Już jutro poznamy wyniki wyborów Platformie. Jaka była granica sukcesu dla Jarosława Gowina? W powszechnej opinii – nie tylko komentatorów ale i polityków – przekroczenie bariery 10% byłoby takim sukcesem dla polityka z Krakowa. 10% w skali kraju oznaczałoby średnio około 134 głosów na region PO. Dzisiejszy przeciek o rzekomo 20% głosów oddanych listownie na Gowina może być elementem gry na odwrócenie oczekiwań. Jest jeszcze jeden wskaźnik, na który warto zwrócić jutro uwagę – liczba głosów nieważnych.

Regulamin wyborów mówi wyraźnie: „Przewodniczącego Platformy uznaje się za wybranego, jeżeli uzyska bezwzględną większość ważnie oddanych głosów członków Platformy biorących udział w głosowaniu”. Platforma rozesłała karty wyborcze do 42 636 ludzi. Głos nieważny można było oddać zarówno listownie, jak i elektronicznie. Każdy z członków Platformy, który chciał zagłosować przez internet musiał bowiem wprowadzić kod jednego z kandydatów. Wpisanie w formularzu do głosowania nieprawidłowego kodu i zatwierdzenie całego procesu mogło skutkować oddaniem nieważnego głosu. W ten sposób członkowie frakcji Grzegorza Schetyny – zgodnie z jedną z krążących w Platformie teorii – mogli próbować maksymalnie osłabić wynik Donalda Tuska. W 2010 roku, w prawyborach prezydenckich głosów nieważnych było nieco ponad 1%.

Granicą sukcesu Gowina jest teraz 10%. Taka jest powszechna opinia wśród dziennikarzy i polityków. Grzegorz Schetyna przewidywał w połowie sierpnia, że 10% będzie oznaczać sukces Gowina. „Myślę, że 10 procent będzie takim poziomem, który będzie świadczył o tym, iż koncepcje Gowina znalazły poparcie w PO”. O takim wyniku pisał też w tygodniku POLITYKA Mariusz Janicki: „Jak mówią w kuluarach uczestnicy narad politycznych PO, istotne jest pytanie, ile procent poparcia straci Tusk na rzecz konkurenta. Wielkość ponad 10 proc. będzie traktowana jako dolegliwa porażka”.

W poniedziałek, dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z WDiNP UW mówiła, że spodziewa się wyniku Gowina „do 10%”. Na początku sierpnia o 10% pisał także Konrad Piasecki, podsumowując sytuację Gowina w taki sposób: „Gowin gra już dziś w grę, która ma niewiele wspólnego z grą o szefostwo w PO. I on sam, i wszyscy inni wiedzą, że walkę o ten fotel sromotnie przegra, że jeśli jego wynik sięgnie 10%, to i tak będzie dobrze”.

Tymczasem, oponent Gowina w Platformie, Andrzej Biernat, jeszcze w czerwcu, w wywiadzie dla „Polski the Times” prognozował zupełnie inne rezultaty. Zapytany o mocne regiony Jarosława Gowina i szanse procentowe w wyborach odpowiedział: „Trzy głosy ma – swój, posłów Godsona i Żalka”.

Zakładając frekwencję 50% (w 2010  frekwencja wynosiła 47,7%), Gowin musiałby zdobyć ok. 2 tysiące głosów, by przekroczyć 10%. Wynik w granicach 10% oznaczałby, że średnio, na region PO przypadałoby około 134 głosów, co zdaniem polityków PO, z którymi rozmawialiśmy jest absolutnie możliwe.

Jutro Komisja Wyborcza w Platformie odkoduje wyniki internetowego głosowania i na konferencji prasowej przedstawi ostateczne wyniki. Nieoficjalnie, jak napisali na Twitterze Robert Mazurek oraz Wojciech Szacki, mówi się, że Gowin ma 20% w głosowaniu korespondencyjnym. Dzisiejszy przeciek części wyników może też być grą na odwrócenie oczekiwań wobec wyniku Gowina, któremu do tej pory obserwatorzy nie dawali tak dużych szans na przekroczenie 10%. Tak więc wynik dalszy od omawianych dziś 20% będzie robił już mniejsze wrażenie, bo wszyscy już będą przygotowani na ewentualną niespodziankę.

Jutro przekonamy się nie tylko, czy Gowin przekroczył barierę 10%, ale także ile było nieważnych głosów. W 2010 Platforma z dużym rozmachem prezentowała wyniki prawyborów.

Jak podaje PAP, Platforma rozważa zwołanie w najbliższym czasie Rady Krajowej, na której miałby przemówić nowo wybrany przewodniczący. To byłaby też okazja dla Platformy na dokonanie mocnego rozpoczęcia nowego sezonu politycznego.

 

fot. profil FB Jarosława Gowina