David Cameron wywołał w poniedziałek polityczną burzę planem wprowadzenia blokady pornografii u wszystkich użytkowników internetu w Wielkiej Brytanii. Jeśli ktoś będzie chciał mieć dostęp do takich treści, będzie musiał poprosić o dostęp u swojego ISP. Dziś Marek Biernacki stwierdził, że „będzie się przyglądać brytyjskim rozwiązaniom i przeanalizuje, czy można je wprowadzić w Polsce”. Biernacki powiedział też, że ochrona młodych ludzi powinna być priorytetem. Ale  Wielkiej Brytanii sam Cameron bardzo szybko zaczął modyfikować i wyjaśniać swoje propozycje.

W poniedziałek premier Wielkiej Brytanii przedstawił serię propozycji mających na celu zwalczanie pornografii i ochronę dzieci przed nią. Jak stwierdził, pornografia „niszczy dzieciństwo”. W planie Camerona zakaz ma wejść w życie do końca przyszłego roku, a każdy kto będzie chciał oglądać zablokowane treści będzie musiał wyłączyć filtr u swojego dostawcy internetu – jeśli będzie podpisywać nową umowę (opt-out). Obecni użytkownicy będą musieli zdecydować czy chcą wprowadzić filtrowanie.  Cameron zapowiedział także inicjatywy wzmacniające policję w walce z pedofilią w sieci, między innymi uniemożliwiające wyszukiwanie niektórych terminów w wyszukiwarkach. Filtry mają być także stosowane w publicznych punktach dostępowych wifi, a także w telefonach komórkowych.

Reakcja organizacji zajmujących się internetem była jednoznaczna. Padraig Reidy z NGO Index Of Censorship stwierdził na przykład, że taki zakaz spowoduje zablokowanie dostępu np. do stron zawierających informacje zdrowotne, edukacyjne i tak dalej. Reidy stwierdził, że blokowanie treści pornograficznych powinno być dostępne na żądanie (opt-in) nie zaś domyślnie. Przedstawiciele Open Rights Group, innego NGO zajmującego się wolnością w sieci nazwali inicjatywę Camerona „pornwall” i określili ją jako subtelne wprowadzenie cenzury, które będzie szkodliwe dla użytkowników i dla samych ISP.

Oczywiście reakcja konserwatywnych tabloidów jest zupełnie inna. The Daily Mail od miesięcy prowadził kampanię przeciwko internetowej pornografii. Plan Camerona został również – chociaż niezwykle ostrożnie – pozytywnie oceniony przez Paula Goodmana z bardzo wpływowego serwisu konserwatywnego ConservativeHome, który jest bardo opiniotwórczy wśród zaplecze  torysów. Goodman napisał, że chociaż plan Cemerona jest trudny w realizacji, to co do zasady jest słuszny. Jak zauważą Goodman, z wizerunkowego punktu widzenia plan jest dla Camerona znakomity, bo może pokazać się jako obrońca rodziców w walce z dostawcami usług internetowych.

Ale to właśnie sfera wprowadzenia w życie całego projektu jest najbardziej problematyczna. Nawet David Cameron nie jest do końca pewny jak mają działać filtry wprowadzane przez ISP. Cameron przyznał, że to od ISP zależy, jakie treści będą automatycznie blokowane. Przyznał też, że zdjęcia takie jak te publikowane na trzeciej stronie tabloidu The Sun (modelki topless) nie będą filtrowane, podobnie jak książki takie jak „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, chociaż „wszystko zależy od tego jak będą działać te filtry”. „Z tym systemem na pewno będę kłopoty , ale staramy się zwalczać problem pornografii, i próbujemy ustalić co możemy a czego nie możemy zrobić.” – oświadczył Cameron. Jego wypowiedzi zostały natychmiast uznane jako „odwrót” w kwestii blokowania treści.

Przerzucając odpowiedzialność na dostawców usług internetowych w kilka dni po swoim przemówieniu, Cameron pokazuje na ile istotny w tej całej propozycji jest kontekst związany z bieżąca polityką.

Aktualizacja: Premier Tusk na konferencji prasowej na moście w Kwidzynie powiedział dziś, że rząd nie ma żadnych planów ograniczania dostępu do legalnych treści „nawet jeśli nie odpowiadają pod względem estetycznym czy etycznym”.

fot. David Cameron na FB