Były premier wybiera najlepszy dla siebie moment na zbudowanie przekazu – po ostatnich gorących dniach, długi weekend przynosi polityczne wyciszenie, a prawdziwa polityka wróci zapewne w okolicach połowy czerwca, kiedy to Sejm ma zająć się wyborem RPO. Donald Tusk w swoim stylu zapowiedział coś, co może być interpretowane w wszelaki sposób i trudno stwierdzić jednoznacznie, czy dla byłego lidera Platformy to już ten moment.

Będę rozmawiał o tym, w jaki sposób mogę pomóc Platformie, z Borysem Budką pewnie jeszcze w czerwcu. Pani zadała to pytanie [czy jestem gotów pokierować partią opozycyjną], a ja odpowiem na to pytanie Borysowi Budce i koleżankom i kolegom z Platformy – mówił w TVN24 szef Europejskiej Partii Ludowej.

Tusk, który po 2015 roku wybrał TVN do komentowania bieżącej polityki, występując tam regularnie, co kilka miesięcy, kolejny raz nie wykluczył całkowicie powrotu do krajowej polityki, choć raczej dystansując się od pomysłu kandydowania do Senatu (pomysł z „zastąpieniem” Lidii Staroń to zresztą na razie political fiction). Roman Giertych zdążył już nawet ogłosić, iż „Donald Tusk zapowiedział powrót do polityki polskiej i zaangażowanie się w PO”.

Rozmówcy 300POLITYKI zbliżeni do Platformy twierdzą, że o powrót Tuska zabiegają przede wszystkim – oprócz wspomnianego Giertycha – Radosław Sikorski i Bartosz Arłukowicz. Były szef Platformy z pewnością budzi sentyment wśród polityków czy szerzej zwolenników największej partii opozycyjnej – wszak to on kilkukrotnie pokonywał PiS i Jarosława Kaczyńskiego, pełniąc do tej pory funkcję premiera najdłużej po 1989 roku. To po odejściu Tuska z krajowej polityki rozpoczął się zjazd Platformy, z którego partia ta do dziś nie może wyjść, mimo kilkukrotnej zmiany liderów.

Problem w tym, że wczytując się w słowa Tuska, można odnieść wrażenie, iż wszystkie swoje deklaracje składa oszczędnie, zabezpieczając się na przyszłość. Kilka lat temu mówił, skądinąd także w TVN24: – W 2019 będę tutaj i niech nikt nie myśli, że będę oglądał wyłącznie telewizję, czy grał w piłkę z wnukami, chociaż z całą pewnością będę o tym pamiętał. Przed decyzją o wystawieniu kandydata opozycji w wyborach prezydenckich, stwierdził: – Jeśli pojawia się taka jednoznaczna wola, żeby wspólnie budować kandydaturę, która ma największe szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, to nikt nie powinien się wahać.

– Jeśli mój powrót do czynnej polityki miałby się okazać pomocny, to jest zawsze do rozważenia – mówił jeszcze wcześniej, bo w 2016 roku, również w TVN24. Wszystkie te deklaracje budziły wręcz euforię szeroko rozumianej opozycji w mediach społecznościowych. Na deklaracjach jednak się kończyło, bo wszystko było zapowiadane w formie przypuszczającej. Ostatecznie, jak wiadomo, Tusk ogłosił że nie zamierza startować w wyborach prezydenckich w 2020 roku. 

Nie jest zresztą tak, że powrót Tuska spowodowałby automatyczny, gwałtowny wzrost notowań Platformy i trwałą zmianę nastrojów społecznych czy wręcz – jakimś cudem – upadek rządu PiS. Tusk po 2015 roku przecież tylko raz, i to chwilowo, jednoznacznie (bo twitterowe złośliwości trudno uznać za wejście do gry) zaangażował się w polską politykę – tuż przed wyborami europejskimi w 2019 roku. Wtedy PiS także pokonało zjednoczoną opozycję, która szła do eurowyborów pod szyldem Koalicji Europejskiej. No i zawsze pozostaje pytanie, jaką funkcję miałby pełnić szef EPL, skoro na horyzoncie nie ma żadnych wyborów.

Fot. Facebook Donalda Tuska