Według badania exit poll Ipsos Mori i GfK Konserwatyści tracą większość w brytyjskim parlamencie. Z 314 mandatami (w 650-osobowym parlamencie) będą co prawda największą partią w Westminsterze, ale przedterminowe wybory okazałyby się tragiczną pomyłką dla premier May – według sondażu Torysi straciliby 17 mandatów.

Jeśli wyniki się potwierdzą, lider Partii Pracy Jeremy Corbyn będzie świętował ogromny sukces: z 266 mandatami Labour zyskałoby ponad 30 mandatów w stosunku do wyborów w 2015 roku.

Sondaż exit poll przewidują też 34 mandaty dla szkockich nacjonalistów z SNP (22 mandaty mniej niż w 2015 roku) a Liberalni Demokraci wprowadzą 14 posłów (o 4 więcej niż dwa lata temu).

Jednak wiele możliwych scenariuszy będzie zależało od wyników z poszczególnych okręgów. Według brytyjskich mediów aż 76 okręgów według sondażu exit poll to okręgi w których przewidywane wyniki partii różnią się niewielką liczbą głosów. Nieliczni politycy wypowiadający się w mediach wstrzymują się ze zdecydowanymi komentarzami do czasu konkretnych wyników.

Według wstępnych informacji wielu prominentnych polityków głównych partii może czuć się zagrożonych w swoich okręgach, m.in. szefowa brytyjskiego MSZ Amber Rudd czy szef szkockich nacjonalistów w parlamencie Angus Robertson.

Przy 314 mandatach Konserwatyści mogą mieć trudność ze stworzeniem koalicji – Liberalni Demokraci wykluczali taką możliwość przed wyborami. Jednak stworzenie rządu przez Labour byłoby równie trudne – nawet razem z posłami SNP i Liberalnych Demokratów taka koalicja nie zyskałaby większości.