W kilkunastomiesięcznej perspektywie, wyprowadzka Donalda Tuska do Brukseli oznaczałaby same zyski. W perspektywie kilkuletniej – katastrofę. Wyjazd oznacza wygraną Platformy w wyborach samorządowych oraz Bronisława Komorowskiego w prezydenckich. Prawdopodobna jest także wygrana w wyborach parlamentarnych, bo PO bezlitośnie wykorzysta fakt „prezydenta Europy” i zagra tym w kampaniach.

To nic, że to nieznaczące stanowisko. Platforma przećwiczyła ten scenariusz z Buzkiem i w czasie polskiej prezydencji, więc teraz zrobi to jeszcze bardziej skutecznie. Polacy są podatni na tego typu argumentację, więc to kupią. To nic, że Belgia nic nie miała z 5-letniej kadencji Van Rompuy’a, podobnie jak Portugalia z 10 lat Barroso, choć było to znacznie ważniejsze stanowisko.

Ważne, że Polakom wmówi się, że oto dostąpiliśmy niebywałego zaszczytu, a siła Tuska została potwierdzona. Swoją drogą, jest dokładnie odwrotnie, bo konkuruje on z premierami Danii, Finlandii czy Łotwy, co oznacza, że jest traktowany jako słaby i niesamodzielny polityk, bo na silnego i samodzielnego nie zgodziłby się Berlin i Paryż.

Platforma dodatkowo zagrałaby tym, że premierem Polski nie może być Jarosław Kaczyński, bo zakłóciłoby to współpracę z UE i napływ pieniędzy. Nie można więc pozwolić na zwycięstwo kogoś, kto byłby w opozycji do prezydenta Unii. I to owe kilkunastomiesięczne zyski.

A kilkuletnie straty? Ewentualne odejście Tuska oznacza powolny rozpad Platformy, bo partią nie da się kierować z Brukseli. Wymieniani ewentualni następcy nie mają choć cienia charyzmy i talentu Tuska. Kopacz, Bieńkowska, Siemoniak – nikt z nich nie ma w partii autorytetu porównywalnego z Tuskiem. To zaś oznacza najpierw walki frakcyjne, a potem rozpad partii. Jedynie Schetyna kilka lat temu byłby w stanie spiąć i opanować partię, ale już nie dziś.

Brak jasnego przywództwa będzie więc skutkował postępującą fragmentaryzacją partii i w końcu jej rozpadem. To kilkuletnia, ale nieuchronna perspektywa. Podsumowując – ewentualna przeprowadzka Donalda Tuska do Brukseli będzie pyrrusowym zwycięstwem PO. Jego początkowym efektem byłyby zwycięstwa Platformy – prawdopodobnie w trzech kolejnych elekcjach – ale efektem końcowym będzie rozpad partii. Najciekawsze jest to, czy rozpad PO nastąpiłby przed rozpadem PiS, spowodowanym poczwórną przegraną w latach 2014-2015. Na to pytanie dziś jednak nie potrafimy odpowiedzieć.

Fot. Grzegorz Rogiński/KPRM