Pomysł wniosku o odwołanie Ryszarda Terleckiego z funkcji wicemarszałka Sejmu, rzucony w weekend przez Koalicję Obywatelską – w zależności od rozwoju wydarzeń w Zjednoczonej Prawicy – może być wstępem do większej politycznej rozgrywki. Skuteczne przeprowadzenie operacji pomogłoby Borysowi Budce odzyskać grunt w wewnętrznej rozgrywce w partii, choć raczej przesądzony wydaje się powrót Donalda Tuska i jakieś nowe ułożenie relacji z rosnącym na bazie popularnych samorządowców Rafałem Trzaskowskim.

Gowin, Ziobro i prezydent Duda: tych trzech prominentnych polityków obozu władzy wiele różni, ale łączy jedno – niechęć do Ryszarda Terleckiego. Wicemarszałek Sejmu w ostatnim czasie w charakterystyczny dla siebie sposób “czołgał” Ziobrę za niezadowalające efekty zmian w sądownictwie. Publiczne potyczki między Terleckim a Gowinem, choćby w sprawie reformy szkolnictwa, trwają od lat, a symbolem ich upadku były komentarze wicemarszałka na temat syna wicepremiera. Prezydent z kolei dyplomatycznie odciął się od słów szefa klubu PiS, a tajemnicą poliszynela jest wzajemna niechęć polityków, sięgająca czasów wspólnego biura poselskiego w Krakowie.

W weekend w mediach społecznościowych od wpisu Terleckiego odcinali się politycy Solidarnej Polski oraz Porozumienia – m.in. Janusz Kowalski czy Michał Wypij. – W interesie Polski jest niepodległa Białoruś. Plan Moskwy jest całkowicie odmienny. Potrzebna jest polska zgoda i nasz plan dla Białorusi. Musimy walczyć o prawa Polaków na Białorusi. W tej sprawie odłóżmy na bok krajowe spory. Tak jak to robiliśmy walcząc o suwerenną Ukrainę – napisał były wiceminister aktywów państwowych. – Jak to było: mała strata dla wszechświata;) Miłego popołudnia:) – dodał z kolei Wypij, wcześniej pisząc, iż “dla wszystkich byłoby lepiej gdyby to był jednak włam”.

Dla Gowina czy Ziobry byłby to więc dobry pretekst do odegrania się na Terleckim. Rząd od tego nie upadnie – podobno sprawa obsady wicemarszałków nie jest nawet ujęta w umowie koalicyjnej. Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się przecież na wybory z powodu odwołania kontrowersyjnego polityka z funkcji wicemarszałka Sejmu. Zwłaszcza, że koalicjanci w przeszłości i tak sprzeciwiali się niektórym pomysłom partii rządzącej. W teorii: swojego wicemarszałka mogłaby w zamian otrzymać Konfederacja – choć to akurat brzmi jak political fiction, bo PiS bez drugiego wicemarszałka nie miałoby większości w prezydium i straciłoby kontrolę nad biegiem części sejmowych spraw, co byłoby dla partii Jarosława Kaczyńskiego ogromnym ciosem.

Od tygodni mówi się o próbie budowy przez PiS nowej większości – z Kukizem i niektórymi posłami Porozumienia, ale bez Gowina. Coraz głośniej mówi się o tym, że PiS planuje już ostateczne wypchnięcie wicepremiera z rządu w ciągu – być może – nawet 10 dni.

Dodatkowo w regulaminie Sejmu znajduje się furtka, którą może próbować wykorzystać PiS. W przypadku odwołania wicemarszałka Sejmu nie ma bowiem zapisu określającego termin na rozpatrzenie takiego wniosku – inaczej niż w przypadku wniosku o odwołania marszałka Sejmu (z jednoczesnym wskazaniem następcy), który musi być rozpatrzony nie wcześniej niż po 7 dniach, ale w ciągu maksymalnie 45 dni.

Sejm odwołuje wicemarszałka Sejmu, na wniosek złożony przez co najmniej 15 posłów, bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów – to jedyny, dość lakoniczny, zapis w regulaminie. W ubiegłej kadencji wykorzystano już ten fortel – wniosek Nowoczesnej o odwołanie Stanisława Tyszki nie został w ogóle poddany pod głosowanie.

Można więc wyobrazić sobie, że podobny los czeka wniosek KO – jeśli Jarosław Kaczyński nie będzie pewny większości. Wtedy jedynym wyjściem dla opozycji będzie składanie wniosków o uzupełnienie porządku obrad, co znów będzie zależało od tego jak stabilna będzie nowa większość – już pewnie bez Gowina i jak obliczalnie zachowywał się będzie – jako nowy koalicjant – Paweł Kukiz.

Fot. Sejm