć mu najważniejszej funkcji w państwie.
Minister Rostowski już jedną z takich funkcji sprawuje. Jego wczorajszy krzyk może jednak Platformę drogo kosztować. Potwierdza tylko wrażenie, że w rządzie emocje biorą górę. I jak bardzo czołowi politycy tej formacji oderwali się od rzeczywistości.
13:01
16:48
17:21
18:48
19:34
Nie jest to nigdy szczególnie łatwe wybrać jedną osobę, która miała najgorszy tydzień w Warszawie. Zwykle jest cały tłum "zasłużonych". Ale teraz nie ma tłumu. Jest Mucha.
Od momentu, gdy w koszmarnej z wizerunkowego punktu widzenia akcji minister sportu obiegła Stadion Narodowy, nic nie poszło dla niej tak jak powinno. Slalom niepowodzeń. A nawet jego trzecia liga.
Jedna zła sytuacja prowadziła do następnej: problemy z Narodowym do dymisji Kaplera, dymisja do afery z odprawą, a wszystko to skumulowało się w nieudanym porannym występie u Konrada Piaseckiego, co z szybkością hokejowego krążka, otworzyło następną czarną serię. Później było jeszcze wystąpienie na komisji sportu i bezsensowne przypomnienie wpadki z III ligą hokeja. Joanna Mucha jako "Fucha Mucha" - to przydomek zyskany dzięki sprawie Wieczorka - była codziennie obiektem ataków w "Fakcie" i w innych tabloidach. Mucha, Narodowy, NCS, odprawy, nagrody - były tematami tygodnia, a minister sportu nie znalazła sposobu, by odwrócić niekorzystny dla siebie trend. A jej ciągła obecność w mediach podgrzewała tylko atmosferę, zamiast ją uspokoić.
U podstaw całego nieudanego tygodnia leżała przekombinowana PRowa zagrywka z biegiem, która ustawiła kolejne dni. Zamiast budzić sympatię, wzbudziła politowanie i irytację. W sytuacji odwołania meczu to właśnie ten bieg jeszcze bardziej skupił uwagę mediów na minister sportu. Szybko, to reakcja na kryzys stała się odrębnym kryzysem. Kolejnym symptomem, że sprawy wymykają się całkowicie spod kontroli. I całkowite nieprzygotowanie do tego, by o zadaniach swojego resortu mówić w mediach. Nadrabiane na przemian - raz to - zbytnią pewnością siebie, innym razem - niewinnością, brutalnie rzekomo deptaną przez "damskich bokserów". Temat Muchy, Kaplera i NCS miał też inny efekt uboczny: przyćmił niemal całkowicie sejmowe konsultacje w sprawie reformy emerytalnej.
Minister Mucha nie miała ani jednego dobrego momentu w ciągu ostatnich dni. Dlatego też "nagroda" "najgorszy tydzień w Warszawie" należy w bez wątpienia właśnie do niej. I to chyba nie koniec.
21:48
Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
Gorący temat
Czy Meloni chce oddać Włochy, a Orban Węgry pod niemiecki but?
- Sikorski
Gorący temat
Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni
- Kosiniak-Kamysz do opozycji i prezydenta
Gorący temat
Niech pan zlikwiduje centralne biuro antybudżetowe
- Bogucki zwraca się do Tuska
Gorący temat
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
13.03.2026
12.03.2026
11.03.2026
10.03.2026
09.03.2026
07.03.2026
06.03.2026
05.03.2026
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.