Nadchodzące wybory w UK to szansa dla Liberalnych Demokratów na odzyskanie wyborców rozczarowanych wynikiem referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Dlatego partia Tima Farrona w swoim manifeście wyborczym obiecuje m.in. drugie referendum, które miałoby zostać przeprowadzone po zakończeniu negocjacji z Brukselą.

Po niespodziewanym sukcesie LibDemów w 2010, kiedy to zdobyli 57 miejsc w parlamencie i weszli do rządu razem z Partią Konserwatywną, centrowa i relatywnie nowa na brytyjskiej scenie politycznej partia znalazła się na całkowitym marginesie po wyborach w 2015 roku. Obecnie ma zaledwie 9 posłów, daleko w tyle za m.in. szkockimi nacjonalistami.

Dlatego partia skupia się na przyciągnięciu głównie młodych wyborców którzy głosowali przeciwko Brexitowi. LibDems proponują dodatkowo m.in. wsparcie w zakupie pierwszego domu, zniżki transportowe dla osób do 21 roku życia oraz podwojenie liczby staży zawodowych w sektorze prywatnym. Wcześniej zapowiedzieli już m.in. przychylność w sprawie legalizacji marihuany.

Tim Farron w dzisiejszym ogłoszeniu manifestu zapowie także obietnicę zainwestowania 7 miliardów funtów w system szkolnictwa oraz objęcie prawem głosowania w wyborach takżę 16- i 17-letnich obywateli UK.

Liberalni Demokraci – którzy głównie dzięki młodym wyborcom weszli do rządu w 2010 roku – zaprzepaścili większość tego elektoratu gdy złamali obietnicę wyborczą i głosowali za trzykrotnym podwyższeniem opłat za studia. Silna nieufność wobec partii może wyjaśniać dlaczego od czasu ogłoszenia wyborów partia Farrona jedynie straciła na poparciu i oscyluje wokół 9%.

Jak pisze The Guardian, LibDemowie dalej liczą, że proeuropejski i promłodzieżowy program pozwoli im wzmocnić ich szanse w odzyskaniu okręgów wyborczych m.in. w Londynie, Bath i Cambridge.
Jak wskazują jednak ostatnie badania przeprowadzone dla Financial Times, Liberałowie mogą przeceniać wielkość swego potencjalnego elektoratu – aż 23% wyborców to osoby, które w ubiegłym roku głosowały przeciw Brexitowi, a teraz go popierają.