Relacja Live

18.02.2012

08:57

Ile kosztowała nieudana kampania Ricka Perry'ego?

Perry'emu udało mu się zebrać na prowadzoną przez niego kampanię prezydencką ponad 20 mln dolarów (pomiędzy sierpniem 2011 a styczniem 2012), i co rzadkie, udało mu się zakończyć kampanię na plusie - czyli bez długów. Według różnych danych ma on jeszcze pomiędzy 270 a 870 tysięcy dolarów, które zamierza przeznaczyć na stworzenie własnego PAC (czyli political action committee).

09:05

Sheldon Adelson wciąż wspiera Gingricha

Największy sponsor Newta Ginrgricha, Sheldon Adelson, milarder i właściciel kasyn, który przekazał na jego kampanię ponad 10 mln dolarów, zamierza nadal ją fundować. Wkrótce ma przekazać Super PACowi Newta, Winning Our Future, kolejne 10 mln, a to spowoduje, że były Spiker Izby nie będzie musiał wycofać się z wyścigu z powodu braku pieniędzy. Niedawno pojawiły się głosy, że o przychylność Adelsona zabiega Mitt Romney, ale wydaje się, że na razie miliarder pozostaje zwolennikiem Gingricha.

09:34

5 rzeczy na sobotę. Między innymi: 49 Urodziny Rezerwy Strategicznej, Kataryna o Internecie, Chrzanowski o Czarneckim, Oleksy pokoleniowo odmieni SLD


 
 -- To trzeba obserwować: dziś 49 urodziny Grzegorza Schetyny. Tego też dnia w 1980 Edward Babiuch został premierem. Ale na krótko. W sierpniu 1980 zmuszony do odejścia ze stanowisk państwowych i partyjnych, w październiku 1980 odwołany z KC, w lipcu 1981 wykluczony z partii. Rożne są losy rezerw strategicznych...
 
-- Magazyny o Internecie:
 
Plus/Minus
 
--  Do przyjaciół utraconych na facebooku - pisze Tomasz Wróblewski: "Kie­dy przy­pad­kiem spo­t­ka­li­śmy się ostat­nio na ba­lu pra­so­wym, mó­wi­łaś zna­jo­mym, że je­ste­śmy w bli­skim kon­tak­cie. Mo­że za bli­ski kon­takt uwa­żasz to, że by­łem wśród 347 two­ich zna­jo­mych, któ­rzy do­wie­dzie­li się, że wciąż mie­ścisz się w ze­szło­rocz­nej su­kien­ce? Ale w re­alu rzu­ci­łaś mi tyl­ko, że je­steś za­wa­lo­na ro­bo­tą i nie masz cza­su na te­le­fon. To nie prze­szka­dza ci go­dzi­na­mi prze­rzu­cać zdję­cia z jed­ne­go pro­fi­lu na dru­gi. Za­rzu­cać mnie in­ter­ne­to­wy­mi kro­to­chwi­la­mi, zdję­ciem lo­dów na wa­ka­cjach w Egip­cie czy iry­tu­ją­cy­mi hi­sto­ria­mi o psich ku­pach."
 
-- Tu jest prawdziwe życie- wywiad Jankego z Kataryną: "Jestem ze >>starego<< internetu, kiedy wszyscy pisali anonimowo" i o relacji bloger dziennikarz: "Osoby, które korzystają z Internetu, które piszą blogi, tak samo, a nawet bardziej - korzystają z tradycyjnych mediów. Jeśli coś niszczy dziennikarstwo, to raczej nie ludzie, którzy z niego tak obficie czerpią".
 
-- "Bliscy nieznajomi" pisze Łukasz Warzecha: "szeroko reklamowane obywatelskie dziennikarstwo, szczególnie w polskich warunkach, bywa własną karykaturą i sprowadza się do wysyłania na duże portale zdjęć z wypadków samochodowych, zrobionych komórką. Nie ma to nic wspólnego z wyidealizowanym obrazem zwykłych ludzi kontrolujących władzę".
 
Gazeta Świąteczna
 
--  Jak internet zmienił rosyjską politykę? Wywiad z Antonem Nosikiem, legendarnym rosyjskim blogerem w „Magazynie Świątecznym” GW „Te wybory będą pierwszymi, w których weźmie udział tylu internautów. Nikt nie wie, jak zagłosują. I na tym polega ból głowy rządzących.” – mówi Nosik. Jednocześnie Nosik jest sceptyczny, jeśli chodzi o rolę sieci i serwisów społecznościowych w procesach rewolucyjnych. Podkreśla, że bez internetu też można robić rewolucję, a większość ludzi którzy pojawili się na placu Tahrir w Kairze nie wiedziała zapewne, co to Facebook.
 
-- LICZBY DNIA: 440 tysięcy – tyle zdaniem „Faktu” minister Mucha będzie musiała wypłacić już wkrótce Rafałowi Kaplerowi. Fakt kontynuuje serię tekstów o minister sportu także w sobotę. - 76 tys. zł - trzeba zapłacić za emisję spotu w dzień powszedni przy „Faktach” (wszystkie podane w tekście kwoty to ceny netto reklam 30-sekundowych). Wyświetlenie takiego spotu w niedzielę kosztuje 73,2 tys. zł, a w sobotę - 64,8 tys. zł. Rok temu reklamy przy „Faktach” niezależnie od dnia emisji kosztowały 67,9 tys. zł.- pisza wirtualnemedia.pl
 
 
-- WYWIADY DO PRZECZYTANIA: Rozmowa z Zofią Bartoszewską w „Magazynie Świątecznym” GW. „Gdy poznałam Władka, mówił znacznie więcej i znacznie szybciej.” W wywiadzie dużo wspomnień o czasach PRL i dużo rodzinnych historii, ale także nawiązania do współczesnej polityki. O poparciu Bronisława Komorowskiego.  „Po tej wypowiedzi w 2010 roku BOR stwierdził, że mąż jest zagrożony i dano mu ochronę.”
 
-- Mazurek z Wiesławem Chrzanowskim -- "Mamy wolne państwo polskie, które może nam się nie podobać, może nie być doskonałe, ale w końcu pokolenia o taką wolność walczyły. A ja się po tylu latach doczekałem. I ja wygrałem" -- mówi Robertowi Mazurkowi profesor Wiesław Chrzanowski. Mazurek pyta też byłego marszałka o stosunek do kiedyś czołowych polityków ZChN- o Ryszardzie Czarneckim: "To człowiek bez poglądów. (...) To dla mnie najmniej sympatyczna persona w ZChN, już wolę Macierewicza, który przynajmniej ma poglądy, nim kierowały idee". O Marcinkiewiczu: "(...) w czasach AWS zobaczyłem, że jak tylko jest jakaś przegrana to on znika. (...) Wykazał się sporą zręcznością w załatwianiu swoich interesów, o które potrafił bardzo dobrze zadbać".
 
-- WALKA W SLD : Michał Krzymowski pisze w sobotę rano: Były premier Józef Oleksy zamierza ubiegać się o funkcję wiceprzewodniczącego SLD a Włodzimierz Czarzasty walczy o stanowisko barona mazowieckich struktur partii. Link: http://www.wprost.pl/ar/306357/Wybory-w-SLD-Oleksy-i-Czarzasty-beda-walczyc-o-wladze/
 

12:32

Krzyk wykończył Deana. Czy wykończy Rostowskiego?

Sali koncertowej  Val Air Ballroom w Des Moines, Iowa i sali posiedzeń polskiego Sejmu nie łączy prawie nic. Ale gdy wczoraj minister Jacek Rostowski wykrzyczał do posłów PiS „wstydzę się za was” do złudzenia przypominał w tym momencie pewnego amerykańskiego polityka, który właśnie w Val Air Ballroom efektownie zakończył swoją karierę.




 

Tym politykiem był gubernator stanu Vermont, Howard Dean, który wieczorem 19 stycznia 2004 roku – w dniu w którym przegrał w  Iowa - właśnie w Val Air Ballroom wygłosił swoje, jak się miało okazać historyczne, przemówienie. To wtedy kombinacja źle działającego mikrofonu i przeziębienia sprawiła, że Dean w oczach telewidzów w całej Ameryce ostatni fragment mowy po prostu wykrzyczał. Czerwony na twarzy, ryczący  „Yeah!” polityk wbił się do głowy każdego, kto oglądał to przemówienie w telewizji. To wyglądało jak krzyk niezrównoważonego człowieka, który nie potrafi kontrolować emocji. Ta mowa przeszła do historii jako „I have a scream speech” a całe wydarzenie jest określane jako „Dean scream”.


 



 

Krótki, kilkunastosekundowy fragment z krzykiem Deana był materiałem perfekcyjnie skrojonym do tzw. „soundbite era”, w której to w obiegu medialnym funkcjonują tylko krótkie zbitki wypowiedzi polityków.  To „yeah” zostało powtórzone dziesiątki tysięcy razy przez stacje telewizyjne w całych Stanach. Dean, który uchodził za niedoświadczonego polityka o zbyt wyrazistym temperamencie, potwierdził krzykiem wszystkie stereotypy o sobie. 


 

Ten krzyk zakończył jego błyskotliwą, opartą na internetowym, oddolnym ruchu kampanię prezydencką. Później nie był już w stanie zwalczyć wbitego do głowy wyborców przez media tradycyjne wrażenia.  


 

Wczorajsze emocje Rostowskiego obejrzało ponad 14 mln ludzi (Nielsen) w wieczornych programach informacyjnych. Rostowski, tak jak Dean, potwierdził negatywną cechę własnej osobowości. Bo już wcześniej wyborcy mogli zapamiętać go jako polityka który balansuje na granicy retorycznej przesady. 


 

W Parlamencie Europejskim, we wrześniu 2011, w samym szczycie kampanii parlamentarnej groził wojną na kontynencie, jeśli UE się rozpadnie. W kwietniu 2011 roku określił koalicję SLD-PiS jako „koalicją z piekła rodem”.


 

W debacie z Balcerowiczem o OFE, w marcu 2011, złamał ustalone wcześniej reguły dyskusji, ale starcie ostatecznie wygrał.


 

Teraz, Rostowski stał się dla milionów widzów symbolem polityka, który bez sensu krzyczy z trybuny sejmowej w obronie niezrozumiałej sprawy. Ponieważ ten polityk dodatkowo sprawuje funkcję ministra finansów, wrażenie jest takie że polskiego budżetu pilnuje ktoś kto nie potrafi kontrolować swoich emocji.



 

Upowszechnienie takiego odczucia zniszczyło kampanię Deana. Jego krzyk stał się dla wyborców symbolem, że ten polityk jest nieodpowiedzialny, że nie można powierzyć mu najważniejszej funkcji w państwie.


 

Minister Rostowski już jedną z takich funkcji sprawuje. Jego wczorajszy krzyk może jednak Platformę drogo kosztować. Potwierdza tylko wrażenie, że w rządzie emocje biorą górę. I jak bardzo czołowi politycy tej formacji oderwali się od rzeczywistości.



 


13:01

Jak oni śpiewają, wersja amerykańska

 
Wśród wielu "michałków" politycznych, które wywołują największe zainteresowanie w tegorocznej kampanii wyborczej w USA, najsympatyczniejsze wydają się klipy ze śpiewającymi politykami.
 
Jeśli polityk ma słuch muzyczny, dobry głos i dobry gust w wyborze piosenek, takie klipy mogą przynieść mu nie tylko pozytywny buzz, ale także pomóc w osiągnięciu dobrego wyniku w wyborach. Dowód? Bill Clinton w 1992 roku. To może lekko naciągana teza, ale trudno nie docenić wywiadu Clintona w programie The Arsenio Talk Show, podczas którego zagrał na saksofonie "Heartbreak Hotel" (klip z Youtube'a pod tym linkiem). Uważa się, że występ ten miał pomóc ówczesnemu kandydatowi na prezydenta w podbiciu serc młodych wyborców, a także mniejszości etnicznych.
 
W tym sezonie wyborczym pierwszy był prezydent Obama, który podczas jednego ze swoich fundraiserów pozwolił sobie, w ramach
wyrażenia uznania dla Ala Greena, zaśpiewać wers z jego piosenki "Let's stay together". Klipy z występem prezydenta natychmiast wylądowały na Youtube'ie, ciesząc się sporą popularnością (na przykład klip z kanału agencji AP po miesiącu ma już ponad 1,8 mln odsłon). Publiczność zareagował aplazuem, ale w końcu to była impreza wspierająca kampanię re-elekcyjną amerykańskiego prezydenta. Na pewno ucieszył się z tego małego występu sam Al Green, bowiem sprzedaż cyfrowych wersji tej piosenki z dnia na dzień podskoczyła o 490%.
 
Mitt Romney - początkowo tylko cytował wersy z patriotycznej piosenki "America the Beautiful", ale w końcu odważył się zaśpiewać jej fragment podczas spotkania w wyborcami przed prawyborami na Florydzie. A zgromadzeni zwolennicy zaczęli śpiewać razem z nim. Choć Romney nie ma szans na muzyczną karierę, nie został ani skrytykowany, ani wyśmiany za swój występ. Republikanie docenionili wybór piosenki, demokratom nie wypadało krytykować. Paradoksalnie taki miniwystęp mógł tylko pomóc Romney'owi, który uważany jest zwykle za sztywnego i nieumiejącego złapać kontaktu podczas spotkań z wyborcami.
 
Republikański kongresmen, Allen West, też uznał, że może skorzystać z pozytywnego buzzu. Podczas imprezy z okazji jego 51 urodzin goście śpiewali karaoke. Kongresmen, choć początkowo w żartach zabronił nagrywania, to jednak zdecydował się wrzucić klip na swój youtube'owy kanał. Towarzyszy mu zespół The Second Amendments, do którego należą członkowie Kongresu, między innymi Collin Peterson (demokrata), Thaddeus McCotter i Stephen Fincher (republikanie). Odzew w mediach? Pozytywny. Można więc liczyć, że w tym sezonie usłyszymy jeszcze wielu śpiewających amerykańskich polityków.
 

16:48

Siemoniak kontra Siwiec

Krótkie polityczne starcie w sobotę o Waldemarze N. i o tym jak Polska traktuje weteranów wojennych. Marek Siwiec na swoim blogu napisał między innymi : "Minister obrony narodowej z właściwym sobie refleksem powołał się na swe "moralne zobowiązanie" pomocy dla Włodzimierza N. Tymczasem łaski nie robi." Siwiec stwiedził też, że MON robi niewiele dobrego dla weterantów, a Klinika Psychiatrii i Stresu Bojowego powstała dzięki decyzji Janusza Zemke.  W sobotę odpisał mu minister Siemoniak - na Facebooku:
 
"Jesienią ubiegłego roku Sejm (praktycznie jednomyślnie, czyli też głosami SLD) przyjął przełomową ustawę o weteranach, która systemowo reguluje pomoc dla byłych żołnierzy. (...) Wyobrażam sobie, co by napisał o pomocy dla byłego żołnierza, gdyby nic nie zrobić w tej sprawie. Przypomina to znany dowcip o sile natury skorpiona." 
 
 

17:21

Mój (nie)polityczny weekend: Adam Hofman

Jak wygląda weekend po politycznym tygodniu- zaczynamy nowy, sobotni cykl w 300weekend. Dziś o swoim weekendzie opowiada Adam Hofman.

 
 

- Polityczny tydzień ciągnie się w nieskończoność, ale weekend jest, jak dla wszystkich - za krótki! Moj zaczyna się w piątek po południu, kończy już w sobotę wieczorem. W piątek przeważnie odwiedzają nas na kolacji przyjaciele. Rzadko chodzimy do restauracji czy knajp. Naprawdę lubimy spędzać czas w domu. 
 
Uwielbiam gotować i myślę że jestem w tym całkiem niezły. Mam nadzieję, że moi goście podzielają tę opinię. Jeśli podaję wino, to jest to Hiszpania lub Włochy. Nie zgadzam się z tymi, którzy nie uznają białych win za wina. Wtedy króluje Alzacja, ale zimą do cięższych potraw jednak częściej na stół trafia czerwone. Uwielbiam wina włoskie, najchętniej z Piemontu. Nie rozumiem, czemu u nas są dużo droższe niż we Włoszech. 
 
Jeśli idę do restauracji, to wręcz do znudzenia może to być kuchnia tajska. W Warszawie jest kilka dobrych takich restauracji, np. „Sunanta” na Kruczej. Sobota jest w całości zaklepana dla dzieciaków. Teraz, zimą chodzimy z Marysią i Jankiem na sanki. Z córką, która jest starsza od syna, chodzę często do kina na bajki. Ostatnio widzieliśmy „Piękną i Bestię” i „Muppety”. 
 
Wyjście z żoną to operacja logistyczna, przy której blednie nawet kampania wyborcza. Jeśli już w końcu uda nam się znaleźć zastępstwo do dzieciaków to przeważnie wyrywamy się do kina. Wszelkie próby wyjścia na filmy polityczne trafiają nawet nie do “zamrażarki”, są po prostu przez żonę wetowane! Na “Idy marcowe” musiałem iść sam.  Z Joasią byliśmy ostatnio za to na „Rzezi” Polańskiego i „W ciemności”. Oba filmy bardzo wszystkim polecamy. I tak, w sobotę kończy się mój weekend – w niedzielę wracam już do pracy, rano do Radia Zet, później do TVN24. Żadne imprezowanie nie wchodzi w grę. 
 
Notował: Michał Kolanko 
 
fot. http://adamhofman.pl
 

18:48

Październikowa prognoza Jadwigi Staniszkis nt. lewicy

W SLD już niedługo zaczynają się wewnętrzne wybory. Jakie prognozy co do sytuacji po lewej stronie miała w październiku 2011 prof. Jadwiga Staniszkis? "Palikot nie jest lewicowy i nie przejmie tego elektoratu [SLD]. Jest problem przywództwa. Kalisz uzyskał czwarty wynik z jedynki - marny. Kto liderem SLD? Ja mam pomysł. Pan Wziątek. Był świetnym wojewodą zachodniopomorskim. Nie ma charyzmy? Charyzma charyzmą, a np. Tusk, choć moim zdaniem nie ma charyzmy, gdy działa zaczyna od rozwalania. Choć jest podkręcony. SLD potrzebuje odbudowy od podstaw. Tam rządził taki gość Dyduch, który trudno powiedzieć, że miał charyzmę, ale utrzymywał kadry i wizję." - mówiła profesor w Faktach po Faktach TVN24 14 października 2011. 

19:34

Najgorszy tydzień w Warszawie. Joanna Mucha

Nie jest to nigdy szczególnie łatwe wybrać jedną osobę, która miała najgorszy tydzień w Warszawie. Zwykle jest cały tłum "zasłużonych". Ale teraz nie ma tłumu. Jest Mucha. 

 

Od momentu, gdy w koszmarnej z wizerunkowego punktu widzenia akcji minister sportu obiegła Stadion Narodowy, nic nie poszło dla niej tak jak powinno. Slalom niepowodzeń. A nawet jego trzecia liga.

 

Jedna zła sytuacja prowadziła do następnej: problemy z Narodowym do dymisji Kaplera, dymisja do afery z odprawą, a wszystko to skumulowało się w nieudanym porannym występie u Konrada Piaseckiego, co z szybkością hokejowego krążka, otworzyło następną czarną serię.  Później było jeszcze wystąpienie na komisji sportu i bezsensowne przypomnienie wpadki z III ligą hokeja. Joanna Mucha jako "Fucha Mucha" - to przydomek zyskany dzięki sprawie Wieczorka - była codziennie obiektem ataków w "Fakcie" i w innych tabloidach. Mucha, Narodowy, NCS, odprawy, nagrody - były tematami tygodnia, a minister sportu nie znalazła sposobu, by odwrócić niekorzystny dla siebie trend. A jej ciągła obecność w mediach podgrzewała tylko atmosferę, zamiast ją uspokoić.

 

U podstaw całego nieudanego tygodnia leżała przekombinowana PRowa zagrywka z biegiem, która ustawiła kolejne dni. Zamiast budzić sympatię, wzbudziła politowanie i irytację. W sytuacji odwołania meczu to właśnie ten bieg jeszcze bardziej skupił uwagę mediów na minister sportu. Szybko, to reakcja na kryzys stała się odrębnym kryzysem. Kolejnym symptomem, że sprawy wymykają się całkowicie spod kontroli. I całkowite nieprzygotowanie do tego, by o zadaniach swojego resortu mówić w mediach. Nadrabiane na przemian - raz to - zbytnią pewnością siebie, innym razem - niewinnością, brutalnie rzekomo deptaną przez "damskich bokserów".  Temat Muchy, Kaplera i NCS miał też inny efekt uboczny: przyćmił niemal całkowicie sejmowe konsultacje w sprawie reformy emerytalnej.

 

Minister Mucha nie miała ani jednego dobrego momentu w ciągu ostatnich dni. Dlatego też "nagroda" "najgorszy tydzień w Warszawie" należy w bez wątpienia właśnie do niej. I to chyba nie koniec. 


 

21:48

The Times o zbliżeniu Sarko - Cameron

Komentator The Times, Adam Sage tak dziś napisał o niezwykłym wybuchu serdeczności pomiędzy prezydentem Francji a premierem Wielkiej Brytanii: "(...) Wczoraj, [niedawne niesnaski] zostały zapomniane, pośród tych wszystkich poklepywań i uścisków, do tego stopnia, że gdyby zbliżyli się odrobinę bardziej, ich żony miałyby powód do niepokoju".