stan gry: 10.06.2012

Stan Gry - tygodniki. Niesiołowski zdaniem Zaremby politycznym dresiarzem, Schetyna raz w europarlamencie, raz w Ministerstwie sportu a Kłopotek jako Eugene Littletrouble też do Brukseli?

Uważam Rze:

-- "Partia Tuska ma dziś pod swą kontrolą wszystko, bo w Polsce znika opinia publiczna. Skutki mogą być opłakane"- pisze Piotr Zaremba: "Swą przewagę ta partia rządząca może bardziej niż ktokolwiek przed nią wykorzystywać dla jej dalszego utrwalania, powielając sukces i wygrywając kolejne wybory



. Można by więc powiedzieć metaforycznie, nawiązując do słynnej maksymy dotyczącej kiedyś SLD: im większą ma władzę, tym mniej powinno jej być wolno. (...) Wywieszając na sztandary Stefana Niesiołowskiego, politycznego dresiarza zajmującego się nieustannym sporządzaniem czarnych list ludzi źle widzianych przez władzę, sam premier pokazał: teraz już wolno."


 




 

-- Dlaczego tylko czas honoru- pyta Piotr Gociek: "Płyta zespołu Lao Che „Powstanie warszawskie” jest wzorcowym przykładem budowania świadomości historycznej za pomocą popkultury. Publiczność przyjęła ją doskonale „Czas honoru” jest jednym z nielicznych sukcesów TVP ostatnich lat. Także w kwestii mówienia o historii. (...) Ministerstwa dotują lewackie projekty Krytyki Politycznej dekonstruującej polską tożsamość, a jednocześnie nie mają serca i pieniędzy dla małych oficyn naukowych czy uniwersyteckich. A lista planowanych nowoczesnych muzeów, które mogą być prawdziwymi hitami turystyczno-edukacyjnymi – czego dowiodło Muzeum Powstania Warszawskiego – została przez ekipę Tuska skrócona do jednej pozycji: Muzeum II Wojny Światowej, z którego dowiemy się głównie, jak bardzo cierpieli wypędzeni Niemcy. Może w tym szaleństwie jest metoda? Skoro pieniądze na politykę historyczną mają być wydawane głównie na dopieszczenie dobrych relacji Donalda Tuska z Angelą Merkel i Eriką Steinbach, może faktycznie lepiej ich nie wydawać?"


 




 

-- "Zaniżona samoocena Polaków jest bardzo na rękę elitom III RP. Władze fałszują wręcz historyczną prawdę, otaczając milczeniem zasługujących na pamięć bohaterów"- to kluczowe stwierdzenie z artykułu RAZa w Urze: "Można dłużyć listę działań, które nie są niczym innym niż świadomym utrzymywaniem Polaków – jak zakompleksionej żony ze wspomnianego kawału – w stanie niewiary w siebie i patologicznego odmawiania własnemu narodowi wartości. Elity III RP głoszą przy tym uparcie, że „cierpiętnictwo" i „rozdrapywanie ran" nie przystoi narodowi nowoczesnemu, prężnemu i eurpoejskiemu. Że groby pomordowanych i poległych przodków to kotwica rozwoju, którą musimy odciąć, aby dołączyć do grona państw sukcesu. Jest to, jak niemal cały dyskurs, perfidne kłamstwo. Otrząśnięcie się ze wstydu bycia ofiarą, umiejętność zadbania o prawdę i pamięć swoich ofiar jest właśnie oznaką oraz skutkiem sukcesu, a w znacznym stopniu także jego warunkiem, czego dowodzą wszystkie przywołane wyżej przykłady, na czele z Izraelem i Chinami. Za obłudną propagandą obiecującą Polakom, że staną się nowocześni, jeśli nie będą upominać się o pamięć swoich cierpień, kryje się chęć utrzymania ich, ku wygodzie władzy i potężnych sąsiadów, w postkolonialnym kompleksie i poniżeniu."

 


 




-- "Polska, pomimo demokratycznych procedur, stanowi rodzaj oligarchii, czyli władzy nielicznych. Dekomunizacja i lustracja mogłyby temu zapobiec, ale zostały zatrzymane"- pisze Bronisław Wildstein w tekście "Dlaczego nie lubię III RP": "Piszę o tym i mówię od 20 lat; wydałem nawet ileś książek na ten temat. Dziś jednak, gdy zalewa nas infantylny bełkot zachwytu, kiedy główny nurt mediów i jego celebryci krztuszą się propagandową radością, gdy „patriotycznym obowiązkiem" staje się wychwalanie III RP, której całą ułomność i fałsz wciela system Tuska, czas przypomnieć choćby w punktach, na czym zasadza się ten projekt i dlaczego nie spełnił choćby minimalnych oczekiwań tych, którzy serio traktują własne państwo."


 




 

-- "Sztuczki Rostowskiego nie robią wrażenia na inwestorach, którzy nie kupują rządowego optymizmu"- pisze Dorota Gawryluk: " (...) sztuczki nie robią jednak wrażenia na inwestorach, którzy raczej nie kupują rządowego optymizmu. Bo gdyby kupowali, rentowność naszych obligacji nie byłaby na poziomie 6 proc., ale 3,5 proc. – tak jak w Czechach. A złoty nie straciłby do euro w ciągu trzech miesięcy 6 proc., tylko ponad 3 proc. – tak jak czeska korona. Niestety, Balcerowicz ma rację, dług jest tu najważniejszy, nikt nie potraktuje poważnie kogoś, kto jest po uszy zadłużony, i nie da mu kolejnego kredytu."


 




 

-- Eugene Littletrouble- tak mogłoby się mówić na Eugeniusza Kłopotka w Brukseli, gdyby sprawdziły się plotki Piotra Gursztyna o tym, że kontrowersyjny polityk PSL będzie chciał kandydować do Europarlamentu. Inne plotki Gursztyna: "a zbliżającym się kongresie Stronnictwa Waldek przegra prezesurę nie tylko z Januszem Piechocińskim, ale nawet z tą panią, która kilka lat temu była kandydatką ludowców na prezydenta Warszawy." oraz "Grzegorz Schetyna chodzi za Ministerstwem Sportu. Chodzi, ale na razie bez rezultatu.".

 

 

Newsweek

 

-- na okładce Franciszek Smuda w mundurze Józefa Piłsudskiego - Polska-Rosja- Bitwa warszawska 2012- dlaczego w meczach z Rosją chodzi nie tylko o piłkę


 




 

-- Michał Krzymowski w Newsweeku potwierdza informacje podaną kilka tygodni temu przez 300polityka, że Donald Tusk będzie ubiegał się o kolejną kadencję na czele PO (nasz tekst na ten temat -->Tusk przyspieszy krajową konwencję Platformy i powalczy o następną kadencję) Własną informacją Newsweeka jest natomiast, że do Europarlamentu może wystartować Grzegorz Schetyna.


 




 

-- "On sam wypadł przeciętnie. Gdyby był zawodowcem, sędziowie co chwila musieliby odgwizdywać spalonego. Po prostu stał i czekał. To nie on gra dla drużyny, ale drużyna grała dla niego. Interesowało go jedno- strzelanie bramek"- o piłkarskim stylu Donalda Tuska pisze Michał Krzymowski: "Nie ma lewej nogi, jest za delikatny, boi się wślizgów i unika pojedynków. Cała drużyna gra na niego"- mówi cytowany w tekście poseł PiS. "Dla premiera piłka jest najważniejsza"- konkluduje swój tekst Krzymowski.


 




Wprost





-- Okładka: Obudźcie się! Czy chcecie Euro bez Polski? Rosja albo śmierć.



-- Anna Gielewska pisze w tekście „Uciekający prezydent” o konflikcie na linii Komorowski-Sikorski jak i o strategii i planach prezydenta. Fragmenty: „Źródła wzajemnych animozji [między prezydentem a szefem MSZ] są dwa : pierwsze to prawybory w PO, które Sikorski przegrał z Komorowskim. (…) Drugim źródłem są osobiste porachunki Sikorskiego i Jaromira Sokołowskiego, prezydenckiego ministra odpowiedzialnego za sprawy międzynarodowe.(…) Uszczypliwości widać na każdym kroku, najlepiej w sprawie obsady ambasad” Jak pisze Gielewska:” W Pałacu pomału ruszają przymiarki do drugiej kadencji. Prezydent jeździ po Polsce, zwłaszcza po małych miasteczkach i wsiach. Jak wynika z naszych informacji, w jego otoczeniu pojawił się też pomysł, żeby latem na miesiąc przeniósł się do Juraty i stamtąd prowadził politykę, zapraszał gości z zagranicy nad morze.” O możliwej konfrontacji Tusk-Komorowski: „Wszystko zależy od tego, czy Tusk nie będzie chciał sam startować w wyborach prezydenckich. – Jeśli nie, to nie będzie problemów – przewidują politycy z władz PO”. Opinia jednego z polityków PO o zapleczu prezydenta: „Jego polityka staje się dużo bardziej samodzielna niż kiedyś. Ma przy tym ludzi, którzy z Tuskiem i dzisiejszą PO mają niewiele wspólnego, więc grają i będą grać na niego”.


 






-- Cezary Michalski w tekście „Smoleńsk kontra Euro” pisze o akcji Solidarnych 2010 na Euro: „Tym razem nie są to amatorskie i odstręczające jęki spod spod namiotu „chodzącego” po Krakowskim Przedmieściu. (…) Z internetowego portalu Solidarnych 2010, upgrade’owanego specjalnie na Euro 2012, bije w oczy profesjonalny czarny piar. Żadnych emocji własnych, raczej absolutnie zimna gra emocjami odbiorców. Żadnej amatorszczyzny czy błędów, tak mogłaby wyglądać akcja społeczna Coca-Coli czy Apple”.

 


 




-- Rozmowa Michała Majewskiego i Pawła Reszki ze Stanisławem Cioskiem, byłym ambasadorem Polski w Rosji. Fragmenty:



O wzajemnych relacjach Polski i Rosji: „Patrzymy na siebie przez jedną lunetę. My widzimy Rosję znacznie większą, niż jest. Wygląda jak olbrzymi, brzydki niedźwiedź z pazurami. A oni patrzą z drugiej strony – i luneta nas pomniejsza. Widzą coś małego, niegodnego uwagi. I jedno, i drugie patrzenie jest bez sensu”.


 






O marszu 12 czerwca: „To pomysł z piekła rodem. Rosjanie nie powinni tego robić. Flagę można sobie czcić u siebie. Nie robi się manifestacji na obcym terytorium. Taka demonstracja to wywoływanie wilka z lasu. Nie powinniśmy się na to zgodzić, trzeba było interweniować na szczeblu dyplomatycznym”.


 






-- Komentarz Kamila Durczoka „Polska według pewnej gazety. Codziennej”. Fragmenty: „Dobrze, że ktoś w tym Euroszaleństwie zdecydował się wreszcie na powiedzenie, jak jest naprawdę. Co przez pięć lat robili z naszymi mózgami ludzie Tuska. Jak mamili, straszyli, kręcili. (…)Że nie ma się tak naprawdę z czego cieszyć, bo przecież ten inny kraj jest tylko na zdjęciach. W reżimowej telewizji. Na fototapecie rozklejanej nocą na szybach naszych mieszkań, żebyśmy budząc się rano, nie widzieli tej nędzy toczącej Polskę.




Dzięki jednej codziennej gazecie, takiej naszej, polskiej, wreszcie wiemy, że nie ma się z czego cieszyć. Że może trochę radości z Euro nam zabrali, no ale ważne, żeby prawda się przebiła. Pewnie dlatego na pierwszej stronie zamieszczono apel. Żeby kupować od razu dwa egzemplarze. „