Analiza tego co dzieje się w mediach społecznościowych – zarówno na potrzeby komercyjne jak i polityczne – to stosunkowo nowa dziedzina znajdująca się na styku socjologii i informatyki. Nowe badanie w tej sferze wskazuje, że szum (buzz) na Twitterze bardzo dokładnie wskazuje, kto wygra wybory. I nie ma znaczenia co się mówi. Ważne jest tylko jedno – ile się mówi, przynajmniej na Twitterze.

Do takich zaskakujących wniosków doszedł zespół profesora socjologii Fabio Rojas z Uniwersytetu w Indianie. Zasada „nieistotne co mówią, ważne aby mówili” to najbardziej lapidarne podsumowanie rezultatów tego badania. Rojas i jego współpracownicy przeanalizowali ponad 500 milionów wpisów na Twitterze opublikowanych między 1 sierpnia a 1 listopada 2010 roku. Z tego 500 tysięcy dotyczyło polityków startujących w tych wyborach. To było apogeum kampanii do Kongresu, która zakończyła się przejęciem Izby Reprezentantów przez Republikanów.

Jak się okazuje, w 93% przypadków polityk o którym mówiło się najczęściej na TT wygrywał wybory w swoim okręgu. Nie miało tu znaczenia, czy treść wpisów była pozytywna czy negatywna. Natężenie szumu na TT (im większe tym lepiej) czyli liczby wpisów było wystarczające, aby wskazać zwycięzcę. „Im więcej się o kimś mówi, tym lepiej, niezależnie od tego czy ludzie lubią kandydata czy też nie” – twierdzi Rojas. I jednocześnie zastrzega, że skandale, takie jak ten z udziałem Anthony’ego Weinera mogą stanowić wyjątek od tej reguły, wypaczając rezultaty w mediach społecznościowych. To forma obrony przed zarzutami, że podejście czysto ilościowe do danych prowadzi do absurdalnych wniosków w sferze prowadzenia kampanii.

Co ciekawe, badanie Rojasa pokazało, że nie ma znaczenia, czy tweety pochodzą od ludzi z konkretnych okręgów wyborczych – czyli od osób, które mogą zagłosować. W przypadku kongresowych kampanii nie miało to znaczenia, podobnie jak treść wpisów. Dla niektórych komentatorów politycznych w USA tego typu podejście jest absurdalne. Stu Rothenberg, jeden z najlepszych analityków politycznych w amerykańskich mediach uznał ten raport  i jego konkluzje za „całkowicie nielogiczne”, a natężenie szumu – tylko za odbicie tego, czy kandydat/kandydatka jest znany wyborcom.

Rojas ma jednak za sobą dane ze swojej analizy. Oczywiście została ona dokonana już po wyborach. Ale w 2014 badanie natężenia szumu na Twitterze może być dla sztabów kandydatów jednym z ważniejszych wyznaczników tego, czy kampania zmierza w dobrym kierunku. Wtedy będzie można powtórzyć badania Rojasa na dużo większą skalę – i to w trakcie walki o Kongres.

fot. Kevin Krejci CC BY SA 20