W ostatnich dniach i tygodniach – właściwie od momentu złożenia przez główną siłę opozycyjną wniosku o wotum nieufności wobec ministra sprawiedliwości – w mediach natarczywie powraca teza, że przy głosowaniu może powtórzyć się scenariusz z firmowaną przez resort sprawiedliwości ustawą o notariacie, która upadła przez nieobecność, czy też wyjęcie kart do głosowania, kilku posłów klubu PiS. Tyle tylko, że nie ma to wiele wspólnego z rzeczywistością prawną, a nawet logiką ustrojową.

Do odwołania jakiegokolwiek ministra zawsze potrzebna jest ustawowa większość 231 posłów. Mówiąc inaczej – aby wyrazić wotum nieufności, potrzebna jest wola połowy Sejmu plus jeden głos. Wstrzymanie się od głosu czy wyjęcie karty nic tu nie da, nie da się więc odwołać ministra “po cichu”, bojkotując głosowanie. Nieprzychylni Zbigniewowi Ziobrze parlamentarzyści musieliby zagłosować “za”, razem z opozycją.

W tej sprawie nie nastąpiła żadna zmiana w tej czy poprzedniej kadencji – od kilkunastu lat Sejm wyraża ministrowi wotum nieufności większością ustawowej liczby posłów. Aż dziw bierze, że tezę o “zamknięciu się w toalecie kilku posłów PiS” powtarzają parlamentarzyści, czy nawet liderzy opozycji na kilkadziesiąt godzin przed rozpatrzeniem wniosku.

Taką myślą w weekend podzielił się Robert Biedroń. – Jest duże prawdopodobieństwo, dochodzą do nas zresztą takie słuchy, że może zabraknąć posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy mogą nie trafić na salę podczas głosowania. Może zabraknąć głosów, żeby tym razem obronić Zbigniewa Ziobrę. A to ze względu na środki unijne i pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Jeśli stracimy te pieniądze, to będzie katastrofa. To będzie pierwszy rząd od 2004 roku, od kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, który tych pieniędzy Polkom i Polakom „nie dowiezie” – mówił europoseł Lewicy w RMF.

Taki “bezpiecznik” ma głęboki sens – projekt ustawy przechodzi bowiem przez Sejm i Senat, a następnie trafia do prezydenta. Nawet jeżeli coś zostanie uchwalone przez przypadek, np. wbrew woli większości – zawsze możliwa jest korekta na którymś etapie procesu legislacyjnego. Wotum nieufności natomiast to tylko jedno głosowanie, a w razie pozytywnego wyniku, prezydent musi odwołać takiego ministra – wynika to wprost z Konstytucji.

Inna sprawa, że w obecnej sytuacji politycznej, odwołanie jakiegokolwiek ministra przy wymaganej większości 231 głosów jest praktycznie niemożliwe. Albo rząd ma większość i broni swojego ministra, albo nie, co de facto oznacza jego upadek.