W piątek, w trybie pilnym, Komitet Stały Rady Ministrów, czyli tzw. mały rząd zajmie się reformą OFE. Rząd śpieszy się z przeprowadzeniem zmian w II filarze emerytalnym, bo gonią go terminy. Ewentualne opóźnienie mogłoby odbić się na przyszłorocznym budżecie, co tłumaczy pośpiech rządu – finansowe skutki zmian w OFE zostały uwzględnione w projekcie budżetu na 2014 rok. Ponadto, skoro zbliża się czas rozstrzygnięć, do gry wokół systemu emerytalnego wkracza prezydent.

Władysław Kosiniak-Kamysz w piśmie do sekretarza KSRM argumentuje, że zwołanie dodatkowego posiedzenia komitetu jest uzasadnione koniecznością obniżenia składki przekazywanej do OFE do 2,92% od 1 lutego. Sprawa jest prosta. Każdy miesiąc zwłoki to dla budżetu mniejsze oszczędności, a trudno uchwalić tak złożoną ustawę na jednym posiedzeniu Sejmu. Platforma udowodniła wprawdzie, że jest w stanie zamrozić próg ostrożnościowy w kilka dni, ale był to krótki, wręcz banalny projekt.

W tym roku Sejm zbierze się jeszcze trzy razy, w styczniu natomiast planowane są dwa posiedzenia – 8-10 oraz 23-24. Jeżeli ustawa, zgodnie z intencją ministra pracy, ma wejść w życie z początkiem lutego, musi zostać uchwalona najpóźniej w grudniu. Czasu jest mało – tym bardziej, że nadal nie wiadomo, kiedy projektem zajmie się Rada Ministrów. Być może zostanie zwołanie dodatkowe posiedzenie. O niektórych konkretnych zapisach i tak będzie musiał zdecydować premier – mówił o tym na konferencji.

Trudno zresztą uznać, że reforma – przynajmniej w obecnej wersji – jest dobrze przygotowana. Krytyczne uwagi zgłosiło część ministerstw, na czele z Rządowym Centrum Legislacji. Opinia MSZ, wedle której zakaz inwestowania funduszy emerytalnych w zagraniczne obligacje może łamać prawo UE, podważa jeden z fundamentów reformy, choć i tak wydaje się, że najpoważniejszym zarzutem może być niekonstytucyjność.

Tym bardziej, że do politycznej gry wokół systemu emerytalnego włączył się prezydent Komorowski. Kilka dni temu szef kancelarii Jacek Michałowski w liście do szefa KPRM Jacka Cichockiego napisał, że „wyrażane są obawy, również przez instytucje rządowe, że projektowane zmiany w funkcjonowaniu otwartych funduszy emerytalnych, w tym uchylenie dotychczasowych przepisów gwarantujących bezpieczeństwo i rentowność lokat oraz poważne zmiany w polityce inwestycyjnej (minimalny wymóg inwestycji w akcje na poziomie 75% oraz zakaz inwestowania w papiery wartościowe emitowane bądź gwarantowane przez Skarb Państwa) mogą nie być zgodne z Konstytucją”.

W nowej wersji projektu ustawy złagodzono restrykcje związane z zakazem reklam OFE oraz zrezygnowano z obowiązku minimalnego 75-procentowego inwestowania OFE w akcje, choć premier dał do zrozumienia, że minimalny limit inwestycji OFE w akcje jednak będzie, a jego likwidacja będzie następować stopniowo. Poza tym główne założenia reformy się nie zmieniły – zmiany prowadzą do marginalizacji II filara emerytalnego. – Ci którzy liczyli, że rząd weźmie sobie do serca zastrzeżenia kilkudziesięciu instytucji w tym wielu państwowych, będą srodze zawiedzeni – pisze w „Rz” Mateusz Pawlak.

W parlamencie znajdzie się większość do przeprowadzenia reformy, bo reformę OFE poprze SLD. Nie wiadomo natomiast, jaką decyzję podejmie prezydent. Skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego zawiesi reformę przynajmniej na kilka miesięcy. Do odrzucenia veta potrzeba 3/5, tj. 276 posłów. Wydaje się, że nawet z pomocą Sojuszu koalicja nie uzbierałaby takiej większości. Bronisław Komorowski nie będzie mieć dobrego wyjścia – zastopowanie reformy w ten czy inny sposób oznaczałoby wojnę z Donaldem Tuskiem. A na to, zwłaszcza przed 2015 rokiem, raczej się nie zdecyduje. Pytanie, co zrobi rząd, ten albo następny, jeżeli Trybunał Konstytucyjny – bo prędzej czy później ktośzłoży skargę – uzna ustawę za niezgodną z Konstytucją.

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM