– Akurat mnie wtedy w Sejmie nie było [kiedy posłowie PiS skandowali na sali sejmowej nazwisko Trumpa i bili mu brawo]. […] Natomiast jeśli chodzi o tę reakcję, proszę zrozumieć PiS, polityków prawicy, którzy półtora roku temu stracili władzę, są w zasadzie teraz, powiedzmy, ciągle ścigani, prześladowani, zabiera nam się pieniądze – powiedział Marcin Przydacz w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24.

– I nagle dostają sygnał, że prawica za oceanem, w naszym kluczowym państwie sojuszniczym, wygrywa po równie trudnym okresie 4 lat, gdzie też są prześladowani. Wchodzi pewna nadzieja, że wow, prawica jednak może się odrodzić i wygrywać – stwierdził.

Jak kontynuował poseł PiS: – Proszę zrozumieć też mechanizm, w którym posłowie PiS-u poczuli wiatr w żagle, że teraz może być inaczej. Za chwilkę się okazuje, że rząd w Belgii jest prawicowy, w innych miejscach zachodniej Europy odradza się prawica, więc i także PiS się z tego cieszył. Natomiast to nie znaczy przecież afirmacji dla jego polityki wobec Władimira Putina.