stan gry: 20.11.2012

Stan Gry- Seremet prowadzi życie samotnika, Flis o syndromie stalingradzkim Tuska a Streżyńska o braku odwagi rządu w kontaktach z biznesem

Łukasz Mężyk


TYGODNIK POLITYKA




-- PARADOWSKA O PIECHOCIŃSKIM: „Naturalne jest więc, że teraz wicepremierem i ministrem gospodarki (lub szefem innego ważnego resortu) powinien zostać Janusz Piechociński, zwłaszcza że dobre merytoryczne przygotowanie z pewnością ma. Jest od wielu lat posłem, i to nadzwyczajnie pracowitym, wyspecjalizowanym w kwestiach infrastruktury, ale także szerzej pojętej gospodarki, zna się na kwestiach europejskich. Nie ma natomiast żadnego przygotowania praktycznego. Nigdy nie pełnił funkcji rządowej, nawet starannie ich unikał, nie zna więc od wewnątrz pracy administracji. Czy potrafi podejmować decyzje – nie wiadomo. Większość wątpi, gdyż w partii uchodził raczej za recenzenta cudzych błędów i „narcyza”, podkreślającego swoją wiedzę i umiejętności. Teraz powinien poczuć ciężar odpowiedzialności. (…) Nie zostając wicepremierem, Piechociński od razu ustawiłby się w sytuacji prezesa słabego, bo wizerunek PSL nadal kształtowałby Waldemar Pawlak. A Piechociński może być postrzegany jako ktoś, kto ucieka od odpowiedzialności.”




-- O POWROCIE SAWICKIEGO: “Zagrożony musi się czuć nowy minister rolnictwa, bo tak na dobrą sprawę Sawicki powinien wrócić na swoje miejsce – po prostu był dobry.”




-- O RELACJI TUSK/PIECHOCIŃSKI: “Nie wiadomo, jakim jest negocjatorem, nie wiadomo, jakich rządowych priorytetów oczekuje, czy będzie chciał rozliczać ludzi Pawlaka, bo taka pokusa zawsze się pojawia. Na dobrą sprawę nie wiadomo nawet, z kim się przyjaźni, jakie ma relacje z członkami Platformy Obywatelskiej. Ta wiedza dotychczas nie była nikomu przydatna. Pawlak, ze swoimi wadami i zaletami, był znany i na swój sposób obliczalny. Donald Tusk i Janusz Piechociński będą dopiero testować wzajemną chemię.”




-- O INNYCH SCENARIUSZACH: “Wokół Waldemara Pawlaka narosło wiele różnych, także złych emocji. Na przykład porozumienie Leszka Millera i Pawlaka było zupełnie niemożliwe, tak splątany był węzeł emocjonalnych zaszłości. Takich barier przy Piechocińskim nie ma i hipotetyczną koalicję trzech partii – przy pogarszającej się sytuacji gospodarczej i narastających radykalizmach – jako rozwiązanie ratunkowe wyobrazić sobie już można. To premierowi stwarza nowe perspektywy. Gotowych scenariuszy nie ma jednak nikt, bo stało się coś, co nie miało prawa się zdarzyć.”




-- JANICKI I WŁADYKA O JĘZYKU POLITYKI: “Pękają kolejne tamy. Zimna wojna domowa kieruje się logiką sekwencji kolejnych przesileń, gdzie mimo okresowych odwilży napięcie stale rośnie, a sytuacja nigdy nie wraca do punktu wyjścia. W tej kanonadzie zaczyna już brakować słów. Gubią one swoją wagę, nie tracąc jednak, niestety, trującej mocy. Zamulają umysły, rozgrzewają emocje, zachęcają do odwetu i uwalniają od skrupułów. (…) Patriota w poczuciu misji może wypowiedzieć każdą kalumnię, a wszystko w prawicowym niebie i tak będzie mu wybaczone. (…)Słowa zamieniają się w brudną broń, w rozrywające ciało naboje dum-dum, zabronione w wojennych konwencjach.”




-- KONKLUZJA WŁADYKI I JANICKIEGO: “W polityce, której brakuje słów, racjonalność trzyma się resztkami sił. Chociaż Polska przeżywa bodaj najlepszy okres w swojej historii – panuje atmosfera klęski, rozpadu, pesymizmu, najcięższych oskarżeń, niemal wojny domowej. To nie jest rzeczywistość, to tylko toksyczne opary”




-- PIOTR PYTLAKOWSKI O SEREMECIE: “W Warszawie prowadzi życie samotnika. Nie bywa na salonach i to nie dlatego, że nie jest zapraszany. – Jest ostrożny aż do bólu – mówi jeden ze współpracowników. – Bardzo uważa, żeby nawet przypadkiem nie znaleźć się w jednym czasie i miejscu z osobami, które nie są kryształowo czyste. Czasem wybiera się jedynie na oficjalne kolacje. Po pracy wraca do służbowego mieszkania, gdzie nikt nie czeka, bo żona (sędzia z Tarnowa) do stolicy przenieść się ani nie mogła, ani nie chciała. Mają dwuletniego synka, dlatego w każdy piątek po południu Andrzej Seremet gna do Tarnowa, aby spędzić weekend na łonie rodziny. Przykładny ojciec i mąż, kibic piłki nożnej (Wisła Kraków), miłośnik muzyki rockowej i książek historycznych. Z wyglądu i charakteru wzorowy galicyjski urzędnik.”




-- “Andrzej Seremet tak komentuje zwlekanie przez premiera [z podpisaniem sprawozdania z działalności Prok Gen.] : – To nie jest miła sytuacja.”




-- Dalej Pytlakowski: “Pod jego kierownictwem wzrosła skuteczność działań prokuratorskich. Liczba uniewinnień z 2,5 proc. w 2008 r. zmniejszyła się do 1,9 proc. Prokuratorzy zmieniają też taktykę procesową, rzadziej występują o tymczasowe aresztowania, stosując częściej wolnościowe środki zapobiegawcze.”




-- JOANNA SOLSKA O FINANSACH OCHRONY ZDROWIA: “Nasza służba zdrowia coraz bardziej przypomina grecką. Grecy z prywatnych kieszeni finansują już prawie 40 proc. wydatków na leczenie, my – 28 proc. Te pieniądze nie poprawiają jednak stanu publicznej służby zdrowia.”




-- DALEJ SOLSKA: “W sprawie dobrowolnych ubezpieczeń od kilku lat drepczemy w miejscu. Pierwszy projekt ustawy, opracowany przez grupę posłów PO jeszcze w 2008 r., wylądował w końcu w koszu, nie został nawet przekazany do parlamentu. Od marca 2011 r. mówi się o następnym, tym razem autorstwa Ministerstwa Zdrowia. Utknął w sejmowej komisji zdrowia. Posłowie chcą nas zachęcić do wyłożenia dodatkowych, prywatnych pieniędzy na zakup polisy, ale nie potrafią odpowiedzieć, po co mielibyśmy się dodatkowo ubezpieczać.”




-- SOLSKA O WĄTPLIWOŚCIACH WS PRYWATNYCH UBEZPIECZEŃ: “Oprócz ryzyka politycznego (łatwo wyobrazić sobie awantury, że oto tworzymy nową kastę uprzywilejowanych), ubezpieczenia dobrowolne mają też inne wady. O ile koszty funkcjonowania systemów publicznych z reguły nie przekraczają 3–5 proc. (w przypadku NFZ nie sięgają 2 proc.), o tyle w przypadku ubezpieczeń dobrowolnych wynoszą 10 proc., a np. w Belgii, Portugalii czy Wielkiej Brytanii przekraczają 15 proc. Spora część naszej ewentualnej składki wzbogacałaby więc firmy ubezpieczeniowe zamiast placówek leczniczych.”




-- TEMAT OKŁADKOWY- SZCZYT UE- co nam grozi jeśli się nie uda- pisze Wawrzyniec Smoczyński: “Jeśli Cameron zawetuje ramy, Angela Merkel wymusi porozumienie budżetowe w gronie pozostałych 26 państw. Ale szczegółowe ustalenia o podziale prowizoriów zapadną dopiero wiosną przyszłego roku, bo grudniowa Rada Europejska ma być poświęcona strefie euro. Na kolejnym szczycie budżetowym nie wystarczy już koalicja przyjaciół spójności – może dojść do dyskusji o tym, jak daleko sięgają zobowiązania krajów bogatych względem tych biedniejszych w Europie. A nawet gdyby sprawy nie zaszły tak daleko, już sam brak wieloletnich ram zasieje chaos w polityce finansowej państw takich jak Polska, które szykowały się na duże transfery z Unii.”




-- Ostatni akapit Smoczyńskiego: “Europa zmieni się nie do poznania. Unia przetrwa jako obszar jednolitego prawa, swobodnego przepływu osób, towarów i usług, ale nie będzie już żywym bytem politycznym. Tę rolę przejmie w Europie federacja państw dawnej strefy euro, scalonych ścisłą unią gospodarczą i nieco luźniejszą unią polityczną. To optymistyczny scenariusz, zakładający mnóstwo determinacji po stronie przywódców i dobrej woli u obywateli. Pesymistyczny jest taki, że na lata pogrążymy się w kłótniach o to, kto rozbił Unię Europejską na szczycie 22 listopada 2012 r.”








Tygodnik Powszechny




--Temat Tygodnika. Tezy o wolności, wykluczeniu i umieraniu 




-- SYNDROM STALINGRADZKI. Dr  Jarosław Flis o sondażach i PiS „po trotylu”. Jak pisze: „Dziś wahnięcie w drugą stronę jest wyraźne. Czy to jednak zamyka sprawę? Czy naprawdę, gdy tylko rządzący wpadną w kłopoty, wystarczy podpuścić lidera opozycji, który postraszy skłaniających się ku niemu wyborców? To, że Donald Tusk utrzymuje swoją pozycję dzięki prezentom od politycznych przeciwników, nie znaczy, że tak będzie zawsze. Łatwo tu popaść w coś, co nazywam „syndromem stalingradzkim”. Przez pierwsze półtora roku walk na froncie wschodnim Armia Czerwona podjęła szereg kontruderzeń. Wszystkie były fatalnie pomyślane, przygotowane i przeprowadzone. Z przekonaniem, że tak już będzie zawsze, Wehrmacht szturmował Stalingrad, lecz tym razem natknął się na kontrofensywę o niespotykanych dotąd standardach.




-- RN GROŹNY DLA PRAWICY? Jak pisze Paweł Marczewski: „Autorytarni radykałowie (określenie raczej nie jest na wyrost, skoro sami deklarują, że nie są szczególnie przywiązani do demokracji, nawet narodowej) z Ruchu Narodowego mają do zaoferowania coś, czego nie mogą zaproponować „nowocześni endecy” – wizję ścisłej, niemal plemiennej wspólnoty. Jest jednak mocno wątpliwe, czy okaże się atrakcyjna dla tych, którzy podczas Marszu Niepodległości są najlepiej widoczni – chuliganów”.




-- Jak konkluduje: „Nie żyjemy w czasach upadku Weimaru, ale szturmu na supermarket. Każdy chce wynosić z niego, ile się da, i zdążyć wyczyścić półki, zanim zrobią to „obcy”.




-- PAŃSTWO DO POPRAWY. W Tygodniku wywiad z Anną Streżyńską. Fragmenty: 




-- O PKP: „Koleje to podręcznikowy przykład, jak państwo nie powinno się zabierać za interwencję publiczną. Nie dość, że to własność państwowa, to są jeszcze związki zawodowe, które mają własne cele ochrony pracownika. Rzadko, niestety, wszystkie te cele idą w parze, rzadko kiedy są możliwe do zrealizowania naraz”. 




-- O rządzie Tuska: „Obecny rząd próbuje stać do wszystkich frontem, by go wszyscy lubili, co jest niemożliwe – bo gdy się stoi pośrodku (a tak stoi rząd), to zawsze musi się do kogoś stanąć tyłem”. 




-- O UE: „Unia jest najbardziej socjalistycznym organizmem, jaki istnieje na świecie, ale przecież lubimy socjalizm, w głębi duszy oczekujemy go”. 




-- O relacjach rząd-biznes: „W czasie swojej pracy w UKE spotykałam się z biznesem i wszystkie te spotkania były odnotowane w kalendarzu. Ignorowałam zaczepki, że to niezdrowe zbliżenie z biznesem. Więcej: namawiałam współpracowników, żeby uczyli się od przedsiębiorców. Bez słuchania biznesu niczego się nie dowiemy, możemy tylko szkodzić. Urzędniczy brak pokory i wyższości są straszne. Gdyby rząd miał odwagę
zrobiłby z kontaktów z biznesem normę.”


Łukasz Mężyk