Niezależnie od szerokości geograficznej i przynależności partyjnej, w większości miast kandydaci opozycji mają ten sam problem: jak pokonać urzędującego wiele lat prezydenta, który zwykle cieszy się dobrą opinią mieszkańców. Oprócz kampanii negatywnej, pomysł wprowadzenia darmowej komunikacji miejskiej jest jednym z najczęściej wykorzystywanych, by pokazać, że w konkretnym mieście „może być lepiej”. Od Sasina do Gibały, darmową komunikację proponują politycy o różnych poglądach i różnych opcji, w małych i dużych miejscowościach.

Nie jest to oczywiście nowy pomysł. O wprowadzeniu takiego rozwiązania w dużych miastach zaczęło się mówić po tym, jak darmową komunikację wprowadziły Żory i kilka innych miast w Polsce. Pomysł w Żorach pojawił się już w 2013 roku, a komunikacja działa na tej zasadzie od 1 maja (pierwotnie miała działać od stycznia).

Teraz ta idea trafiła do głównego nurtu kampanii samorządowej. I to niezależnie od przynależności partyjnej. Kandydaci i kandydatki modyfikują ją zgodnie z specyfika miast, ale rdzeń pozostaje ten sam: przejazdy komunikacją mają być darmowe dla określonych grup lub w konkretnych strefach.

Kandydat PiS Jacek Sasin chce, by w Warszawie za darmo jeździli wszyscy, którzy płacą w mieście podatki. Ten pomysł zyskał ogólnokrajowy rozgłos, i to była jedyna propozycja Sasina, która tak bardzo się przebiła. Ratusz szybko stwierdził, że ta propozycja nie ma sensu, ale jest na tyle nośna, że wielu mieszkańców miasta może dzięki niej przynajmniej zastanowić się nad Sasinem jako kandydatem na prezydenta.

W Krakowie o darmowej komunikacji mówi Łukasz Gibała – startujący jako niezależny, wcześniej członek wolnorynkowego skrzydła TR, autor wielu propozycji gospodarczych Ruchu Palikota a później TR. Jego pierwszy spot w kampanii dotyczy właśnie tego zagadnienia. Jego pomysł jest bardzo podobny do tego, który proponuje Sasin.

Pomysł nie jest oczywiście ograniczony do polityków opozycyjnych, chociaż skala propozycji często się różni. W Łodzi o eksperymencie z darmową komunikacją w godzinach szczytu mówił kandydat PSL Wojciech Łaszkiewicz, kiedyś bliski współpracownik Jerzego Kropiwnickiego. W Szczecinie darmowej komunikacji dla dzieci dojeżdżających do szkoły chce Łukasz Tyszler, kandydat Platformy. W Katowicach o tego typu rozwiązaniach mówi startujący z PO Arkadiusz Godlewski, który chce aby w centrum miasta można było jeździć bez biletu.  W Gdańsku darmowe przejazdy dla młodzieży i studentów proponuje Jarosław Szczukowski (SLD-Lewica Razem), tak jak jego partyjny kolega Waldemar Bednarz we Wrocławiu (dla dzieci do 16 roku życia). We Wrocławiu kandydatka PiS chce darmowych przejazdów na analogicznej zasadzie, jak Sasin.

Oczywiście nie są to propozycje tylko w dużych miastach. W Jastrzębiu Zdroju o takim pomyśle mówi Anna Hetman, kandydatka Platformy. W Tomaszowie Mazowieckim to samo proponuje poseł PiS Marcin Witko.

Darmowa komunikacja to nośna propozycja. Jak pokazuje przykład Sasina, można się dzięki niej przebić. I automatycznie sprawia, że to urzędujący prezydent musi kontrować propozycje opozycji, bo idea jest zbyt atrakcyjna, by w kampanii można było ją od razu przemilczeć. Dlatego popularność tego rozwiązania w tym cyklu wyborczym nie jest niczym zaskakującym.