Tak, jak amerykańscy republikanie i… Adam Hofman, wyśmiewa elitystyczną perspektywę sojowego latte na Placu Zbawiciela. Wstaje rano, pije kawę, zapala papierosa i czyta raporty służb. Średni czas pracy – 16 godzin na dobę. Na pytanie, czy PO nie jest tylko partią drobnych napraw, odpowiada, że codziennie dziękuje, że nie jest partią big idea. Obama ma zakaz korzystania z internetu, on z restauracji, najważniejszą postacią 25-lecia nie jest dla niego Mazowiecki, tylko Tusk. Nie ma poczucia, żeby to PO wprowadziła do debaty język pogardy. Publicystykę lewicową uznaje za bardziej twórczą. Mówi, że czyta Krytykę Polityczną, czasami Mistrza Eckharta, trochę wierszy. Na nasze słowa, że “zdziadział” odpowiada: “Nie żałuję ani jednej sekundy w tym ministerstwie, mimo swojego zdziadzenia. Dziękuję za komplement, zapamiętam go na długo”.

300polityka jest czymś wyjątkowym, każdy chce zobaczyć rzadkie zwierzęta – wita nas w swoim gabinecie Bartłomiej Sienkiewicz i prowadzi do saloniku za gabinetem ministra spraw wewnętrznych. Sam gabinet uważa za zbyt korporacyjny. Faktycznie, nie powstydziłby się go dyrektor w banku. Sienkiewicz wygląda nieźle. W dobrze skrojonym garniturze, białej koszuli i dobrych butach z bordowej skóry. “Znalazłem stare meble po Kiszczaku i wyremontowałem. A to jest słynna szafa” – zagaja, kiedy Jakub Szymczuk rozstawia po małym saloniku sprzęt fotograficzny laureata Grand Press Foto.

Nie mogę korzystać z restauracji

Sienkiewicz przedstawia nas swoim współpracownikom. Przedstawia też swój salonik: “Krakówek, żebym pamiętał skąd jestem, Witkacy, apokalipsa Duerera, żeby nie zapomnieć, jaka to stawka…”.

Na początku trochę słownego ping ponga: Pan korzysta z internetu? Czy ma zakaz? Jak Barack Obama?

– Barack Obama nie może korzystać, bo miał Snowdena. Ja nie mogę tylko korzystać z restauracji – śmieje się Sienkiewicz.

Ale wątku afery taśmowej nie kontynuujemy, żeby nie usłyszeć tych samych przekazów szefa MSW, które miała już każda gazeta.

Ja mam popularne, ale Franz ma Camele – przypomina się cytat z resortowych Psów, gdy Sienkiewicz sięga po jedną z kilku leżących na stoliku paczek niebieskich Cameli:

– Pamiętam, że kupowałem je w Pewexie.

Epoka Donalda Tuska – pochwała stałości zmiany

Epoka Tony’ego Blaira, Margaret Thatcher, Francois Mitterranda – wszystkie zmieniły społeczeństwa, nawet ustroje. A czym jest epoka Donalda Tuska? – pytamy Sienkiewicza, który podpalając papierosa srebrną Zippo odpowiada:

– Jest absolutnym wyjątkiem w historii Polski. Od czasów Księstwa Warszawskiego tylko 2 premierów za komuny, dłużej niż Tusk, sprawowało władzę. W kraju, w którym średnia przeżycia polityka nie jest specjalnie duża, to absolutny rekord. Ale strasznie trudno mówi się o procesie, który trwa z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, i w konsekwencji jest niedostrzegalny. Polska 7 lat temu, a teraz, to – pod każdym względem – dwa kompletnie różne światy. Tuskowi często zarzuca się, że nie jest od wielkich idei, a od ciepłej wody w kranie. Właśnie stałość zmiany, sukcesywna, rozciągnięta w czasie, najtrwalej odkształca strukturę społeczną, politykę i społeczeństwo. To najlepiej widać, kiedy Polacy są niezadowoleni z czegoś, co parę lat temu było przedmiotem aspiracji. Mamy najnowocześniejszą sieć autostrad w Europie, z których wszyscy są niezadowoleni, bo pojawiają się korki. Parę lat temu ich po prostu nie było. W grudniu wchodzi Pendolino, które z jednej strony jest symbolem nowoczesności, a z drugiej – rewolucją komunikacyjną. Jest wielkim wyzwaniem dla transportu lotniczego i samochodowego. To będzie zupełnie nowa jakość. Jestem przekonany, że będą narzekania, dlaczego nie jedziemy szybciej.

Przez 7 lat każdy rząd wybudowałby autostrady – odpowiadamy na wywód Sienkiewicza.

– Ale jak to się stało, że to zrobił akurat ten rząd? – odpowiada żarliwie.

A na nasze stwierdzenie, że przede wszystkim były pieniądze z Unii, mówi, że:

– Problem polegał na tym, żeby umiejętnie rozładować cały ten korek prawny i znaleźć ludzi, którzy sensownie są to w stanie robić.

Pochwała stałości

W sprawie autostrad nie ustępujemy, uważając, że nie jest to praca Herculesa: Nie dość, że Włosi, to jeszcze w Dolomitach wypruwali. Więc to chyba nie jest jakieś cywilizacyjne osiągnięcie… – zagadujemy.

Na to Sienkiewicz odpowiada:

– Zejdźmy z absurdu. Autostrady, słynne orliki, traktuję czysto symbolicznie. Tak naprawdę chodzi o coś zupełnie innego. O to, że Polska zmodernizowała się w bardzo krótkim tempie. Myśmy dokonali cywilizacyjnego skoku, także mentalnego, w przeciągu 7 lat. Dzięki stałości. W kraju, w którym stałość zawsze była największym deficytem, i w świecie, w którym stabilność wewnętrzna stała się najcenniejszą walutą.

Stabilność, spójność, obliczalność

To, co się przewija w słowach Sienkiewicza, to ciągłość władzy jako największego atutu:

– To, że Polska ma w tej chwili zupełnie inne położenie polityczne, czego symbolicznym zwieńczeniem jest Tusk jako szef Rady Europejskiej, to efekt siły tej waluty. Popatrzcie dookoła, my nie lubimy tych porównań, ale prawda jest taka, że jak się popatrzy na inne kraje, wszystko jedno, czy z naszej części Europy, czy z Zachodu, to się okazuje, że ta stabilność wewnętrzna, spójność, obliczalność władzy, ciągłość podejmowania decyzji, staje się absolutnym atutem.

Filozofia polityczna Sienkiewicza: pewna codzienność

Pytany o wybór Tuska na szefa Rady, Sienkiewicz po raz kolejny zdradza się ze swoim pragmatyzmem codzienności, pozbawionej wielkich idei, polegającej na serii praktycznych zmian:

– Pewna codzienność ma taką siłę, że wreszcie została gdzieś dostrzeżona.

Codziennie dziękuję Bogu, że Platforma nie jest partią big idea

Nie brakuje panu jakiegoś big idea w tych rządach Platformy? Mamy wrażenie, że Platforma jest partią drobnych napraw, a nie remontów – zagadujemy.

– Codziennie dziękuję Bogu, że Platforma nie jest partią big idea – odpowiada.

– Naprawdę? – reagujemy z niedowierzaniem. Sienkiewicz odpowiada, zaciągając się camelem:

– Uważam, że to zasadniczy sukces tej formacji politycznej. Polskie piekło polityczne jest wybrukowane wielkimi ideałami, tylko ich finał zawsze był co najmniej wątpliwy. Wreszcie mamy sytuację, w której nie potrzebujemy wielkiej idei, ani wielkiego sporu tożsamościowego, tylko potrzebujemy elementarnej pracy, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, który sprowadza się do tego, co panowie mówią – do drobnych remontów. Suma tych drobnych remontów tworzy proces, który będzie w Polsce wspominany jako absolutnie złoty czas.

– A Polska przez 25 lat nie potrzebuje remontu, zamiast serii napraw? – dopytujemy.

– Jak przychodzi huragan albo pożar, z pewnością tak. Ale co by panowie gruntownie chcieli remontować w Polsce?

Zdziadział pan! “Zapamiętam ten komplement na długo…”

Ciągle przyciskamy Sienkiewicza, żeby wygłosił jakąś większą deklarację programową. Skoro w sferze państwowej mówi o sile codziennych zmian, to może jakiś bardziej odważny projekt cywilizacyjny?

Sienkiewicz dość życzliwie, ale jednak się na nas obrusza:

– Czuję się trochę jak konserwatysta rozmawiający z rewolucjonistami, którzy mówią: nie no stary, natychmiast ma być inaczej, a jak nie, to wyprowadzamy lud na ulice.

Dopiero wypowiadając te słowa, zdajemy sobie sprawę, co powiedzieliśmy do urzędującego jeszcze Ministra Spraw Wewnętrznych. I to w dawnym gabinecie Kiszczaka: – Zdziadział pan. Chodzi o ambicje polityczne… Sienkiewicz odpowiada:

– Nie żałuje ani jednej sekundy w tym ministerstwie, mimo swojego zdziadzenia. Dziękuję za komplement, zapamiętam go na długo – śmieje się.

I mówi dalej:

– Tu dopiero widać, i widać było poprzez moje uczestnictwo w rządzie, jak wiele rzeczy, które z zewnątrz wydają się kwestią do natychmiastowej zmiany, dotyczą raczej procesu społecznego, a nie takiego czy innego instrumentu prawnego. Rzeczywistość to nie ta zapalniczka, którą mogę sobie w dowolnym momencie przesunąć. Za tym są ludzie, ze swoimi odczuciami, miejscami, z jakimś swoim horyzontem myślenia. Żeby wykonać ten ruch, czasami potrzeba wiele czasu, wiele nakładu i czasami także też takiej interakcji społecznej, która nie odbywa się w przeciągu jednego roku czy pięciu. Pamiętają panowie matki pierwszego kwartału?

Ciągniemy temat projektów “cywilizacyjnych i pytamy o związki partnerskie. Być może na to się zdecyduje Platforma, skoro wszystko inne ma być „codzienną, ciągłą zmianą” o jakiej mówi wielokrotnie nasz rozmówca”

– Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby związki partnerskie już teraz wprowadzić w Polsce. Natomiast pytanie jest inne: czy Polacy są na to gotowi? Bo we Francji od momentu wprowadzenia prawa do zawierania małżeństw jednopłciowych, do roku przed tym, zawarto tych małżeństw bodajże 7-8 tys. Na 60 milionów ludzi. Czyli nie mówimy o dramatycznym problemie społecznym, ale o marginalnej potrzebie. Ale społeczeństwo francuskie w większości opowiadało się za tym rozwiązaniem, uważając, że ono odpowiada ich światopoglądowi. Dlatego było możliwe wprowadzenie tego. W Polsce, ponieważ to dotyczy bardzo wąskiej grupy osób, moim zdaniem gros opinii publicznej nie akceptuje tego. Jaki jest sens robienia zmiany, tylko w imię postępu, tylko po to, żeby zantagonizować większą część społeczeństwa? Czy przez to Polacy będą przychylniej patrzyli się na ludzi, którzy żyją w tego rodzaju związkach? Zapewniam, że nie. Każdy kraj ma swoje tempo przemian obyczajowych.

Czysty pragmatyzm. I tu poznajemy kolejne credo Bartłomieja Sienkiewicza:

– Każdy, kto przyspiesza takie tempo, jest moim zdaniem złym akuszerem postępu. A każdy, kto hamuje, jest durnym konserwatystą. To musi być tempo dostosowane do zmiany społecznej, która się odbywa w głowach Polaków, bo ona się odbywa cały czas. Świat nie stoi w miejscu, ale nie można wchodzić zbyt mocnymi instrumentami. Powiecie panowie, że przemawia przeze mnie obrzydliwy, czysty pragmatyzm. Tak, w tej sprawie nie jestem ideowcem, ale absolutnym pragmatykiem.

10705155_10203593529296550_1618295339_n

Nie ma złotego kluczyka

Pytamy Sienkiewicza, co jest tak naprawdę polskim sukcesem, polską marką? Powraca jeden z ulubionych motywów, wypowiedzi Sienkiewicza – zaprzeczenie idei złotego kluczyka i kolejna pochwała długotrwałego wysiłku:

– To cały czas myślenie, że można znaleźć jeden złoty kluczyk, za pomocą którego przekręci się i otworzy… Nie, Nokia, te wszystkie wielkie wynalazki, które podziwiamy u innych nie działy się dlatego, że ktoś to wymyślił, a potem wdrożył. Tylko działy się w wyniku wielopokoleniowego wysiłku i budowania takiego systemu społecznego i gospodarczego, w którym jest to dopiero możliwe. W związku z tym my jesteśmy na pierwszym etapie. Budujemy ten grunt pod te wszystkie większe rzeczy w przyszłości.

Rządzenie to spór sprzecznych interesów społecznych

Przy okazji dłuższego wywodu o reformie szkolnictwa wyższego, która ma być fundamentem dla polskich sukcesów, Sienkiewicz dzieli się z nami swoją definicją rządzenia:

– Każda taka zmiana budzi nieprawdopodobny opór. Bo rządzenie nie jest wyborem, i bardzo bym prosił, żebyśmy to wszyscy zrozumieli. Rządzenie nie jest wyborem między białym i czarnym, między dobrym i złym rozwiązaniem. Rządzenie to nieustający spór absolutnie sprzecznych interesów społecznych. I każda decyzja jest obciążona tym sporem.

Jaka jest Polska Tuska? Prawica wydyma z pogardą wargi mówiąc: lemingi

Jaka stała się Polska przez 7-lecie Tuska? Bardziej mieszczańska? – pytamy.

– To pojęcie jest kompletniemylące. To Rokita był wielkim zwolennikiem mieszczaństwa, czyli czegoś, czego w Polsce nie było i nie ma. Mieszczaństwo, to, jako pojęcie, złe rozwiązanie. To, co się stało najważniejszego, to rozbudzone aspiracje, które są niezwykłą presją dla każdego rządu w Polsce. Równocześnie zdolność zaspokojenia tych aspiracji na tym poziomie, który włącza w obręb państwa coraz większe grupy ludzi. Mówimy tak naprawdę o klasie średniej. Prawica wydyma z pogardą wargi, mówiąc lemingi. Lewica mówi: porąbani kapitaliści. A tak naprawdę ci ludzie nie są ani tacy, ani tacy.

I mówi dalej:

– Parę razy postawiłem taką tezę, że Polacy są jednym z najmłodszych narodów w Europie, bo tak naprawdę, jako naród rozpoznający się, masowy, budujący wspólnotę i jednorodność, istnieją dopiero od jakiś 40-50 lat. Tego nigdy przedtem w Polsce nie było. Ahistoryzm w myśleniu o polityce, nierozumienie kontekstu społecznego, który był gdzieś wcześniej, uważam za największy błąd analizy, i to bardzo widać w publicystyce w Polsce. My się porównujemy do USA, do Francji, tam mamy punkty odniesienia. No mój Ty Boże. Przecież to są światy kompletnie nieporównywalne.

Spór polityczny, nawet w innym kostiumie, będzie podobny

Jak pan definiuje spór polityczny? – pytamy.

– To ciekawe pytanie, bo jestem bardzo ciekawy, jak zareaguje PiS w sytuacji, kiedy zniknął im główny przeciwnik z oczu. Oni będą musieli się przedefiniować wobec tego, bo jeżeli przez 7 lat robiło się z premiera Polski czarnego luda, że już nie wspomnę o innych epitetach, nagle on w pewnym sensie wyparował, no to trzeba będzie zmienić też język. Ale to problem opozycji, niech sobie z tym radzi. Natomiast spór jest nadal taki sam. On może przybrać inny kostium, ale będzie cały czas podobny.

Czyli spór personalny – przerywamy.

Sienkiewicz dopowiada, po raz kolejny wygłaszając apoteozę spokojnej, ciągłej zmiany i rysując miejsce Platformy pomiędzy “biczem modernizacyjnym” a “szantażem patriotycznym”:

– On jest sporem głębszym, to nie kwestia personalna. Można go sprowadzić do kwestii personalnych, bo politykę wykonują ludzie, ale to jest na pewno spór, który częściowo przewinął się przez wasze pytania. Czy myśmy powinni być Niemcami i Francją już, a jak nie jesteśmy, to dlaczego? Na pewno dlatego, że rządzący są źli. To pierwszy efekt tego sporu. My mówimy: spokojnie. Ta zmiana jest dlatego tak skuteczna, że odbywa się w swoim tempie. Tu nikt nie zwycięży, kto będzie biczem modernizacyjnym, i nie zwycięży nikt, kto będzie zakładał szantaż patriotyczny Polakom. Między biczem modernizacyjnym, a szantażem patriotycznym jest to, co robi Platforma. Na razie dobrze jej to wychodzi. Drugim elementem tego sporu jest na pewno spór o coś, co nakreśliłbym mianem zaufania społecznego. Wydaje mi się to najgroźniejsze. Prawica mówi: kondominium, zdrajcy, zero wspólnoty, ustami swojego guru, Rymkiewicza, że 8 milionów Polaków to Polacy, a reszta mnie nie obchodzi. Tymczasem dla Platformy, jako partii centrum, rzeczywistość wygląda inaczej. Trzeba zrobić wszystko, żeby budować zaufanie wzajemnie dla siebie. Trzeba robić wszystko, żeby gromadzić ludzi, którzy nawet się nie czują częścią tej wspólnoty. Trzeba mówić do wszystkich, a nie do wybranych. I to jest pomysł na albo rewolucję narodową, robioną tymi środkami, albo na spokojną zmianę cywilizacyjną, robioną dla wszystkich, i przy współudziale wszystkich. Jeśli tak się zastanowić, to jest to główna w tej chwili ideowa oś tego sporu. A personalia to swoją drogą.

A nie ma pan poczucia, że polska polityka stała się lewicowa? Znad sojowego latte na placu Zbawiciela

Pytamy Sienkiewicza, czy nie ma wrażenia, że polska polityka stała się lewicowa. Jedynym w zasadzie argumentem, który wy i PiS się wymieniacie, jest kto da, i komu więcej – zagadujemy.

– Na czym polega na ta lewicowość?- obrusza się Sienkiewicz.

– Wrześniowe expose premiera to de facto zwiększenie wydatków. Od 2 lat widzimy zwrot Tuska w lewo – odpowiadamy, na co Sienkiewicz mówi:

– To dalekowzroczna inwestycja w spójność społeczną. Jest złudzeniem, że można utrzymać w miarę spokojny system polityczny i zrównoważony rozwój kraju, w sytuacji rozjeżdżających się aspiracji i możliwości. Odpowiedzialny rząd musi starać się to spłaszczać. Jeśli się tego nie spłaszcza, w granicach odpowiedzialności budżetowej, bo przecież to, o czym mówimy, to zwiększenie wydatków przeznaczone na emerytów i rencistów, z jednej strony, a z drugiej na osoby z dziećmi, z tym progresem urodzeń, to nie jest zabieg, który rujnuje budżet. My utrzymujemy wszystkie parametry budżetowe. Tylko nie dajemy administracji państwowej, a tych pieniędzy nie przesuwamy na zbrojenie, żeby nie było wątpliwości. Musimy utrzymać spójność społeczną, bo nie może być tak, że mamy w jakiś sposób wypracowany minimalny zysk, i ten zysk nie przeznaczymy na to, żeby spłaszczyć strukturę społeczną. Powiecie panowie: a cóż to za spłaszczenie społeczne, 36 zł miesięcznie dla rencisty? Tak sobie możemy powiedzieć znad sojowego latte na placu Zbawiciela. Ale nie z perspektywy świętokrzyskiego, w którym się urodziłem, i które znam.

7 lat opozycji wyjałowiło intelektualnie PiS

Uderza pan w te same tony, co Adam Hofman – mówimy. Odpowiada:

– Tylko różnica między nami polega na tym, że oni nie przyjmują do wiadomości budżetu państwa. My przyjmujemy. Różnica polega na tym, i muszę to powiedzieć z przykrością, 7 lat niesprawowania władzy przez PiS kompletnie ich intelektualnie wyjałowiło. W związku z tym ich pomysły na rządzenie są sprzed, w najlepszym wypadku, 7 lat, a w najgorszym – z księżyca. Uciekają od nowoczesności księżycowymi pomysłami, które są po prostu śmieszne. Świat się zmienił, gospodarka się zmieniła, Polska się zmieniła. Oni operują albo podziałami, które są sprzed tej zmiany, albo uciekają do przodu, w socjalną licytację, co jest absurdem.

Wy też uczestniczycie w tej licytacji – wchodzimy Sienkiewiczowi w słowo.

– Nie, ponieważ jeżeli mówimy, że damy rencistom i emerytom, to damy. Jeśli mówimy, że mamy progresywny sposób dawania pieniędzy dla rodziców z dziećmi po to, żeby zwiększyć przyrost naturalny w Polsce, to nie mówimy, że damy 1000 zł na każde dziecko miesięcznie, bo to po prostym wyliczeniu wysadza budżet w powietrze. Na tym polega ta różnica.

Pokolenie korwinizmu-mikkizmu

Może państwo powinno się kurczyć – wtrącamy, na co Sienkiewicz wystrzela:

– Tak, domyślam się, bo pan należy do pokolenia, którego elementem wieńczącym pewien sposób myślenia jest korwinizm-mikkizm, jako zdegenerowana idea, pociągnięta już do absurdu.

Bardziej myślimy o thatcheryzmie – wchodzimy w słowo, na co słyszymy:

– Powiem szczerze: nie jestem thatcherystą. Mam w pamięci doświadczenie, którego wszyscy starają się uniknąć i wyprzeć ze świadomości. Otóż pamiętam 2008 rok, kiedy się na moment uniosły kotary nad sceną, na której odbywano pewien spektakl pt. „gospodarka wolnorynkowa”. I nagle zobaczyliśmy masę szczurów, kłębiących się, a potem zapadła kurtyna, i wszyscy zapomnieli o tym, co widzieliśmy. Otóż kapitał ma narodowość, to po pierwsze, a ostatecznym arbitrem stosunków społecznych nie jest rynek, tylko państwo, i polityka. Jeśli się o tym zapomina, i chce się wymienić pieniądz na politykę, to na końcu jest zdziczenie.

Jak Panu się żyło za rządów Jarosława Kaczyńskiego? – pytamy Sienkiewicza.

– Prowadziłem wtedy prywatną firmę, i prawdę mówiąc zarabiałem wtedy świetne pieniądze.

Jeszcze obniżył panu podatki – wtrącamy.

– Zyta Gilowska obniżyła podatki, wywołując zresztą poważne perturbacje budżetowe, które później trzeba było naprawiać i odwracać ten trend, bo to była ekonomiczna głupota. Pamiętam absolutne prosperity na świecie, tuż przed załamaniem rynkowym, które z punktu widzenia obywatela, czującego się odpowiedzialnie, zostało kompletnie zmarnowane. Może przypominają panowie sobie taki moment, kiedy wielkim darem Jarosława Kaczyńskiego było przedłużenie macierzyńskiego o 2 tygodnie. Ile w tej chwili liczy macierzyński w Polsce? Został dwukrotnie wydłużony, z pół roku do roku, dzieki czemu jest najdłuższy w Europie. Okazuje się, że to ten impuls, który powoduje, że mamy zyskać jakąkolwiek równowagę demograficzną.

Przerywamy: Ale pan pamięta, że Platforma też miała w tym swój udział. Obniżenie podatków za rządów PiS, było też projektem Platformy. Na to Sienkiewicz odpowiada:

– To prawda – mówi. – Platforma miała 3×15. Wszyscy byliśmy zakładnikami… Ja panu powiem inaczej. Wie pan, jaka jest najkrótsza definicja inteligencji?

I mówi dalej o swojej definicji inteligencji:

– To zdolność dostosowawcza. Innymi słowy, przeżywają ci, którzy mają najwyższą inteligencję, ponieważ są zdolni do dostosowania się do rzeczywistości. Ci, którzy się nie dostosowują do rzeczywistości, giną. I to nie ma nic wspólnego z wykształceniem, czy tzw. salonową mądrością. Otóż klucz dobrego rządzenia nie polega na tym, żeby spróbować radykalnie zmienić rzeczywistość według swojego wyobrażenia, tylko tak dostosować się do rzeczywistości, żeby móc się z nią ułożyć i równocześnie wykonywać swój plan. W momencie, kiedy Platforma objęła swoją władzę, stało się oczywiste, że musiała przeformułować większość swoich założeń programowych sprzed paru lat. W odróżnieniu od PiS-u, który nadal mówi o IV RP. Na tym polega różnica między ssakami a dinozaurami.

Nie ma pan poczucia, że stosunek Platformy do Lecha Kaczyńskiego zniszczył debatę publiczną? Spowodował absolutną wrogość, nieufność, brak szacunku – kontynuujemy wątek stosunku do PiS i debaty publicznej.

– Naprawdę pan uważa, że to Platforma odpowiada za ten język? – i mówi dalej Sienkiewicz:

– Pamiętacie panowie wywiad w “Dzienniku”, ówczesnego trzeciego bliźniaka, Ludwika Dorna? Z perspektywy późniejszych losów tego polityka, z pewną przykrością to przypominam, ale traktuję tę wypowiedź symbolicznie. To był wywiad dla „Dziennika”, prowadził go Cezary Michalski. W tym wywiadzie padło słynne powiedzenie o wykształciuchach. Otóż Dorn tam w pewnym momencie mówi: my nauczymy polityczności Polaków i największym sukcesem PiS-u jest to, że wprowadziliśmy spór, który jest istotą polityczności. To był ten sposób patrzenia na politykę. Z taką dumą mówi, że nam się udało wprowadzić ten spór na poziom każdej polskiej rodziny. Udało nam się podzielić polskie rodziny w tym sporze. To filozofia do tej pory obecna w PiS-ie. Dokładnie odwrotna od filozofii Platformy, która robi wszystko by nie, żeby nie podzielić rodzin, ale żeby nie podzielić ich miedzy sobą. Na tym polega ta różnica. Kiedy Polacy będą mieli do wyboru: kogoś, kto naprawdę chce zetrzeć kanty, raczej łączyć kolejne grupy społeczne, w obręb troski państwa, wspólnoty, prestiżu, nawet przez głupie aspiracje.

Lepszy aquapark niż 6-pak Żubra

I dalej mówi:

– W Platformie się nie wyśmiewa. Nikt nie wyśmiewa aquaparków. Nikt do cholery nie rozumie na tej prawicy, że jeśli na polskiej prowincji jest do wyboru dla młodego człowieka 6-pak Żubra na sobotę, albo 15 zł w aquaparku, to jest to wreszcie pierwszy realny wybór, jaki ten młody człowiek ma od iluś lat, a kto wie, czy nie od iluś pokoleń. Nie wolno się śmiać z aquaparków, bo część osób nie wybierze 6-paka Żubra, tylko wybierze aquapark za 15 zł. Bo wreszcie ma wybór. Jeśli mówimy o Platformie, to to, co ona dała Polsce, i co daje Polakom żyjącym współcześnie, daje realny wybór, który jest cywilizacyjnym wyborem. A nie systemem, który mówi, że wasze aspiracje są głupie, wy jesteście pseudo Polakami, a w ogóle to warte jest te 8 milionów, a reszta na drzewo.

Też mam za sobą retoryczne trupy

Nie miał pan poczucia niesmaku z retoryki Niesiołowskiego, Palikota, jak był jeszcze w Platformie? – dopytujemy. Sienkiewicz odpowiada:

– Powiem wam jedną rzecz. Jestem zanadto rozwinięty retorycznie, żeby potępiać innych retorów. Więc proszę mnie na to nie wyciągać, bo za sobą też mam retoryczne trupy, więc nie będę się na ten temat wypowiadać.

Tusk jest Adenauerem

Kto jest dla pana najważniejszą postacią 25-lecia? – pytamy.

– Donald Tusk.

Naprawdę? Nie Tadeusz Mazowiecki?

– Poza kwestią.

A dlaczego?

– Pracowałem w rządzie Mazowieckiego – w tym sensie, że tutaj zaczynałem. I nikt nie jest w stanie zatrzeć tej wagi, tego przełomu. Potrzebujemy na pewno ludzi, o których możemy powiedzieć: tak, to są ojcowie założyciele. Jak panowie tutaj wchodzili, to zobaczyliście popiersie, które udało mi się tutaj postawić, Krzysztofowi Kozłowskiemu, jako pierwszemu niekomunistycznemu ministrowi spraw wewnętrznych. O tych ludziach powinniśmy pamiętać, czcić ich. Ale pamiętacie panowie Krasowskiego „Po południu”, który mówi: to co, w Europie Środkowej nagle przyszedł moment na pokolenie tytanów i geniuszy? Bo właściwie wszyscy przeszli przez bardzo podobny proces. Na Węgrzech był Antall, w Czechach był Havel, na Słowacji Carnogursky. To samo dotyczyło Estonii z Laarem, Litwy z Landsbergisem. Po prostu to był czas wielkiej zmiany całego regionu. Wszędzie podobnej.

Ale Tusk jest Adenauerem?

– Jeśli szukamy kogoś, kto położył fundamenty pod taką absolutną pewność istnienia, taki stopniowy rozwój, to jest to Tusk. Tego się jeszcze nie dostrzega. Dla Polski, która albo nie miała kapitału, albo była czas zagrożona, albo miała takie zmiany, które ją w środku dewastowały, to Tusk jest polskim Adenauerem.

Polska będzie nie do ogrania

Gdzie pan widzi Polskę za 10 lat? – pytamy. Bartłomiej Sienkiewicz odpowiada:

– Jedyna rzecz, która jest przedmiotem lęku, którego noszę w sobie od dawna, to jest to, żebyśmy mieli te 10 lat w Europie, która się nie rozpadnie, która nie będzie Europą barbarzyńców, która nie stanie się kontynentem chaosu, nie powszechnej wojny, bo to nie te czasy, ale małych konfliktów, rozpadających się struktur, w tym także struktur społecznych i my owszem, czasami kupujemy czas, ale jeśli jeszcze Polska będzie miała takie 10 lat, jakie miała ostatnie 7, to będzie nie do ogrania.

10705083_10203593529736561_1216098838_n

A w jakiej sprawie pan jest ideowcem? – Państwa – bez chwili zastanowienia odpowiada Sienkiewicz.

Jak pan zaczyna dzień? – do wyobrażenia o Sienkiewiczu jako o polityku, chcemy dodać opis jego przyzwyczajeń i nawyków umysłowych.

– Kawą.

Co pan czyta rano?

– Rano czytam raporty służb.

Ma pan smartfona?

– Chwileczkę, jestem przepytywany z gadżetów cywilizacyjnych?

Ma pan smartfona.

– No tak, korzystam z internetu.

Jest pan androidowcem.

– Jestem androidowcem. Miałem iPhone’a, ale prawdę mówiąc nie spodobał mi się. I nie jestem entuzjastą jabłuszka. Raczej lubię to, co powszechne i łatwiejsze w obsłudze, a nie elitarne i gadżeciarskie.

Jest pan zapalonym internautą?

– Teraz to mniej, ale dawniej siedziałem godzinami w internecie, bo to była część mojej poprzedniej pracy.

Co pan czytał w internecie?

– Wszystko. Wszystko. I marzę o takim momencie, kiedy wszystkie książki będą w internecie.

Co pan teraz czyta?

– Ostatnio skończyłem „Wyznaję” Jaume’a Cabre. To jest wielka europejska powieść i wydaje się, że ona odświeża prozę jako formę opowieści o świecie. Wydawałoby się, że czas wielkich powieści, poważnych, minął. Że to taka XIX-wieczna zabawa, tak sobie zdychała, aż w końcu został Coelho i dziękujemy. Otóż Cabre pokazuje, że wcale tak nie musi być. I siła tego jest olbrzymia. Co jeszcze? Czytam Krytykę Polityczną, czasami Mistrza Eckharta, trochę wierszy.

Jaką książkę polecił pan premierowi?

– Jedną, którą mu poleciłem, to z takiego polskiego autora, Królowa Mórz Południowych czy o tej wyspie Bounty, wstrząsająca opowieść. Ostatnio dałem mu mu książkę z dedykacją, nad którą pracowałem dwa lata, zanim przeszedłem do resortu. To są „Węzły pamięci”. Taka zbiorowa praca prof. Najdera, tam miałem swoje trzy hasła. Polecam szczególnie „Pańszczyznę”. Fajne wydanie, strasznie się cieszę, że się udało.

A Tusk co panu polecił? Oprócz wyjaśnienia afery taśmowej…

Sienkiewicz odpowiada rozbawiony: – Polecał mi, oprócz wyjaśnienia afery taśmowej… Ostatnio rozmawialiśmy o ostatniej powieści Huelle. Na pewno Litella, dawniej, tym się zachwycił. O książkach rozmawiamy cały czas.

Kogo pan słucha? Kto jest pana autorytetem?

– Tu jest kłopot. Powiem szczerze, że nie jestem człowiekiem autorytetów. Z ludźmi, których bardzo szanuje, i uważam ich za wybitne osoby, wolę dyskutować, czasami na ostro, bo mam raczej naturę polemiczną.

To inaczej – kto pana zainspirował do przemyślenia czegoś?

– Dla mnie najbardziej inspirującym publicystą jest Michalski. Czasami miałem wrażenie, że z jednego jego felietonu można by obdarzyć ze cztery tygodniki tematami, czy sposobem myślenia. Prawdę mówiąc, jeśli myślę o ciekawej publicystyce, to raczej jej szukam po lewej stronie.

Krytyka Polityczna?

– Krytyka Polityczna, Gdula, który jest jednym z ciekawszych tam autorów. Bielik-Robson… Świetni ludzie z Kontaktu, czyli młodzi ludzie z Klubu Inteligencji Katolickiej, którzy nagle zrozumieli, że chrześcijaństwo jest lewicowe. I wydają fantastyczne pismo na świetnym poziomie, niezwykle ciekawe. Bardzo fajne środowisko. Niestety muszę w późnym wieku potwierdzić maksymę, którą dawniej słyszałem, ale nie chciałem w nią wierzyć: to, co ciekawe, jest raczej na lewicy. Ponieważ prawica w jakiś nieuchronny sposób popada w nostalgię albo tradycjonalizm, który jest niczym innym jak podtrzymywaniem tego, co było. Szukanie dziury w całym i wywracanie świata do góry nogami jest raczej po lewej stronie. Ja się bardzo cieszę, że moi synowie nie zostali tradycjonalistami, albo klasycznymi konserwatystami, bo to byłby problem. I w ogóle strasznie mi się podoba to współczesne pokolenie. Łącznie nawet z Rzeczami Wspólnymi, czy z Pressjami Rojka, bo to są takie miejsca fermentu. To są ludzie, którzy się buntują przeciwko rzeczywistości, chcą coś zmienić. Mają na to jakiś pomysł, nawet jeżeli mi się wydaje on niesłuszny i absurdalny, to wiem, że na czymś im zależy. Do cholery, na czymś im zależy, co nie obejmuje znacznej części klasycznych publicystów prawicowych tygodników, którzy moim zdaniem w większości są albo frustratami, albo cynikami. Albo jednym i drugim.

A głosiciele wolnego rynku?

– No tak, ale to tak, jak rozmowy o sektach. To ma swoje uroki, ale prawdę mówiąc, po 2008 roku ten głos cichnie i będzie cichł coraz bardziej. Ponieważ ta moda intelektualna, i gospodarcza, i polityczna, która dominowała od konsensusu waszyngtońskiego do 2008 roku, już leży siedem stóp pod ziemią. Tylko prof. Balcerowicz tego nie zrozumiał.

Warszawa czy Kraków?

– Warszawa.

Dlaczego?

– No bo tu jest taki kop energetyczny, którego nigdzie nie można w Polsce znaleźć.

*****

Sienkiewicz odprowadza nas do drzwi sekretariatu. W drodzę typujemy jak może się rozwinąć sytuacja po wyborach 2015. – Paweł, przypilnuj panów – rzuca Sienkiewicz do Pawła Majchera, szefa swojego gabinetu. W końcu to MSW – dopowiadamy sobie w myślach.

*****

Bartłomiej Sienkiewicz w poniedziałek przestanie pełnić funkcję Ministra Spraw Wewnętrznych. Zastąpi go Teresa Piotrowska, absolwentka historii i teologii na Akademii Teologii Katolickiej. Przyszła premier mówiła o niej w piątek: “Nasza Piotrowska jest silną kobietą, da radę”.

10706598_10203593521896365_1726503390_n-1

Fot. Jakub Szymczuk – https://facebook.com/sila.obrazu