— MSW BARTŁOMIEJ SIENKIEWICZ, JUTRO O 7.15 będzie gościem Sygnałów dnia PR1

TYGODNIK POLITYKA

— PO: NIEPOTRZEBNE WYBORY- pisze Mariusz Janicki: „Bezsensowna gra o tron. Platforma Obywatelska najbardziej chyba lubi rozwiązywać te problemy, które sama sobie stwarza. Teraz zajmuje się wyborami na przewodniczącego partii.”

— DALEJ JANICKI- KACZYŃSKI ZAŁATWIŁ TO W JEDEN DZIEŃ: “Było zatem wiele argumentów, aby wycofać się podczas kongresu, a nawet na długo przed nim, z niefortunnej deklaracji o odejściu. Jarosław Kaczyński sprawę swojego wyboru na szefa PiS załatwił w jeden dzień i już nie ma tematu. Nikt nie zamierza podważać legitymacji prezesa tylko dlatego, że nie miał on w partii konkurencji.”

— TUSK MOŻE WKROCZYĆ W JESIEŃ BARDZIEJ ZMĘCZONY I POTURBOWANY- pisze Janicki: “niewykluczone, że ewentualny niezły wynik Gowina plus kuriozalna letnia kampania przyniosą odwrotny skutek: Tusk wkroczy w jesień jeszcze bardziej zmęczony i poturbowany. Bo może się okazać, że Gowin zbierze głosy nie tyle za swoim programem, co przeciwko Tuskowi. Partyjni koledzy premiera mogą chcieć pokazać mu żółtą kartkę, osłabić wszechmocnego Donalda, dać wyraz także osobistym frustracjom i lękom o polityczną przyszłość w sytuacji, kiedy fotele na Wiejskiej nie są już tak pewne jak kiedyś.”

— DZIWNA, NIEPOTRZEBNA KAMPANIA- dalej analizuje Janicki: “Pojawiły się nawet ogólnopolskie sondaże z pytaniem, kto byłby lepszym szefem PO: Tusk czy Gowin, dość kuriozalne, bo respondentami byli z natury rzeczy także zwolennicy PiS, dlatego w sondażu wygrał Gowin. Tusk miał na karku jeszcze tzw. debatę z konkurentem, której odmówił. Oczywiście pojawił się zarzut, że „się boi”. Ale to wszystko było od razu wpisane w tę dziwną, niepotrzebną kampanię.”

— WIĘCEJ NIŻ 10% GOWINA- PORAŻKĄ TUSKA- pisze Janicki: “Jak mówią w kuluarach uczestnicy narad politycznych PO, istotne jest pytanie, ile procent poparcia straci Tusk na rzecz konkurenta. Wielkość ponad 10 proc. będzie traktowana jako dolegliwa porażka.”

— GOWINOWI MOŻE DOPOMÓC BÓG A NA PEWNO KOŚCIÓŁ- Janicki analizuje jeden ze scenariuszy Gowina: “Korzystając ze wzrostu tzw. swojej rozpoznawalności, może zakładać, że nadchodzi czas na własną działalność polityczną, gdzieś między PiS a PO, tam gdzie wegetuje Polska Jest Najważniejsza, gdzie lokuje się Przemysław Wipler i jego Republikanie. Ta droga może być projektowana jako ciąg przybliżających zdarzeń, w tym wystawianie się osobiście do różnych wyborów nadchodzących sezonów, choćby na prezydenta Krakowa. Z nadzieją, że jest do utargowania dla jakiegoś nowego tworu politycznego w wyborach parlamentarnych 2015 r. tyle mandatów, by stać się wartościowym kontrahentem politycznym tak dla PO, jak i dla PiS, w czym może dopomóc Bóg, a już na pewno Kościół.”

— CHCIAŁOBY SIĘ POWIEDZIEĆ: PANIE PREZYDENCIE, MA PAN RACJĘ- pisze Janina Paradowska: “Zwykło się przyjmować, że dwa ostatnie lata prezydentury to już tylko walka o reelekcję i trudno nie dostrzec wielkiej aktywności głowy państwa w terenie, wśród ludzi. Rzecz jednak w tym, że owa aktywność u Bronisława Komorowskiego jest tak naturalna, że nawet przeciwnikom trudno cokolwiek krytykować. Złośliwościami zaś prezydent zwyczajnie się nie przejmuje. I chciałoby się powiedzieć – panie prezydencie, ma pan rację.”

— JOANNA SOLSKA O KRAUZE I KULCZYKU: “biznesowe losy Jana Kulczyka i Ryszarda Krauzego dramatycznie się rozjechały. Jan Kulczyk odnosi sukcesy w Afryce, Ryszard Krauze porażki w Kazachstanie. Pierwszego afera Orlenu z początku minionej dekady wzmocniła. Drugi po aferze gruntowej już się w biznesie nie podniósł. Obu uwiodło marzenie o wielkiej ropie, ale Krauze się do niej nie dowiercił. Dziś łączy ich już tylko to, że tak jak kiedyś ich relacje z politykami były niepokojąco bliskie, tak teraz pozostają politycznymi banitami. Krauzego z państwem łączą już dziś tylko kredyty zaciągnięte w państwowym banku.”

— SOLSKA O KLUCZOWYCH OSOBACH W BIZNESIE KULCZYKA: “Pierwsze lata banicji Doktor wykorzystał na głęboką przebudowę Kulczyk Investments, umiędzynarodowienie jej zarządu. Jana Wagę, wieloletniego prezesa Kulczyk Investments, zastąpił młodszym, inaczej wykształconym Dariuszem Mioduskim. Od kilku lat członkiem zarządu jest także Sebastian Kulczyk. Od stycznia zostanie prezesem Kulczyk Investments. W londyńskim City szuka ludzi z kapitałem wiedzy, doświadczeń, ale także sporymi własnymi pieniędzmi. Jednym z nich jest Manoj Narrender Madnani, z bardzo zamożnej rodziny hinduskiej, wcześniej związany z bankiem JP Morgan. To dziś chyba najważniejsza postać w biznesie Doktora. Wyszukuje dla niego projekty surowcowe na całym świecie, ale także inwestuje w nie własne pieniądze. Razem ryzykują. Szukają partnerów, którzy włożą w projekt jeszcze większe pieniądze. Jan Kulczyk w swoich afrykańskich przedsięwzięciach nie ma pakietów kontrolnych.”

— SOLSKA O LOSACH KRAUZEGO: “Media donoszą, że biura Dużego Rycha – jak go kiedyś nazywano – trafiły z Marriotta do Miasteczka Wilanów, a on sam sprzedał samolot i kolekcje obrazów, żeby tylko dalej wiercić. Analitycy szacują, że w kazachskiej spółce utopił już 1 mld zł, ciągle bez efektu. Petrolinvest – co także różni go od inwestycji Doktora – praktycznie nie ma żadnych przychodów, tylko wydatki. Tymczasem już nie bardzo jest z czego dokładać. Firmę Prokom sprzedał na progu IV RP, wiedząc, że już nie może liczyć na intratne kontrakty z państwem. Międzynarodowe szanse Biotonu zostały zmarnowane. Na rynku słychać, że biznesmen włożył wszystkie jajka do jednego koszyka i to stało się powodem jego biznesowej porażki. Jej miarą jest także to, że opuszczają go najbliżsi współpracownicy.”

— 26 416 OSÓB wpisało się dotąd do Centralnego Rejestru Sprzeciwu, gromadzącego dane osób, które nie zgadzają się na przeszczep swoich organów po śmierci. Najwięcej wniosków, bo aż ponad tysiąc (trzy razy więcej niż przeciętnie), wpłynęło w 2007 r. po zamieszaniu wokół transplantologii, które swoją wypowiedzią na temat doktora G. wywołał ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W międzyczasie 244 osoby wycofały swoje sprzeciwy z rejestru. Od kilku lat powoli, ale regularnie rośnie też liczba dawców. W zeszłym roku na milion Polaków było 16 dawców. Rok wcześniej było ich 14 na milion.

WPROST

— LATKOWSKI: GRA O MILIARDY POZA KONTROLĄ PAŃSTWA- jak pisze naczelny WPROST: “Od kilku tygodni wśród dziennikarzy krążą papiery, dzwonią do nich piarowcy (zazwyczaj byli dziennikarze), załatwiacze i urabiają na rzecz swoich zleceniodawców. Ostatnio na ich celownik trafił gen. Waldemar Skrzypczak. Przed wakacjami ubiegłego roku Skrzypczak dostał propozycję objęcia stanowiska wiceministra odpowiedzialnego za uzbrojenie i modernizację armii. Michał Majewski w artykule „Generał na celowniku” opisuje gry wokół wiceministra. Daje to smutny obraz naszego państwa. Mamy upolitycznione i nieudolne służby. W kierownictwie Ministerstwa Obrony Narodowej także nie dzieje się najlepiej. Doszło do sytuacji, w której mamy ślepego wiceministra MON. Generał Waldemar Skrzypczak nie dysponuje obecnie ważnym poświadczeniem dostępu do informacji określonych klauzulą „ściśle tajne”. Tak, usłyszę zapewnienia, że jednorazowe zgody może wydać mu minister obrony, a w ogóle on tego na razie nie potrzebuje. Jest to jednak śmieszne wytłumaczenie. Tu nie chodzi o kierowanie supermarketem.”

— GENERAŁ NA CELOWNIKU- pisze Michał Majewski: “Podsłuchy, szantaże i groźby. Wielka rozgrywka wokół MON. W tle służby specjalne, lobbyści i gigantyczne kontrakty na uzbrojenie.”

— BULL CHWALIŁ SIĘ WPŁYWAMI W SKW- pisze Majwski: “Bull próbował przekonać Skrzypczaka do pewnego projektu zbrojeniowego. Konkretnie do tego, by Skrzypczak wsparł pomysł kupienia przez Polskę bezzałogowej wieży do transportera opancerzonego Rosomak. Jej producentem jest Rafael. Gdy Skrzypczak powiedział, że zbudowanie takiej wieży to zadanie dla naszej zbrojeniówki, zirytowany odmową Bull miał zacząć go straszyć i szantażować. Wedle notatki miały paść słowa, że jeśli Skrzypczak nie wesprze pomysłu, to zostanie zniszczony przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Na wpływy w SKW Bull miał się powoływać we wcześniejszych rozmowach z generałem. Gdy z ust lobbysty padały groźby, Skrzypczak miał wyprosić Bulla z domu. Tyle notatka autorstwa Skrzypczaka.”

— SKW NIE MIAŁA POJĘCIA- pisze Majewski: “SKW nie bardzo miała pojęcie, kim jest ów przedsiębiorca. Rozmówca z MON: – Oficer SKW przychodził do Wodza ze zdjęciem gościa i pytał, czy to właśnie ten Bull? A na fotografii był ktoś zupełnie inny. To dość kabaretowa sytuacja, ponieważ lobbysta Rafaela to człowiek legenda. W jego firmie pracują byli oficerowie polskich służb specjalnych, a Bull brał udział np. w głośnej transakcji kupowania przez Polskę pocisków Spike od Rafaela. Od lat, gdy przybywa do Polski (na stałe mieszka w Londynie), zatrzymuje się w hotelu Sofitel Warsaw Victoria. W kawiarni tego hotelu ma ulubiony stolik, przy którym przyjmuje rozmówców: wojskowych, przedsiębiorców i polityków. SKW najwyraźniej nie działała zbyt finezyjnie. Z naszych informacji wynika, że na temat relacji Skrzypczaka z Bullem przepytywano generałów, którzy potem donosili o tym… Bullowi.”

— WYBÓR BEZZAŁOGOWCÓW TO TYLKO PRZYSTAWKA- pisze Majewski: “Wybór bezzałogowców to ledwie przystawka przed innym przetargiem dotyczącym wyboru systemu obrony powietrznej. Ze strategicznego punktu widzenia to kluczowy projekt wojskowy. Przez najbliższe dziesięć lat ma na niego pójść aż 16-17 mld zł. W grze są interesy Francji, Stanów Zjednoczonych, Izraela – w tym Rafaela, który jest jednym z najbardziej uznanych producentów rakiet. Presja na wybór konkretnych rozwiązań staje się coraz silniejsza. Rozgrywka jest coraz ostrzejsza i trudno się temu dziwić. Na stole leżą miliardy. Grają o nie koncerny, lobbyści, obce państwa i ich służby specjalne.”

— REKONSTRUKCJA JEDNAK WIOSNĄ- pisze Anna Gielewska: “Jednak z zaplecza premiera zaczynają docierać sygnały, że pojawił się… kolejny pomysł. Zgodnie z nim rekonstrukcja miałaby się odbyć dopiero wiosną, bezpośrednio przed wyborami do europarlamentu. Przeciwnicy tego pomysłu uważają jednak, że Donald Tusk nie może znowu się z niej wycofać, bo poniósłby kolejne straty wizerunkowe.”

— ANNA GIELEWSKA O PRZYMIARKACH DO REKONSTRUKCJI: “Z kolei Tusk widziałby w odświeżonym gabinecie niektórych europosłów. W tej chwili musieliby skrócić kadencję, co podobno nie budzi entuzjazmu na przykład Jacka Protasiewicza. Najciekawsza jest jednak rządowa przyszłość wicepremiera i ministra finansów Jacka Rostowskiego. Coraz częściej politycy PO mówią, że to właśnie jego odejście może być najważniejszym ruchem Tuska. Rostowski miałby zabrać z sobą cały „bagaż kryzysowy” i udać się na jakąś zagraniczną placówkę. Problem w tym, że nie ma na razie pewniaka na jego następcę. Jednym z kandydatów był Janusz Lewandowski, unijny komisarz ds. budżetu. Przez chwilę politycy PO w nieoficjalnych rozmowach sugerowali, że panowie mogliby się po prostu zamienić miejscami. – Ale szybko się okazało, że zmiana komisarza przed końcem kadencji nie jest taka prosta. Poza tym między premierem a Lewandowskim są jednak spore różnice – podkreśla nasz rozmówca z PO. Do szefa rządu miało też dotrzeć, że komisarz w różnych rozmowach krytykował politykę gospodarczą rządu. Lewandowski to ciągle jeden z dawnych gdańskich liberałów, a Tusk – jak sam mówi – staje się socjaldemokratą. Dawni przyjaciele z Gdańska się zaś wykruszają – raptem kilka tygodni temu z KPRM odszedł Wojciech Nowicki, jeden z najbliższych kolegów Tuska jeszcze z opozycyjnych czasów.”

— KTO JESZCZE MÓGŁBY ZAJĄĆ TEKĘ PO ROSTOWSKIM- pisze Gielewska: “Kto jeszcze mógłby objąć tekę po Rostowskim? W różnych przymiarkach pojawiały się nazwiska Dariusza Rosatiego (przewodniczący sejmowej komisji finansów) czy członków Rady Gospodarczej przy premierze. Ale żadna z tych osób nie jest faworytem Donalda Tuska. Szef rządu zaś jak ognia boi się błędu nietrafionych nominacji. Wtedy rzeczywistość mogłaby bowiem boleśnie zweryfikować wnioski z analizy jego współpracowników”

— PREMIER MNIEJ KRZYCZY NA POSIEDZENIACH RZĄDU, BO POMOGŁA MU ANALIZA- pisze jeszcze Gielewska: “Współpracownicy Tuska znaleźli jednak sposób na poprawienie mu samopoczucia. Jakiś czas temu w kancelarii premiera została przeprowadzona analiza, co się działo w różnychkrajach Europy z poparciem dla rządów, które sprawowały władzę drugą kadencję. – No i wyszło, że zawsze w jej połowie się pogarszało, a potem przed wyborami sondaże znowu rosły – opowiada nam zadowolony polityk PO. Inny pytany o tę analizę jednak ciężko wzdycha. – Czyli znowu nie ma się czym przejmować, wszystko w normie i tak wygramy – ironizuje. Analiza chyba jednak podziałała, bo – jak mówią nam ministrowie – premier w ostatnich tygodniach nawet mniej krzyczy na posiedzeniach rządu.”

DO RZECZY

— STUDIO NAGRAŃ BARTIMPEX- 300 GODZIN NAGRAŃ GUDZOWATGO- opisuje Agnieszka Rybak: “Na zwykłych płytach CD zapisanych jest około 300 godzin nagrań. To tak, jakby ktoś nieprzerwanie mówił dzień i noc przez prawie dwa tygodnie. Powiedzmy sobie szczerze – te rozmowy to nie jest układne small talk. Nagrywano je na polecenie i z inspiracji Aleksandra Gudzowatego, twórcy Bartimpeksu, jednego z najbogatszych Polaków. Nie było chyba takich, którzy by jego zaproszenie odrzucili. Przychodzili biznesmeni, ludzie mediów, politycy. Także pracownicy Bartimpeksu. A on nagrywał, nagrywał, nagrywał. Rozmowy telefoniczne i spotkania. Służbowe i prywatne. – To nie były zwykłe kasety. To był produkt obrobiony na urządzeniach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – twierdzi dziś Józef Oleksy, były premier, największa ofiara ujawnienia taśm. – Nikogo nie obchodziło, jakim prawem państwowa agencja zajmowała się ich obróbką przed przekazaniem nagrań dziennikarzom. Nie miałem już siły się tym zajmować, ale to tylko potwierdza, że tu nie ma mowy o wypadku przy pracy. Te nagrania były dobrze przygotowane – ocenia Oleksy.”

— CO SIĘ STAŁO Z TAŚMAMI- dalej pisze Rybak: “ Bartimpeksie nie wiedzą, co się stało z taśmami. I nikt już tym dziś się nie przejmuje. – Nie mam takiej informacji kompletnie – zapewnia sekretariat prezesa. I przekonuje: – Na pewno nie do Bartimpeksu należy się zwrócić w tej sprawie. Może do spadkobierców pana Gudzowatego? Do jego syna? W Bartimpeksie nie znajdzie pani takiej odpowiedzi. Agentka Tomasza Gudzowatego po kilku dniach proszenia o rozmowę obiecuje kontakt, jednak nie oddzwania. Osoba związana ze służbami twierdzi: – Sprawa taśm umarła wraz z Aleksandrem Gudzowatym. On prowadził bowiem te rozmowy dla własnej gry. Wszystko, co nadawało się do wyciągnięcia, zostało pokazane. Dzisiaj już nikt nie ma powodu, by ich użyć.”

— GURSZTYN I GOCIEK O BEACIE SZYDŁO I ZMIANIE SZEFA INSTYTUTU SOBIESKIEGO: „Uwaga, członkowie i sympatycy PiS oraz ugrupowań sojuszniczych! Przestrzegamy przed wyśmiewaniem Beaty Szydło. Źle to się kończy, zwłaszcza używanie przezwiska Szydło-Liczydło. Pani Beata nie toleruje takich żartów, o czym przekonał się ostatnio niejaki Staniłko, do tej pory prezes – całkowicie, ale to całkowicie niezależnego od PiS – Instytutu Sobieskiego. Staniłko rzekł w niezaufanym gronie, że „Szydło na niczym się nie zna”. Okazało się jednak, że zna się na kadrach, więc Staniłko pożegnał się z funkcją. Pani Beata okazała mu jednak serce. Może zostać w instytucie. Jedynym warunkiem było wydanie przez niego oświadczenia, że prezesem przestał być z powodów osobistych, natłoku zajęć, kłopotów zdrowotnych czy czegoś takiego.”

— GURSZTYN I DOCIEK O SŁOWACH ROSTOWSKIEGO NA ZAMKNIETYM POSIEDZENIU PO: ‘Wramach przewartościowania swojego stosunku do Gargamela, czyli Jacka Rostowskiego, posłowie PO przypominają sobie kolejne jego wypowiedzi z zamkniętych spotkań. Ta pochodzi sprzed kilku miesięcy, ale wtedy nasze wiewiórki lubiły jeszcze Gargamela i ukrywały przed nami takie kwiatki. Otóż na spotkaniu konserwatystów PO Gargamel powiedział im, że uważa, iż Polaków jest za dużo. Jeśli ich będzie bowiem mniej o kilka milionów, to też mniejsze będzie bezrobocie.”

— KAMILA BARANOWSKA O KONDYCJI PSL: “Realnym sprawdzianem jego skuteczności będzie utrzymanie w eurowyborach obecnych trzech mandatów. Ludowców najbardziej interesują jednak przyszłoroczne wybory samorządowe. Tu każdy wynik gorszy od poprzedniego (ponad 16 proc.) będzie działał na niekorzyść dzisiejszego lidera. Co wtedy? Jak mówi nam jeden z posłów, dla prawdziwych ludowców ważniejszy od sternika jest okręt. Jeśli okręt zacznie tonąć i wszyscy będą widzieć, że sternik nie daje sobie rady, to zmienią sternika na takiego, który wyprowadzi okręt na spokojne wody. To, by okręt płynął, leży bowiem w interesie całej załogi.”

— BARANOWSKA O PAWLAKU: “Problem w tym, że Piechociński na posiedzeniach rządu woli się nie wychylać. Taki ma charakter, nie lubi konfrontacji, chce z każdym dobrze żyć, a to nie zawsze jest możliwe. Pawlak nie przez wszystkich był lubiany, bo potrafił trzasnąć drzwiami albo ostentacyjnie nie odbierać od Tuska telefonów, czym doprowadzał go do szału, ale przez to miał też poważanie – mówi znany ludowiec, zwolennik Pawlaka. Nie dodaje jednak, że zachowania Pawlaka często były aranżowane, tak jak wtedy, gdy kwestionował w mediach pomysł podniesienia wieku emerytalnego do 67. roku życia i w świetle kamer opuszczał posiedzenie rządu, by na koniec i tak kontrowersyjną reformę poprzeć (choć w nieco złagodzonej formie). Dzięki takim zagrywkom ustawiał się w swojej ulubionej roli bycia jedną nogą w koalicji, a drugą w opozycji. “

TYGODNIK POWSZECHNY

— OPUSZCZENI TRZYDZIESTOLETNI – pisze Paulina Wilk: “W 2007 r. młodzi głosowali na PO z miłości. W 2011 r. zrobili to ze strachu przed rządami PiS. W 2015 r. wybór mniejszego zła już im nie wystarczy. Są znużeni rządem, który ich nie dostrzega i nie docenia.”

— PLATFORMA ODSYNĘŁA DOTYCHCZASOWYCH UŻYTKOWNIKÓW- pisze dalej Wilk: Platforma Obywatelska zaczęła przy- pominać dużą, popularną markę po- zbawioną cech charakterystycznych. Uległa rozwodnieniu i odsunęła się od pierwotnych użytkowników, by zdobywać nowych. To zjawisko doskonale znane z zachowania wielkich firm, które w imię rosnących zysków poświęcają wyraz i jakość. Tymczasem w świecie młodych liczą się nisze, spersonalizowane produkty i usługi, zapewniające możliwość życia według indywidualnego modelu.”

NEWSWEEK

— FRAGMENT TEKSTU MICHAŁA KRZYMOWSKIEGO który powstał w oparciu o nagranie spotkania premiera z działaczami dolnośląskiej PO, na której czele stoi Grzegorz Schetyna: „- Nie mam pojęcia, kim jest pan Paweł Majcher, chociaż nazwisko dość znaczące. Semantycznie nawet bardzo – zażartował na wstępie, nawiązując zapewne do tego, że słowo „majcher” pochodzi z gwary złodziejskiej i oznacza długi nóż używany w bójkach. Po chwili jednak spoważniał. – Dzisiaj jeszcze spytam pana ministra Sienkiewicza, kto zacz. Nie usłyszałem tutaj szmerów sprzeciwu, więc rozumiem, że to solidarny pogląd Dolnego Śląska. Zupełnie obcy człowiek, tak?
– To pisior! Pisior! – odpowiedzieli mu chóralnie działacze.
– Pisior, tak? – upewnił się premier, co działacze skwitowali oklaskami. – Na mój nos on nie będzie długo dyrektorem gabinetu. Na pewno będę musiał usłyszeć bardzo szczegółowe wyjaśnienie i trudno mi sobie wyobrazić, żeby ono było przekonujące.”