Relacja Live

15.02.2012

01:37

KOALICJANCI WALENTYNKOWO I DO PÓŹNA

Donald Tusk wyszedł z tego spotkania, jak sam mówił "spokojny".  Premier nie musi się już bać, że trudna reforma emerytalna poróżni go z koalicjantem. Wszystko wskazuje też na to, że PSL wycofa się z pomysłu uzależenienia wieku emerytalnego kobiet od liczby urodzonych dzieci. Choć spotkanie odbywało się za zamkniętymi drzwiami od relacjonującego je na twitterze rzecznika PSL Krzysztofa Kosińskiego wiemy, że posłem ludowców, który najbardziej sprzeciwiał się pomysłom rządu i najdłużej dyskutował z premierem był Eugeniusz Kłopotek.

07:41

Lewica maszeruje razem do Brukseli, gorący miesiąc Tuska, startuje Sejm


-- „Na cofanego” – Mariusz Janicki i Wiesław Władyka tłumaczą w okładkowym tekście tygodnika „Polityka” spadek notowań Tuska. Jak twierdzą, jeśli w przypadku reformy emerytalnej zostanie zastosowana „Metoda Tuska”, to „z tej reformy nici”. O metodzie: „W ostatnich tygodniach premier pokazuje ją na wielu przykładach: jest bardzo twardy, ale następnie się cofa, jest stanowczy do czasu, przewodzi niezłomnie ministerialnej drużynie, ale potem staje na czele ruchu niezadowolonych z projektów rządu”. „(…) ta metoda rodzi wiele niebezpieczeństw” – piszą w dalszej części tekstu.
 
-- W „Polityce” Janina Paradowska opisuje w tekście „Tańce ludowe” sytuację w koalicji oraz pozycję PSL przed kongresem. „Formuła, że to całej koalicji wyborcy przedłużyli mandat, skryła fakt, że ta koalicji wisi zaledwie na czterech głosach z powodu słabego wyniku PSL”.
 
-- Po ACTA: "Polityka" definiuje sieciowe plemiona m.in. „serialowcy”, „hejterzy”, „demotywatorzy”, „wikipedyści”. Do przeczytania i zapamiętania.
 
-- GW startuje z jedynkowym tekstem o reformie emerytalnej „67 lat albo bieda” opisującym propozycje emerytalne premiera.
 
-- Na drugiej stronie w tekście „Awantura o pół miliona” Michał Wojtczuk opisuje sprawę premii dla Kaplera. Cytowany w tekście Krzysztof Rozen z KPMG: „Sama wysokość tej premii mnie nie oburza. Razi to, że nie była powiązana z osiągnięciem konkretnych celów, a prezes NCS dostał ją mimo wielu opóźnień budowy”.
 
-- SONDAŻ: Wojciech Szacki opisuje w GW badanie CBOS, w którym poparcie dla członkostwa Polski w UE wynosi 81%, a liczba przeciwników – tylko 12%.
 
-- GW zapowiada też dzisiejszą debatę w Pałacu Prezydenckim o „Gospodarczej przyszłości Europy w świetle kryzysu euro” wywiadem z Tadeuszem Mazowieckim. „To przede wszystkim próba odpowiedzi na pytanie, co się dzieje w Europie”. – mówi o spotkaniu doradca prezydenta.
 
-- DGP pisze w jednym z okładkowych tematów: „67 lat nie zasypie demograficznej dziury. Szykuje się gorący miesiąc: ustawa emerytalna trafia do konsultacji”. PLUS „Zestaw podręcznych argumentów w debacie emerytalnej”.
 
-- LICZBA DNIA: „2 mln Polaków nie mają ubezpieczenia zdrowotnego” – pisze DGP.
 
-- DGP opisuje także w tekście „Korupcja będzie kwitła, rząd się nie boi” zamrożenie w MSW budowy strategii antykorupcyjnej, oraz strategii dotyczącej przestępczości zorganizowanej i terroryzmu. „(…) wszystkie trzy strategie miały być częścią rządowego planu „Sprawne Państwo”. Dziś nie jest jasne, czy i ten dokument zostanie ukończony i będzie obowiązywał”.
 
-- W Rzepie czytamy o "kanadyjskich pomysłach PiSu".  Chodzi o propozycję partii w debacie nad reformą emerytalną. Tzw. system kanadyjski inaczej zwany też emeryturami obywatelskimi polega na tym, że państwo gwarantuje obywatelom, którzy płacą niską składkę, jednakowe świadczenia. Ci którzy chcą wyższych emerytur mogą z własnej woli  płacić więcej.  Na razie partia deklaruje, że jest wierna swoim postulatom dobrowolnego powrotu z OFE do ZUS- jednak to ma się w najbliższym czasie zmienić. -Obecny system jest i tak dotowany z podatków, bo przecież ZUS jest zasilany transferami budżetowymi. Nasz projekt pozwoli obniżyć koszty pracy - mówi Rzeczpospolitej Przemysław Wipler z PiS.
 
 -- Rzepa wraca też do sprawy jointa Palikota. Na wniosek marszałek sejmu Ewy Kopacz szef Kancelarii Sejmu złożył  do prokuratury  zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w tym promocji narkotyków. Teraz jak informuje dziennik prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie.
 
-- W UE urzędników coraz mniej, u nas więce j- rozpoczyna dzisiejsze wydanie Rzeczpospolita: "Polska jednym z liderów w tworzeniu etatów w budżetówce"
 
-- "Fiskus szykanuje e-booki"- o tym jak państwo wspiera i czytelnictwo i nowe technologie - Rzepa na jedynce
 
-- Trzy projekty ustaw ustaw PSL: "PSL broni małych sądów i robi ukłon w stronę internautów"- Rz o projektach, które dziś zgłosi Pawlak (sądy, udostępnianie muzyki i filmów rozszerzone o kręg znajomych oraz skrócenie przechowywania billingów)
 
--"Marsz lewicy do Brukseli"- "SLD bliskie porozumienia z Ruchem Palikota na temat wyborów europejskich" - pisze Rzepa
 
-- "Rutkowski ma potencjał polityczny mogący zmieść Palikota. Lepiej odpowiada na potrzeby Polaków"- błyskotliwa analiza Mazurka w Rz.
 
-- W SE Poseł Robert Biedroń udziela kolejnego wywiadu w którym swobodnie wypowiada się o miłości i upodobaniach. Fotografuje się ze swoim partnerem, którego poznał właśnie w walentynki. Panowie po raz pierwszy spotkali się w Berlinie na ulicy Karola Marksa. Dodać jeszcze trzeba, że poznali się "na jakiejś nudnawej konferencji, lecz mimo to... ich oczy spotkały się w tłumie, który wtedy zjechał do niemieckiej stolicy. I coś zaiskrzyło. Miłość od pierwszego wejrzenia?"- zastanawia się Super Express a poseł odpowiada -"to musiała być magia dnia św. Walentego."
 
-- ND przynosi ciekawe informacje z zagranicy.  Gazeta opisuje obywatelski sprzeciw katolików wobec Baracka Obamy. Znani działacze chrześcijańscy Chuck Colson i Timothy George jak sami deklarują "nie oddadzą Cezarowi tego, co należne jest Bogu." Najważniejszy jest dla nich sprzeciw wobec ustawy ubezpieczeniowej, która nakazuje pracodawcom ( w tym organizacjom religijnym) pokrycie kosztów ubezpieczenia pokrywającego koszty sterylizacji, antykoncepcji czy nawet środków wczesnoporonnych. Działacze proszą też o modlitwę, by Bóg odmienił serce i umysł prezydenta, który proponuje takie zmiany.
 
-- GPC już na okładce informuje, że "Nie żyje człowiek, który mógł pogrążyć prezydenta". Dalej dziennik dodaje, że w niedzielę zmarł płk Leszek Tobiasz główny świadek w tzw. aferze marszałkowej, były bliski współpracownik Marka Dukaczewskiego byłego szefa WSI. 1 marca płk Tobiasz miał zeznawać w sprawie rzekomej korupcji przy weryfikacji żołnierzy WSI, miała być też przeprowadzona konfrontacja między nim a prezydentem Bronisławem Komorowskim.
 
-- W „Fakcie” tradycyjny już tekst o minister sportu. Tym razem o premii dla Kaplera. Plus  krótka notka „Służbowa limuzyna fryzjera Muchy rozbita”.  
 
-- Zaczyna się 8 posiedzenie Sejmu. Porządek obrad na dziś: http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/PorzadekObrad.xsp M.in.  I czytanie obywatelskiego projektu o projektu ustawy o zmianie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego (janosikowe). PSL zapowiada wniesienie do laski marszałkowskiej trzech nowych projektów ustaw.
 
-- 33 rocznica wybuchu gazu w warszawskiej Rotundzie. 6 lat temu Janusz Kochanowski został Rzecznikiem Praw Obywatelskich

-- Polityczne urodziny: Rafał Kasprów, Paweł Pitera (reżyser, mąż Julii)
 

09:07

Od poniedziałku nowy problem rządu PDT

TOK FM zapowiada nowy problem rządu PDT: od poniedziałku sędziowie mają składać tysiące pozwów przeciwko rządowi. Pozwy są związane z  zamrożeniem wynagrodzeń. "W Polsce jest 10 tysięcy sędziów. Pozwy złoży kilka tysięcy z nich." - powiedział TOK FM rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Dziś w poranku TOK FM szef MS Gowin stwierdził, że jeśli "sędziowie będą tak bezpardowonowo walczyć o swojewynagrodzenia, to społeczeństwo zacznie przyglądać się ich zarobkom i przywilejom". 

09:18

Joanna Mucha: Kto wybrał taką pogodę na luty?

09:29

Wywiad błyskawiczny: Rafał Szczepański o inicjatywie "STOP Janosikowe"

Dziś w Sejmie o godzinie 9.00 rozpoczęło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu "STOP Janosikowe" czyli ustawy o zmianie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Oto wywiad błyskawiczny z liderem tej inicjatywy, Rafałem Szczepańskim.  


Michał Kolanko: Na czym polega akcja „STOP Janosikowe”. I co to jest to janosikowe?
 
Rafał Szczepański: Janosikowe to system regulacji prawnych tworzących mechanizmy wyrównawcze, które jednak są tak źle skonstruowane, że przeczą zasadom solidaryzmu społecznego. Janosikowe opiera się na słusznej zasadzie, że bogate samorządy muszą dzielić się z tymi mniej zamożnymi.  My tego absolutnie nie negujemy, ale np. władze Mazowsza  oddały za 2010 rok 63% swojego budżetu! Takie patologie chcemy powstrzymać za pomocą obywatelskiego projektu ustawy, który podpisało 157 tysięcy ludzi.  Chcemy,  by płatnikom uczciwie naliczano janosikowe i by jego  beneficjenci mądrze te pieniądze inwestowali.
 
Michał Kolanko: Na czym polegają zmiany proponowane przez Was?
 
RS: Przede wszystkim zależy nam, by zmienić sposób wydawania pieniędzy. Nasz projekt zakłada, by pieniądze z janosikowego przydzielane były w sposób zadaniowy, na konkretne projekty, tak jak w przypadku środków unijnych  . Chcemy też urealnienia liczby mieszkańców w dużych metropoliach, ale też w wielu mniejszych miastach,  co przełoży się na wielkość kwot płaconych na Janosikowe. Uważamy, że globalne kwoty płatności powinny być zmniejszone o około 1/5. To niewiele biorąc pod uwagę fakt, że całe roczne janosikowe to około 2,5 miliarda ze stu kilkudziesięciu miliardów złotych, które składają się na sumę budżetów jednostek samorządowych w Polsce.
 
MK: Czy ten projekt skierowany jest przeciwko komuś konkretnemu? 
 
RS: Nie. My po prostu chcemy by solidaryzm społeczny oznaczał mądre inwestowanie w rozwój a nie brutalną daninę. Czy zna Pan drugi taki system wyrównawczy, który z bogacza robi biedaka?  Prowadziliśmy konsultacje ze wszystkimi siłami politycznymi, które mają reprezentację w Sejmie, z wieloma organizacjami zrzeszającymi samorządy i dzięki temu wiemy, że nasz projekt jest kompromisowy. Być może jest  niedoskonały, ale taka jest natura projektów społecznych. Dlatego liczymy na dyskusję w komisjach, podkomisjach. Trzeba podkreślić, że janosikowe dotyka bardzo namacalnie coraz więcej samorządów – od gmin górniczych na Śląsku po małe wioski rybackie na Pomorzu. To nie jest problem tylko dużych miast. Właśnie ten ponadlokalny i ponadpartyjny charakter problemu może sprawić, że będzie wola by go rozwiązać.
 
MK: Kim są członkowie koalicji zbierającej podpisy?
 
RS: Te 157 tys. podpisów to efekt działania oddolnego – zwykłych obywateli, którzy postanowili się zebrać razem i zacząć działać w sprawie, którą uznali za ważną.  Ja jestem przedsiębiorcą z warszawskiej Pragi, a pomysł na akcję zrodził się przy kawie. 
 

09:42

PILNA:

Grzegorz Hajdarowicz szuka inwestora, któremu mógłby sprzedać "Uważam Rze" i oddać "Przekrój"

10:10

DYMISJE TYLKO ZA SUKCESY

Gdy odchodzą ze swych stanowisk ich przełożeni mówią tylko o sukcesach. Pracę Rafała Kaplera minister Mucha ocenia „dobrze”, Cezary Grabarczyk był cały czas „poza wszelką konkurencją” a o Bogdanie Klichu dymisjonujący go premier mówił, że „dobrze przysłużył się ojczyźnie”. Donald Tusk lubi podkreślać fachowość swych podwładnych nawet, gdy właśnie kończy z nimi współpracę. Nasuwa się więc pytanie: dlaczego, skoro byli tak dobrzy, musieli odejść?

W lutym 2007 roku ówczesny premier Jarosław Kaczyński odwoływał Ludwika Dorna ze stanowiska szefa MSWiA. Wszystko odbywało się w aurze tajemnicy, bo powody dymisji „trzeciego bliźniaka” nie zostały podane, a sam Dorn pozostawał w rządzie na stanowisku wicepremiera. Politycy Platformy grzmieli wtedy wytykając ówczesnej władzy arogancję i mówiąc o tym, że powody odwołania, tak ważnej osoby w państwie, powinny być upublicznione. Zresztą postulaty „jawności” i „przejrzystości” w życiu publicznym należały wtedy do głównych haseł PO.

Pewnie też dlatego niemal po każdej dymisji w rządzie Tuska, słyszymy wyjaśnienia. Najczęściej trudno jednak w nie uwierzyć. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że ministrowie odchodzą ze swych stanowisk, bo tak dobrze im szło. Premier zawsze zręcznie wymigiwał się od pytań dziennikarzy i mówił o tym, co u swych ministrów ceni najbardziej, zwłaszcza wtedy, gdy właśnie się ich pozbywał. Teraz ten styl przejęli również jego podwładni.

O dymisji Rafała Kaplera szefa Narodowego Centrum Sportowego mówiło się od kilku dni. Stadion Narodowy, jak już to się przyjęło tłumaczyć „został otwarty z powodu zamknięcia”. Atmosfera ogólnonarodowego skandalu, która temu towarzyszyła sprawiła że „głowy po prostu musiały polecieć”. Za budowę odpowiedzialne było Narodowe Centrum Sportu, dlatego w przypadku dymisji jego prezesa trudno mówić o zaskoczeniu. Oczywiście on sam tłumaczył się mówiąc o tym, że Stadion Narodowy został postawiony w rekordowym czasie i znacznie taniej niż przewidywały to kosztorysy. Taka obrona to oczywiście jego prawo. Jednak dziwić może, że odwołująca go przełożona nie potrafiła wytłumaczyć swojej decyzji. W odpowiedzi, na powracające pytania dziennikarzy, zaczęła w chwalić jego pracę i tłumaczyła, że budowa Stadionu Narodowego: „to przedsięwzięcie, którego mało kto by się podjął. To niezwykle trudne zbudować nowy stadion w kilkadziesiąt miesięcy w niecce starego”. Skoro tak to czemu został odwołany? -dopytywali dziennikarze. Minister Mucha odpowiedziała w końcu: „proszę pytać jego”. O tym, co zdecydowało, że minister sportu podjęła taką decyzję właściwie wciąz wiemy nie wiele.

I tak słuchając polityków PO, można odnieść wrażenie, że dymisjonują z nieznanych samym sobie powodów. No bo skoro ktoś był tak dobry i jego przełożony jest w stanie mówić tylko o jego sukcesach, to dlaczego odchodzi? Oczywiście odpowiedź nie pada głośno, a raczej gdzieś między słowami: „bo media”, „bo opozycja” itd. Właściwie od czasu odwołania ministra obrony narodowej Bogdana Klicha stało się to standardem. Cezary Grabarczyk za swoje zasługi dostawał kwiaty, a politycy PO bronili go do końca. Krzysztof Kwiatkowski musiał odejść, choć zachwytów nad jego profesjonalizmem nie brakowało, podobnie było z ministrem sportu Adamem Gierszem. Oczywiście można jeszcze odpowiedzieć, że dobrych musieli zastąpić jeszcze lepsi. Tylko warto wtedy pomyśleć o tym, kto zastąpił tego ostatniego ministra.

Piotr Witwicki

 

 

 

 


 

11:19

Pytanie dnia

Dziś w "Kontrwywiadzie RMF" Konrad Piasecki zapytał Joannę Muchę: "A jest pani w stanie dotrzeć do problemów trzecioligowego hokeja na lodzie?" Odpowiedź: "Proszę mi wierzyć, że te problemy są już opracowywane w resorcie, chociaż one są gdzieś tam na 35. miejscu albo 98.". Dziennikarz odparł: "Za trzecioligowy hokej to niech się pani nie bierze, bo tej ligi nie ma. Tak przykładowo mówię…" 

12:16

Pawlak zaproszony na klub PO

Jak się dowiaduje serwis 300polityka, Waldemar Pawlak został zaproszony przez Donalda Tuska na posiedzenia klubu parlamentarnego PO. "Takie zaproszenie zostało wystosowane w czasie wczorajszego spotkania premiera z ludowcami poświęconego reformie emerytalnej" - mówi 300polityka rzecznik PSL, Krzysztof Kosiński. 

13:39

Sondażowe zużycie premiera


Notowania Donalda Tuska spadają na łeb na szyję. Tak złych Tusk jeszcze nie miał. W sondażu dla OBOPu źle o działaniach premiera wypowiada się 63% badanych, a notowania rządu są jeszcze gorsze. Donalda Tuska dobrze ocenia 28%. Ten trend zapowiadały już poprzednie sondaże.
 
Jak wypada Donald Tusk na tle innych premierów? W przypadku Jerzego Buzka podobny gwałtowny spadek notowań nastąpił w trzecim roku urzędowania. Początkowo Polacy doceniali jego chęć zmian. Jeszcze w połowie 1998, lider AWS mógł się pochwalić nawet 55% poparciem. W 2000, wraz z nasilającymi się skutkami reform, które przeprowadzał ówczesny rząd, poparcie zaczęło gwałtowanie spadać. Nie bez znaczenia było też to, że mniejszościowy rząd nie był skuteczny i budził coraz mniejszy respekt Polaków. W sierpniu tego roku poparcie dla premiera spadło do  29% -podobnie jak dziś u Tuska. Po tym spadku rządowi Jerzego Buzka nie udało się już podnieść. W czwartym roku rządzenia poparcie dla ówczesnego premiera wahało się od 24 do 26% wg OBOP.
 
Rekordowo szybko swoje poparcie tracił Leszek Miller, którego już po dwóch latach rządzenia wg ówczesnego sondażu dla TNS OBOP źle oceniało 74% badanych. W przypadku szefa rządu SLD dramatycznie szybki spadek zaufania nastąpił po kolejnych aferach związanych z sojuszem. Kluczowe znaczenie miała oczywiście afera Rywina, która wyszła na światło dzienne 27 grudnia 2000, po publikacji w Gazecie Wyborczej.
 
O ile Jerzy Buzek poniósł cenę trudnych reform, które zdecydował się przeprowadzić a Leszek Miller stał się ofiarą afer, które dotykały jego partii, o tyle w przypadku utraty zaufania do Tuska znaczenie ma splot różnych czynników.
 
Ważna wydaje się ogromna utrata sympatii młodych. Premier najpierw stracił ich zaufanie, gdy wyszła sprawa porozumienia ACTA ,ale nie odrobił go wcale, gdy zaczął się z niego wycofywać. Jak się okazało młodym nie spodobał się brak konsekwencji szefa rządu. I nie kupili manewru jako wiarygodnego. Widać to było szczególnie w dniu, gdy Donald Tusk podczas konferencji prasowej oświadczył, że zawiesza ratyfikację umowy. Młodzi wcale nie zrezygnowali z planowanych przez siebie protestów tylko dołączyli do nich okrzyki, które miały wyrażać postępującą niechęć do premiera.
 
Według sondażu przeprowadzonego przez  MillwardBrown SMG/KRC dla Faktów TVN cała Platforma traci rekordowo dużo, bo 17% u osób między 18 a 24 rokiem życia. W tym zestawieniu wyprzedzą ją zarówno Ruch Palikota jak i Prawo i Sprawiedliwość. To, że premier jest postrzegany, jako człowiek niekonsekwentny, szybko zauważyli spin- doctorzy Tuska, którzy postanowili wykorzystać zamieszenia wokół ustawy emerytalnej do  przedstawienia premiera jako męża stanu. Po spotkaniu z koalicjantem Tusk dawał do zrozumienia, że nie ugnie się przed postulatami ludowców i mówił o tym, że: "Koalicja jest ważna, ale nie najważniejsza". Najważniejsze mają być zmiany, które chce przeprowadzić Tusk, który wielokrotnie kokietował, że nie boi się ich sondażowych konsekwencji. Na razie ten przekaz wciąż się nie przebija. Łatwiej to opinii publicznej docierają za to kolejne wpadki na czele z tą, gdy premier dał sobie w trakcie dnia roboczego zrobić zdjęcie o 14 podczas gry w tenisa.
 
Widać wyraźnie, że w maszynie, która dotąd niemal perfekcyjnie promowała Tuska, niemal z dnia na dzień, coś zaczęło zgrzytać. Sam premier wydaje się być, coraz bardziej zużyty przez władzę i nieustanną kampanię, którą zmuszony jest prowadzić.
 
"Jednym z najgorszych błędów, jakie można popełnić jest pozwolić przeciwnikowi, by to on cię definiował" pisał w "Kluczowych decyzjach" George W. Bush. Wydaje się, że Donald Tusk właśnie zaczął być definiowany przez swoich przeciwników, jednak nie okazały się nimi wcale ruchy polityczne. Dotąd powtarzane, niemal jak zaklęcia, słowa polityków PiS o premierze, który nic nie robi nie przebijały się do społeczeństwa. Jednak te, które zaczęły pojawiać się na stronach internetowych szybko okazały się o wiele groźniejsze. Teraz to młodzi wysyłający sobie linki ze zdjęciami szydzącymi z premiera zaczęli go definiować. Jeśli Donald Tusk ich nie odzyska poparcie będzie dalej spadać. Wciąż ma z czego. 

14:55

Kogo śledzi na twitterze Sarkozy?

W pierwszym dniu swoje kampanii reelekcyjnej Nicolas Sarkozy "pojawił" się na Twitterze. Na tym serwisie śledzi go już, w kilka godzin po uruchomieniu konta 25 tysięcy osób. Ale prezydent Francji ma w zakładce "śledzone " tylko jedno - konto Pałacu Elizejskiego. Sarkozy nie jest "followersem" - przynajmniej na ten moment - wpisów nikogo innego. 

18:06

OBOP druzgocący dla rządu w sprawie ACTA

67% respondentów najnowszego sondażu OBOP przyznaje rację protestującym w sprawie ACTA, a tylko 11% ocenia pozytywnie działania rządu. Po stronie demonstrantów opowiada się 52% zwolenników PO i 74% popierających PiS. Pełne wyniki sondażu tutaj. 

18:44

Śnieżna polityka czyli jak się odkopać


Śnieg może błyskawicznie stać się problemem kończącym karierę lokalnego polityka. Przekonał się o tym m.in. Michael A. Bilandic, burmistrz Chicago, który stracił pracę przez śnieżycę w 1979 roku. Ale nie wszyscy lokalni liderzy tracili na dużych opadach śniegu. Niektórzy potrafili nawet wykorzystać je na swoją korzyść. Oto jak im to się udało. 
 
 
W USA burmistrz Rahm Emanuel postawił na wykorzystanie najnowszych technologii – oraz energii ludzi – w walce ze skutkami częstych w Chicago intensywnych opadów.
 
W styczniu wystartowała specjalna strona ChicagoShovels.org przeznaczona dla mieszkańców miasta na wypadek dużych opadów śniegu. Strona składa się z czterech sekcji. Doradcy burmistrza umożliwili śledzenie pługów na mapie miasta - w czasie rzeczywistym. Dali też mieszkańcom możliwość zaznaczania chodników którymi będą się „opiekować” w czasie opadów. Można też ściągnąć aplikacje mobilne zbudowane przez niezależnych deweloperów, na podstawie danych udostępnianych przez miasto. Można wreszcie uczestniczyć w projekcie wolontaryjnym „Snow Corps” i zapisać się do oddziału wolontariuszy, którzy pomagają starszym i chorym osobom w przedzieraniu się przez zasypane śniegiem ulice. 
 
W momencie odpalania strony burmistrz Emanuel stwierdził, że ma ona służyć nie tylko ułatwianiu mieszkańcom życia w trudnych chwilach, ale także pokazać im, jak pracuje miasto w momencie kryzysowym. Postawił na zrozumienie działań podległych mu służb. A zaczęło się nie od techniki – zanim jeszcze został burmistrzem, w czasie zamieci w lutym 2011 osobiście odśnieżał ulice Chicago. Zupełnie przypadkowo było to w szczycie kampanii wyborczej.
 
Osobiste odśnieżanie to nic nowego w amerykańskiej polityce lokalnej. Emanuel wziął przykład z burmistrza Newark Cory’ego Bookera, który w czasie śnieżycy w grudniu 2010 roku za pomocą Twittera koordynował odśnieżanie miasta, a tam, gdzie uznawał to za konieczne – pojawiał się sam z łopatą, reagując na wezwania ludzi o pomoc.  Oczywiście, zachwyceni mieszkańcy robili sobie z burmistrzem zdjęcia, które wrzucali później na serwisy społecznosciwe. W ten sposób Booker stał się sławny na cały kraj, bo jego twitterowa działalność zwróciła uwagę najpierw reporterów zajmujących się wykorzystaniem Internetu w polityce, a później innych dziennikarzy politycznych. Booker mógł jednak pozwolić sobie na luksus własnoręcznego odśnieżania, gdyż Newark jest miastem mającym 277,000 mieszkańców. Booker miał jednak – już w momencie tego kryzysu – ponad milion śledzących na twitterze, czyli trzy razy więcej niż ludność jego miasta.
 
Booker stał się bohaterem mieszkańców Newark, w przeciwieństwie do gubernatora New Jersey Chrisa Christie, który w momencie grudniowego kataklizmu był po prostu nieobecny – przebywał z rodziną na wakacjach na Florydzie. Jego nieobecność została totalnie skrytykowana w mediach, a Christie, mający opinię doskonałego managera i osoby, która potrafi „rozwiązać każdy problem” poważnie osłabł politycznie po śnieżycy. To kluczowa lekcja dla każdego polityka w śniegu – najgorsze co może się wydarzyć to sama nieobecnosc albo jej wrażenie w trudnym dla mieszkańców momencie.
 
Jeszcze inaczej ze śnieżycą poradził sobie burmistrz Waszyngtonu Adrian Fenty w czasie śnieżycy w lutym 2010 roku. Fenty upierał się co prawda, by szkoły pozostały wówczas otwarte jak najdłużej, ale ustąpił pod lawiną maili od mieszkańców. Fenty zrobił coś jeszcze – w czasie drugiego ataku śniegu, wysłał do odśnieżania nie tylko zwykłych pracowników, ale także niektóre osoby pracujące w biurach. Szybkość reakcji sprawiła, że mieszkańcy przestali narzekać  na władze, a narzekali przede wszystkim na pogodę. I chociaż odśnieżanie miasta nie było idealne, to reakcja Fenty’ego sprawiła, że obwinienie go stało się mocno utrudnione.
 
To marzenie każdego polityka, który tkwi albo może tkwić w śniegu.
 
fot. http://chicagoforrahm.com/
 

19:21

Poseł PO zmienia barwy klubowe?

Dolnośląski poseł PO Marek Łapiński napisał na twitterze "No niestety nic na kolei się nie zmienia" i zlinkował do listu czytelnika do Gazety Wrocławskiej, którego podróż koleją miała trwać kilkadziesiąt minut a trwała kilka godzin.Coraz częściej w bardzo dotąd zdyscyplinowanej Platformie pojawiają się głosy krytyczne wobec rządu. Posłowie Gibała, Godson, teraz poseł Łapiński. Ze sfrustrowanym klubem i spadającymi notowaniami nie będzie się łatwo rządzić. I nigdzie nie widać jakiegoś punktu z którego rząd mógłby się na nowo odbić. 

21:47

Schetyna. Nowy pożar Tuska

Samozapłon rezerwy strategicznej uderza w premiera, ale nie w Platformę. To był mocny dzień Grzegorza Schetyny. Były numer dwa w Platformie zaczął efektownie u Moniki Olejnik w Radiu Zet, gdzie dał się wciągnąć w rozmowę o kryzysie gabinetu Donalda Tuska.



Choć to może słabo powiedziane: u Moniki Olejnik OPOWIADAŁ o kryzysie gabinetu Donalda Tuska. Usłyszeliśmy więc, że premier "być może jest zmęczony", bo za dużo wziął na siebie. Ale to nie wszystko. Otwartym tekstem Schetyna przyznał, że rząd przechodzi kryzys, podobnie jak rok temu, żeby przypomnieć tylko problemy z raportem MAK o katastrofie smoleńskiej. Były marszałek Sejmu nie musiał dodawać, że problemy wynikły z opóźnionego powrotu premiera z urlopu.


 


Podobne tony wybrzmiały tego samego dnia w "Faktach po Faktach", gdzie Schetyna stwierdził, że od dawna sądził, iż "zimny prysznic się Platformie przyda". Nie musiał dodawać dokładnie komu. Co ciekawe, znacznie więcej empatii szef sejmowej komisji spraw zagranicznych wykazał w stosunku do swojej partii, o której mówił w pierwszej osobie liczby mnogiej. Zabrzmiały niemal psychoterapeutyczne słowa o "trudnym czasie, który wymaga nowej energii". Nie martwcie się, to nie wasza wina?


 


Zagadką pozostaje, dlaczego Schetynę po mało życzliwym występie w Radiu Zet wypuszczono jeszcze wieczorem do Faktów, gdzie kontynuował życzliwe personalne połajanki w stylu prezydenta Komorowskiego. Ale oczywiste stało się jedno. Donald Tusk ma od wtorku nowy pożar na swoich włościach.


22:09

Sms krążący po Warszawie

Także wśród posłów PO: "Jesli Cie w sporcie neci kariera, za pol miliona jest swietna fucha, zatrudnie szewca, drwala, fryzjera, byle mnie wspieral - Joanna Mucha"