Donald Tusk, po pierwsze trochę się cofnął, sugerując, że dyktaturę zastępuje przywództwem drużyny. A po drugie – zdaje się- dość sprytnie wykorzystał trend współczesnych mediów- human story. Trendy w zasadzie są dwa- można coś przedstawić albo za pomocą ciekawej infografiki, albo za pomocą osobistej historii.

Tusk przedstawił 5 ciekawych historii:

Szczurka – młodego ekonomisty z piątką dzieci i trójką braci na rowerach.

Kolarskiej-Bobińskiej- szanowanej socjolożki, jednej z liderek Kongresu kobiet, która miała zawsze relacje z większością środowisk, czego prozaicznym dowodem może być jej fotogaleria, w której można znaleźć zdjęcia Kolarskiej z osobami od ŚP. Marii Kaczyńskiej po Jolantę Kwaśniewską.

Trzaskowskiego- trochę aroganckiego w powierzchowności, warszawkowatego yuppie z ręką w kieszeni, który może przemówić do aspirujących lemingów.

Kluzik-Rostkowskiej, pogubionej liderki rozłamowców z PiS, ale i opozycjonistki i udanego ministra z rządu Jarosława Kaczyńskiego.

I w końcu sprawdzonej w bojach Bieńkowskiej- bezpretensjonalnej Ślązaczki z dwoma tatuażami, urastającej w medialnych relacjach do rangi urzędniczej Cat woman.

Czy to postpolityka? Być może, ale też na jakiś czas może zagrać. Nie eliminuje niedomagań PO, ale je na chwile tuszuje.

Oczywiście, nie ma aż takich wielkich symptomów, by twierdzić, że Platforma Obywatelska rozwiązała strukturalny problem erozji zaufania, ale być może udało się jej przełamać społeczne poczucie wszechogarniającego nią zmęczenia. I to, na tle niezliczonych kryzysów rozlewających się po Platformie i zagubionej busoli rządu w dotychczasowym kształcie, jest już czymś.

Zakładając, że Tusk nie popełni podczas Konwencji jakiegoś błędu, ani nie przegada swojego wystąpienia, jak pół roku temu w Katowicach, to dzięki samej dynamice medialnej, ale i ludzkiej ciekawości nowymi osobowościami -z czego żyją kolorowe tytuły- prawdopodobnie nie tylko wyhamuje spadek notowań PO i osobistych PDT, ale pewnie może rokować na jakieś odbicie. I paradoksalnie, mimo fatalnych nastrojów, może ono być porównywalne do tego rok temu, gdy PiS zdetonował trotylem ówczesną, rzeczową ofensywę programową, i gdy Tusk wygłaszał tzw. drugie (de facto trzecie) expose.

Ubiegłoroczne expose dało Tuskowi odbicie przez samo przejęcie inicjatywy i pokazanie nowej odsłony własnego przywództwa.

Dziś Tusk, jakby zdając sobie sprawę, że to jego leadership jest sporą częścią problemu, trochę usuwa się na bok i pokazuje drużynę. To oczywiste, że każdy z nowych i awansowanych członków rządu ma mnóstwo historii rodzinnych, hobbies, etc. Może ministrowie Biernat i Grabowski nie zapowiadają się tu szczególnie porywająco, ale pozostali rokują: Szczurek 5 dzieci, 3 braci, podróże rowerowe i ciekawa żona, Trzaskowski dwójkę dzieci i celebryckich przyjaciół, Kluzik ma byłego sześciolatka w szkole, Kolarska- szacunek prawie wszystkich i ciekawe doświadczenie. I to są historie, które mogą zapełnić popularne media być może nawet do Świąt. I to może chwilowo wystarczyć, by choć trochę przełamać beznadzieję Tuska i PO.

Na ile zastąpienie dyktatury drużyną będzie wyglądało autentycznie i na jak długo wystarczy- nie wiemy. Do wyborów europejskich około 180 dni- czyli dokładnie pół roku. Jeśli skok rekonstrukcyjny, przy jałowości oferty opozycji będzie spory, czego jeszcze nie można wykluczyć, to może wystarczyć na wyrównanie walki z PiS w wyborach europejskich. Ale to jednak byłoby dla wszystkich, włącznie z Platformą bardzo dużym zaskoczeniem.

fot. cytaty fotograficzne PAP, Flickr Leny Kolarskiej-Bobińskiej, strona Rafała Trzaskowskiego, szczurek.pl.