Platforma kolejny raz odkłada decyzję w sprawie tzw. konwencji antyprzemocowej. Posłowie nie będą głosować jutro nad rządowym wnioskiem o ratyfikację Konwencji Rady Europy, choć miało do tego dojść już 2 tygodnie temu. Konwencja ma być głosowana w październiku, ale, ze względu na nadchodzące wybory samorządowe, i to nie jest pewne.

Przegłosowanie konwencji na kilka tygodni przed wyborami byłoby ukłonem w kierunku środowisk lewicowo-liberalnych, ale jednocześnie od Platformy mogłaby odpłynąć część bardziej konserwatywnych wyborców. Zwłaszcza, że dzisiaj z rządu odszedł Michał Królikowski – skrytykowany wcześniej przez Cezarego Grabarczyka – co z pewnością nie będzie pozytywnie odebrane przez tę część elektoratu.

Poza tym, trudno przewidzieć, jak po zmianie premiera, zachowa się prawa strona PO. Platformerscy konserwatyści kilkukrotnie pokazali swoją siłę – przy głosowaniu nad związkami partnerskimi czy uchyleniem immunitetu Mariuszowi Kamińskiemu – choć wydaje się, że w obecnej sytuacji politycznej nie byliby w stanie zablokować ratyfikacji konwencji. Tak czy inaczej, ewentualne odrzucenie konwencji byłoby spektakularną porażką rządu Ewy Kopacz.

Z przekładaniem głosowania w parlamencie rządzonym przez Platformę nie będzie problemu. W przeszłości robiono to przecież wielokrotnie. Sejm w dalszym ciągu nie zajął się wnioskiem o odrzucenie w pierwszym czytaniu obywatelskiego projektu przywracającego stosowanie uboju rytualnego. Ta sprawa dzieli nawet koalicję – w ubiegłym roku Sejm odrzucił identyczny, rządowy projekt. Latem Jan Bury zapewniał, że posłowie zajmą się projektem po wakacjach. Do głosowania nie doszło.

Fot. Sejm