Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
15.02.2012
01:37
07:41
09:07
09:18
09:29
09:42
PILNA:
Grzegorz Hajdarowicz szuka inwestora, któremu mógłby sprzedać "Uważam Rze" i oddać "Przekrój"
10:10
Gdy odchodzą ze swych stanowisk ich przełożeni mówią tylko o sukcesach. Pracę Rafała Kaplera minister Mucha ocenia „dobrze”, Cezary Grabarczyk był cały czas „poza wszelką konkurencją” a o Bogdanie Klichu dymisjonujący go premier mówił, że „dobrze przysłużył się ojczyźnie”. Donald Tusk lubi podkreślać fachowość swych podwładnych nawet, gdy właśnie kończy z nimi współpracę. Nasuwa się więc pytanie: dlaczego, skoro byli tak dobrzy, musieli odejść?
W lutym 2007 roku ówczesny premier Jarosław Kaczyński odwoływał Ludwika Dorna ze stanowiska szefa MSWiA. Wszystko odbywało się w aurze tajemnicy, bo powody dymisji „trzeciego bliźniaka” nie zostały podane, a sam Dorn pozostawał w rządzie na stanowisku wicepremiera. Politycy Platformy grzmieli wtedy wytykając ówczesnej władzy arogancję i mówiąc o tym, że powody odwołania, tak ważnej osoby w państwie, powinny być upublicznione. Zresztą postulaty „jawności” i „przejrzystości” w życiu publicznym należały wtedy do głównych haseł PO.
Pewnie też dlatego niemal po każdej dymisji w rządzie Tuska, słyszymy wyjaśnienia. Najczęściej trudno jednak w nie uwierzyć. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że ministrowie odchodzą ze swych stanowisk, bo tak dobrze im szło. Premier zawsze zręcznie wymigiwał się od pytań dziennikarzy i mówił o tym, co u swych ministrów ceni najbardziej, zwłaszcza wtedy, gdy właśnie się ich pozbywał. Teraz ten styl przejęli również jego podwładni.
O dymisji Rafała Kaplera szefa Narodowego Centrum Sportowego mówiło się od kilku dni. Stadion Narodowy, jak już to się przyjęło tłumaczyć „został otwarty z powodu zamknięcia”. Atmosfera ogólnonarodowego skandalu, która temu towarzyszyła sprawiła że „głowy po prostu musiały polecieć”. Za budowę odpowiedzialne było Narodowe Centrum Sportu, dlatego w przypadku dymisji jego prezesa trudno mówić o zaskoczeniu. Oczywiście on sam tłumaczył się mówiąc o tym, że Stadion Narodowy został postawiony w rekordowym czasie i znacznie taniej niż przewidywały to kosztorysy. Taka obrona to oczywiście jego prawo. Jednak dziwić może, że odwołująca go przełożona nie potrafiła wytłumaczyć swojej decyzji. W odpowiedzi, na powracające pytania dziennikarzy, zaczęła w chwalić jego pracę i tłumaczyła, że budowa Stadionu Narodowego: „to przedsięwzięcie, którego mało kto by się podjął. To niezwykle trudne zbudować nowy stadion w kilkadziesiąt miesięcy w niecce starego”. Skoro tak to czemu został odwołany? -dopytywali dziennikarze. Minister Mucha odpowiedziała w końcu: „proszę pytać jego”. O tym, co zdecydowało, że minister sportu podjęła taką decyzję właściwie wciąz wiemy nie wiele.
I tak słuchając polityków PO, można odnieść wrażenie, że dymisjonują z nieznanych samym sobie powodów. No bo skoro ktoś był tak dobry i jego przełożony jest w stanie mówić tylko o jego sukcesach, to dlaczego odchodzi? Oczywiście odpowiedź nie pada głośno, a raczej gdzieś między słowami: „bo media”, „bo opozycja” itd. Właściwie od czasu odwołania ministra obrony narodowej Bogdana Klicha stało się to standardem. Cezary Grabarczyk za swoje zasługi dostawał kwiaty, a politycy PO bronili go do końca. Krzysztof Kwiatkowski musiał odejść, choć zachwytów nad jego profesjonalizmem nie brakowało, podobnie było z ministrem sportu Adamem Gierszem. Oczywiście można jeszcze odpowiedzieć, że dobrych musieli zastąpić jeszcze lepsi. Tylko warto wtedy pomyśleć o tym, kto zastąpił tego ostatniego ministra.
Piotr Witwicki
11:19
12:16
13:39
14:55
18:06
18:44
19:21
21:47
Samozapłon rezerwy strategicznej uderza w premiera, ale nie w Platformę. To był mocny dzień Grzegorza Schetyny. Były numer dwa w Platformie zaczął efektownie u Moniki Olejnik w Radiu Zet, gdzie dał się wciągnąć w rozmowę o kryzysie gabinetu Donalda Tuska.
Choć to może słabo powiedziane: u Moniki Olejnik OPOWIADAŁ o kryzysie gabinetu Donalda Tuska. Usłyszeliśmy więc, że premier "być może jest zmęczony", bo za dużo wziął na siebie. Ale to nie wszystko. Otwartym tekstem Schetyna przyznał, że rząd przechodzi kryzys, podobnie jak rok temu, żeby przypomnieć tylko problemy z raportem MAK o katastrofie smoleńskiej. Były marszałek Sejmu nie musiał dodawać, że problemy wynikły z opóźnionego powrotu premiera z urlopu.
Podobne tony wybrzmiały tego samego dnia w "Faktach po Faktach", gdzie Schetyna stwierdził, że od dawna sądził, iż "zimny prysznic się Platformie przyda". Nie musiał dodawać dokładnie komu. Co ciekawe, znacznie więcej empatii szef sejmowej komisji spraw zagranicznych wykazał w stosunku do swojej partii, o której mówił w pierwszej osobie liczby mnogiej. Zabrzmiały niemal psychoterapeutyczne słowa o "trudnym czasie, który wymaga nowej energii". Nie martwcie się, to nie wasza wina?
Zagadką pozostaje, dlaczego Schetynę po mało życzliwym występie w Radiu Zet wypuszczono jeszcze wieczorem do Faktów, gdzie kontynuował życzliwe personalne połajanki w stylu prezydenta Komorowskiego. Ale oczywiste stało się jedno. Donald Tusk ma od wtorku nowy pożar na swoich włościach.
22:09
Nie będzie innego
- Kaczyński o kandydacie PiS na premiera
Gorący temat
Gorący temat
Czy Meloni chce oddać Włochy, a Orban Węgry pod niemiecki but?
- Sikorski
Gorący temat
Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni
- Kosiniak-Kamysz do opozycji i prezydenta
Gorący temat
Niech pan zlikwiduje centralne biuro antybudżetowe
- Bogucki zwraca się do Tuska
Gorący temat
Cały ten SAFE to jeden wielki przekręt
- Kaczyński o ''decyzji w obronie niepodległości''
Gorący temat
13.03.2026
12.03.2026
11.03.2026
10.03.2026
09.03.2026
07.03.2026
06.03.2026
05.03.2026
Witaj na 300polityka AI!
Zadaj pytanie, które pomoże Ci lepiej zrozumieć świat polityki, kampanii wyborczych, mediów i strategii. AI odpowie na podstawie wiarygodnych źródeł i aktualnych danych.